Menu rozwijane

25 kwietnia 2025

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica. Dariusz Pogorzelski.

I Jakub Więcław.

D.P.: Zapraszamy Państwa na „Polski Punkt Widzenia” nadawany dziś z Gniezna, gdzie były obchody tysiąclecia pierwszej koronacji polskiego władcy, Bolesława Chrobrego.

J.W.: A naszym gościem jest Prezydent Andrzej Duda. Witamy bardzo serdecznie. Szczęść Boże, Panie Prezydencie.

Prezydent RP Andrzej Duda: Szczęść Boże. Witam Panów Redaktorów. Witam też naszych widzów i słuchaczy.

J.W.: Panie Prezydencie, tak jak wspomniał Pan Darek, tysiąc lat od koronacji Bolesława Chrobrego. Dlaczego taką datę, taką rocznicę warto dziś upamiętniać?

Przede wszystkim dlatego, że w zasadzie my, dzisiaj współcześni, patrzymy na tamte czasy jako na taki moment narodzenia się Polski w pełnym tego słowa znaczeniu. To znaczy – po pierwsze – tysiąclecie naszego wejścia do rodziny narodów, a w efekcie państw chrześcijańskich, czyli 966 rok. I 1050–lecie obchodziliśmy w roku 2016. Zresztą bardzo podniośle, też poprzez Zgromadzenie Narodowe – choć wtedy w Poznaniu. I dzisiaj, kiedy obchodzimy tysiąclecie uzyskania jak na tamte czasy pełnej suwerenności.

Bo zyskanie przymiotu królestwa przez państwo poprzez koronację koroną poświęconą przez Ojca Świętego – wtedy Jana XIX – uzyskanie tej korony przez władcę Polski, namaszczenie go tym samym na władcę, tak?, a więc pomazańca Bożego, stawiało wtedy kraj rzeczywiście w gronie największych potęg, krajów samodecydujących o sobie. Co zresztą w tamtych czasach – wiemy – spotkało się z dużym niezadowoleniem też naszych sąsiadów.

I w jakimś sensie można powiedzieć – patrząc też na te procesy historyczne, tak jak je dzisiaj znamy – że spotkało się też wkrótce z dosyć ostrą odpowiedzią, tak? Bo ta rebelia, te tumulty, do których doszło w królestwie polskim i które tak naprawdę zburzyły na pewien czas władzę królewską, i później najazd Brzetysława Czeskiego – to są ewidentne, niestety, echa tego właśnie niezadowolenia, które było w sąsiedztwie. Z tego powodu, że Polska stawała się państwem coraz potężniejszym, z którym – co oczywiste – trzeba byłoby się liczyć. W związku z czym próbowano w tym pierwszym momencie to nowo narodzone królestwo zdusić. Na całe szczęście wiemy, że to się nie udało, że polskie państwo się odrodziło. Ale nie był to wcale proces łatwy.

D.P.: Panie Prezydencie, przyjęcie korony przez Bolesława Chrobrego było podniesieniem państwa polskiego do rangi państwa znaczącego w Europie wtedy. Czy ta rocznica – tysiąc lat od koronacji – jest okazją do tego, aby przypomnieć naszym partnerom zagranicznym, że mamy bogatą i długą tradycję państwowości?

Oczywiście, że tak. Trzeba pamiętać o tym, że – po pierwsze – dumni jesteśmy z tego, że należymy od ponad tysiąca lat do rodziny narodów i państw chrześcijańskich. To jest pierwszy ważny moment. Po drugie – co zawsze podkreślamy – pozostaliśmy w kręgu tej kultury zachodniej, albowiem chrześcijaństwo przyjęliśmy z Rzymu. I to – zawsze mówimy – posadowiło nas kulturowo i naszą tradycją właśnie w gronie tych społeczeństw Zachodu, tak? Chrześcijańskiego Zachodu. Co zawsze podkreślamy – że niezależnie od tego, co się później w dziejach działo, myśmy zawsze byli częścią tej kultury i cywilizacji zachodniej, tą częścią zachodniej Europy. Właśnie poprzez to, właśnie poprzez tamten akt.

Pamiętajmy, że to były te czasy, kiedy na [tej] ziemi swoją misję ewangelizacyjną – tuż wcześniej, oczywiście – realizowali też Cyryl i Metody. I różne były te decyzje, które były podejmowane wtedy przez władców. Jedni przyjmowali chrzest i wiarę z Rzymu, inni przyjmowali ją z Konstantynopola. I stawali się częścią tego Bizancjum, kręgu kultury bizantyjskiej – dzisiaj powiedzielibyśmy: kręgu kultury chrześcijańskiej wschodniej.

My jesteśmy częścią chrześcijaństwa i kultury zachodniej – to zawsze podkreślamy. I to był właśnie ten początek Polski, to jest także Polska do dzisiaj. Więc ta nasza tradycja rzeczywiście ma ponad tysiąc lat.

D.P.: Panie Prezydencie, historycy podkreślają – i Pan przed chwilą też to podkreślił – znaczenie suwerenności przy okazji samej koronacji. I też to wybrzmiewa w rocznicy, którą w tej chwili przeżywamy. Panie Prezydencie, czy Polska jest krajem suwerennym?

Jest krajem suwerennym i musimy tej suwerenności pilnować. To jest taka w pewnym sensie cały czas gra. To jest w pewnym sensie cały czas takie balansowanie, tak?

Kiedy ja mówię, że traci się suwerenność? Wtedy, kiedy ta utrata samostanowienia tak naprawdę – byśmy powiedzieli – następuje jak gdyby poza kontrolą demokratyczną. Czy – powiedzielibyśmy – poza kontrolą po prostu polskiego społeczeństwa.

Te wszystkie decyzje, które były podejmowane na przestrzeni lat, jak nasza decyzja o np. wstąpieniu do Unii Europejskiej – pamiętajmy jednak, że one były podjęte czy wsparte demokratycznymi decyzjami polskiego społeczeństwa. Choćby decyzją podjętą wtedy w referendum. I w związku z tym możemy mówić tak: chociaż w jakimś sensie ograniczyliśmy naszą suwerenność, oddając pewne kompetencje, z góry przewidując, że będą one realizowane przez instytucje europejskie czy też poprzez Wspólnotę jako taką, to jednak mimo wszystko zrobiliśmy to w sposób świadomy i…

J.W.: Ma Pan poczucie, że my nadal mamy kontrolę nad przekazywaniem kolejnych kompetencji?

To jest zupełnie odmienne zagadnienie…

J.W.: No właśnie.

…i właśnie to jest coś, z czym trzeba walczyć. Tak samo jak trzeba walczyć z rozszerzaniem kompetencji instytucji europejskich bez zgody narodów państw członkowskich Unii Europejskiej, choćby poprzez europejski Trybunał.

D.P.: Ale mamy konkretne przykłady. Reforma wymiaru sprawiedliwości, którą Pan zaakceptował, została odrzucona przez instytucje unijne.

Ale to jest oczywista uzurpacja. Ja nie mam co do tego żadnych wątpliwości i nigdy ich co do tego nie miałem, że był to absolutnie brutalny, bezczelny akt wojny politycznej, którą prowadziły liberalno–lewicowe elity brukselskie związane z EPP i socjalistami, czyli partią europejską, do której należy Donald Tusk i jego partia. Co do tego nie mam wątpliwości, że to była walka po prostu – brutalna walka z rządem Zjednoczonej Prawicy; ze Zjednoczoną Prawicą, która wygrała wybory i miała wtedy samodzielną większość w polskim parlamencie. I mną także – jako Prezydentem, który był z tego samego obozu politycznego.

To była po prostu brutalna walka z absolutnym naruszeniem – co chcę z całą mocą podkreślić – traktatów europejskich. Bo przecież to jest dziedzina, która jest wyłączona spod kompetencji europejskich: reformy wymiaru sprawiedliwości, reformy ustrojowe w zakresie wymiaru sprawiedliwości.

D.P.: Ale to jest niekontrolowane ograniczenie naszej suwerenności, podobnie jak…

To jest walka, która trwa – ja to chcę z całą mocą podkreślić. Dlatego ja się nie waham mówić: to był akt złamania traktatów europejskich. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Uważam, że jesteśmy rzeczywiście w tej chwili w czasie zwarcia kompetencyjnego pomiędzy instytucjami europejskimi, ludźmi, którzy w tych instytucjach postępują w sposób nieodpowiedzialny; którzy zamiast starać się szukać właśnie tego elementu wspólnego, jeżeli chodzi o Europę, to tak naprawdę zawłaszczają te instytucje w sensie politycznym i ideologicznym – coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca, i coś, co jest w moim absolutnym przekonaniu sprzeczne z intencją ojców Unii Europejskiej.

J.W.: To, Panie Prezydencie, za chwilę mamy konkret tego, o czym Pan mówi. Bo były wybory, zmieniła się władza. Ale ta władza, która dziś jest, ale też te instytucje unijne, podważają część sędziów, o czym Pan też często mówi. I mamy problem z konkretną izbą Sądu Najwyższego – Izbą Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która za chwilę będzie decydowała o ważności wyborów prezydenckich. Czy Pan jest spokojny o to, co będzie się działo po 6 sierpnia tego roku? Kiedy Pana kadencja się skończy, a rozpocznie kadencja Pana następcy.

Nie, nie jestem spokojny. Natomiast chcę podkreślić: cieszę się, że Pan Redaktor do tego nawiązał. Popatrzmy na tę nieprawdopodobną hipokryzję, tak? To samo towarzystwo polityczne w Unii Europejskiej bez problemów uznało działanie tej izby w czasie, kiedy zatwierdzała ostatnie wybory z 2023 roku, w których to właśnie Donald Tusk i jego kamraci, Platforma Obywatelska – tak? – uzyskała taki wynik w wyborach, który pozwolił jej zawiązać koalicję i w ostateczności przejąć rządy i władzę w Polsce, tak? To te wybory zostały uznane. Bo one dały zwycięstwo tym właściwym kandydatom i tej właściwej sile politycznej.

Więc wtedy, kiedy wybory układają się po myśli liberalno–lewicowego obozu, wtedy demokracja jest i wtedy wszystko jest w porządku, i wtedy izby Sądu Najwyższego, które o tym decydują – akurat w tym momencie Izba Kontroli Nadzwyczajnej – są legalne i wszystko jest, tak jak powinno być, tak?

Natomiast jeżeli wynik – nie daj, Panie Boże – jest nie po ich myśli, to wtedy się okazuje, że nie ma demokracji, że demokracja jest naruszona, że podstawy demokracji są burzone, że demokracja – prawda – jest niszczona. I izba Sądu Najwyższego nagle – okazuje się – w tym przypadku nie ma odpowiednich kompetencji czy też nie jest legalna.

J.W.: Panie Prezydencie, a ze względu na brak subwencji dla największej partii opozycyjnej, dla Prawa i Sprawiedliwości – Pana zdaniem – można uznać wybory za nierówne i ostatecznie za nieważne?

A to zobaczymy. To będzie ocena, której dokona właśnie sąd, również pewnie i z tego punktu widzenia. Fakt jest faktem, że to, co robią w tej chwili Donald Tusk jako Premier i podległy mu Minister Finansów, jest – w moim przekonaniu – oczywistym naruszeniem prawa. To znaczy nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Przecież to są decyzje, które zostały podjęte przez Państwową Komisję Wyborczą, które zostały potwierdzone zresztą też przez Sąd Najwyższy. W istocie…

J.W.: Dlatego tak dopytuję o tego 6 sierpnia, Panie Prezydencie.

…w istocie jest to absolutne łamanie prawa – to, co robi w tej chwili w tym zakresie rząd.

J.W.: My możemy być spokojni jako wyborcy o to, co będzie po 6 sierpnia?

D.P.: Czy może być jakiś zamęt właśnie po 6 sierpnia?

Wszystko może być, proszę Panów. Dlatego ja wczoraj między innymi, występując z takim pożegnalnym przemówieniem na XXXII Zjeździe Delegatów NSZZ „Solidarność”, apelowałem do zgromadzonych tam członków Solidarności, aby pilnowali Polski. Także z tego z punktu widzenia. Aby pilnowali Polski, aby pilnowali tych wyborów. Ponieważ te zjawiska, z którymi mamy do czynienia ostatnio, i te działania, z którymi mamy do czynienia ostatnio, są ewidentnym łamaniem prawa w sposób, jakiego nie obserwowaliśmy w Polsce – nie mam żadnych wątpliwości – przez ostatnie 30 lat.

D.P.: A jaką Pan dla siebie będzie rolę widział, gdyby doszło do takich niepokojów, trudnej sytuacji po 6 sierpnia?

Zacznijmy od tego, że kadencja prezydencka kończy się 6 sierpnia. To 6 sierpnia upływa dokładnie 10 lat, odkąd objąłem mandat Prezydenta, składając przed Bogiem, ojczyzną i Zgromadzeniem Narodowym swoje prezydenckie ślubowanie – tak? – przysięgę prezydencką. I w związku z tym moje zadanie się kończy.

Natomiast może dojść do sytuacji, w której będą wielkie wątpliwości prawne wokół tego, co należy dalej zrobić. I w tej chwili rzeczywiście my się pochylamy nad tymi zagadnieniami. Prawnymi – jeszcze raz chcę podkreślić.

J.W.: Co to znaczy „pochylamy się”?

Rozważamy różne możliwe sytuacje i kwestie też interpretacji przepisów konstytucji wobec różnych potencjalnie sytuacji powyborczych, które mogą nastąpić.

D.P.: Panie Prezydencie, w ostatnich dniach opinię publiczną w Polsce zbulwersowała sytuacja z Oleśnicy, ze szpitala, gdzie tam dokonano zabójstwa nienarodzonego dziecka, w dziewiątym miesiącu, wbiciem zastrzyka w serce tego dziecka. Panie Prezydencie, czy w Polsce możemy powiedzieć, że jest skuteczna ochrona życia?

Ja mam nadzieję, że osoby, które są za to odpowiedzialne, poniosą odpowiedzialność. Odpowiedzialność karną. Odpowiednią. Tak.

Przede wszystkim z tego, co wiem o tej sprawie, jak znam tę sprawę, to zostało to zrobione na podstawie wytycznych, które w zakresie dotyczącym zdrowia psychicznego pacjentki zostały wydane przez Ministra Zdrowia. Więc Pani Minister w tym zakresie jest osobą z całą pewnością odpowiedzialną – i tutaj co do tego nie mam wątpliwości. I te kwestie powinny zostać szczegółowo rozważone przez prokuraturę.

Pamiętajmy o tym, że mamy dzisiaj jasną sprawę, tak? Mamy konstytucję, mamy orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, które zostały w kontekście przepisów konstytucyjnych wydane, i mamy przepisy ustawy, które normują tę sprawę. Natomiast wytyczne Pani Minister nie stanowią prawa w Polsce.

J.W.: Ale które też Minister Bodnar i Premier Tusk też firmowali na jednej konferencji.

Tak, oczywiście. Dlatego powtarzam jeszcze raz: z jednej strony jest to kwestia – oczywiście – odpowiedzialności moralnej, jest to kwestia odpowiedzialności politycznej. Ale jest to także i kwestia odpowiedzialności prawnej.

J.W.: To już na koniec tego tematu dopytam, Panie Prezydencie. Bo Pan nie kryje się ze swoimi poglądami dotyczącymi ochrony życia. Jak Pan…

Żeby była jasność: osobiście uważam to za barbarzyństwo – to, co się stało.

J.W.: No właśnie chciałem Pana o to zapytać, co Pan…

Barbarzyństwo i – tak jak Pan Redaktor to nazwał – tak, dla mnie w istocie to było zabójstwo.

J.W.: To na koniec, bo zdaje się, że jutro bierze Pan udział w pogrzebie Ojca Świętego Franciszka. Z czego Pan, Panie Prezydencie, ten pontyfikat zapamięta, najważniejsze jego momenty?

Ja zawsze podkreślam, że dla mnie ten pontyfikat jest specyficzny, tak? Bo ja sześć razy miałem ten zaszczyt i sposobność rozmawiać z Ojcem Świętym bezpośrednio. Raz – oczywiście – wtedy, kiedy gościliśmy go w Polsce, w Krakowie, na Światowych Dniach Młodzieży. Wtedy kilkakrotnie w ogóle spotykałem się z Ojcem Świętym w ciągu tych dni. Ale także i w czasie pierwszej mojej wizyty w listopadzie, po objęciu urzędu Prezydenta, kiedy po raz pierwszy udałem się do Watykanu po to, żeby się Ojcu Świętemu przedstawić. Razem zresztą z moimi najbliższymi, bo tak nas Ojciec Święty wtedy przyjmował – razem z moją małżonką, z córką – co było ogromnie dla mojej rodziny wzruszające. I w sumie tych spotkań było sześć.

Więc mogę powiedzieć tak: rozmawiałem z Ojcem Świętym wiele razy i rozmawiałem z Ojcem Świętym długo. Rozmawiałem z Ojcem Świętym w cztery oczy. Więc to jest dla mnie bardzo specyficzny pontyfikat również z tego względu osobistego. Bo to był pierwszy i jedyny – jak do tej pory – Ojciec Święty, z którym ja osobiście miałem tak bliski kontakt. Że miałem tę niezwykłą sposobność, żeby móc po prostu rozmawiać z Ojcem Świętym, usłyszeć jego głos, usłyszeć, co do mnie mówi. Nie tylko to, co…

J.W.: I o czym rozmawia Prezydent z Papieżem?

Rozmawialiśmy o polskich sprawach, o naszej sytuacji, o tym, co dzieje się na bieżąco. Przede wszystkim Ojciec Święty zawsze pytał, jak my w Polsce działamy w stosunku właśnie do ludzi, którzy są dotknięci jakimś wykluczeniem, którzy są w trudnej sytuacji życiowej, rodziny wielodzietne – ta taka część społeczeństwa, która w każdym kraju występuje, która jest gorzej sytuowana, tak? Jakie działania w tym zakresie prowadzimy. Jak wygląda kwestia działalności humanitarnej, która jest prowadzona w Polsce. Więc o tych kwestiach zawsze rozmawialiśmy.

Zwłaszcza wtedy, kiedy widziałem się z Ojcem Świętym po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę, kiedy mieliśmy w Polsce miliony uchodźców z Ukrainy i kiedy tę pomoc rzeczywiście także i humanitarną organizowaliśmy. I byliśmy takim w tym zakresie – śmiało mogę powiedzieć – wzorem dla całego świata, tak? Wtedy Ojciec Święty bardzo wnikliwie pytał mnie o te zagadnienia.

D.P.: Jutro będzie na pogrzebie wielu przywódców państw, będzie też Donald Trump. Czy liczy Pan na krótką rozmowę – a może dłuższą – z Prezydentem Stanów Zjednoczonych?

Z tego, co orientuję się w tej chwili, to nie jest przewidziane żadne uczestnictwo Prezydenta Donalda Trumpa w jakichś szerszych spotkaniach. I nie ma też – z tego, co ustalili moi współpracownicy – żadnych spotkań bilateralnych, które byłyby przewidywane. Więc może się okazać, że nie będzie w ogóle sposobności porozmawiania, bo to się jednak odbywa w pewnej dyscyplinie. Proszę sobie wyobrazić, że jest kilkuset ludzi, którzy są szefami państw i rządów z całego świata. I to jest naprawdę niebywała organizacja, i to jest bardzo skomplikowany proces. I można się w ogóle nie spotkać. Widzieć się z daleka, siedząc gdzieś – w tym przypadku – w Watykanie czy w jakimś innym miejscu, w którym zostaniemy zebrani, ale nie mieć możliwości nawet podejścia do siebie właśnie z uwagi na okoliczności, względy ochrony itd.

J.W.: To jeszcze na koniec, bo na dziś planów nie ma, ale jeśli będzie taka okazja jutro, to… Wczoraj Donald Trump powiedział o ustępstwach Rosji wobec Ukrainy. Mówi, że tym największym ustępstwem wobec Ukrainy ze strony Moskwy jest to, że Rosja nie ma już ambicji, żeby zająć całą Ukrainę. I to jest wielkie ustępstwo ze strony Kremla. Jak Pan podchodzi do słów, które wydają się, że w ostatnich latach są u nas nie do zaakceptowania, żeby w ten sposób podchodzić do agresji Rosji na Ukrainę?

Ja mam – oczywiście – swoje zdanie na ten temat. I tego zdania nic nie zmieni. Natomiast poruszam się również w świecie pewnych realiów politycznych – tak? – i pewnych faktów, które następują i które ja mogę starać się co najwyżej w jakiś tam sposób kształtować, tak? Dzisiaj wiem jedno – też jak znam Prezydenta Trumpa: Prezydent Trump jest wytrawnym przede wszystkim biznesmenem, ale w związku z tym również i negocjatorem. Prowadził w swoim życiu już wiele bardzo trudnych przepraw biznesowych, gdy chodziło naprawdę o grubomilionowe kwoty w dolarach – wiemy o tym wszyscy, tak?

W związku z czym nie mam wątpliwości co do jego umiejętności i talentów negocjacyjnych. I z tego, jak też obserwowałem jego pracę przez lata, również przez te lata jego poprzedniej, pierwszej kadencji – to bardzo często to, co mówił publicznie, było elementem jego takiej swoistej taktyki i gry negocjacyjnej, tak? Mówił pewne rzeczy po to, żeby otworzyć sobie pole do negocjacji, aby ostudzić atmosferę, aby łagodzić też pewne emocje.

W związku z czym także i do tego staram się podchodzić w ten sam sposób – jako do elementu pewnej gry, którą prowadzi Donald Trump; która – wiem, bo rozmawiałem z nim na ten temat – ogólnym jej celem jest zakończenie wojny na Ukrainie. To był jeden z tych elementów, które były bardzo mocno poruszone w mojej ostatniej rozmowie z nim, kiedy spotkaliśmy się w Waszyngtonie twarzą w twarz. I wtedy kilkakrotnie powtórzył mi, że on musi zatrzymać tę wojnę, że giną ludzie na Ukrainie. Musi się skończyć. Że są niszczone cywilne osiedla. To musi zostać przerwane. To trzeba zakończyć stanowczo. I rozumiem, że wszystkie jego działania – także wszystko to, co mówi w tej sferze publicznej – jest na to ukierunkowane. I mówię: poczekajmy na ostateczny efekt. Bo cóż można innego w tym momencie powiedzieć, tak patrząc na to logicznie.

Nikomu z Europy – jak do tej pory – nawet tym największym czy też może tym, którym się wydaje, że są najwięksi na europejskiej scenie politycznej, nic się nie udało w tej sprawie wskórać, tak? Obserwujemy ten proces przecież od lat – od formatu normandzkiego poprzez fiasko porozumień mińskich, poprzez późniejsze różne próby rozmawiania z Putinem, które w gruncie rzeczy tak naprawdę on, praktycznie rzecz biorąc, ośmieszał. Wszyscy pamiętamy te różne dziwne, nieco rozśmieszające zdjęcia czy wypowiedzi też Putina kpiące wręcz, dotyczące jego interlokutorów w rozmowach telefonicznych i nie tylko telefonicznych, tak? Więc nikomu do tej pory to się nie udało.

Teraz tę próbę podjął Prezydent Stanów Zjednoczonych – bardzo twardo. Prezydent Stanów Zjednoczonych, który jest rzeczywiście wyjątkowym twardzielem. Bo o tym wszyscy się przekonaliśmy chociażby przez to, że zdołał wygrać kolejny raz wybory po czteroletniej przerwie. Chociaż bardzo wielu wydawało się, że Donald Trump już jest skończony. A tymczasem okazało się, że właśnie wręcz odwrotnie: że jest tak twardym zawodnikiem i ma tak niezwykłą osobowość i siłę parcia naprzód, że udało mu się zwyciężyć po raz kolejny wbrew wszelkim przeciwnościom. Więc ja bym podchodził do tego spokojnie. Bo nie mam wątpliwości, że jeżeli ktoś może tę wojnę zakończyć, doprowadzić do jej zakończenia, to jest to Prezydent Donald Trump.

Rzecz cała z naszego punktu widzenia polega tylko na jednym: żeby ona się zakończyła sprawiedliwym i trwałym pokojem. Co to znaczy? To znaczy, patrząc z naszego punktu widzenia – bo, przepraszam, ale interesy Rzeczypospolitej i jej obywateli są dla mnie najważniejsze, potem długo, długo, długo nic i dopiero inne interesy. Więc z punktu widzenia interesów Polski i moich rodaków – i mojego w związku z tym również jako mieszkańca Rzeczypospolitej, jej obywatela – jest to, żeby ten pokój był trwały. To znaczy żeby Rosja więcej nie napadła ani na Ukrainę, ani na żadne inne państwo. Żebyśmy – krótko mówiąc – mogli żyć i rozwijać się spokojnie. Tu i teraz. Tu, gdzie jesteśmy. I na przyszłość.

J.W.: I tu stawiamy kropkę. Bardzo dziękujemy, Panie Prezydencie, za udział w naszym programie.

D.P.: Dziękujemy za rozmowę. Dziękujemy naszym widzom. Do zobaczenia. Z Panem Bogiem.

J.W.: Dziękujemy bardzo. Z Panem Bogiem.