Menu rozwijane

29 lutego 2024

Michał Wodziński, redaktor naczelny Faktu: W niedawnym wywiadzie z BBC powiedział Pan: „nie wierzę, żeby Putin i jego armia zaatakowała którykolwiek z krajów NATO”. Tymczasem Szef BBN mówił niedawno, że maksymalnie trzy lata mamy do tego, by przygotować się na ewentualny konflikt zbrojny. Czy Polska jest dzisiaj bezpieczna?

Prezydent Andrzej Duda: Ja nie wierzę w to (atak Rosji) dlatego, że wierzę, że się przygotujemy. Oczywiście wszystko przy założeniu, że będziemy silni. Nie atakuje się silnych. Atakuje się słabych. Atakuje się takich, których można łatwo pokonać.

Myślę, że gdyby Władimir Putin wiedział, co czeka na Ukrainie jego i jego armię, to by Ukrainy nie zaatakował. Gdyby wiedział, że nie opanuje jej od razu w 2022 r., że to nie będzie taki Blitzkrieg, tylko ciągnąca się wojna, która będzie Rosję kosztowała tak wielkie straty wizerunkowe i finansowe, to nie zaatakowałby Ukrainy.

Właśnie między innymi ze względu na ten dramatyczny przykład mówię o tym, że nie wierzę w to, żeby Rosja zaatakowała którekolwiek z państw NATO. Po pierwsze dlatego, że Sojusz Północnoatlantycki stanowi ogromną siłę, nieporównywalną w ogóle z Rosją. Po drugie, jeżeli to będą państwa, które będą w stanie od razu stanąć do obrony, jeszcze sprawniej niż na początku Ukraina.

Wierzę w to, że niedługo my będziemy państwem, które będzie miało taki potencjał. Nie mam wątpliwości, że mamy, bo zawsze mieliśmy bohaterskich i odważnych profesjonalnych żołnierzy. Ale rzecz w tym, żeby oni mieli najlepszy możliwy sprzęt, po to, żeby móc sprawnie i skutecznie bronić Ojczyzny. I to (wyposażanie w taki sprzęt) właśnie w tej chwili się dzieje.

Bohaterstwo to jedno, ale czy nie ma Pan wrażenia, że w ostatnich latach jako państwo jednak tworzyliśmy trochę militarne sny o potędze, prężyliśmy muskuły, a nasza armia na dzisiaj nie jest ani dobrze przygotowana, ani nie jest dobrze wyposażona. Sam Pan także użył czasu przyszłego.

Będzie dobrze wyposażona. To się dzieje. Oczywiście, niektórzy mówią: ojej, oddaliśmy wyposażenie armii ukraińskiej. Transportery opancerzone, czołgi, prosto z rąk naszych żołnierzy przeszły w ręce obrońców Ukrainy. To prawda, ale trzeba pamiętać, jakie. Przekazaliśmy sprzęt postsowiecki. Powiedzmy sobie otwarcie: przestarzały. Taki, który technologicznie nijak się ma do nowoczesnego sprzętu, którym dzisiaj walczy się w państwach NATO. Taki, o którym i tak było wiadomo, że będziemy musieli go wymieniać. Sprzęt, którego możliwość użytkowania — jak choćby śmigłowców – zakończyłaby się w niedługim czasie.

To dodatkowo stanowiło impuls do tego, by dokonać tych wielkich zakupów. Trzeba było się zebrać też na odwagę polityczną, żeby armię polską na nowo wyposażyć i doposażyć. I ten proces w tej chwili się dzieje.

Z dwóch przyczyn nie da się zrobić wszystkiego natychmiast. Pierwsza, oczywista sprawa, to pieniądze. Ponad 4 proc. naszego PKB, które dzisiaj wydajemy na obronność, to niewyobrażalne kwoty. Trudno policzyć zera. A po drugie, są moce wytwórcze. Nie jest tak łatwo szybko otrzymać sprzęt. Między innymi dlatego zostały podpisane te tak zwane kontrakty koreańskie, ponieważ właśnie koreańskie firmy zaoferowały, że będą w stanie w standardzie natowskim praktycznie od razu dostarczyć bardzo nowoczesny sprzęt. To miało ogromne, powiedziałbym wręcz przesądzające, znaczenie.

Proszę pamiętać, że kontrakty choćby na F–35 podpisywaliśmy 5–6 lat temu, a dopiero teraz one zostaną dla nas wytworzone. Dopiero teraz zaczną latać na nich nasi piloci. Początkowo jeszcze w Stanach Zjednoczonych, ale mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dwóch lat te samoloty już znajdą się w Polsce.

Czy z perspektywy Zwierzchnika Sił Zbrojnych rozważa Pan obowiązkową służbę wojskową dla mężczyzn, może nawet dla kobiet?

To jest decyzja polityczna, oczywiście warunkowana również i kwestią tego, w jaki sposób będziemy wyglądali od strony budżetowej. Taka koncepcja, przynajmniej w mojej obecności, nie była nigdy poważnie rozważana.

Nie było takiej debaty prowadzonej z ekspertami militarnymi, przede wszystkim z generałami, i oczywiście także z politykami, którzy dzisiaj dzierżą w swoich rękach odpowiedzialność za sprawy państwowe.

Teraz decyzja była ukierunkowana na to, by zbudować armię, która będzie składała się z dwóch zasadniczych komponentów. Z jednej strony, to wojska zawodowe, a z drugiej strony, to wojska ochotnicze, w znaczeniu przede wszystkim Wojska Obrony Terytorialnej. Także rezerwiści plus ochotnicy do zasadniczej służby wojskowej. Ale jednak ochotniczej, a nie z poboru.

To się dzieje w ramach zwiększania liczby żołnierzy w polskiej armii. Zobaczymy, na ile skuteczne będą te działania. Chcemy mieć armię na poziomie co najmniej 250–300 tys. żołnierzy. Uważam, że taka armia jest nam potrzebna.

28 marca w Warszawie spotkają się rządy Polski i Ukrainy. Dlaczego nie było Pana w Kijowie w drugą rocznicę wybuchu wojny Rosji z Ukrainą? Nie było stosownego zaproszenia?

Szczerze mówiąc, nie było zaproszenia na to spotkanie. Innych prezydentów też nie było. W Kijowie nie było formuły prezydenckiej. Proszę zwrócić uwagę, kto tam był. Na zaproszenie władz ukraińskich, prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, byli sami premierzy i przewodnicząca Komisji Europejskiej.

Nie wiem, skąd się wzięła plotka medialna o tym, że było jakieś zaproszenie, które zostało odwołane. Nie, żadnego zaproszenia na 24 lutego nie było. Taka jest prawda.

Uważa Pan, że w najbliższych dniach taka wizyta miałaby uzasadnienie, miałaby sens merytoryczny? Pytam też w kontekście Pana podróży do USA 12 marca.

Proszę pamiętać, że ja nie tak dawno rozmawiałem z Prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Rozmawialiśmy długo w Davos.

Jestem na bieżąco informowany o tym, jaka jest aktualna sytuacja militarna na Ukrainie. Oczywiście, na pewno będziemy o tych kwestiach rozmawiali także i z Prezydentem Stanów Zjednoczonych Joe Bidenem w Waszyngtonie. Dosłownie za kilkanaście dni.

Dzisiaj to jest temat bardzo ważny. We wtorek 26 lutego odbyła się sześciogodzinna debata na ten temat w Paryżu. Śmiało mogę odważyć się na stwierdzenie, że moje spektrum informacji jest pełne.

Czy ta moja rozmowa z Wołodymyrem Zełenskim jest konieczna? Z tego punktu widzenia nie jest konieczna, ale zawsze, kiedy jest taka potrzeba, jestem gotów pojechać do Kijowa, rozmawiać, wspierać. Zresztą ja tę politykę wsparcia dla Ukrainy realizuję cały czas. W moich wystąpieniach, które miałem w związku z drugą rocznicą rosyjskiej napaści na Ukrainę to wsparcie dla Ukrainy wybrzmiewało bardzo jednoznacznie.

Pod koniec grudnia Estonia stwierdziła, że rozważa odesłanie na front młodych Ukraińców, których tak bardzo tam brakuje. Czy Polska podobną decyzję powinna rozważyć?

To jest zawsze decyzja polskich władz, przede wszystkim decyzja rządu w porozumieniu z władzami ukraińskimi. Nie wiem, czy była taka sugestia, oczekiwanie ze strony władz Ukrainy. Trudno mi jest na to pytanie w tym momencie odpowiedzieć.

Panie Prezydencie, jak pomóc polskim rolnikom? I co zrobiłby Pan wtedy, kiedy przyjechaliby traktorami przed Pałac Prezydencki, w którym się znajdujemy?

To bardzo trudna sytuacja i muszę powiedzieć, że rozumiem polskich rolników. Rozmawiałem zresztą na ten temat z Panem Premierem Donaldem Tuskiem. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że akurat w tej kwestii patrzymy podobnie.

006_PAD_wywiad_Fakt_Michal_Wodzinski_20240227_PK1_4495.jpg [1.08 MB]