Menu rozwijane

23 grudnia 2024

Robert Mazurek, Radio RMF FM: Dzień dobry, kłaniam się nisko Państwu. Ja kłaniam się Państwu nisko ze studia w Warszawie. Ale na kopcu Kościuszki w Krakowie jest Prezydent Andrzej Duda. Dzień dobry.

Prezydent RP Andrzej Duda: Dzień dobry. Dzień dobry, Panie Redaktorze. Bardzo serdecznie witam naszych widzów i słuchaczy.

 

Niech Państwa nie zmyli – tych, którzy nas oglądają – widok w tle. To nie jest Pałac Prezydencki. Prezydent jest na kopcu Kościuszki w Krakowie. Panie Prezydencie, gdzie święta?

W domu.

 

W domu w Krakowie. Nie w Pałacu Prezydenckim ani nie w rezydencji w Wiśle?

Święta będą częściowo tutaj, częściowo tutaj. A dla mnie najważniejsze to, co przed chwilą Państwo też mówili i czego mi życzyli, jak słyszałem – za co ogromnie dziękuję. A mianowicie: żeby spędzić te święta spokojnie i w rodzinnym gronie. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie. I bardzo się z tego cieszę, bo to jest dla mnie bardzo ważne.

 

A ile osób zasiądzie przy prezydenckim stole podczas wigilijnej wieczerzy?

Zasiadamy taką najbliższą rodziną. My – oczywiście – w trójkę z córką. Zasiadają moje siostry ze swoimi rodzinami i moi rodzice.

 

Mhm, czyli jakieś kilkanaście osób. Ale nieduże kilkanaście, jak rozumiem.

Nieduże kilkanaście.

 

Nie ma tłumów. Panie Prezydencie, o świętach jeszcze porozmawiamy, ale nie mogę nie spytać o politykę. W faktach RMF słyszeliśmy o pomyśle Szymona Hołowni – o tym, by o ważności wyborów prezydenckich rozstrzygała nie Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego, tylko losowo wybrani sędziowie Sądu Najwyższego. I co Pan na to? Co Pan na taką propozycję?

Ja jestem – oczywiście – otwarty na dyskusję na temat różnych idei legislacyjnych, także jeżeli chodzi o Sąd Najwyższy. Tym bardziej że generalnie jest powiedziane w konstytucji, że rozstrzyga Sąd Najwyższy. Więc tutaj można różnie dokonać – oczywiście – prawnej modyfikacji.

Natomiast nie ukrywam, że martwi mnie moment, w którym ta cała sprawa jest podnoszona. A mianowicie po tych niezgodnych z prawem decyzjach PKW. To jest najbardziej wstrząsające, że Państwowa Komisja Wyborcza pozwala sobie na działanie niezgodne z prawem, na dalekie przekroczenie swoich kompetencji – to nie jest jej zadanie.

 

Państwowa Komisja Wyborcza właściwie postanowiła niczego nie zrobić, to znaczy postanowiła nie zdecydować o tym, czy przekaże pieniądze Prawu i Sprawiedliwości po wyroku Sądu Najwyższego, czy też nie przekaże. Odłożyła to w czasie, dopóki nie…

No właśnie, a ma obowiązek wykonać wyrok Sądu Najwyższego – i kropka. I to jest wszystko.

 

No dobrze, ale widzi Pan sam, jak to wygląda. Jedni mówią tak, drudzy mówią siak, a my, obywatele, słuchamy tego z coraz większym zdenerwowaniem. Bo ludzie sobie myślą normalnie: „To jak to jest – prawo jest dla nas, a dla nich co?”.

Ale to największy absurd jest wtedy, kiedy poważny organ, jakim powinna być Państwowa Komisja Wyborcza, zachowuje się w sposób szokujący, niezrozumiały zupełnie. A mianowicie dwa tygodnie wcześniej podejmuje decyzję, w której nie widzi żadnego problemu, jeżeli chodzi o tę izbę Sądu Najwyższego, i wykonuje jej orzeczenie. A po dwóch tygodniach w innej sprawie kwestionuje tę izbę, chociaż tak naprawdę nic się – w sensie ani prawnym, ani w sensie funkcjonalnym tej izby, ani osobowym – nie zmieniło.

W związku z powyższym można powiedzieć tak: to jest sytuacja dosyć szokująca. Zresztą na przestrzeni ostatniego czasu wielokrotnie Państwowa Komisja Wyborcza wykonywała orzeczenia tej izby Sądu Najwyższego i żadnego problemu nie było – zarówno jeżeli chodzi o wybory samorządowe, jeżeli chodzi o wybory do Parlamentu Europejskiego. Teraz nagle widzi problem.

 

Panie Prezydencie, my to wiemy. Ja pytam raczej, jak wyjść z tego pata stworzonego trochę przez polityków, którzy nawpuszczali do Państwowej Komisji Wyborczej innych polityków. No i przez tych, którzy tam teraz zasiadają, którzy powiedzieli: „Nie, bo nie. No i co mi pan zrobisz, skoro nie mam pańskiego płaszcza?”. Jak wyjść z tej sytuacji.

Panie Redaktorze, to ja proponuję, żeby się Państwowa Komisja Wyborcza przestała bawić w politykę, a zajęła się tym, co do niej należy, czyli budowaniem ogólnego prestiżu Państwowej Komisji Wyborczej jako organu, który nie zajmuje się polityką, tylko ma bezstronnie realizować proces wyborczy.

 

Rozumiem, tylko co w tej sytuacji? Bo Szymon Hołownia proponuje, żebyśmy jakoś obeszli ten pat, żebyśmy włączyli cały Sąd Najwyższy. Pan mówi, że jest Pan otwarty. Ale wie Pan, do czego to prowadzi. To prowadzi do wyłączenia tzw. neosędziów. Orzekać mają tylko paleosędziowie.

Przede wszystkim ja w ogóle nie uznaję tych pojęć, bo uważam, że one są obrażające dla sędziów i one mają na celu tak naprawdę upokorzenie i poniżenie sędziów, którzy wszyscy są nominowani przez Prezydenta Rzeczypospolitej i wszyscy złożyli przed Prezydentem Rzeczypospolitej ślubowanie.

Natomiast jeżeli ktoś chce kwestionować statusy sędziów w związku z jakimś takim czy innym składem Krajowej Rady Sądownictwa, to ja zwracam uwagę, że na przestrzeni ostatnich 20–25 lat Krajowa Rada Sądownictwa – jeżeli chodzi o jej skład i powołanie, chyba trzykrotnie była stwierdzana niezgodność z konstytucją.

W związku z powyższym na tej zasadzie można podważać statusy sędziów powołanych w ciągu ostatnich co najmniej 20–25 lat. Więc – uwaga. Bo to jest nieodpowiedzialne, przede wszystkim jeżeli chodzi o bezpieczeństwo prawne obywateli. Ja podkreślam: obywateli. Bo panowie politycy, zwłaszcza koalicji rządzącej, się bawią, natomiast ludzie…

 

Politycy koalicji rządzącej w co się bawią? Bo Pan rzuca…

Sądy załatwiają ważne sprawy ludzi – fundamentalnie dla nich istotne, jeżeli chodzi o sprawy rodzinne, majątkowe, osobiste. I stabilność orzeczeń sądowych ma dla bezpieczeństwa państwa i dla spokoju ludzi absolutnie podstawowe znaczenie. Więc proponuję potraktować sprawę naprawdę poważnie i przestać sobie żartować z obywateli w taki sposób.

 

Ucieczka Posła Marcina Romanowskiego na Węgry oburza wszystkich. Ale oburza z różnych pozycji. Jednych oburza fakt, że poseł ucieka przed wymiarem sprawiedliwości. A innych oburza to, że doszliśmy już do takiej oto sytuacji, że inne państwo daje polskiemu politykowi opozycji azyl polityczny, bo tak źle jest u nas z demokracją. A Pana to oburza – przepraszam – z jakiej pozycji?

Ja na początku to przede wszystkim byłem zdziwiony, że do tego, aby poszukiwać posła, uruchomione zostały takie siły i środki, jak gdyby był jakimś przestępcą, bandytą największego kalibru. Bo jeżeli jakieś specjalne grupy policyjne są uruchamiane po to, żeby poszukiwać posła, to ja jestem zdumiony. To po pierwsze.

 

Jak widać, nie udało im się, bo znalazł się na Węgrzech.

To też nie świadczy zbyt dobrze w takim razie o profesjonalizmie.

Natomiast jest drugi problem. A mianowicie trzeba byłoby się pochylić i zobaczyć, dlaczego władze węgierskie zdecydowały się udzielić tego azylu.

 

Żeby zagrać na nosie Donaldowi Tuskowi?

Być może, że ktoś to tak ocenia. Natomiast ja powiem w ten sposób: jeżeli się przyjrzały tej sprawie – a słyszę, że podobno dosyć szeroki ten wniosek skierował i dosyć szeroko go uzasadnił Poseł Romanowski; bodaj chyba 40 stron uzasadnienia napisał do tej prośby o azyl.

Jeżeli tam wskazał, w jaki sposób w Polsce obalono [Prokuratora Krajowego] – obalono, bo nie został odwołany. Dlatego że proszę pamiętać, że odwołanie Prokuratora Krajowego wymaga zgody Prezydenta Rzeczypospolitej zgodnie z ustawą o prokuraturze. Nigdy żadnej zgody w tym zakresie nie wydawałem. Pan Barski nigdy nie został w żaden legalny sposób odwołany z funkcji Prokuratora Krajowego. I w to miejsce jest jakiś inny człowiek, który – jak sam twierdzi – został powołany dekretem Premiera, czyli czymś, co nie istnieje w sensie prawnym, konstytucyjnym…

 

To prawda, Premier nie wydaje dekretów.

…to ja się nie dziwię, że Węgrzy mają wątpliwości co do tego, czy wobec Pana Posła Romanowskiego postępuje się w sposób zgodny z zasadami państwa prawa, czy też nie.

 

Panie Prezydencie, ja to wszystko rozumiem. Tylko wie Pan, to w nas budzi naprawdę co najmniej mieszane uczucia. Ale tak naprawdę budzi narastające wkurzenie po prostu ludzi, którzy widzą, że tak: Państwowa Komisja Wyborcza sobie uznaje część wyroków Sądu Najwyższego albo nie uznaje – zależy jak chce. Poseł, były Wiceminister Sprawiedliwości ucieka na Węgry. Te Węgry – kraj należący do Unii Europejskiej, nasz przyjaciel – uznaje, że poseł nie może liczyć w Polsce na sprawiedliwy proces, i dlatego udziela mu azylu politycznego. Chryste Panie, gdzie my żyjemy?! I Pan jest Prezydentem tego państwa.

Z przykrością stwierdzam, że – niestety – taki stan zaczął się od czasu buntu de facto środowisk przede wszystkim prawniczych, który nastąpił w 2016–2017 roku, które to zaczęły podważać wszystko i zaczęły się w sądach orzeczenia contra legem, czyli całkowicie wbrew prawu i bez podstawy prawnej. I rzeczywiście od tego czasu datuje się ten problem. A wszystko przez to, że zgodnie ze zobowiązaniami wyborczymi – zresztą w wyniku demokratycznej decyzji Polaków, bo ja wygrałem przecież wybory w 2015 roku, które nigdy nie były kwestionowane, ich wynik nigdy nie był kwestionowany. Prawo i Sprawiedliwość też wygrało te wybory…

 

Natomiast kwestionowane było już Pańskie zwycięstwo w roku 2020, przypomnę Panu.

…i dokonywane były wszystkie zmiany w majestacie prawa, ze wszystkimi procedurami parlamentarnymi zachowanymi, ze wszystkimi procedurami konstytucyjnymi. Natomiast generalnie wtedy wszystko zaczęło być kwestionowane.

 

Panie Prezydencie, dobrze, Pan mówi o kwestionowaniu…

Po prostu zmiana się nie podobała w Polsce niektórym środowiskom.

 

To rozumiem. Ale przecież nie jest tak, że było to kwestionowane bezpodstawnie. Były podstawy, mianowicie choćby takie…

Podstawy zawsze się znajdą, Panie Redaktorze, jeżeli ktoś chce. A jeżeli nie, to się je wymyśli.

 

To, niestety, jest…

Jak widać.

 

No tak, tylko że – Panie Prezydencie – niech się Pan nie gniewa, ale to Pan powinien się również uderzyć we własne piersi. Ja już nie chcę wracać do procedury powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego…

Ja, Panie Redaktorze, nie mam żadnego powodu, żeby się uderzać w jakiekolwiek piersi, ponieważ wszystko robiłem w sposób zgodny z konstytucją i absolutnie przemyślany.

 

Może Cię zainteresować Spotkanie Prezydenta i Marszałka Sejmu Szef KPRP: PKW blokuje środki dla głównej partii opozycyjnej

 

Panie Prezydencie, dobrze, to podpisze Pan ustawę o wolnej Wigilii?

Jestem po dyskusji, którą odbyliśmy w gronie przedstawicieli strony społecznej Rady Dialogu Społecznego, gdzie przede wszystkim podstawowym zarzutem wobec ustawy i wobec rządzących było to, że nie odbyły się żadne konsultacje społeczne w tej sprawie. Że w ogóle ani ze związkami zawodowymi, czyli przedstawicielami pracowników, ani z przedstawicielami pracodawców – zwłaszcza właśnie tymi zasiadającymi w Radzie Dialogu Społecznego – w ogóle tej kwestii nie dyskutowano. To tak naprawdę dla nich była pierwsza dyskusja. Zgłoszono cały szereg zastrzeżeń. I mogę powiedzieć tak: głosy były tak rozdzielone mniej więcej po połowie.

 

No właśnie, bo ta ustawa zawiera haczyk. To od razu…

Połowa chciała zaakceptowania tych rozwiązań, połowa była przeciwna. I ja w tej chwili nad tym pracuję. Ale ja oczywiście – tak jak od samego początku mówiłem – bardzo bym chciał tego. Bo uważam, że to jest bardzo potrzebne, żeby Wigilia była dniem wolnym dla ludzi. Żeby mogli spokojnie skupić się na przygotowaniu do świąt, żeby mogli sobie spokojnie w domu te zadania swoje wigilijne zrealizować. Myślę, że to jest ważne. I z tego punktu widzenia na to patrzę.

 

Panie Prezydencie, tylko wytłumaczmy naszym słuchaczom, że w tej ustawie jest haczyk.

Tak.

 

Bo z jednej strony – jest wolna Wigilia. Z drugiej strony – de facto może doprowadzić do tego, że wszystkie niedziele w grudniu będą niedzielami handlowymi, co oznaczałoby więcej pracy dla pracowników handlu.

Tego się właśnie obawiają niektóre środowiska, przede wszystkim pracowników…

 

No dobra, ale Pan będzie musiał w końcu zdecydować. Pan już wszystkich wysłuchał i teraz decyzja należy do Pana. Tak czy nie?

Ja powiedziałem: bardzo chciałbym wolnej Wigilii. Kwestia równego traktowania pracowników tutaj też będzie przeze mnie bardzo mocno rozważana. I jest rozważana z tego konstytucyjnego punktu widzenia. Spokojny jestem o tyle, że ta ustawa w ogóle nie dotyczy tego roku – bo to trzeba przede wszystkim wszystkim wyjaśnić. Że ona w ogóle nie dotyczy tej Wigilii, która jest jutro. Ona dotyczy dopiero Wigilii, która ma być za rok.

 

To wiemy, że nie dotyczy tego, co jutro. Dotyczy tego, co za rok.

Tak.

 

Natomiast Pan i tak będzie musiał podjąć decyzję…

Więc jest trochę czasu na ewentualne rozstrzygnięcie wątpliwości.

 

Rozumiem, że jeszcze się nie dowiemy, co Pan zrobi…

Wszystko będzie w konstytucyjnym terminie.

 

Ale być może dowiemy się, czy skieruje Pan ustawę budżetową do Trybunału Konstytucyjnego.

Ta kwestia również jest przeze mnie rozważana – zresztą tak jak zawsze przy każdej ustawie. Tutaj – oczywiście – przy budżecie są pewne ograniczenia. Prezydent nie ma wszystkich możliwości, które normalnie ma w odniesieniu do każdej innej ustawy. Ale rzeczywiście te kwestie konstytucyjnych zastrzeżeń mogą być tutaj rozpatrywane. Mało – nie tylko mogą, ale wręcz powinny być rozpatrywane.

 

Panie Prezydencie, my to wiemy.

I one są rozpatrywane.

 

Może Cię zainteresować Konsultacje społeczne w sprawie Wigilii

 

Czyli Pan powiedział, że te kwestie powinny być rozpatrywane. To oznacza, że co – że Pan się skłania do tego…

Ale najpierw, Panie Redaktorze, ustawa musi przyjść do Prezydenta Rzeczypospolitej. Ja już ustawę okołobudżetową podpisałem, bo tam były rzeczywiście bardzo ważne kwestie związane z wykonaniem tego budżetu i możliwościami jego wykonania. Natomiast sama ustawa budżetowa jeszcze do mnie nie przyszła.

 

No to powiem tak: nie dowiem się, co z ustawą budżetową, nie dowiem się, co z Wigilią, o świętach też Pan mówi skromnie. Ja naprawdę nie wiem, o co Pana pytać, żeby Pan zechciał powiedzieć cokolwiek naszym słuchaczom. Zwłaszcza że szykuje mi się jeszcze pytanie polityczne. To jest pytanie dość oczywiste. Pan przyjął w Pałacu Prezydenckim Karola Nawrockiego po tym już, jak było jasne, że będzie on kandydatem Prawa i Sprawiedliwości w wyborach prezydenckich. Czy to oznacza, że będzie Pan wspierał Karola Nawrockiego w tym prezydenckim wyścigu?

Dobrze, to już zacznijmy teraz od początku, na spokojnie. Po pierwsze, rzeczywiście jestem nastawiony bardzo spokojnie, bo jesteśmy już tuż–tuż przed Wigilią. I dzisiaj jest właściwie ten ostatni taki przedwigilijny dzień – jeszcze pracujący, ale ja już też jestem tutaj, w Krakowie, i przygotowuję i swój dom, i nas, jako rodzinę do tego, żebyśmy mogli spokojnie odbyć święta. Mało mamy tych możliwości przygotowania się, więc to jest dla mnie taki cenny czas. Ale musimy dyskutować o polityce. Ja to rozumiem, Panie Redaktorze – pracujemy, pracujemy.

 

Jeszcze chwila, Panie Prezydencie. To było przedostatnie pytanie o politykę, naprawdę przedostatnie.

Pracujemy, pracujemy. Panie Redaktorze, byłem już pytany o kwestię Pana dr. Karola Nawrockiego. I tak jak powiedziałem wtedy, tutaj moje stanowisko się nie zmienia. Tak – oczywiście – przyjąłem Pana dr. Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim. Mieliśmy bardzo sympatyczną rozmowę, jesteśmy ludźmi o bardzo podobnym światopoglądzie, mamy te same kwestie, które są dla nas ważne. Pan dr Karol Nawrocki cały czas do tej pory zajmował się tymi kwestiami historycznymi, Instytutem Pamięci Narodowej. Ale jest on człowiekiem bardzo ciekawym i bardzo przede wszystkim takim sympatycznym. Powiedziałbym normalnym, tak?

 

Wychwala Pan Karola Nawrockiego. Czy to oznacza polityczne wsparcie?

Można sobie swobodnie z nim porozmawiać. I taką też rozmowę mieliśmy o różnych ważnych sprawach. Też – oczywiście – rozmawialiśmy na temat technikaliów kampanii wyborczej. Ja mam trochę doświadczenia w tym zakresie.

 

Panie Prezydencie, proszę wybaczyć, ale jednak będę nalegał, żeby Pan odpowiedział na zadane pytanie, a nie rysował laurkę Karolowi Nawrockiemu.

Nie będę prowadził kampanii za Pana dr. Karola Nawrockiego. To na pewno nie.

 

Czy go Pan wesprze? Czy powie: „Tak, głosujcie na Nawrockiego, ja głosuję na Nawrockiego”?

Każdy oczywiście – mam nadzieję – odda głos w wyborach prezydenckich, kto jest do tego uprawniony. Ja również. I na pewno zagłosuję na tego kandydata, który w momencie, kiedy będzie głosowanie, będzie głosił poglądy najbliższe moim i najbliższe – jak to mówię – mojemu sercu. I muszę powiedzieć: dzisiaj tym kandydatem wśród tych zgłoszonych jest Pan Karol Nawrocki. Rzeczywiście jego poglądy są najbardziej zbliżone do moich.

 

To daleko posunięta deklaracja. Dzisiaj poglądy Karola Nawrockiego są najbliższe Andrzejowi Dudzie. I jest Pan najbliżej wsparcia Karola Nawrockiego.

To jest podobne spojrzenie na Polskę, jakie ja mam – na to, co dla Polski jest ważne; na to, jak powinny być prowadzone polskie sprawy; co jest ważne dla naszej przyszłości. Nie mam tutaj specjalnych wątpliwości.

 

Pojedzie Pan do Stanów Zjednoczonych na zaprzysiężenie Donalda Trumpa? Pytam, bo do Pańskiej wizyty w Ameryce miało dojść jeszcze w grudniu.

Do tej pory nie było takiego zwyczaju w Stanach Zjednoczonych, bodajże od ponad stu sześćdziesięciu lat, żeby głowy innych państw były zapraszane na zaprzysiężenie prezydenta. Musiałaby nastąpić jakaś zmiana, nic na to nie wskazuje.

 

Czyli wtedy nie, a wybiera się Pan do Ameryki, do Waszyngtonu na spotkanie z Donaldem Trumpem?

Jeżeli tylko pan prezydent Donald Trump wystosuje zaproszenie i będą takie ustalenia, to tak, oczywiście, że się wybiorę. Tak jak zresztą wybierałem się kilkakrotnie i byłem przecież trzykrotnie z oficjalną wizytą w Stanach Zjednoczonych, w Białym Domu, w czasie pierwszej kadencji pana prezydenta Donalda Trumpa.

 

Dlaczego nie doszło do tej wizyty w grudniu, u prezydenta elekta?

A skąd takie pytanie?

 

A stąd, że o Pańskiej wizycie w Stanach Zjednoczony mówił chociażby minister Mastalerek, minister Kolarski. Mówili o tym w mediach.

Jeżeli już dochodzi do takiej wizyty, to na tym etapie jest to wizyta nieformalna, de facto wizyta prywatna. My rozmawialiśmy z panem prezydentem elektem Donaldem Trumpem, zresztą kilkakrotnie od czasu, kiedy w Ameryce zapadła decyzja wyborców, że to on będzie następnym prezydentem, także mamy pewne wstępne ustalenia. Natomiast co do samego spotkania, to zobaczymy, będzie ku temu odpowiedni moment, to będzie spotkanie.

 

Panie Prezydencie, następne święta spędzi Pan już jako cywil, jako były prezydent. Czy będą to święta spędzone jako członek Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego? Wybiera się Pan do MKOl?

To czas pokaże. Wszystko spokojnie i powoli.

 

Czas pokaże, ale czy to znaczy, że Pan chciałby być członkiem MKOl–u?

Zostałem zgłoszony przez Polski Komitet Olimpijski, co jest niezwykłe miłe, na tę funkcje, która – tu wielkie dyskusje trwają, jak zwykle, na tematy finansowe z tym związane – funkcja rzeczywistego członka MKOl nie jest związana z żadnym etatem, to jest funkcja, która nie jest związana z żadną pensją. Jest bardzo prestiżowa w tym świecie międzynarodowym, zwłaszcza olimpijskim, i to jest istota tej funkcji. Jej wielki prestiż to oczywiście wpływ na bieżące funkcjonowanie MKOl, tam, gdzie podejmują decyzje członkowie.

 

Ale ja nie pytam o pieniądze. Pojawiły się zarzuty, że odbierze Pan pieniądze sportowcom, na przykład Mai Włoszczowskiej.

Ale Pani Maja Włoszczowska jest członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego z innego tytułu, z ramienia zawodników. Zresztą ma tam funkcję etatową, związaną właśnie z wynagrodzeniem, więc jest to zupełnie inny charakter członkostwa, inny charakter obecności.

 

To kiedy nastąpi rozstrzygnięcie tego, czy Andrzej Duda będzie członkiem MKOl–u, czy nie?

Wtedy, kiedy zdecyduje o tym MKOl. To jest decyzja MKOl i jaka będzie, taka będzie.

 

A skąd się pojawił ten pomysł? Pan się o to starał? Ktoś Panu zaproponował? Ktoś przyszedł i powiedział: „Panie prezydencie, jest taki fajny pomysł, żeby Pan…?”

Znają mnie w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim, dlatego, że byłem i jestem zaangażowany w kwestię olimpizmu i w Polsce, i tego międzynarodowego. Wielokrotnie spotykałem się z władzami MKOl. Gościliśmy kilkakrotnie pana prezydenta MKOl [Thomasa] Bacha w Polsce, i w Warszawie, i w Krakowie, choćby w związku ze stuleciem polskiego ruchu olimpijskiego. Znamy się bardzo dobrze, były też igrzyska europejskie, gdzie – nie tylko, że je organizowaliśmy – ale gościliśmy też całą plejadę najważniejszych ludzi w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim. Jestem więc w tym środowisku człowiekiem, który jest znany z tego, że jest zaangażowany w ruch olimpijski.

 

Dobrze, jest Pan znany z tego, że jest znany, jest Pan znany z tego, że Pan jeździ na nartach – ja to wszystko rozumiem.

Dziękuję bardzo, Panie Redaktorze.

 

Zostawmy już tę politykę, zostawmy członkostwo w MKOl–u. Mnie zastanawia jedno, ale tak szczerze. Zakładamy, że żona nie słucha. Jest Pan od, dobrze licząc, dziewięciu lat prezydentem i to są dziewiąte święta w tej roli, co oznacza, że Pan nie może swobodnie iść na zakupy, żeby najbliższym coś kupić. Nie może Pan iść normalnie, bo albo Pan idzie z obstawą, albo muszą specjalnie sklep zamykać dla Pana. Nie wiem, jak to się odbywa. Albo w ogóle Pan nie chodzi. Jak Pan kupuje prezenty? Ja już nie pytam, co, ale jak?

Po pierwsze nie przypominam sobie, nigdy mi się chyba nie zdarzyła taka sytuacja, żeby ktoś zamykał sklep w związku z moją obecnością. Bywam w sklepie, powiedziałbym, prawie że normalnie. Oczywiście, ja mam ochronę i nie mogę z niej zrezygnować, nie mogę  powiedzieć panom, którzy odpowiadają za moje bezpieczeństwo: Nie, panowie, dziękuję bardzo, proszę tu ze mną nie iść, nie wchodzić czy nie być przy mnie. Nie mam takiej możliwości – panowie będą mnie ochraniali niezależnie od tego, jaka jest moja wola, tak stanowi prawo w Polsce. Takie są ich obowiązki, w związku z czym, jak idę, to idę z całą ochroną i to rzeczywiście jest widowiskowe.

Ale staram się realizować też swoje normalne, życiowe sprawy w miarę możliwości normalnie, jak tylko to jest w tej sytuacji możliwe. Chodzę, do sklepów, robię zakupy w naszym osiedlowym sklepie w Krakowie i wszyscy, którzy w tym sklepie pracują, znają mnie od wielu, wielu lat, od kiedy nikt się nie spodziewał jeszcze, że będę Prezydentem Rzeczypospolitej.

 

Ale w osiedlowym sklepie nie kupuje Pan prezydentów na święta!

Różne rzeczy kupuję w osiedlowym sklepie, mamy też przy osiedlowym sklepie maleńką galerię handlową. Czasem, jak trzeba, to też pojadę do galerii, i w Warszawie, i w Krakowie.

 

Bywa Pan w sklepach, rozumiem.

Od czasu do czasu bywam.

 

A co Pan potrafi zrobić na święta? Dobra, kurze zetrzeć pewnie Pan umie, ale pytam o to, czy potrafi Pan jakieś danie przygotować. Chyba, że jak się jest prezydentem, to jedzenie przygotowuje, nie wiem, kuchnia prezydencka.

Akurat muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o te dania wigilijne, których zresztą jestem wielkim, wielkim miłośnikiem – uwielbiam dania wigilijne, właściwie prawie wszystkie; wszystkie lubię, ale niektóre uwielbiam, pierogi na przykład, u nas w rodzinie mamy taki zwyczaj, że jemy pierogi.

 

Przecież Pan nic nie je, Pan jest tak chudy, Pan się ciągle sportuje. Niech Pan nie opowiada, że coś je.

Dziękuję bardzo, bardzo mi miło, że Pan Redaktor docenia moje wysiłki, ale jednak są takie momenty, w których sobie nie odmawiam.

 

Dobrze, ale pytam, co Pan robi, a nie co Pan ludziom zjada z talerzy?

Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o dania wigilijne, to poddaję się, bo wymaga to profesjonalnego podejścia…

 

Nic, świetnie! To jest polski mężczyzna!

… ale niejednokrotnie zdarzało mi się lepić pierogi. Lepić, dosłownie, to znaczy nie robić, tylko lepić.

 

To jest na przykład coś, czego ja absolutnie nie potrafię robić. Widocznie mam jakoś mniej sprawne palce. Każdy ulepiony przeze mnie pieróg rozpadłby się natychmiast.

A co się jada u Państwa?

Muszę też przyznać, że lubię zbierać grzyby i te grzyby, które jadamy na Wigilię od bardzo wielu lat, to są grzyby zbierane przeze mnie.

 

Naprawdę?

Tak.

 

Prezydent na grzybach. Ludzie, czego tu się człowiek może podczas ostatniej rozmowy dowiedzieć!

To zbiera Pan te grzyby, ktoś inny robi pierogi, Pan je lepi. Niech już tak będzie. A co się u Was jada? Bo co kraj to obyczaj, a w Polsce też co region to obyczaj. Kutię na przykład się jada, czy nie? Czy jest to tak wschodnie, że w Małopolsce się jej nie jada?

U nas Wigilia jest, można powiedzieć, mieszana, ponieważ zwyczaje są mieszane, jak to często bywa w rodzinach. Z jednej strony mojej mamy, z jej domu rodzinnego, a z drugiej strony – mojego taty. Tata pochodzi z rejonów podgórskich. Urodził się w Starym Sączu, ale rodzina zasadniczo, mój dziadek, pochodzi z gór nad Łąckiem, więc to jest taka kuchnia bardziej góralska.

 

My wiemy, co się z Łącka sprowadza, wiemy, co się w Łącku robi.

Ja sobie wyobrażam, Panie Redaktorze. Wszyscy w Polsce wiedzą, co się w Łącku robi.

 

Ale ja polecam Państwu nie śliwowicę, a gruszkówkę z Łącka. Znakomita.

Więc…

 

… więc Pana tą gruszkówką wytrąciłem z rytmu.

Wytrącił mnie Pan z rytmu, Panie Redaktorze.

 

Bardzo Pana przepraszam, ale jak Pan mówi o Łącku, to co ja mam pomyśleć.

 Ja zawsze z miłością o Łącku, bo to są takie moje rodzinne strony, w których dużo czasu spędziłem i zawsze się trochę rozpływam, myśląc o górach.

 

Ale umówmy się, że nie o dżemach wszyscy marzą z Łącka. Zostawmy więc to Łącko.

Ale to nie przy Wigilii, nie przy Wigilii.

 

Tak naprawdę interesuje mnie jedno. Pan mi kiedyś powiedział, podczas jednego z poprzednich wywiadów, że Pan ostatni raz jechał pociągiem w 2014 roku. Nie tęskni Pan trochę do takiego normalnego życia? Żeby gdzieś pojechać pociągiem, pójść gdzieś na spacer bez ciągłej obstawy? Żeby pożyć trochę jak normalny człowiek, bez obserwowania przez BOR [SOP], przez instytucje państwowe?

Wkrótce będę już miał taką możliwość. Jeszcze nieco ponad siedem miesięcy i zakończę swoją misję prezydencką, więc trochę tego normalnego życia do mnie wróci. Czego nie żałuję, oczywiście i powiem tak: co więcej, akurat ten aspekt to jest coś, na co czekam. To było dla mnie ważne, ja jestem takim człowiekiem, który lubi się pomóc rzeczywiście wolny, bardzo to sobie cenię. Natomiast było to dla mnie wielkim czasem mojego życia, że mogłem – i mogę nadal – z wyboru moich rodaków tę funkcję sprawować i to jest ważne.

 

Wiem, ale pytam o takie przyziemne kłopoty, to, że Pan nie może jechać pociągiem…

Właśnie, dobrze, że Pan wrócił do tego tematu, bo to mi uciekło. Jeżeli chodzi o pociąg, to trzeba rozróżnić dwie sytuacje...

 

... że ma Pan pociąg do dobrej kuchni, to rozumiem…

... jazdę pociągiem jako taką i jazdę pociągiem publicznym, którym mogą jeździć wszyscy. Pociągiem jechałem, nawet nie tak dawno, w Korei zademonstrowano mi nowe pociągi, które są tam wytwarzane.

 

Ja wiem, i na Ukrainę Pan jechał pociągiem.

I na Ukrainę jechałem pociągiem. Ale takim zwykłym, którym wszyscy jeżdżą, nie jechałem bardzo dawno. To jest też związane z pewnymi problemami. Jeżeli prezydent ma jechać pociągiem, musi być przeprowadzona cała kontrola pirotechniczna, to jest dosyć skomplikowana kwestia utrudniająca życie pasażerom. Ja tego staram się unikać.

 

Rozumiem. A czy były Prezydent ma prawo do darmowych biletów? Pan jest z Krakowa, Pan już to musiał sprawdzić.

Nie.

 

Nie ma Pan darmowych biletów, przerąbane. Panie Prezydencie, pora już kończyć tę rozmowę.

Bardzo Panu dziękuję. To był prezydent Andrzej Duda – to, zdaje się, wszyscy wiedzą. Ale to była też ostatnia rozmowa Roberta Mazurka w RMF. Bardzo serdecznie Państwu dziękuję za te ponad osiem lat. Panie Prezydencie, dziękuję Panu, że Pan przybył do naszego studia i był moim gościem. Kłaniam się nisko!

Panie Redaktorze, ja również bardzo dziękuję, że na tę ostatnią swoją rozmowę w RMF Pan Redaktor mnie zaprosił. To bardzo miłe i dziękuję za dzisiejszą rozmowę.

Ale przede wszystkim życzę Panu Redaktorowi, całej załodze Radia RMF i wszystkim moim rodakom w kraju i za granicą spokojnych, dobrych, rodzinnych świąt. Takich świąt bez trosk. I szczęśliwego Nowego Roku. Proszę odpocząć, to wszystkim się należy, zwłaszcza tym, którzy na co dzień ciężko pracują.

 

Smacznego Mazurka i wesołego Dyngusa! Kłaniam się nisko i dziękuję bardzo!

Dziękuję bardzo.

 

Może Cię zainteresować Andrzej Duda: Proponuję, by PKW przestała się bawić w politykę