Menu rozwijane

29 czerwca 2023

Joanna Miziołek, „Wprost”: Wołodymyr Zełenski powiedział, że jeśli NATO nie chce przyjąć Ukrainy, to niech powie to wprost.

Prezydent Andrzej Duda: NATO chce Ukrainy z niezwykle prostej przyczyny. Jest strategicznym krajem i każdy z przywódców znakomicie rozumie jej znaczenie dla bezpieczeństwa całej Europy. Rosja napadła na Ukrainę po to, żeby powstrzymać jej marsz w kierunku zachodu. To, że dzisiaj świat pomaga Ukrainie – robi to w imię walki o pryncypia, porządek i prawo międzynarodowe.
Nie mam wątpliwości, że NATO chciałoby jej u siebie ze względu na położenie, ale oczywistą sprawą jest to, że przywódcy nie chcą się zgodzić na przystąpienie do wojny. Wstrzemięźliwe podejście oznacza, że artykuł piąty jest poważnie traktowany. Nie jest to pusty zapis.

Prezydent Ukrainy mówił o gwarancjach bezpieczeństwa od NATO. Jakie może dostać?

Najlepszą gwarancją NATO jest bycie jego członkiem i obowiązywanie artykułu 5. Ale nim to się stanie, mogą być zastosowane różne gwarancje bezpieczeństwa, choćby takie, że na wypadek ataku na Ukrainę, państwa wspierają ją dostawami broni. I dopóki będzie trwała rosyjska agresja na państwo, dopóty będą wspierały Ukrainę systematycznie przysyłając jej broń.

Polska je negocjuje?

Zabiegamy o to, żeby wolny świat w jak największym stopniu wspierał Ukrainę. Z drugiej strony, jakiekolwiek czasowe gwarancje nie mogą być substytutem przyszłego członkostwa w Sojuszu, ale raczej drogą ku temu.

Podczas szczytu NATO w Wilnie będą państwo na pewno rozmawiali o bezpieczeństwie Polski. Jarosław Kaczyński ogłosił, że Polska wzmacnia granicę polsko–białoruską.

Na konferencji prasowej kończącej spotkanie w Hadze powiedziałem, że trzeba będzie twardo postawić na forum NATO sprawę Prigożyna i relokacji grupy Wagnera de facto na Białoruś. Zwłaszcza jeżeli połączymy to z relokacją taktycznej broni nuklearnej na Białoruś, to jasno pokazuje, że architektura bezpieczeństwa bardzo się nam zmieniła.

Rozpoczęliśmy nową rozmowę w NATO, jeśli chodzi o bezpieczeństwo przesmyku suwalskiego, naszej wschodniej granicy, wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Wróćmy do oświadczenia prezesa PiS, obecnie również wicepremiera, o wzmocnieniu granicy polsko–białoruskiej. Polacy mają się czego obawiać?

To jest kwestia tego, czy prowadzi się odpowiedzialną politykę. A ta polega na tym, że jeśli padnie choć cień zagrożenia na nasz kraj, to będziemy przygotowani w ramach własnej oraz sojuszniczej polityki obrony i odstraszania.

Czyli Jarosław Kaczyński dobrze robi wzmacniając granicę?

Wzmocnienie bezpieczeństwa naszych granic jest dziś dobrym i koniecznym krokiem.

Jest dziś realne zagrożenie użycia broni atomowej ze strony Rosji?

Wszyscy straszą się nawzajem bronią nuklearną od czasów wybuchu bomb w Hiroszimie i Nagasaki.

Na jesieni możemy przejść w nową fazę wojny?

Tego nikt nie wie. Konia z rzędem temu, kto przewidział, że w sobotę nastąpi bunt Prigożyna, a potem jego odwrót. Zewnętrznie patrząc, na pewno pokazało to, że Władimir Putin nie jest absolutnym jednowładcą, który decyduje o wszystkim i nic bez jego zgody i kontroli się nie stanie. Ale być może bunt Prigożyna miał inne oblicze wewnątrz na Kremlu.

11 lipca jest też 80. rocznica rzezi wołyńskiej. Rozmawiał Pan o upamiętnieniu rocznicy przez Wołodymyra Zełenskiego?

Były rozmowy z władzami Ukrainy na temat tego, w jaki sposób upamiętnić tę datę i tych, którzy wtedy na Wołyniu zginęli. Rozmawiałem o tym nie tylko z Wołodymyrem Zełenskim. Możemy się spodziewać upamiętnienia rocznicy rzezi wołyńskiej z ich strony, choć szczegóły są doprecyzowywane.

Kolejny trudny temat poruszany z Prezydentem Ukrainy to kwestia zboża. Zełenski powiedział, że zgodnie z ustaleniami z Szefową Komisji Europejskiej po 15 września nie będzie blokady ukraińskiego zboża do pięciu krajów UE, w tym do Polski. Co Pan na to?

Największym problemem było to, że procedury tranzytowe i eksportowe były źle realizowane. Teraz należy stworzyć skuteczne mechanizmy, które będą zapobiegały tym patologiom, prowadzącym do psucia rynku, działania na szkodę naszych rolników.

Pomysł powstania komisji ds. wpływów rosyjskich wzbudził dużo kontrowersji. Co takiego stało się, że w jednym tygodniu, w poniedziałek, podpisał Pan ustawę, a w piątek zgłosił jej nowelizację?

Nikt za granicą o to nie pyta. Ta kwestia interesuje tylko jakąś grupę polityków w Polsce. Widocznie boją się tej komisji.

Zgłosiłem nowelizację, żeby przeciąć dyskusję na temat wątpliwości konstytucyjnych. Bo uznałem, że skoro ktoś uważa za niezgodne z konstytucją, że sądy administracyjne, umocowane do badania legalności działania organów administracyjnych, miałyby badać te sprawy jako sądy odwoławcze, to przenieśmy to na sądy powszechne.

Podpisałem ustawę z przekonaniem. Komisja jest potrzebna, ludzie muszą mieć szansę ujrzeć prawdę. Sam jako poseł w 2011 roku uczestniczyłem w debatach w Sejmie, kiedy były pytania dotyczące relacji z Rosją i przedstawiciele rządu z Donaldem Tuskiem na czele na te pytania w zasadzie nie odpowiadali. Mówili: „Nie ma dokumentów, do widzenia”.

Czas kampanii to jest Pana zdaniem dobry moment na powstanie komisji?

Ale ona jest potrzebna po kampanii i będzie działała po niej. Dlatego przygotowałem zapis, że jej członkowie nie mogą być parlamentarzystami. To nie ma być show dla posłów, żeby robili sobie na niej publicity!

Opozycja mówi, że chcecie grillować nią Donalda Tuska. Stąd potoczna nazwa ustawy Lex Tusk.

Nie wiem, czy Tusk będzie wezwany przed komisję. O tym, kto będzie wezwany, zadecyduje sama komisja.

Myśli Pan, że ustawa kompetencyjna, dzięki której miałby Pan wpływ na wybory polskich kandydatów na unijne stanowiska i zagwarantowany znaczny wpływ na polską politykę zagraniczną, przejdzie w Sejmie? W sondażu, przeprowadzonym przez United Surveys, Polacy negatywnie wypowiedzieli się o tym pomyśle.

Mam nadzieję, że przejdzie. Doszły do mnie informacje, że prawnicy z Kancelarii Premiera podają w wątpliwość część rozwiązań w ustawie, co wzbudziło uśmiech wśród moich prawników.

To my występowaliśmy przed laty, broniąc Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przed skargą Donalda Tuska do Trybunału Konstytucyjnego o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego. Bo Tusk chciał pozbawić Prezydenta wykonywania kompetencji w zakresie polityki międzynarodowej. Słynna awantura, kiedy ówczesny Premier zabrał Prezydentowi rządowy samolot, żeby ten nie poleciał na szczyt Rady Europejskiej.

Ustawa jest wypełnieniem wyroku TK z 2009 r. i jest ważna w kontekście zbliżającej się polskiej prezydencji w Radzie UE, a wcześniej wyborów do Komisji Europejskiej.

Po co nam referendum dotyczące przymusowej relokacji uchodźców? Przecież nie zmieni decyzji Komisji Europejskiej.

Skoro Unia Europejska jest zbiorem państw demokratycznych, a one uznają wolę społeczeństw, to takie referendum jest legitymacją dla polskiej władzy, żeby przedstawiać jego wyniki jako stanowisko kraju.

Co możemy osiągnąć takim naciskiem w UE?

Każdy nacisk ma sens, a za rok będziemy mieli wybory i nową Komisję Europejską.

Może referendum nie będzie potrzebne, bo Komisja uzna, że skoro przyjęliśmy tak wielu Ukraińców, nie musimy już przyjmować migrantów zarobkowych?

Myśli Pani, że Komisja Europejska, która nie wsparła nas dostatecznie wobec napływu uchodźców z Ukrainy, dzisiaj zdecyduje się na to wsparcie tylko po to, aby uniknąć w Polsce referendum i tym samym wesprzeć swojego kolegę partyjnego Donalda Tuska? Bardzo ciekawe. Rzeczywiście Manfred Weber wypowiedział się ostatnio, że ich partia musi pokonać obecną władzę w Polsce.

Nie ma uczciwości w Komisji Europejskiej i nigdy jej nie było. Nie mam o niej dobrego zdania.

Będzie Pan Prezydent uczestniczył w kampanii?

Ja, będąc Prezydentem już drugą kadencję, mam pewność, że nie będę już nigdy startował w kampanii.

Wywodzi się Pan z obozu politycznego PiS–u, nie wierzę, że im Pan nie pomoże.

To tak jakby zapytała mnie Pani, czy będę uczestniczył w kampanii wyborczej w Krakowie, dlatego że wywodzę się z Krakowa. Jestem Prezydentem Rzeczypospolitej, nie należę już do partii.

A frekwencyjną?

Frekwencyjną kampanię na pewno będę prowadził.

Na koniec, czy cieszy się Pan, że Jarosław Kaczyński wszedł do rządu?

Nie odbieram tego w kategoriach emocji. Patrzę, czy polityka realizowana przez rząd jest skuteczna, czy nie, czy procesy decyzyjne są sprawne, czy nie. Jeżeli pyta mnie Pani, patrząc na specyfikę funkcjonowania na polskiej scenie politycznej PiS, czy procesy decyzyjne mają szanse być sprawniejsze w rządzie, kiedy jest w nim Jarosław Kaczyński jako wicepremier, odpowiem, że tak, mają szansę być sprawniejsze.