Mamy świadomość tego, skąd bierze się to zjawisko, napływ ukraińskiej żywności na nasze terytorium. Ono bierze się przede wszystkim stąd, że my po prostu jesteśmy pierwszym krajem Unii Europejskiej graniczącym z Ukrainą. Jesteśmy pierwszym rynkiem, który jest dzisiaj rynkiem wolnym, swobodnym, w wolnym państwie, w którym nie ma wojny, w państwie, które jest częścią Unii Europejskiej, w państwie, które jednak jest stosunkowo zamożne. I gdzie najprościej, najszybciej sprzedać? Tu, gdzie najbliżej. To jest tak proste, że tutaj wiele tłumaczyć nie trzeba. Po prostu ci, którzy chcą sprzedać produkty rolne, wykorzystują tę sytuację i próbują je sprzedać natychmiast po wejściu na rynek Unii Europejskiej.
A ten rynek UE akurat zaczyna się u nas. I to jest dzisiaj nasz problem. Olbrzymi problem naszych rolników. To jest rzeczywiście sytuacja krytyczna z punktu widzenia interesów naszych rolników. To w gruncie rzeczy problem całej Unii Europejskiej, bo kwestie dostępu do unijnego rynku zostały podjęte w Brukseli na poziomie europejskim, ale w tym momencie uderza to bezpośrednio w nas, w naszych rolników.
Proszę zauważyć, kto uczestniczy w proteście. W proteście biorą udział przede wszystkim rolnicy młodzi. Proszę spojrzeć, jakimi traktorami przyjechali. To jest sprzęt rolniczy wysokiej jakości, który jest bardzo drogi. Skąd on jest? On jest przede wszystkim kupiony na kredyt przez ludzi, którzy przejmowali gospodarstwa czy komasowali ziemię po to, by stworzyć sobie większe gospodarstwa rolne. Aby produkować, dokonali zakupu sprzętu, zainwestowali ogromne pieniądze.
Jeżeli z Ukrainy, która ma gigantyczny potencjał rolny, nagle setki tysięcy ton zbóż i innych produktów rolnych wlewają się na nasz rynek, to musi spowodować tąpnięcie cenowe. Na każdym wolnym rynku taka sytuacja spowoduje tąpnięcie cenowe, no i niestety powoduje. To jest rzeczywiście dla naszych rolników katastrofa.
Zrozumiałe, że to generuje napięcia, ale czy rolnicy mają rację, wysypując zboże na tory i blokując drogi w całym kraju?
To jest desperacja. Kierowcy się denerwują, użytkownicy dróg się denerwują. Nie wspomnę już o niezwykle kontrowersyjnej sytuacji, kiedy widzimy wysypane na ziemię zboże, ale proszę pamiętać, że ci ludzie są zdesperowani. Więc oczywiście to, co się da, należy zebrać, nawet jeżeli zostało rozsypane. Ale przede wszystkim trzeba ten problem rozwiązać. On musi zostać rozwiązany na poziomie europejskim.
My możemy wprowadzać pewne nasze regulacje wewnętrzne, tylko proszę pamiętać, że jeżeli dzisiaj je wprowadzimy, to one będą stały w sprzeczności z postanowieniami europejskimi. Natychmiast będziemy tutaj mieli konflikt.
Dlatego powiedziałem ostatnio do Pana Premiera Donalda Tuska: „był pan tyle lat w Brukseli, był pan przecież przewodniczącym Rady Europejskiej. To są ludzie, z którymi pan pracował. Bardzo często przez te wszystkie lata. Proszę rozmawiać z nimi, proszę negocjować z nimi. Mówił pan zawsze, że jest pan prawdziwym, wytrawnym europejskim politykiem. Proszę pokazać w negocjacjach, że rzeczywiście tak jest i że ma pan siłę także w EPP, w Europejskiej Partii Ludowej, która dzisiaj rządzi Europą. Wszyscy ci, którzy zajmują najwyższe stanowiska na poziomie europejskim, to są politycy przede wszystkim EPP. Proszę pokazać, że ta siła sprawcza jest i że można skutecznie obronić interesy naszych rolników. To jest taki moment”.
Pomówmy o tym, co przed Panem i przed Polską. W 25. rocznicę wejścia Polski do NATO Prezydent Joe Biden spotka się z Panem Prezydentem i Premierem Donaldem Tuskiem w Waszyngtonie. Prezydent Bronisław Komorowski w naszym programie Fakt Live powiedział niedawno, że zaproszenie obu Panów do USA jest mocno niezręczną sytuacją. Mnie zastanawia, czy Pan przed tą podróżą czuje się wobec tego niezręcznie.
Nie, może ona jest niezręczna dla Pana Prezydenta Komorowskiego. Ja osobiście problemu żadnego nie widzę. Mało, powiem więcej. Bywały już takie sytuacje. Prezydent Aleksander Kwaśniewski był z premierem Jerzym Buzkiem w Waszyngtonie właśnie wtedy, kiedy podpisywaliśmy Traktat Północnoatlantycki, kiedy wstępowaliśmy do NATO.
Dzisiaj mamy 25–lecie tamtego wydarzenia, które ma fundamentalne znaczenie dla naszej historii najnowszej i dla naszego bezpieczeństwa, dla naszej pozycji międzynarodowej. W związku z tym, jeżeli Prezydent Stanów Zjednoczonych zaprasza nas obu, to abstrahując od wszystkiego, było dla mnie oczywiste, że to zaproszenie należy bezdyskusyjnie przyjąć. To po pierwsze.
A po drugie, ja zawsze powtarzam, że Stany Zjednoczone są naszym największym sojusznikiem. Mają najpotężniejszą armię na świecie. Stany Zjednoczone są potęgą i są naszym oparciem, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo.
W moim osobistym przekonaniu obowiązkiem polskich władz jest utrzymywać jak najlepsze relacje ze Stanami Zjednoczonymi i z władzami Stanów Zjednoczonych. Ja traktuję to zaproszenie dla najwyższych władz Rzeczypospolitej, prezydenta i premiera, jako gest przyjaźni ze strony Pana Prezydenta Joe Bidena. Pokazanie takiego otwarcia na Polskę z pełną świadomością tego, że pan premier i ja jesteśmy z dwóch różnych obozów politycznych.
Mam takie poczucie, że Prezydent Joe Biden właśnie pokazuje: ja zapraszam po prostu Polskę jako taką. Nie tę stronę sceny politycznej, czy tamtą stronę sceny politycznej. Po prostu Polska jest zaproszona i tych dwóch reprezentantów polskich, którzy prawie wyczerpują spektrum polskiej sceny politycznej, będzie tutaj jako symbol jedności. To mnie też bardzo cieszy, bo to w gruncie rzeczy jest demonstracja naszej polityki wobec Stanów Zjednoczonych. Jestem zadowolony, że również premier Donald Tusk to zaproszenie przyjmuje i będziemy tam razem.
Wszelkie protokoły bezpieczeństwa i przepisy międzynarodowe mówią o tym, że będziecie Panowie podróżować zapewne osobno do USA. A który z was odgrywa kluczową rolę, jeżeli chodzi o planowanie tego pobytu: agendy, spotkań w cztery oczy. Jak to wygląda operacyjnie?
Myślę, że rodacy nie byliby zadowoleni, gdybyśmy lecieli jednym samolotem. Żeby była jasność, nie mamy z Panem Premierem problemu, żeby razem podróżować. Myślę, że dla żadnego z nas w takim sensie międzyludzkim nie byłby to problem. Natomiast z oczywistych względów bezpieczeństwa nie chcemy wzbudzać żadnych obaw wśród ludzi. Będziemy z całą pewnością podróżowali osobno.
Wiem, że już jest zarys wspólnego spotkania z prezydentem Joe Bidenem. Na pewno będziemy w Gabinecie Owalnym. Tam będzie ten kulminacyjny, najbardziej symboliczny moment. Zwykle te zdjęcia potem obiegają świat i stają się taką pamiątką po wydarzeniu. Na pewno każdy z nas będzie miał jeszcze swoje dodatkowe spotkania. Pobyt w Stanach Zjednoczonych to dla nas też okazja, żeby trochę lobbować za polskimi sprawami, żeby pilnować polskich interesów. To oczywiste: jesteśmy politykami.
Będzie okazja, żeby spotkać się z Donaldem Trumpem albo ludźmi z jego obozu politycznego?
Nie mam w planie spotkania z panem prezydentem Donaldem Trumpem teraz, w związku z 12 marca. Zresztą wiem, że w tej chwili w Stanach Zjednoczonych jest moment intensywnej pracy związanej z tak zwanymi działaniami prekampanijnymi. Kampania w Stanach Zjednoczonych jest długa i zawsze bardzo intensywna. Wzbudza też w tym roku wiele emocji. Więc nie ma w tej chwili takiego planu.
Ale oczywiście mogę powiedzieć, że bardzo dobrze znam Pana Prezydenta Donalda Trumpa. Proszę pamiętać, że ja jestem w Polsce prezydentem od 2015 r. i całą prezydenturę Pana Prezydenta Donalda Trumpa już tutaj pełniłem swój urząd. Wielokrotnie się spotykaliśmy i także dzięki naszej wspólnej pracy i życzliwości Prezydenta Donalda Trumpa dla Polski udało się dla nas uzyskać choćby wspomniane samoloty F–35. Wtedy dostaliśmy je trochę w takiej ekstra kolejności, bo wtedy była bardzo duża kolejka oczekujących na to, żeby kontrakty na F–35 podpisać.
Stała obecność wojsk Stanów Zjednoczonych w Polsce, czyli siedziba wysuniętego dowództwa V korpusu na Europę Armii Amerykańskiej w Poznaniu to też są postanowienia, które zapadły w okresie prezydentury Donalda Trumpa.
„Jeżeli jakiś kraj nie zapłaci, USA nie będą go chronić” — to jest cytat z Donalda Trumpa. Nie sądzi Pan, że to jest w pewnym sensie podważenie zasady kolektywnego bezpieczeństwa NATO?
To jest, powiedziałbym, biznesowe podejście. Czy się to komuś podoba, czy nie. Prezydent Donald Trump dłużej jest biznesmenem — i to z wielkimi sukcesami — niż zajmował się taką czynną polityką. Ma rzeczywiście trochę takie biznesowe podejście do polityki. To w tych słowach dla mnie wybrzmiewa, jak ja go znam. A poza tym my płacimy. Od samego początku. Dlatego nigdy żadnych problemów z Prezydentem Donaldem Trumpem nie mieliśmy.
I kiedy wcześniej w okresie swojej prezydentury Prezydent Donald Trump rzeczywiście bardzo twardo domagał się tego, żeby państwa realizowały swoje zobowiązania do ponoszenia wydatków na obronność własną w wysokości nie mniej niż 2 proc. PKB, to zawsze podkreślał: sami się zobowiązaliście płacić 2 proc. To płaćcie. Po prostu zrealizujcie swoje zobowiązania. Trzeba być poważnym.
Ja nie miałem nigdy żadnych wątpliwości, że to są oczekiwania, które są uzasadnione. Zobowiązaliśmy się, to, dlaczego mamy nie dotrzymać słowa? To jest nie fair. Zawsze z wielką satysfakcją mówiłem, że my w Polsce jesteśmy odpowiedzialnym sojusznikiem. My wydajemy 2 proc. naszego PKB na obronność i zawsze Prezydent Donald Trump to podkreślał. W tej chwili wydajemy ponad 4 proc. na obronność, więc jesteśmy w absolutnej awangardzie NATO, jeżeli chodzi o poważne podejście do kwestii bezpieczeństwa i obrony.
Kończąc wątek amerykański, kto byłby lepszym prezydentem dla Polski? Biden czy Trump?
Trudno to oceniać. Proszę pamiętać, że prezydentura Joe Bidena jest dla Polski bardzo dobra. To jest okres, w którym Stany Zjednoczone wspierają twardo Ukrainę w jej obronie. Stany Zjednoczone są największym donatorem dla Ukrainy, jeżeli chodzi o wsparcie militarne. Myśmy udzielili ogromnej pomocy, jak na nasze możliwości, ale Stany Zjednoczone udzieliły dużej, jak na swoje możliwości. A te możliwości są jednak dalece większe niż nasze.
Nikt do tej pory nie udzielił takiej pomocy Ukrainie jak Stany Zjednoczone. To przecież jest nic innego, tylko decyzje Prezydenta Joe Bidena. Śmiało mogę powiedzieć, że Prezydent Joe Biden to wsparcie dla Ukrainy akcentował właściwie każdego dnia swojej prezydentury. Tutaj, w Warszawie dwukrotnie, w słowach wygłaszanych publicznie do całego świata, mówił o artykule 5. O obronie każdej piędzi ziemi NATO, także i naszej ziemi. Więc to na pewno jest dla Polski dobra prezydentura.
Obie prezydentury – w moim przekonaniu – były dla Polski bardzo dobre. A kto będzie Prezydentem, to jest decyzja amerykańskich wyborców.
Panie Prezydencie, przejdźmy do tematów z krajowego podwórka, do tych kwestii, które elektryzują dzisiaj opinię publiczną. Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar mówi, że lista osób podsłuchiwanych przez Pegasusa jest szokująca, czy też szokująco długa. Pan nie poprosi o listę tych nazwisk, czy Donald Tusk nie chce tych danych Panu przekazać?
O ile pamiętam, nie byłem pytany przez premiera Donalda Tuska, czy w ogóle chcę listę. Szczerze mówiąc, nawet nie wiem, czy premier Donald Tusk wtedy, kiedy był u mnie, miał jakąś listę, czy nie. W czasie naszego ostatniego spotkania, kiedy ten temat został poruszony, powiedział mi jedynie, że lista, która gdzieś tam się pojawiła w mediach, jest nieprawdziwa.
To ja pytam: chciałby Pan tę listę dostać, czy nie? Bo to są jednak dość istotne informacje, jeżeli chodzi o funkcjonowanie państwa.
Jest powołana specjalna komisja w tej sprawie. Ja podchodzę do tego bardzo spokojnie. Nie zajmuję się śledztwem. Powiedziałem do Pana Premiera Donalda Tuska: proszę sprawdzić tę sprawę. To były decyzje podejmowane przez polskie służby.
W moim przekonaniu same decyzje o tym, żeby system Pegasus znalazł się w Polsce, były decyzjami legalnymi, związanymi z działaniami prewencyjnymi i śledczymi, ścigania przestępczości i zapobiegania przestępczości. W związku z powyższym proszę sprawdzić. Jeżeli było w jakimkolwiek stopniu i miejscu nielegalne zastosowanie takiej inwigilacji, to oczywiście trzeba z tego wyciągnąć konsekwencje. Wobec osób, które są odpowiedzialne za takie działania, powinny być wyciągnięte konsekwencje.
Ale służby na całym świecie używają różnego rodzaju narzędzi do tego, by walczyć z przestępczością, w szczególności przestępczością zorganizowaną czy przestępczością gospodarczą. I nie jest to nic nadzwyczajnego. W wielu krajach używają także i Pegasusa.
Więc ja powiem: Panie Premierze, proszę tylko sprawdzić, czy nie naruszano prawa, stosując ten system do ścigania przestępczości. I proszę to wyjaśnić. I to jest wszystko. Jest powołana w tym celu odpowiednia komisja i mam nadzieję, że ta komisja rzetelnie zrealizuje swoje zadanie.
A czy gdyby okazało się, że Pan albo ktoś z Pana otoczenia politycznego był przez Pegasusa podsłuchiwany, Pan zgodziłby się przed tą komisją śledczą zeznawać?
Nie rozważałem nigdy tego. Będę takie rzeczy rozważał w momencie, kiedy problem się pojawi. Ja nic nie wiem o tym, w jaki sposób był używany ten system. Nigdy nie oczekiwałem też takich informacji, bo uważam, że służby mają nadzór w ramach rządu. Jest minister koordynator, który nadzoruje służby. Praca służb ma to do siebie, że im ciszej się odbywa, tym lepiej jest dla funkcjonowania państwa. Taka jest prawda.
Ułaskawiając po raz drugi panów ministrów Wąsika i Kamińskiego mówił Pan m.in., że wsłuchał się Pan w apele ich żon, w głos kobiet. Czy posłucha Pan też głosu kobiet w takich tematach jak aborcja, czy pigułki antykoncepcyjne w Polsce?
Prosiłbym, żeby jednak nie porównywać tych dwóch spraw, bo aborcja to jest kwestia życia ludzkiego. Rzeczywiście być albo nie być. Albo jest człowiek, który ma szansę żyć i w większości przypadków normalnie się rozwijać, albo po prostu ten człowiek zostaje życia pozbawiony. Nie będzie żył dalej, jeżeli aborcja zostanie dokonana, więc nie porównujmy tych dwóch kwestii.
Ta sprawa związana z Panem ministrem Mariuszem Kamińskim i Panem ministrem Maciejem Wąsikiem była w moim przekonaniu kwestią państwową. Oni realizowali swoje państwowe zadania, które na siebie przyjęli jako funkcjonariusze polskiego państwa. Tym zadaniem była walka z korupcją i to zadanie zrealizowali skutecznie. Chcę to podkreślić.
Sprawa dotyczyła tego, co działo się przede wszystkim w 2007 r. Wtedy, kiedy walka z korupcją miała swoją kulminację po aferze Rywina. I dzięki tamtym działaniom, które realizowali oni i CBA, korupcja została w Polsce w ogromnym stopniu zwalczona. Także poprzez to, jak bardzo spektakularne te działania były i jak było o nich głośno. Również na skutek strachu, jaki wtedy padł na wszystkich, którzy potencjalnie brali pod uwagę możliwość, że przyjęliby jakąkolwiek korzyść, którą można nazwać łapówką.
To było działanie na tyle skuteczne prewencyjnie, że korupcja została w Polsce w ogromnym stopniu pokonana, a była plagą. Więc to jest wielka zasługa dla polskiego państwa. Prowadzili działania bardzo zdecydowane, bardzo ostre, ale ja uważam, że usprawiedliwione okolicznościami, z jakimi mieliśmy wtedy do czynienia. Ta sprawa budzi sprzeciwy, ale ja mam swoje zdanie na ten temat i zachowam je dla siebie. Prawo łaski jest przywilejem Prezydenta Rzeczypospolitej. Może je zrealizować w każdej sytuacji. Konstytucja stanowi tutaj jednoznacznie i nie pozostawia cienia wątpliwości.
Jeszcze doprecyzuję w sprawie tej pigułki „dzień po”. Pan nazywał ją „bombą hormonalną”. Czy Pan tutaj wsłuchuje się w głos młodego pokolenia, osób, które coraz bardziej otwarcie domagają się liberalizacji tych przepisów?
Zacznijmy od tego, że pigułka jest dzisiaj w Polsce dostępna. To nie jest tak, że tej pigułki nie ma, że tę pigułkę dopiero trzeba wprowadzać na rynek. Ta pigułka jest dzisiaj dostępna. W uzasadnionych sytuacjach lekarz może taką pigułkę przepisać odpowiedniej osobie. Lekarz decyduje o tym, czy to jest słuszna sytuacja i czy tę pigułkę w ogóle można przepisać tej osobie.
To pigułka bardzo specyficzna, która oddziałuje na system hormonalny kobiety. W związku z powyższym, w moim przekonaniu jest rozsądnie, aby zażywanie tego leku odbywało się jednak pod kontrolą. I dlatego pozostawienie systemu, w którym ten lek jest dostępny tylko na receptę, uważam za działanie rozsądne. Lekarz wie, komu z pełną odpowiedzialnością może w określonej sytuacji taki lek wypisać.
Przyznam szczerze, że dla mnie, także jako dla ojca, zrobienie z tego powszechnie dostępnego leku, również dla osób małoletnich, jest trochę niezrozumiałe. Wszyscy wiemy, jak to jest, kiedy człowiek jest w młodym wieku, nie ma jeszcze takiego doświadczenia, pełnego rozsądku. Bardzo często może się zdarzyć, że podejmie decyzje, które będą niego samego być może tragiczne w skutkach.
Czy Pan Prezydent ogląda dzisiaj TVP? Czy obecna Telewizja Polska w większym lub innym stopniu wypełnia tzw. misję publiczną niż za kadencji poprzedników?
Muszę się przyznać, że oglądam telewizję w stopniu minimalnym, co dzisiaj oczywiście nie znaczy, że nie mam dostępu do informacji. I że nie mam informacji bieżącej. Mam ją, tylko tak jak chyba dzisiaj większość ludzi, po prostu tę informację czerpię z internetu. Otrzymuję również bieżące informacje od moich współpracowników, w ramach pracy służb w naszej kancelarii. Nie narzekam na brak informacji, czy na opóźnienie w dostępie do informacji. Jestem człowiekiem zajętym. Nie, nie oglądam telewizji. Bardzo niewiele.
A co Pan sądzi o raporcie Jacka Kurskiego? Miała z niego wynikać taka teza, że gdyby on pozostał na stanowisku prezesa TVP, PiS nie przegrałoby ostatnich wyborów parlamentarnych.
Jak wiadomo, nie byłem wielkim fanem przede wszystkim informacyjnej strony Telewizji Polskiej w czasach, kiedy prezesem był Pan Jacek Kurski. To nie jest żadna tajemnica. Wszyscy o tym wiedzą. Nie podobało mi się wówczas to, w jaki sposób chociażby TVP Info relacjonuje bieżące wydarzenia. Miałem zastrzeżenia co do tego. Uważałem, że można to robić inaczej i że powinno się to robić inaczej.
Chciałbym, żebyśmy mieli telewizję publiczną na poziomie BBC. Taką, która rzeczywiście będzie rzetelnie przekazywała informacje. Dzisiaj jest odbicie kompletnie w drugą stronę, zawłaszczenie tej telewizji przez obecnie rządzących. Oczywiście ktoś powie tak: no dobrze, ale panie prezydencie, pan wie doskonale, że telewizja zawsze była łupem rządzących. To prawda. Może to się komuś podoba, komuś się nie, ale taka jest prawda.
Ja jestem tego dobrym przykładem. Nie kto inny, tylko ja miałem dość słynny swego czasu wywiad w Telewizji Polskiej w czasach, kiedy startowałem po raz pierwszy w wyborach prezydenckich w 2015 r. Telewizja była w całości zawłaszczona przez ówczesny obóz rządzący, wobec którego ja byłem wtedy w opozycji. Potem nastąpiła zmiana i ta wajcha odchyliła się zupełnie w drugą stronę.
Byłoby dobrze, gdybyśmy znaleźli na to lekarstwo i gdyby telewizja publiczna rzeczywiście była publiczna w tym znaczeniu, że jeżeli przekazuje informacje, to przekazuje je w sposób obiektywny. Choć z drugiej strony można twierdzić tak: z góry wiadomo, że telewizja publiczna jest telewizją rządową i koniec, i zawsze tak jest. Każdy, kto ją ogląda, niech się nastawi na to, że to jest tuba aktualnie rządzących. Można przyjąć takie założenie. Ale ja osobiście byłbym otwarty na dyskusję o obiektywnym, rzetelnym, prawdziwym przekazywaniu informacji, niekoniecznie z komentarzem.
Kto powinien być kandydatem środowisk prawicowych na prezydenta? Ktoś ze świecznika, czy może spoza tego ścisłego kierownictwa partii, jak niegdyś Andrzej Duda?
Chętnie spojrzę w odpowiednim momencie na kartę wyborczą i dokonam wyborów we własnym zakresie jako wyborca. A obóz po prawej stronie sceny politycznej musi znaleźć i wybrać osobę, którą uzna za właściwą do tego, by go reprezentować i walczyć o najwyższy urząd w państwie.
Czy na przykład Mariusz Błaszczak byłby dobrym kandydatem?
Dzisiaj nie jest to moja decyzja. Ja nie podejmuję decyzji w gremiach partyjnych Prawa i Sprawiedliwości. Nie jestem członkiem partii. Podchodzę do tego z wielką pokorą. Decyzja, która została podjęta w 2014 r., żeby w wyborach wystawić Andrzeja Dudę, wtedy wzbudziła ogromne wątpliwości i kontrowersje. A jednak okazała się decyzją bardzo mądrą i niezwykle przenikliwą, bo ja te wybory wygrałem. Nikt się tego wcześniej tak powszechnie nie spodziewał, więc dzisiaj bardzo trudno jest to oceniać.
Panie Prezydencie, na początku pierwszej kadencji tutaj w Pałacu powiedział Pan: „Jestem człowiekiem niezłomnym”. Czy pod koniec tej drugiej kadencji, kiedy zostało jeszcze kilkanaście miesięcy, powtórzyłby Pan i podtrzymał tę opinię, czy coś się zmieniło?
Czy to się komuś podoba, czy nie, kontynuuję moją prezydenturę z podniesioną głową. W bardzo wielu przypadkach musiałem podejmować bardzo trudne decyzje. Zawsze podejmowałem je w sposób swobodny i zawsze to była moja decyzja. Pod każdą z tych decyzji absolutnie mogę się dzisiaj podpisać. Jeżeli ktoś mnie pyta: „czy pan drugi raz podjąłby takie same decyzje?” Tak, oczywiście, że drugi raz podjąłbym takie same decyzje. We wszystkich tych najważniejszych sprawach, w których decyzje podejmowałem. Absolutnie tak. Były dokładnie przemyślane, były racjonalne, z uwzględnieniem wszystkich okoliczności, z którymi wtedy miałem do czynienia, także, jeżeli chodzi o spojrzenie w przyszłość.
Niejednokrotnie były to decyzje dla mnie ogromnie trudne. Nie będę też krył, bo przecież każdy jest człowiekiem. Dla mnie to były też niezwykle stresujące momenty, bardzo trudne także i osobiście. Ale jestem przekonany, że każdą z tych decyzji podjąłem w sposób racjonalny i dzisiaj żadnej z nich bym nie zmienił. Chcę to z całą mocą podkreślić. Nie zmieniłbym żadnej z tych decyzji. Uważam, że każda z nich była potrzebna, nawet jeżeli wielu ludzi się z tymi decyzjami nie zgadzało.
Mam swoje spojrzenie na Polskę jak każdy. Ja również mam swój obraz tego, jak chciałbym, żeby Polska wyglądała, i z tym obrazem w zgodzie szły te decyzje. Nie mówię, że one zawsze potem zostały dobrze wykonane, bo to jest inna sprawa. Jaka była decyzja, jakie były uwarunkowania w momencie jej podejmowania, a jakie później, po pewnym czasie, były ostatecznie efekty.
To tak na koniec. Pan już wie, co przyniesie życie po życiu? Ma Pan pomysł na siebie, za 3, 5, 10 lat? Zostanie Pan w Polsce? Zamieszka za granicą? Wycofa się z życia politycznego? Pozostanie w nim?
Prosta zasada mówi: nie martw się przyszłością, nie przejmuj się nią za bardzo. Kiedy pełni się urząd Prezydenta Rzeczypospolitej, to jest szczególnie ważne. Dlatego, że przede wszystkim przyszłość Rzeczypospolitej powinna być dla prezydenta absolutnie pierwszym i jeszcze raz pierwszym zagadnieniem, nad którym się pochyla. Nie jego własna. Nie może mu jego własna przyszłość przesłaniać spraw Rzeczypospolitej.
I tak na to dzisiaj patrzę. Zobaczymy, co będzie ze mną, kiedy czas mojej prezydentury się zakończy, kiedy będę mógł przekazać urząd mojemu następcy. Mam nadzieję, że stanie się to w sposób spokojny, zgodny ze wszystkimi standardami konstytucyjnymi i terminami, jakie są u nas. Bardzo bym chciał, żeby te procesy przebiegły spokojnie i żeby to wszystko dawało także i kolejnemu prezydentowi taką spokojną i dobrą legitymację do sprawowania urzędu, bo to jest niezwykle ważne.
Ja zawsze bardzo mocno podkreślam to, że frekwencja w wyborach w 2020 r. była tak wysoka. Wzięło udział w nich prawie 70 proc. uprawnionych wyborców. Ja te wybory wygrałem różnicą 420 tys. głosów – tyle ma cały Szczecin. Gdyby ta różnica nie była taka znacząca, to na pewno by te wybory podważano, tymczasem nikt w istocie tych wyborów nie podważał. Więc to jest bardzo silna legitymacja, ważna legitymacja, która zasiewa także i szacunek do państwa na świecie.
Chciałbym, żeby następny prezydent miał taką spokojną, silną legitymację, która umożliwia mu reprezentowanie godne Polski. Ja jestem jeszcze człowiekiem względnie młodym jak na politykę. W tym roku będę miał 52 lata, w przyszłym roku, gdy będę kończył swoje urzędowanie — 53 lata. Duże rzeczy można jeszcze potem robić.
Proszę też pamiętać o tym, że to nie jest tak, że ja jestem politykiem od zawsze. Nie, przecież ja byłem kiedyś nauczycielem akademickim, pracowałem na uniwersytecie, realizowałem także praktyczną działalność prawniczą. Do polityki przyszedłem jako człowiek dojrzały. Miałem wtedy 34 lata. Miałem już wcześniej za sobą lata pracy, które z polityką nie miały nic wspólnego. Umiem pracować, mam dwie ręce. Jak będzie trzeba, mogę pracować fizycznie. Nie ma dla mnie problemu.
Dziękuję za rozmowę.