Panie Prezydencie, czego Europa nauczyła się z doświadczenia tych dwóch lat wojny?
Europa musiała w szybkim tempie zmienić myślenie o swoim bezpieczeństwie. Zachodnie kraje w końcu zrozumiały, że Rosja jest państwem agresorem, prowadzącym brutalną, neoimperialną politykę, w wyniku której bombardowane są miasta, giną niewinni ludzie.
Zrozumiały także, że Polska miała rację, od lat ostrzegając przed imperialistycznymi zakusami Moskwy. My dobrze taką twarz Rosji znamy.
Często przywołuję w tym kontekście słowa śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, wygłoszone w Tbilisi jeszcze w 2008 roku, że „dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może czas (…) na Polskę”.
Niestety, ta lekcja odbywa się na błędach Europy popełnionych w przeszłości. Najwyższą cenę płaci za to Ukraina, przelewając krew swoich obywateli. Konsekwencje tej wojny dla Europy to z kolei m.in. problemy gospodarcze, skutkujące społecznymi niepokojami. To też rosnąca obawa przed wybuchem wielkiej wojny.
Ważne, że po tych dwóch latach Europa, czy szerzej, wspólnota transatlantycka, mówi jednym głosem, wspiera Ukrainę, a także wzmacnia własny potencjał odstraszania i obrony.
Czy uważa Pan, że pokój jest wciąż jeszcze możliwy, czy też powinniśmy przygotowywać się na długo trwający konflikt?
To Ukraina musi zdecydować o pokoju, bo to ona w sposób niczym niesprowokowany została napadnięta.
Natomiast, co powtarzam wielokrotnie: pokój na Ukrainie jest możliwy tylko poprzez przestrzeganie prawa międzynarodowego, a to oznacza przywrócenie suwerenności terytorialnej Ukrainy. Powrót do międzynarodowo uznanych granic będzie dowodem, że zwyciężyło prawo międzynarodowe, a nie siła.
Musimy też pamiętać, że jej niepodległość i integralność terytorialna ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa i pokoju w całej Europie. Dlatego Rosja musi zostać zatrzymana w swoim imperialnym marszu.
Co muszą uczynić demokracje, by zatrzymać Putina?
Musimy solidarnie, jako demokratyczne państwa Zachodu, wspierać Ukrainę: militarnie, finansowo i humanitarnie, na jeszcze większą skalę niż dotychczas! Konieczne są dalsze sankcje gospodarcze na Rosję. Ważne, abyśmy solidarnie przestrzegali ich wdrażania.
Polska od początku konfliktu wspiera Ukrainę m.in. w zakresie dostaw uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Pomagamy też humanitarnie. Wielu światowych przywódców wielokrotnie pytało mnie, jak to się stało, że nie ma w naszym kraju ani jednego obozu dla ukraińskich uchodźców, mimo że tylko w pierwszych tygodniach przybyło do nas ponad milion szukających schronienia sąsiadów. Nie ma, bo Polacy mają wielkie serca! Otworzyli je i swoje domy dla milionów uciekających przed wojną.
Nie ustajemy też w zabiegach o członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej oraz NATO. Jej trwała obecność w tych strukturach będzie w przyszłości gwarancją pokoju w Europie.
Co będzie grozić Europie, o ile nie zostanie wzmocniony na wschodzie jej militarny potencjał obronny?
Putin rozumie język siły. A także jest gotowy wykorzystywać wszelkie słabości.
Pamiętam dokładnie, że przed inwazją na Ukrainę, w grudniu 2021 r., rosyjski prezydent zaproponował Zachodowi przyjęcie nowego porozumienia, w którym np. NATO miało wycofać wszystkie swoje siły z terytorium nowych członków. Czyli także z mojego państwa. Mieliśmy znowu stać się szarą strefą, bez realnych gwarancji bezpieczeństwa, a więc de facto mieliśmy znowu zostać włączeni w rosyjską strefę wpływów. Z oczywistych względów nikt tego nie zaakceptował.
Dlatego tak ważne jest wzmacnianie sojuszniczego potencjału odstraszania i obrony na wschodniej flance NATO. Silna Polska wzmacnia bezpieczeństwo całej Europy.
Przykładem są np. ataki hybrydowe w ostatnich latach na granicy polsko–białoruskiej. Polska skutecznie ją obroniła przed działaniem rosyjskich i białoruskich służb, wykorzystujących do tego nielegalnych migrantów. A pamiętajmy, że wschodnia granica RP to również granica całej Unii Europejskiej.
Czy Polska znajduje się w większym zagrożeniu, niż inne kraje? Czy sądzi Pan, że Rosja mogłaby naprawdę dokonać inwazji na Pański kraj?
Wiemy doskonale z naszej historii, co znaczy rosyjska agresja, rosyjski imperializm, rosyjska okupacja. Dlatego inwestujemy w nasze bezpieczeństwo. W ciągu ostatnich dwóch lat Polska zdecydowanie przyspieszyła modernizację sił zbrojnych. Chcemy, aby nasza armia była silna i nowoczesna.
Jednak, aby odstraszać skutecznie – tak aby każdy potencjalny agresor wiedział, że w starciu z państwami NATO jest z góry na przegranej pozycji, konieczne są m.in. większe nakłady na obronność. Nie wszystkie państwa członkowskie spełniają wymóg przeznaczania na to 2% PKB. Tymczasem Polska w 2024 roku wyda na ten cel aż 4,2 proc. PKB – procentowo to najwięcej w całym Sojuszu. Jeśli Zachód chce mieć w przyszłości pokój w Europie, powinien iść śladem Polski.
Czy NATO jest wystarczająco silne w obliczu nowych zagrożeń?
Sojusz Północnoatlantycki stale reaguje na zmieniające się uwarunkowania i zagrożenia. Osiągnięcia kilku ostatnich Szczytów NATO, pokazują, jak wspólnie wzmacniamy naszą politykę odstraszania i obrony.
Mam świadomość, że przed nami jeszcze wiele wyzwań. Potrzebne jest ciągłe wzmocnienie stacjonujących na wschodniej flance sił. Liczę, że jubileuszowy Szczyt NATO w Waszyngtonie przyniesie kolejne decyzje w tej sprawie.
Konieczne są też odważne decyzje polityczne – np. dotyczące uruchamiania nowych linii produkcyjnych broni na terenie Europy.
NATO wciąż pozostaje też najsilniejszym sojuszem wojskowym i jest jeszcze silniejsze, niż przed rosyjską agresją.
Do Paktu Północnoatlantyckiego przystąpiła Finlandia, a tym samym granica NATO z Rosją wydłużyła się o 1300 km. Na akcesję czeka Szwecja. Polska stale popiera sojuszniczą politykę „otwartych drzwi”. Wierzę, że pewnego dnia członkiem NATO zostanie też Ukraina.
Może Cię zainteresować Prezydent: Jeśli chcemy bezpiecznej Europy, musimy działać [PL/EN] Wspieraliśmy, wspieramy i będziemy wspierać Ukrainę w jej walce o wolność!