Panie Prezydencie, ukraińskie zboże stało się kwestią sporną między naszymi krajami. Ukraina, czego nikt absolutnie nie kwestionuje jest w bardzo trudnej sytuacji. Czy jednak ma prawo żądać od Polski otwarcia naszego rynku na jej zboże?
Nie. Krótka odpowiedź. Każdy kraj ma swoje interesy. My jako polskie władze mamy obowiązek pilnować przede wszystkim polskich interesów i to robimy. Od samego początku zresztą. Pomoc, którą wysyłamy na Ukrainę, myślę przede wszystkim o tej pomocy militarnej, to była po prostu pomoc, która wynikała także z kalkulacji naszego bezpieczeństwa. Chcielibyśmy, żeby Ukraina przetrwała, chcieliśmy tego, żeby Ukraina uratowała się. Gdyby nie to wsparcie, które Ukraina otrzymała od Polski i od innych państw NATO, najprawdopodobniej by po prostu upadła pod rosyjskim atakiem już ponad rok temu. Przetrwała. Przecież myśmy wysłali na Ukrainę 300, ponad 300 czołgów z naszych zasobów. Myśmy wysłali ponad 100 transporterów opancerzonych, myśmy wysłali armatohaubice, Kraby. To były de facto pierwsze armaty tak dalekiego zasięgu, które pozwoliły razić rosyjskie oddziały na ich zapleczu.
Więc to była ogromna pomoc, ale kiedy chodzi o kwestie zboża, to są też interesy naszych rolników. Oczywiście w jakimś sensie można zrozumieć to, że w interesie tych wielkich posiadaczy ziemskich, którzy mają te ogromne areały w Ukrainie jest sprzedać zboże jak najszybciej za granicą jak najniższym kosztem transportu, jak najszybciej uzyskać pieniądze. Ale my mamy też nasze interesy, a w naszym interesie jest to, żeby polski rolnik był bezpieczny, żeby również mógł spokojnie realizować swoje zadania. My jesteśmy samowystarczalni żywnościowo, my mamy swoje zboże. Sytuacja, w której miliony ton zboża z Ukrainy są wlewane na polski rynek jest sytuacją z naszego punktu widzenia nie do przyjęcia. Muszę powiedzieć, że ze smutkiem obserwuję zupełny brak zrozumienia ze strony ukraińskiej, tym bardziej że, co bardzo mocno podkreślam, jest absolutnie niesprawiedliwe oskarżanie nas o to, że myśmy wprowadzili jakąś blokadę. Nie! Cały czas tranzyt ukraińskiego zboża przez Polskę trwa. Mało, tranzytowanego zboża jest dużo więcej, niż np. na początku tego roku właśnie poprzez stworzenie sprawnych korytarzy transportowych, tranzytowych i w efekcie to zboże idzie w świat. Tylko my nie chcemy, żeby ono zalewało polski rynek. To są nasze usprawiedliwione interesy bezpieczeństwa.
Na forum ONZ padły wczoraj gorzkie słowa od Prezydenta Zełenskiego pod adresem tych trzech krajów, które zamknęły rynki. Mówił o dreszczowcu, mówił o graniu solidarnością.
Ukraina otrzymała wiele pomocy i wsparcia od sojuszników i od sąsiadów. To jest przykre, że tutaj, na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych pod adresem tych, którzy wspierali, padają takie słowa. Za daleko.
Panie Prezydencie, ja zapytam też daleko. Ukraina, nazwę to wprost, stosuje szantaż wobec nas, broniąc swoich interesów. Interesów oligarchów, jak sam Pan powiedział, bardzo często. Czy my powinniśmy temu szantażowi ulec i co by to oznaczało?
Absolutnie nie możemy ulec, dlatego że naszym obowiązkiem, tak jak powiedziałem, obowiązkiem polskich władz jest stać na straży interesów polskich rolników. Obowiązkiem polskich władz jest stać na straży interesów Rzeczypospolitej, interesów bezpieczeństwa z jednej strony, ale z drugiej strony także interesów gospodarczych. Co do tego w ogóle nie ma dwóch zdań. I to jest cały czas realizowane. Dlatego prowadzimy taką politykę, jak prowadzimy. Chcemy pomóc Ukrainie, stworzyliśmy korytarze tranzytowe po to, żeby zboże mogło iść z Ukrainy w świat poprzez Polskę do portów w krajach bałtyckich, w Polsce i w innych państwach, żeby mogło być wysyłane dalej, tam gdzie rzeczywiście są ludzie, którzy na to zboże czekają. W Afryce, gdzie faktycznie rosyjska agresja na Ukrainę grozi klęską głodu. Czy gdzieś daleko w Azji, czy w Ameryce Południowej, gdzie zawsze to ukraińskie zboże docierało. Staramy się działać tak, żeby to zboże mogło docierać, poprzez stworzenie korytarzy, no ale w Polsce tego zboża nie potrzebujemy. Ono w Polsce nie jest potrzebne. To jest tylko sposób na to, żeby jak najszybciej sprzedać, jak najszybciej uzyskać pieniądze. Może jest to w interesie jakichś grup producenckich, czy indywidualnych wielkich producentów w Ukrainie, ale nie jest to w polskim interesie i my temu musimy przeciwdziałać.
Oczywiście. Nawet Amerykanie mówią, że mamy prawo bronić własnych interesów. Panie Prezydencie, w przemówieniu, które Pan wygłosił na forum ONZ, przestrzegał Pan przed totalitaryzmem, przed imperializmem, mówiąc wprost, przed Rosją. Ja wczoraj oglądałam amerykańskie telewizje, gdzie był Pan bardzo szeroko z tym swoim wystąpieniem na forum ONZ cytowany. Czy to oznacza, że bezpieczeństwo, że pokój w naszej części świata są ciągle w sferze poważnego zainteresowania Ameryki?
Tak, rzeczywiście byłem wczoraj jeszcze dodatkowo zaproszony do amerykańskich telewizji, zarówno do CNN, jak i do Bloomberga, dziś też będę miał za chwilę spotkanie w Fox News. To jest rzeczywiście bardzo poważna sytuacja, bo imperializm rosyjski z całą pewnością odżył. Pierwszy, który spojrzał na to tak wizjonersko, był nasz Prezydent Lech Kaczyński w 2008 roku, kiedy bardzo mocno powiedział to w Tbilisi. Ja przypominałem zresztą te jego słowa z trybuny Zgromadzenia Ogólnego ONZ. No ale dzisiaj widzimy, jak one się spełniają na oczach całego świata. Agresja rosyjska wtedy na Gruzję, no ale przecież Prezydent powiedział: potem Ukraina, a potem być może państwa bałtyckie. Dzisiaj państwa bałtyckie są w ogromnej obawie, bo agresja na Ukrainę jest faktem od 2014 roku, kiedy po raz pierwszy Rosja, tylko jeszcze chowając się za zielonymi ludzikami, za niby–separatystami, tak naprawdę zaatakowała Ukrainę, ale 24 lutego zeszłego roku już mieliśmy otwartą, brutalną agresję na Ukrainę, ostrzelanie Ukrainy rakietami, ostrzelanie Ukrainy artylerią, bombardowania cywilnych osiedli w Ukrainie, niszczenie życia ludziom, niszczenie państwa ukraińskiego.
Stanęliśmy wtedy w obronie Ukrainy w znaczeniu tym, że natychmiast udzieliliśmy Ukrainie pomocy. Polacy otworzyli swoje serca, przyjęli w swoich domach miliony sąsiadów z Ukrainy, uchodźców po prostu wojennych. Mówiłem wczoraj, że, pytali mnie przez właściwie cały ten czas rok temu, gdzie są obozy dla uchodźców. Ja mówiłem: nie ma obozów dla uchodźców. Polacy przyjęli gości z Ukrainy, gości z Ukrainy, bo tak ich nazywamy, w swoich domach, bo taki jest u nas obyczaj. Gości przyjmuje się w domu. Sąsiadowi się pomaga, przyjmuje się go w domu. Nie wysyła się go gdzieś, i u nas nie ma obozów dla uchodźców, u nas nie ma namiotów czy jakichś naprędce skleconych kontenerów, po to żeby ci ludzie mogli przetrwać. Polacy po prostu otworzyli swoje domy i swoje serca. Daliśmy ogromną pomoc i dajemy ją cały czas. Daliśmy także wielką pomoc militarną, bo rozumiemy, co to znaczy, że ktoś został napadnięty przez agresora. I chcemy, żeby Ukraina się obroniła, bo to jest w interesie Polski. To jest w interesie bezpieczeństwa Polski. Najgorszą sytuacją byłoby, gdyby Ukraina upadła pod rosyjskim atakiem, dlatego wspieraliśmy Ukraińców w ich obronie ojczyzny. Oczywiście oni są bohaterami, którzy walczą na froncie, giną. No ale ponad 300 czołgów, które tam wysłaliśmy, ponad 100 pojazdów, transporterów opancerzonych, między innymi transporterów Rosomak, armatohaubice Krab, które im wysłaliśmy w momencie kryzysowym, kiedy błagali, żeby im dać broń, która umożliwi odparcie wroga na dalszy dystans. Myśmy natychmiast tej pomocy udzielili, w zasadzie odpowiadaliśmy na każde żądanie, przekazaliśmy nasze migi–29, które mogli pilotować od razu, po to żeby stanąć do walki powietrznej z siłami rosyjskimi, więc robiliśmy, co w naszej mocy.
Nawet Amerykanie przyznają, ze Polska w tej kwestii zrobiła bardzo dużo, również w tej kwestii militarnej, o której Pan mówi.
Nie ma się co oszukiwać. Pomagając Ukrainie, oczywiście realizując też swój interes, przy okazji podjęliśmy ryzyko.
Panie Prezydencie, ja jeszcze wrócę do tego przemówienia, bo wezwał Pan w nim do tego, co ma fundamentalne znaczenie. Ta wojna musi się zakończyć, a nie zostać zamrożona, powiedział Pan, a koniec oznacza przywrócenie pełnej integralności terytorialnej Ukrainy w jej międzynarodowych granicach, apelował Pan wprost do światowych przywódców tu w ONZ o wsparcie. Spotykał się też Pan z szefem NATO z tego, co wiem, i z tego, co wiem, rozmawiał Pan o Ukrainie i jej wejściu do struktur NATO. I choć to zboże jest kością niezgody w tej chwili, czy Polska nadal będzie orędownikiem Ukrainy na międzynarodowych forach?
Oczywiście, że tak. Dlatego, że to, żeby Ukraina nie upadła, jest w interesie Polski, dlatego mówimy, że w istocie prymat prawa międzynarodowego powinien być przywrócony. Mówimy to od samego początku. Ja to od samego początku mówię to w ONZ, od mojego pierwszego wystąpienia w 2015 roku. Przypomnę, wtedy użyłem takiego stwierdzenia bardzo mocnego, powtarzanego zresztą, „pokój przez prawo”. Gwarancją pokoju jest przestrzeganie prawa międzynarodowego, choć wtedy takiej wojny w Ukrainie, jak obserwujemy dzisiaj, nikt sobie nawet nie wyobrażał, że ona mogłaby nastąpić. Aczkolwiek my mieliśmy świadomość, ze nie kto inny, tylko właśnie Rosja rok wcześniej zaatakowała Ukrainę w 2014 roku. Już wtedy to akcentowałem bardzo mocno, i dzisiaj powtarzam to cały czas – pokój przez prawo, prymat prawa międzynarodowego musi być przywrócony, bo to jest gwarancja pokoju. Jeżeli prawo międzynarodowe będzie przestrzegane, to oznacza, że nie będzie wojny. To, że granice Ukrainy zostały naruszone, to, że Rosja chce zmienić siłą granice w Europie dzisiaj, w XXI wieku, jest czymś, do czego absolutnie nie wolno dopuścić i tym celem, który powinien być zrealizowany przez wspólnotę międzynarodową jest udzielenie Ukrainie takiego wsparcia, żeby zdołała wyprzeć Rosjan ze swoich międzynarodowo uznanych terytoriów.
Panie Prezydencie, na agendzie ONZ znajduje się bezpieczeństwo, o którym mówimy cały czas, ale też nielegalna migracja. My ją mamy w Europie w tej chwili jak w soczewce. Włoska maleńka wyspa Lampedusa – włoski Szef MSW zwraca się do Unii Europejskiej, żeby zajęła się sprawą i apeluje też do ONZ. Czy ONZ w Pana ocenie ma narzędzia, żeby coś z tym zrobić?
Organizacja Narodów Zjednoczonych ma różne narzędzia. Ale to nie są, pamiętajmy, narzędzia bardzo silne. W istocie całe działania Organizacji Narodów Zjednoczonych sprowadzają się od tego, że po prostu państwa muszą działać w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych, to państwa muszą dać pieniądze na realizację określonych zadań przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Organizacja Narodów Zjednoczonych oczywiście prowadzi, utrzymuje choćby właśnie obozy uchodźców w wielu miejscach na całym świecie, prowadzi mnóstwo akcji pomocy dzieciom, to jest właściwie jej codzienna działalność. Pewnie więcej mogłaby na ten temat powiedzieć moja żona, która właśnie w agendach UNICEF–u się spotyka przez te ostatnie dni w Nowym Jorku i w innych miejscach. Ale to jest oczywiste i ja też to wiem znakomicie, że właśnie tak ONZ działa na wielu polach. No, ale mówię, wszystko się sprowadza do tego, jaką odpowiedzialność wezmą na siebie państwa członkowskie i na ile są gotowe ofiarnie działać w kierunku realizacji pewnych celów.
Mogę powiedzieć o Unii Europejskiej z całą odpowiedzialnością, że nie działa skutecznie. Niemcy na razie wstrzymują przyjmowanie imigrantów z Lampedusy, Francuzi mówią, że się solidaryzują z Włochami, ale wzmacniają granice, żeby tylko nie wjechali na ich terytorium. Unia Europejska w ciągu ostatniej dekady podejmowała złe decyzje i sprawy zaniedbała, nie potrafiła sobie dać z tym rady, a więc mamy coraz większy problem, z którym trzeba coś zrobić.
Nasze polskie stanowisko, zwłaszcza stanowisko moje i Zjednoczonej Prawicy od 2015 roku jest jasne. Podchodzimy do tego racjonalnie. Wiemy o tym, bo rozmawialiśmy o tym z naszymi rodakami, ja wielokrotnie też wysłuchiwałem opinii w różnych miejscach w Polsce, gdzie spotykałem się z ludźmi. Ludzie oczekują racjonalnego podejścia. Kto naprawdę potrzebuje pomocy, powinien ją otrzymać. Ale Polacy umieją ciężko pracować i cenią sobie tych, którzy są gotowi pracować ciężko, jeżeli widzą, że ktoś przychodzi tylko po to, żeby otrzymać świadczenia, jeżeli widzą, że ktoś przychodzi tylko po to, żeby nie ponosząc żadnego kosztu, czyli nie dając z siebie żadnego wysiłku, poprawić sobie warunki życia, to mówią „nie”. Poprawa warunków życia musi być efektem wysiłku, musi być efektem ciężkiej pracy człowieka. Jeżeli Polacy widzą, że ktoś próbuje nimi manipulować, jeżeli widzą, że ktoś próbuje im wyrządzić szkodę, tak jak reżim białoruski, który pcha migrantów nielegalnych na naszą granice i próbuje stworzyć u nas właśnie kryzys migracyjny, to Polacy mówią w sposób zdecydowany „nie”. Ja ogromnie dziękuję, że wspierają na co dzień naszą Straż Graniczną, wszystkich funkcjonariuszy i żołnierzy, którzy te obowiązki obrony granicy Rzeczypospolitej i Unii Europejskiej realizują. Bo Polacy też dzisiaj są otwarci na świat, jeżdżą po całym świecie i widzą, jakie są efekty bezrefleksyjnej, głupiej polityki migracyjnej, która tak naprawdę prowadzi do sytuacji kryzysowych, która prowadzi do wzrostu zagrożenia w krajach, która prowadzi do tego, że na ulicach zaczyna być niebezpiecznie. Ja nie chcę tutaj wymieniać wprost krajów, w których zrobiło się na ulicach niebezpiecznie, ale Polacy doskonale to wiedzą. I nie chcą tego u siebie, i ja to znakomicie rozumiem, i prowadząc politykę, odpowiadam na zapotrzebowanie społeczne.
Pani komisarz do spraw migracji mówi, że solidarność trzeba tutaj w tej kwestii rozumieć jako obowiązek no i przyznała w jednym z wywiadów, że albo przyjmujesz jakąś liczbę tych nielegalnych imigrantów, albo po prostu płacisz. Nawet 22 tysiące euro.
Solidarność ma swoje tutaj w tym wypadku granice zdrowego rozsądku. Jeżeli ktoś nie umiał się zachować rozsądnie, to niestety musi ponieść tego konsekwencje.
Francuzi nawet myślą o tym, żeby zrobić referendum, a nasza opozycja mówi: nie potrzeba, w Polsce generalnie nie ma takiej kwestii. W ogóle samo referendum jest krytykowane, a już to pytanie o nielegalną imigrację jest uważane za absurdalne.
Jak ktoś piłuje gałąź, na której siedzi, to nie może się dziwić temu, że w końcu spadnie na ziemię.
No właśnie, opozycja namawia, żeby nie brać udziału w referendum. A Donald Tusk uroczyście je unieważnił. Jak Pan jako Prezydent tego kraju, stojący na straży konstytucji słucha takich słów?
No tak. Ja powiem tak, referendum jest instytucją demokracji bezpośredniej, jego przeprowadzenie zostało uchwalone przez polski parlament, który został wybrany w demokratycznych wyborach, których to zresztą wyborów nikt nie kwestionował. W związku z powyższym zapraszam i nawołuję wszystkich do wzięcia udziału w referendum, każdy odda w tym referendum głos zgodnie ze swoimi przekonaniami i z własnym sumieniem. Natomiast ja przede wszystkim apeluję, żeby wziąć udział, żeby była frekwencja, bo to jest bardzo ważne. Skoro już jest ten akt demokracji bezpośredniej, skoro korzystamy już z tej instytucji, a przypomnę, że na polskiej scenie politycznej były wielkie dyskusje, że powinniśmy mieć więcej referendów, że dostęp do referendum powinien być łatwiejszy, że powinno być łatwiej te referenda przeprowadzać. Proszę bardzo. Jest referendum, ja liczę na to, że nasi rodacy gremialnie wezmą w tym referendum udział i po prostu się wypowiedzą. Bo to jest ogromnie ważne. Dają w ten sposób władzom polskim demokratyczny mandat, bardzo silny, do tego, żeby mówić: taka i taka jest wola polskiego społeczeństwa wyrażona w referendum, proszę bardzo, przy wysokiej frekwencji, mam nadzieję że taka będzie, Polacy tak i tak odpowiedzieli na zadane pytania. Więc my dzisiaj jako demokratycznie wybrane władze realizujemy oczekiwania obywateli. To jest chyba zrozumiałe, jasne i oczywiste w demokracji.
Powiedział Pan, że Zjednoczona Prawica i Pan też od samego początku utrzymuje, że nie powinniśmy przyjmować nielegalnych migrantów i mechanizm przymusowej relokacji jest generalnie dla Polski nie do przyjęcia. Opozycja w tej chwili mówi, że Prawo i Sprawiedliwość to hipokryci, generalnie cała Zjednoczona Prawica, bo mówi, że jest afera wizowa, że to właśnie Prawo i Sprawiedliwość wpuszcza. To jest czy nie jest?
Zaraz, zaraz, pani Redaktor. Przede wszystkim to jest problem, o którym dyskutujemy od 2015 roku, kiedy ja miałem pierwsze możliwości polemizowania na ten temat chociażby z panią kanclerz Angelą Merkel. Ja powiedziałem wtedy do pani kanclerz: pani kanclerz, my jesteśmy gotowi przyjąć w Polsce, ale przede wszystkim ludzi, którzy chcą do nas przyjechać, więc nie ma takiej opcji, żebyśmy my byli zmuszeni przez kogokolwiek przyjąć w Polsce ludzi, którzy są zmuszeni do tego, żeby do Polski przyjechać. Że ktoś tych ludzi, nie wiem, przymusowo wsadza do pociągu czy do jakiegoś innego środka transportu, przywozi ich do Polski i co wtedy? Przepraszam bardzo, mamy ich trzymać zniewolonych? Mamy ich zamknąć w jakichś obozach? Mamy ich uwięzić? Bo jeżeli to są wolni ludzie – a są to wolni ludzie – którzy maja swoje prawa, to mają prawo jechać i iść, gdzie chcą. I nikt w Polsce nie będzie ich więził. Nikt w Polsce nie będzie ich zamykał. Nie będziemy naruszali praw tych ludzi. To było jasne i klarowne stanowisko od samego początku, które myśmy mieli. Proszę bardzo, jeżeli ktoś chce przyjechać do Polski, proszę. Ale jeżeli ktoś chce jechać do innego kraju, a wy go zmuszacie, żeby jechał do Polski, o nie! Takiej zgody z naszej strony nie ma.
A politycy Zjednoczonej Prawicy – ja rozmawiałam też przedwczoraj tu, w Nowym Jorku, z szefem naszej dyplomacji profesorem Rauem. Mówi on, że opozycja kłamie, jeśli chodzi o tzw. aferę wizową, bo nie ma żadnych setek tysięcy wydanych wiz, tylko jest kilkaset w ciągu 30 miesięcy.
Przede wszystkim zacznijmy od tego, że mówi się o jakimś zagrożeniu terrorystycznym. Liczba wiz, które zostały wydane obywatelom krajów, w których potencjalnie istnieje jakieś zagrożenie terrorystyczne w ciągu ostatnich lat, tj. dosłownie kilkaset, w zestawieniu z tym, że w krajach na zachodzie Europy tysiące takich ludzi było przyjmowanych co roku i to w ogóle nie ma żadnego porównania pomiędzy tą skalą, która była u nas, a skalą, z którą mamy do czynienia na Zachodzie Europy. My pod tym względem rzeczywiście jesteśmy wyjątkowo ostrożni. Natomiast ja podkreślam jedno: nie kto inny odkrył potencjalnie niebezpieczny proceder wizowy, podejrzany proceder wizowy, tylko polskie służby działające pod auspicjami i pod nadzorem polskiego rządu. To one prowadzą w tej sprawie postępowanie i to w wyniku tego postępowania w ogóle ktokolwiek, media, dowiedziały się o tym, że jakaś sprawa jest. Bo polskie służby wykryły ten proceder i polskie służby nadzorowane przez rząd prowadziły w tym zakresie działania operacyjne. Podkreślam to z całą mocą, to nie opozycja odkryła, to polskie służby, za które odpowiedzialny jest rząd.
Panie Prezydencie, chciałam Pana jeszcze zapytać o film pani Agnieszki Holland „Zielona granica”, który jest tematem bardzo szerokiej dyskusji, wywołuje oburzenie w wielu środowiskach . Jak Pan na to patrzy?
Jest mi przykro z tego powodu, że taki film jest realizowany. Film, który, jak słyszałem, bo ja nie widziałem tego filmu, w zdecydowany sposób oczernia polskich funkcjonariuszy. Czytałem wręcz taką opinię, że pokazuje ich jako niemal sadystów. To są ludzie, którzy wykonują swoje obowiązki, to są ludzie, którzy wykonują zadania, to są ludzie, którzy strzegą granicy Rzeczypospolitej Polskiej, bezpieczeństwa Polaków, ale strzegą też granicy Unii Europejskiej i strefy Schengen, więc wykonują nasze zobowiązania międzynarodowe. Strzegą jej przed akcją hybrydową, która jest realizowana przez władze obcego państwa wrogo do Polski nastawionego, państwa działającego z całą pewnością w porozumieniu z Moskwą, z Kremlem. Nie mamy żadnych wątpliwości, że tak właśnie działa reżim białoruski. Jeśli pani Holland pokazuje polskich funkcjonariuszy wykonujących swoje zadania dla polskiego społeczeństwa, dla bezpieczeństwa nas wszystkich, dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, w ten sposób, to ja się nie dziwię, że funkcjonariusze Straży Granicznej, którzy zapoznali się z tym filmem, użyli hasła znanego nam z okupacji hitlerowskiej, kiedy propagandowe filmy hitlerowskie pokazywano w naszych kinach: „tylko świnie siedzą w kinie”.
Chciałbym jeszcze zapytać o wybory, bo to już niedługo. Wszyscy, z każdej strony mówią, że to będą najważniejsze wybory po 1989 roku. Dlaczego?
Każde wybory są bardzo ważne i ja zachęcam moich rodaków do wzięcia udziału w wyborach. Zawsze to powtarzam, jestem im ogromnie wdzięczny, że w ostatnich wyborach prezydenckich w 2020 roku była tak ogromna frekwencja sięgająca prawie 70 procent, bo to w piękny sposób ugruntowało wynik tych wyborów i pokazało, że nawet w trudnej sytuacji, w jakiej byliśmy wtedy, Polacy gremialnie poszli do urn po to, żeby zdecydować, kto ma prowadzić polskie sprawy. To rzeczywiście była piękna demonstracja takiej odporności polskiego społeczeństwa, także na różne sytuacje kryzysowe, z jakimi mieliśmy do czynienia wtedy w 2020 roku. Myślę tutaj o obiektywnej sytuacji pandemii, która przecież wtedy panowała. I dzisiaj też zachęcam, żeby iść do wyborów, wziąć w nich udział, bo każde wybory są ważne, każde. Parlamentarne oczywiście ogromnie ważne, bo wybieramy władzę ustawodawczą, wybieramy władze centralne, tak naprawdę też decydujemy o tym, kto będzie rządził, bo przecież to w ten sposób także zostanie wyłoniony przyszły rząd. Apeluję, żeby iść do wyborów, uważam to za obywatelski obowiązek i mam nadzieję, że Polacy pójdą i zdecydują.
WIĘCEJ O WIZYCIE:
- 78. sesja Zgromadzenia Ogólnego ONZ
- Nowy Jork. Szczyt dotyczący Celów Zrównoważonego Rozwoju
- Spotkanie z Sekretarzem Generalnym ONZ António Guterresem
- Spotkanie z Prezydentem Turcji w Nowym Jorku
- Hołd dla Ofiar II wojny światowej przed Pomnikiem Katyńskim
- Spotkanie Pary Prezydenckiej z Polonią
- Odznaczenia dla zasłużonych w działalności polonijnej
- UNICEF o prawach dziecka z udziałem Małżonki Prezydenta RP
- „Nad Niemnem” w Nowym Jorku
- Wizyta w Polskiej Szkole w Riverhead