Bogdan Rymanowski, Radio Zet: Dzień dobry, dzień dobry. Dzisiaj „Gość Radia Zet” z Pałacu Prezydenckiego. Naszym gościem jest – oczywiście – Prezydent Andrzej Duda. Witam, Panie Prezydencie, dzień dobry.
Prezydent RP Andrzej Duda: Witam Pana Redaktora, witam naszych słuchaczy, a w szczególności witam uczniów, którzy jadą teraz być może do szkoły po to, żeby odebrać swoje świadectwa. Koniec roku dzisiaj. Wszystkim życzymy udanych i bezpiecznych wakacji.
Tak, jest to szczęśliwy moment dla wszystkich uczniów.
Tak, zawsze. Mimo że tyle lat już nie jestem związany ze szkołą – bo córka już dawno do szkoły nie chodzi, żona już w szkole nie pracuje, ja sam na uczelni też już od lat nie byłem – ale cały czas jednak ten moment zakończenia roku szkolnego to jest taki dla naszej rodziny moment znaczący.
Uczniowie i nauczyciele mają problem z głowy, mają wakacje. A duży problem przed polskimi piłkarzami. Uważa Pan, że zdobędziemy dzisiaj Berlin?
Przede wszystkim uważam, że Polska wygra. Wierzę w to głęboko, trzymam kciuki za naszych chłopaków.
Wierzy Pan, bo jest Pan Polakiem, czy uważa Pan, że mamy doskonały zespół?
Nie, uważam przede wszystkim, że dobrze grają. Uważam, że dobrze grali z Holandią. I myślę, że bez żadnych kompleksów przystąpią do dzisiejszego meczu i na pewno będą walczyli o zwycięstwo.
Jaki wynik Pan typuje?
(śmiech) To bardzo trudne pytanie. Nie wiem… 2:1 dla nas.
Dla Polaków. Oby się sprawdziło.
Ameryka wstrzymuje realizację zamówień na patrioty dla wszystkich krajów, w tym Polski. Wszystkie pociski i baterie mają być w pierwszej kolejności wysłane na Ukrainę. To dobra decyzja czy problem dla Polski?
Zawsze problem, kiedy opóźniają się dostawy. Zwłaszcza wtedy, kiedy dokonujemy modernizacji i wzmocnienia naszego bezpieczeństwa. Natomiast pamiętajmy, że jesteśmy osłaniani też przez naszych aliantów, przez bezpieczeństwo kolektywne – m.in. dzisiaj także przez amerykańskie wyrzutnie Patriot, które są w Polsce. Ale nie tylko, bo przecież są też systemy brytyjskie i niedawno mieliśmy też niemieckie patrioty w naszym kraju. Więc sojusznicy tutaj wspierają naszą osłonę także poprzez samoloty sojusznicze, które patrolują polskie niebo.
Natomiast to tylko pokazuje jedną rzecz – to, o czym ostatnio rozmawiamy na forach NATO i w różnych formatach szerszych i węższych, takich jak niedawno Bukaresztańska Dziewiątka: za mało produkcji. Po prostu za mało produkcji. Przez lata ten wolny świat przyzwyczaił się do życia bez żadnych wojen, bez właściwie żadnego zagrożenia. W wielu przypadkach ograniczono produkcję militarną, niejednokrotnie zarzucono w ogóle. I dzisiaj się okazuje, że kiedy jest poważne zapotrzebowanie na przykład na amunicję, to magazyny są puste. I to jest dzisiaj ogromny problem. Trzeba wrócić do normalnej produkcji, trzeba odnowić łańcuchy dostaw, trzeba – niestety – patrzeć, że świat się zmienił.
Czy ta decyzja Ameryki nie zmniejszy bezpieczeństwa Polski?
Przede wszystkim część systemu Patriot będącego częścią naszej trójstopniowej, można powiedzieć, kopuły obrony powietrznej Polski – bo to nie tylko obrona przeciwrakietowa, ale to także po prostu obrona przeciwlotnicza, czyli trzy systemy: Wisła, Narew, Pilica – one są w tej chwili w budowie. I rzeczywiście Wisła jest w budowie – o tyle, że część zestawów Patriot już jest w Polsce i one działają już od kilku lat. Ale te dostawy są potrzebne. Także jeżeli chodzi o pociski. Bo wyrzutnie to jedno, a pociski to drugie, prawda? Więc to jedno i drugie musi być dostarczane.
Czyli nie ma obaw, nie ma lęków?
To jest w realizacji. Ale powtarzam jeszcze raz: jest także sojusznicza osłona.
Okej.
Są także sojusznicze samoloty F–35. Sami kupujemy też w Stanach Zjednoczonych. Już w tej chwili te samoloty będą przekazywane w ręce naszych pilotów w Ameryce. Więc ten proces umacniania polskiej armii, jej modernizacji, dozbrajania polskiej armii – on postępuje.
Panie Prezydencie, czy ma Pan zaufanie do szefa Ministerstwa Obrony Narodowej, Wicepremiera Kosiniaka–Kamysza?
Mogę powiedzieć tak: to jest kohabitacja, bo – oczywiście – to jest inny obóz polityczny niż ten, z którego ja pochodzę. Ale jeżeli chodzi o Pana Premiera Władysława Kosiniaka–Kamysza, to myślę, że ta współpraca układa się bardzo przyzwoicie. Jest bieżący, dobry kontakt.
Zdał egzamin w ostatnich tygodniach? Mówię o sytuacji na granicy, mówię o zakuciu w kajdanki żołnierzy, mówię o śmierci polskiego żołnierza.
To jest trudna sytuacja. Jak wszyscy wiedzą, ja byłem na granicy. Bardzo mocno przeciwstawiłem się zbyt radykalnym środkom stosowanym wobec naszych żołnierzy. Rozmawiałem także z lokalnym tam, na granicy, dowódcą Żandarmerii Wojskowej. Bardzo długą mieliśmy rozmowę, bardzo wnikliwą. Włącznie z dokładnym zapoznaniem się z tą sytuacją. Tyle – oczywiście – o ile ja mogłem się zapoznać.
A Pan widział film? Widział Pan nagranie z tej sytuacji?
Panie Redaktorze, tyle, ile mogłem się zapoznać, tyle się zapoznałem. I powiem tak: jedno wiem dzisiaj z tej relacji, którą otrzymałem – po pierwsze, żaden z zatrzymanych żołnierzy nie skarżył się na to zatrzymanie ani osobiście, ani przez swoich pełnomocników, którzy w tych sprawach występują. Środki, które zostały zastosowane, nie były aż tak drastyczne, jak niektórzy mówili w przestrzeni publicznej. Oczywiście jak zwykle były plotki i wielu przesadziło w swoich opowieściach o tym, jak doszło do tego zatrzymania. Więc prosiłbym tutaj o bardzo spokojne podejście.
Natomiast ja zwróciłem uwagę, mówiłem: „Proszę Państwa – powiedziałem to do przedstawicieli także Żandarmerii Wojskowej – oczywiście Państwo musicie działać zgodnie z prawem i musicie działać w taki sposób, żeby także Wasze działanie, jeżeli jest taka uzasadniona potrzeba zatrzymania żołnierzy czy wezwania żołnierzy, żeby to działanie było po pierwsze skuteczne, po drugie bezpieczne”. I też, oczywiście, chodzi o to, że jeżeli są wzywani żołnierze, bo jest podejrzenie popełnienia przestępstwa – takie sytuacje zawsze mogą się zdarzyć – to chodzi o to, żeby też zostali wezwani skutecznie, tak? Pamiętajmy o tym, że niejednokrotnie bywa tak, że jak ktoś ma świadomość tego, że popełnił przestępstwo, to jest skłonny również i uciekać. Więc…
Czyli może się okazać, Panie Prezydencie, że ci żołnierze byli winni. Że przekroczyli uprawnienia.
Sprawa musi zostać zbadana, są odpowiednie przepisy, są odpowiednie regulaminy. Żołnierze wiedzą, jak powinni zachowywać się na granicy i gdzie są także te zakresy norm, których muszą przestrzegać. Choć ja, oczywiście, mówię: proszę Państwa, to jest, jak wiemy już dzisiaj, na pewno zagrożenie zdrowia, a nawet życia. Bo przecież jeden nasz żołnierz zginął. To jest sytuacja wielkich emocji, to jest zmęczenie, to jest zagrożenie. I to wszystko musi być brane pod uwagę. I proszę pamiętać o tym, że ci żołnierze strzegą naszego bezpieczeństwa. To są dzisiaj nasi bohaterowie, którzy strzegą naszego bezpieczeństwa.
Panie Prezydencie, czy poprze Pan propozycje rządu idące w poluzowanie – mówiąc kolokwialnie – użycia broni na granicy? Czy to jest krok w dobrym kierunku? Czy Pan podpisze taką ustawę?
To nie jest kwestia poluzowania użycia broni na granicy – ja chcę to z całą mocą podkreślić. To jest kwestia stworzenia bardziej precyzyjnych przepisów, które pozwolą żołnierzom łatwiej rozpoznawać sytuacje, w których mogą tej broni użyć w sposób odpowiedzialny i także bezpieczny dla siebie. Ponieważ w obecnie obowiązujących przepisach można doszukać się pewnych niekonsekwencji, a nawet nielogiczności.
Panie Prezydencie, ale na przykład Prof. Wróbel, szef Komisji Kodyfikacyjnej, mówi, że jeśli te przepisy wejdą w życie, to żołnierze dostaną licencję na zabijanie.
Wie Pan, ja nie będę komentował niektórych wypowiedzi Pana Prof. Wróbla na przestrzeni ostatnich lat, ponieważ…
A dlaczego?
Bo mam wrażenie, że Pan Prof. Wróbel myli kwestie merytoryczne, naukowe i prawne ze swoimi przekonaniami ideologicznymi i politycznymi. I ja jestem tutaj bardzo wstrzemięźliwy.
Czyli sądzi Pan, że nie ma mowy o bezkarności żołnierzy po wprowadzeniu tych przepisów.
Myślę, że Pan Prof. Wróbel w swoich wielu ocenach jest niezwykle stronniczy – zaskakująco dla mnie stronniczy. Miałem kiedyś lepszą jego ocenę.
Panie Prezydencie, a proszę powiedzieć, czy podpisałby się Pan pod apelem Wicepremiera Kosiniaka–Kamysza do aktywistów pomagających migrantom, żeby jednak nie utrudniali pracy żołnierzom?
Przede wszystkim żołnierze mają swoje obowiązki – także to są obowiązki wobec nas, wobec każdego z nas – bo oni strzegą naszego bezpieczeństwa, podejmują te obowiązki na siebie i muszą mieć możliwość ich realizowania. Są też odpowiednie przepisy, które żołnierzom to umożliwiają.
W związku z czym jeżeli ktoś narusza te przepisy w obrębie strefy granicznej, to żołnierze mają prawo działać i mają prawo także egzekwować obowiązujące przepisy wobec takich osób. Nawet jeżeli są to przedstawiciele organizacji pozarządowej.
Pańscy koledzy – dawni, z Prawa i Sprawiedliwości, niektórzy – żądają delegalizacji tych organizacji. Pan byłby za czy przeciw?
Ja powtarzam jeszcze raz: wszyscy mają obowiązek przestrzegania prawa. Jeżeli ktoś narusza prawo, prawo powinno być wobec niego egzekwowane.
To przenieśmy się na granicę zachodnią. Niemiecka prasa informuje o kolejnym przypadku przerzucenia migrantów z Niemiec do Polski. Jak powinien zareagować rząd Donalda Tuska w tej sprawie?
To są – oczywiście – działania nielegalne. Skandaliczne bym wręcz powiedział, jeżeli mamy rzeczywiście do czynienia z takimi sytuacjami, że niemiecka policja swoim radiowozem przejeżdża granicę, korzystając z tego, że nie ma tak naprawdę kontroli granicznej. I w ten sposób dokonuje pushbacku, czyli odwozi po prostu emigrantów do Polski – to jest absolutny skandal – łamiąc wszystkie procedury.
Za ten pierwszy przypadek Niemcy wyrazili ubolewanie i przeprosili. Powiedzieli, że to był wypadek przy pracy.
Już nie wspomnę o tym, że niemiecka policja – będąc na służbie – jeżeli wjeżdża na teren Polski, to tak naprawdę wkracza na teren Polski, narusza w ten sposób normy.
Co Pan by zrobił na miejscu Donalda Tuska?
W oczywisty sposób trzeba tutaj podejmować działania dyplomatyczne i twardą interwencję polityczną.
Co to znaczy „twarda interwencja polityczna”? Rozmawiał Premier Tusk z Panem Kanclerzem Scholzem.
Panie Redaktorze, to jest w bardzo złagodzonej sytuacji – można powiedzieć – coś podobnego, z czym mamy do czynienia na granicy polsko–białoruskiej, tak? Tam…
Porównuje Pan obie sytuacje?
W jednym i w drugim przypadku mamy migrantów, którzy są pchani na naszą granicę. Tylko tutaj my tej granicy strzeżemy, bo wiemy o tym, że to jest też granica Unii Europejskiej – i to jest nasz obowiązek. Tu jest granica Unii Europejskiej i strefy Schengen – z Białorusią – i mamy obowiązek strzeżenia tej granicy. I strzeżemy nie tylko Polski, ale także Unii Europejskiej.
A tu mamy granicę przyjazną w ramach Unii Europejskiej, w ramach strefy Schengen, której nie strzeżemy w zaufaniu. Tymczasem ktoś nam tutaj przywozi, czyli siłą na nasz teren kieruje migrantów, tak?
Zastanowiłby się Pan nad wprowadzeniem kontroli granicznych, polskich?
Przede wszystkim trzeba podjąć interwencję w tej sprawie. Wie Pan, kontrola graniczna to jest coś, czego Polacy bardzo nie lubią. Przez lata byliśmy zamknięci za żelazną kurtyną. Moje pokolenie jeszcze to pamięta i Pan Redaktor też to znakomicie pamięta. Nie mieliśmy paszportów, nie można było wyjeżdżać do Europy Zachodniej, były ogromne utrudnienia, czuliśmy się tutaj zniewoleni. I byliśmy tak naprawdę zniewoleni, bo nie miała Polska pełnej niepodległości, pełnej suwerenności, była w sowieckiej strefie wpływów. Ludziom się bardzo źle kojarzy przywrócenie kontroli granicznej.
Ja bym wolał, żebyśmy uczynili razem z naszymi sąsiadami wszystko, żeby tych kontroli granicznych przywracać nie trzeba było. Nie trzeba będzie ich przywracać, jeżeli sąsiedzi będą przestrzegali prawa.
To może powinien Pan zadzwonić do swojego odpowiednika, do Prezydenta Steinmeiera?
Mam nadzieję, że będę miał w niedługim czasie możliwość rozmawiać z Panem Prezydentem Steinmeierem i na pewno o tym wspomnę.
Panie Prezydencie, na koniec tradycyjnie naszej rozmowy – krótka piłka: poproszę o odpowiedź „tak” albo „nie”. Uśmiecha się Pan.
Tak (śmiech).
Tak. To już jedno „tak” mamy. Mamy jedno „tak”.
Namawiam Mastalerka, żeby wystartował na Prezydenta. Tak czy nie?
Spokojnie. Spokojnie. Spokojnie. Nie, nie, nie. Spokojnie. Nie namawiam nikogo, żeby wystartował na Prezydenta. Tym bardziej że…
Kolejne pytanie, Panie Prezydencie.
…tym bardziej że jeszcze do wyborów prezydenckich jest sporo czasu. A Pałac Prezydencki czy urzędujący Prezydent nie są od tego, żeby namawiać, żeby ktoś startował na Prezydenta.
Poproszę…
To jest kandydat, który musi mieć swoje poparcie.
Jasne.
Musi mieć swoją grupę polityczną, która go wspiera. Musi zgromadzić podpisy, żeby był wsparty.
Panie Prezydencie, zasady są twarde: „tak” albo „nie”, poproszę bardzo.
Częściej rozmawiam z Premierem Tuskiem niż z Prezesem Kaczyńskim. Tak czy nie?
Wykonuję swoje obowiązki państwowe, jeżeli chodzi…
Czyli tak.
…o spotkania z Panem Premierem Donaldem Tuskiem. W tym zakresie, w którym trzeba, rzeczywiście rozmawiam z Premierem Donaldem Tuskiem.
Okej, czyli tak.
Jarosław Kaczyński powinien pomyśleć o emeryturze. Tak czy nie?
Każdy powinien pomyśleć o emeryturze. Zawsze przychodzi na każdego taki czas.
Zawsze miałem czerwony pasek w szkole. Tak czy nie?
Nie.
Wiem, że jestem kulawą kaczką, ale się tym nie przejmuję. Tak czy nie?
Ale w jakim znaczeniu?
Amerykanie mówią o odchodzącym prezydencie, że jego sytuacja jest nieco inna – lame duck.
A nie, to tak, oczywiście, że tak.
Ale się Pan tym nie przejmuje.
Nie, skąd. Ale to jest normalna kolej rzeczy, że po dwóch kadencjach prezydent kończy swoje urzędowanie. Wręcz przeciwnie – jestem dumny z tego, że miałem ten zaszczyt, żeby reprezentować moich rodaków przez dwie kadencje, bo powierzyli mi ten mandat zaufania.
Panie Prezydencie, dzisiaj wieczorem leci Pan do Chin. Po co Pan rozmawia z władzami komunistycznego reżimu?
Przede wszystkim dlatego, że Chiny są dzisiaj jednym z największych światowych mocarstw. I wszyscy rozsądni dzisiaj rozmawiają z Chinami. Spotykają się prezydenci czołowych państw na świecie przecież. Spotykają się kolejni prezydenci Stanów Zjednoczonych z Panem Xi Jinpingiem – przywódcą Chin, Prezydentem Chin. Spotykają się przedstawiciele, przywódcy największych krajów europejskich. Przypomnę, że Angela Merkel co roku odbywała oficjalną podróż do Chin w sprawach gospodarczych przede wszystkim. Więc to nie jest nic nadzwyczajnego.
Za Pana kadencji doszło do zniesienia wiz do Ameryki. Czy załatwi Pan zniesienie wiz do Chin dla Polaków?
Na pewno będę rozmawiał o tym z Panem Prezydentem Xi Jinpingiem. Ja mogę powiedzieć tak: staram się utrzymywać z Chinami przyjazne stosunki. Polska zawsze miała przyzwoite relacje z Chinami. Chciałbym, żeby to było podtrzymane.
Pan ma szczególne, osobiste relacje z Xi Jinpingiem?
Znam Pana Prezydenta Xi Jinpinga. Po pierwsze dlatego, że dwukrotnie byłem u niego, w Chinach. A poza tym przypomnę, że Pan Prezydent odbywał tutaj oficjalną wizytę, w Polsce, która była powszechnie uważana za sukces. Długo razem rozmawialiśmy. I mogę powiedzieć, że to jest dobra znajomość.
Mało: byłem tak wewnętrznie poruszony, kiedy w 2022 roku byłem na zimowych igrzyskach w Pekinie. To wtedy przecież – pamiętamy wszyscy – to była jeszcze kwestia ochrony pandemicznej. Duże, ogromne utrudnienia. Bardzo niewielu przywódców wtedy przyjechało. Ja byłem jednym z tych niewielu. Z Unii Europejskiej był tylko Emmanuel Macron jako gospodarz igrzysk letnich, które teraz zaczną się w Paryżu dosłownie za parę dni. Ja byłem tym drugim przywódcą i miałem osobiste spotkanie z Panem Prezydentem Xi Jinpingiem. Wtedy Pan Prezydent powiedział mi, że dziękuje, że jestem, bo dotrzymuję słowa.
Bo ja rzeczywiście, kiedy był tutaj, w Polsce, i rozmawialiśmy o igrzyskach olimpijskich, wtedy mu obiecałem. On zapytał: „A przyjedzie Pan na ceremonię otwarcia igrzysk?”. Ja się zacząłem śmiać, mówię: „Panie Prezydencie, ale to jest w następnej kadencji. Więc jeżeli Polacy mnie wybiorą na urząd Prezydenta ponownie, to tak, to obiecuję, że przyjadę”. I rzeczywiście to już była moja druga kadencja. Ja przyjechałem i Pan Prezydent Xi Jinping powiedział: „Widzę, że Pan dotrzymuje słowa”.
Panie Prezydencie, będzie Pan lobbował na rzecz Ukrainy? Chiny mają znaczenie, jeśli chodzi o przyszły pokój na Ukrainie?
Oczywiście, że tak – na pewno będzie to temat naszej rozmowy, bo ta kwestia jest ważna. I ona jest ważna wieloaspektowo. Ona jest ważna nie tylko jeżeli chodzi o bezpieczeństwo Polski – choć jest bardzo ważna, podstawowa.
Ale czy to w Pekinie jest klucz do pokoju?
Myślę, że w dużym stopniu tak – to po pierwsze. A po drugie – ona jest ogromnie ważna również z punktu widzenia relacji gospodarczych. Proszę pamiętać, że jeżeli mówimy o wielkiej idei przywódcy Chin – Pasa i Szlaku, czyli budowy szlaków, pasów transportowych dla chińskich produktów, chińskich towarów do Europy i w przeciwnym kierunku, z Europy do Chin – to Ukraina i terytorium Ukrainy, jeżeli o ten transport lądowy chodzi, ma tutaj znaczenie kluczowe. Właściwie…
Ale też znaczenie ma terytorium Białorusi.
Ma znaczenie.
Czy Pana zdaniem Pekin, Chiny, władze chińskie mogą nacisnąć na Prezydenta Łukaszenkę, żeby przestał nas atakować w sposób hybrydowy?
Nie wiem, czy odważyłbym się użyć tego słowa. Na pewno w dyplomacji – nie. Natomiast powiem tak: oczywiście, że mają swoje możliwości prowadzenia rozmów politycznych i politycznego oddziaływania. I na pewno też będziemy na ten temat rozmawiali. Bo dzisiaj – a wiem o tym, bo, tak jak mówię, wielokrotnie rozmawiałem z Panem Prezydentem Xi Jinpingiem – szlaki lądowe biegnące przez Polskę mają z punktu widzenia idei Pasa i Szlaku, a więc tej wielkiej idei gospodarczej, handlowej, dla Chin ogromne znaczenie. A jeden z nich jest, praktycznie rzecz biorąc, nieczynny – ten, który biegnie przez Ukrainę. A Polska ma tutaj dla nich kluczowe znaczenie.
Holender Mark Rutte ma być nowym Sekretarzem Generalnym NATO. To dobry wybór dla Polski? Ja pamiętam takie zdjęcia, kiedy uczestniczył chyba w otwarciu Gazpromu. Miał bardzo dobre relacje z Panem Putinem.
Tak, a potem Rosjanie strącili holenderski samolot pasażerski. I myślę, że w Holandii nie tylko Pan Premier Mark Rutte, ale też i wielu innych Holendrów zrozumiało, z kim tak naprawdę mają do czynienia.
To jastrząb czy gołąb?
To – myślę – rozsądny, twardo stąpający po ziemi polityk, którego na przestrzeni ostatnich lat niejednokrotnie słyszałem. Kiedy wypowiadał się na temat Rosji, na temat wojny, którą Rosja toczy w związku ze swoją agresją na Ukrainę, o zbrodniach rosyjskich, które – niestety – popełniają na Ukrainie rosyjscy żołnierze, o odpowiedzialności władz rosyjskich za to wszystko.
Słyszałem to po raz kolejny z ust Pana Premiera Ruttego ostatnio, kiedy rozmawialiśmy w Pradze o pomocy dla Ukrainy, także o czeskiej inicjatywie amunicyjnej. Wcześniej także na takich spotkaniach w wąskim gronie – choćby w Holandii, kiedy rok temu nas zaprosił przed szczytem NATO. Więc myślę, że to jest dzisiaj polityk, który ma bardzo skrystalizowane podejście zarówno do wojny na Ukrainie, jak i rosyjskiej agresji. Wie, co tam się dzieje, i wie, kto tutaj jest agresorem. A to z punktu widzenia naszych interesów dzisiaj – bezpieczeństwa Polski – jest kwestia absolutnie fundamentalna. Więc od tej strony patrząc, jestem spokojny.
Panie Prezydencie, sprawy polskie. Czy poseł, były Wiceminister Sprawiedliwości, Pan Marcin Romanowski powinien stracić immunitet za aferę, za sprawę Funduszu Sprawiedliwości?
Przede wszystkim zacznijmy od tego, że sprawa powinna być uczciwie zbadana prawnie. Uczciwie zbadana prawnie – podkreślam.
Ma Pan wątpliwości co do uczciwości obecnej prokuratury?
Uważam, że…
Ma Pan wątpliwości co do taśm, które słyszeliśmy? Gdzie z tych taśm wynika, że te wszystkie konkursy były od początku do końca ustawiane.
Przede wszystkim mam bardzo poważne wątpliwości co do obecnego Prokuratora Krajowego, który został powołany w sposób całkowicie niezgodny z prawem i w ogóle nie powinien zajmować się tym, czym się dzisiaj zajmuje. To jest…
A Pana nie zbulwersowała treść tych taśm, tych nagrań?
Oczywiście, że nagrania są bulwersujące i cała sytuacja jest bulwersująca. Ale powtarzam jeszcze raz: poza bulwersowaniem się tym, co słyszymy na taśmach w kwestiach werbalnych, trzeba spojrzeć spokojnie na dokumenty, obowiązujące przepisy i to, czy ci, którzy podejmowali decyzje o wydatkowaniu pieniędzy z Funduszu, realizowali to zgodnie z prawem czy nie. Czy przeznaczenie tych pieniędzy było zgodne z prawem, czy nie. Czy ktoś te pieniądze brał po prostu do swojej prywatnej kieszeni, czy też rzeczywiście były one przeznaczone na cele publiczne…
A Pana zdaniem były czy nie były?
…publiczne – to po pierwsze. Po drugie – zgodne z celami, jakie były wskazane w Funduszu, że wolno na nie wydatkować pieniądze.
A dzisiaj jak by Pan ocenił tę sprawę? To było przekroczenie czy nieprzekroczenie prawa?
Ale Panie Redaktorze, to nie ja jestem od oceniania tej sprawy. Tę sprawę będą oceniały dzisiaj… Dzisiaj oceniają ją prokuratorzy. Powtarzam jeszcze raz: mam nadzieję, że ocenią ją uczciwie. Mam nadzieję, że uczciwie też ocenią ją posłowie, którzy będą decydowali w kwestii immunitetu. Natomiast prawdopodobnie będą ją oceniały sądy – zobaczymy.
Ale może Pan ocenić kondycję Suwerennej Polski. Pana zdaniem ta partia idzie na dno?
Wie Pan, patrząc na wyniki przynajmniej niektórych osób, które z Suwerennej Polski startowały w ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego, to nie osiągnęły one złych wyników. Więc tam na pewno jest grupa zdolnych polityków, którzy mają swoich zwolenników.
Poseł Kowalski przechodzi na przykład już tylko i wyłącznie do klubu PiS–u. Odchodzi z Suwerennej Polski. Więc może coś wie.
Różne decyzje podejmują pojedynczy politycy.
Okej.
Każdy ma prawo decydować o sobie na scenie politycznej.
Panie Prezydencie, gdyby doszło do skazania byłego Pana Wiceministra Romanowskiego, to zastosowałby Pan wobec niego prawo łaski?
Panie Redaktorze, jeżeli się okaże, że Pan Romanowski będzie skazany za nieprzyzwoite wydatkowanie pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości, co rozumiałbym jako pobieranie osobistych korzyści z tego tytułu, to na pewno będzie to sprawa bardzo poważna i wtedy trzeba będzie mówić o tym, że w takim przypadku skazanie było zasadne, tak? Bo nie wolno w taki sposób działać politykowi.
Co Pan myśli na temat zapowiedzi Pani Minister Edukacji, która chce od przyszłego roku zredukować liczbę lekcji religii w szkołach? Z dwóch do jednej.
Powiedziałbym, że – zgodnie z moimi osobistymi przekonaniami – to jest działanie nie na miejscu, które… Redukowanie religii przypomina mi stare czasy, kiedy religia była wyrzucona ze szkoły przez komunistów kiedyś.
Ale pozostanie jedna godzina. Czy ilość przechodzi w jakość?
Na razie pozostanie jedna godzina. A potem się okaże, że po co ta jedna godzina. Bo to przecież takie są działania – w tym kierunku to zmierza. Przecież ja też słyszę, jakie są postulaty. To nie jest tak, że tam są oczekiwania, żeby była jedna godzina. Tam są oczekiwania, żeby w ogóle wyrugować religię ze szkoły. Ja się z tym nie zgadzam. To jest moje osobiste przekonanie.
Jest Pan pewien, że tak jest? Że na to się zdecyduje Premier Donald Tusk? Że to jest rząd walczący z Kościołem?
Ja nie wiem, na co się zdecyduje Pan Premier Donald Tusk. Pan Premier Donald Tusk będzie się decydował na to, na co się zdecyduje. Natomiast ja jestem takim działaniom przeciwny. Tak jak mówię: biorąc pod uwagę moje osobiste przekonania.
A co ze związkami partnerskimi? Być może lada moment dojdzie do uchwalenia ustawy. Czy Pan podpisałby taką ustawę?
A jak dojdzie do uchwalenia ustawy, to wtedy będziemy się zastanawiać nad tym.
A zaakceptowałby Pan przepis o przysposobieniu dzieci przez rodziców, przez pary jednopłciowe czy nie?
No, Panie Redaktorze, nie jest dla nikogo tajemnicą, że jestem zdecydowanie przeciwny tego typu rozwiązaniom, aby dzieci były przysposabiane przez związki osób tej samej płci. Więc o czym my w ogóle mówimy.
Czyli jeśli będzie taki przepis – będzie weto.
Jestem przeciwny tego typu rozwiązaniom absolutnie, bo to jest kwestia ochrony dobrze pojętego interesu dzieci.
Cieszy się Pan z ostatniego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził, że ta nowelizacja ustawy o NCBiR jest niekonstytucyjna, dlatego że w głosowaniu nie uczestniczyli Panowie Kamiński i Wąsik?
Panie Redaktorze, to sprawa, która jest dosyć prawnie skomplikowana i może niełatwa do wytłumaczenia tak po prostu opinii publicznej, zwłaszcza osobom, które nie są prawnikami, nie mają z prawem nic wspólnego. Mogę powiedzieć tylko tyle: ja od samego początku, biorąc pod uwagę cały ten proces, mówiłem Panu Marszałkowi Szymonowi Hołowni, jakie jest moje stanowisko, i ostrzegałem Pana Marszałka, że tutaj jest brak podstaw do tego, aby te mandaty wygaszać. Zwłaszcza że była wcześniej realizowana skomplikowana procedura ułaskawieniowa. Skomplikowana dlatego, że mamy kilka nakładających się tam orzeczeń wydanych przez sądy i przez Trybunał Konstytucyjny. Ale Pan Marszałek nie posłuchał mojego głosu, podjął takie decyzje, jakie podjął – i bardzo sobie skomplikował życie w ten sposób.
Co to znaczy „skomplikował sobie życie”? Myśli Pan, że ten werdykt, to orzeczenie ma jakiekolwiek znaczenie? Przecież Trybunał Konstytucyjny – z całym szacunkiem – nie cieszy się w Polsce żadnym autorytetem.
Wie Pan, Panie Redaktorze, Trybunał Konstytucyjny jest ciałem, które ma swoje oparcie w konstytucji, jedynym – jedynym, podkreślam – zgodnie z obowiązującą nas konstytucją, który w ogóle może oceniać zgodność lub niezgodność z konstytucją i orzekać w tym przedmiocie. Żaden inny podmiot nie jest do tego w Polsce uprawniony.
Ale politycy u władzy mówią jasno: te orzeczenia nas tak naprawdę nie obowiązują, uważamy je za nieważne, nie mają żadnego kompletnie znaczenia.
To niech tak dalej mówią. Poniosą kiedyś za to odpowiedzialność.
Co to znaczy, że „poniosą odpowiedzialność”?
Ja wierzę w to, że Polska nadal będzie państwem demokratycznym, mimo tego że rządzi tutaj Pan Premier Tusk. Że ona nadal będzie państwem demokratycznym, gdzie Polacy mogą… że będą mogli nadal wybierać swobodnie w uczciwych wyborach. I wiadomo, że Polacy zmieniają zdanie – co jakiś czas wybierają różne obozy polityczne. Przecież to nie jest żadna tajemnica. Szczycimy się tym nawet, że właśnie mamy zmiany władzy, że Polacy… Przecież Donald Tusk rządził już kiedyś prawie osiem lat – jego ugrupowanie rządziło osiem lat, on sam nie, bo porzucił urząd Premiera i poszedł sprawować urząd Przewodniczącego Rady Europejskiej. Ale…
Cieszyłby się Pan z porażki Platformy i Donalda Tuska?
…ale rządził osiem lat. Potem Polacy pokazali Platformie Obywatelskiej czerwoną kartkę, zdecydowali inaczej. Przez osiem lat rządził inny obóz polityczny. Więc – jak widać – Polacy lubią tutaj mieć polityczne zmiany i dać szansę różnym ugrupowaniom politycznym.
Czyli oczekuje Pan rozliczeń przy ewentualnej zmianie władzy?
Proszę zobaczyć, jakie metody stosuje obecna władza. W związku z powyższym myślę, że biorąc pod uwagę również to, jak dalece pozwala sobie na łamanie prawa w wielu aspektach… Mówiłem dzisiaj o tym, chociażby wspominając o zupełnie bezprawnym sposobie wyboru Prokuratora, który jest – oczywiście tutaj cudzysłów trzeba zastosować – Prokuratorem Krajowym. Bo tak naprawdę nie ma to żadnego legalnego oparcia. To była całkowicie pozaprawna procedura, niezgodna absolutnie z ustawą, z żadnymi normami. Zresztą Naczelna Rada Adwokacka odmówiła wysłania swojego przedstawiciela na ten konkurs – właśnie argumentując, że to jest całkowicie pozaprawne działanie. Więc ja mówię: spokojnie, wszystko ma swoje granice odpowiedzialności.
Panie Prezydencie, a dlaczego Pan powołał Pana Mikołaja Pawlaka, byłego Rzecznika Praw Dziecka, na sędziego w Skierniewicach? Nie słyszał Pan o tym, że mogą być mu postawione zarzuty w kontekście zakupu Pegasusa? Właśnie z Funduszu Sprawiedliwości.
Wie Pan, żyjemy w takich czasach i dzisiaj mamy taką władzę, że każdemu mogą być postawione zarzuty. W związku z powyższym ja podchodzę do tego bardzo spokojnie. Jeżeli ktoś ma postawione zarzuty, to – oczywiście – stosujemy w tym zakresie odpowiednie przepisy. Ale jeżeli ktoś nie ma postawionych żadnych zarzutów, to te przepisy, które są stosowane w odniesieniu do powoływania na urząd sędziego, nie stwarzały żadnej kompletnie przeszkody w tym, żeby Pan Pawlak mógł zostać powołany na urząd sędziego sądu rejonowego.
Ale są takie głosy, Panie Prezydencie, że podejmując tę decyzję, Pan dał mu immunitet, a więc zapewnił mu Pan bezkarność.
Panie Redaktorze, podjąłem taką decyzję, ponieważ uważam, że Pan Mikołaj Pawlak ma kwalifikacje i będzie bardzo dobrym sędzią. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, że jest to uczciwy, rzetelny człowiek i dobry prawnik. Miałem z nim zresztą wcześniej kontakt, bo wielokrotnie w sprawach obrony dzieci w różnych sytuacjach i pomocy dzieciom był tutaj także u mnie, w Pałacu Prezydenckim, i rozmawiał ze mną jeszcze jako Rzecznik Praw Dziecka. Więc nie mam żadnych wątpliwości, że jest to uczciwy, rzetelny człowiek i dobry prawnik. I jestem przekonany, że będzie bardzo dobrym sędzią. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości.
Panie Prezydencie, to jak to jest z tymi pretendentami w Pałacu Prezydenckim do kolejnej prezydentury? Marcin Mastalerek publicznie mówi, że jest namawiany. Pan twierdzi, że Pan nie namawia. Jacek Siewiera pojawia się w sondażach prezydenckich.
Ale mój kolega, przyjaciel, współpracownik Pan Minister Marcin Mastalerek nigdy nie twierdził, że to ja go namawiam do tego, żeby startował na urząd Prezydenta.
A Pan chciałby, żeby był kandydatem? Ma predyspozycje do tego, żeby być kandydatem na Prezydenta?
Marcin jest wciąż jeszcze bardzo młodym politykiem jak na polityka, tak? Już na tym poziomie, na którym dzisiaj się znajduje, kiedy jest Sekretarzem Stanu w Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej, szefem Gabinetu Prezydenta Rzeczypospolitej. To jest bardzo wysoka i poważna funkcja, związana też z bardzo ważnymi i ciekawymi doświadczeniami, które polityk zdobywa. A Pan Minister Marcin Mastalerek ma z tego punktu widzenia dopiero 40 lat. Więc na pewno jest to człowiek, który polityczną przyszłość – ja w to wierzę – ma przed sobą i…
Nadawałby się na Prezydenta czy nie?
Byłby najmłodszym Prezydentem w historii Rzeczypospolitej.
Czyli coś jest na rzeczy, coś jest na rzeczy…
Bo przypomnę, że Prezydent Aleksander Kwaśniewski, kiedy został wybrany na urząd Prezydenta, miał 42 lata, a ja miałem 43. Więc byłem jeszcze o rok starszy od Pana Prezydenta Kwaśniewskiego.
A wyobraża Pan sobie, Panie Prezydencie…
Ale Marcin jest o dwa lata młodszy niż Prezydent Kwaśniewski wtedy.
Czyli ma papiery na Prezydenta?
Każdy polityk, który wkracza do tej wielkiej, ogólnokrajowej polityki – można powiedzieć – ma tę buławę prezydencką w plecaku, tak? Bo powinien być gotowy do tego, by pełnić najważniejsze funkcje w państwie.
A Pan się zaangażuje w kampanię prezydencką w przyszłym roku? Czy wyobraża Pan sobie poparcie kandydata innego niż kandydata Prawa i Sprawiedliwości przez siebie?
Panie Redaktorze, przede wszystkim na pewno zacznijmy od tego, że będę się angażował w kampanię od strony frekwencyjnej – ogromnie mi na tym zależy. I to mówię jako urzędujący Prezydent, który szczyci się tym, że został wybrany przez 10,5 mln swoich rodaków. To wspaniały wynik. I ja wielką wdzięczność w sercu zachowuję dla wszystkich tych, którzy wtedy poszli do wyborów. Oczywiście w szczególności tych, którzy mnie zaufali i na mnie oddali głos. Ale to była rzeczywiście robiąca wrażenie liczba. I gdzie nie powiem na świecie, że 10,5 mln ludzi w 38–milionowym kraju zagłosowało na mnie, to to robi wrażenie. Tak, bo frekwencja w tych wyborach była ogromna. I to jest fundamentalnie ważne dla Prezydenta – żeby miał właśnie tę silną legitymację demokratyczną. Czyli wybory miały wysoką frekwencję, zagłosowała na mnie taka liczba ludzi, że wygrałem w tych wyborach. I to robi wrażenie, i to jest bardzo ważne dla legitymacji Prezydenta.
Panie Prezydencie, zazwyczaj ten punkt naszego programu też robi wrażenie – seria krótkich pytań od słuchaczy. Jest ich sporo, więc poproszę o krótkie odpowiedzi.
Dobrze.
Just Fine: Jak tam Pan Prezydent trzyma się po ogromnej klęsce w Wielkopolsce? Chyba jeszcze świat nie widział, żeby Prezydent aż tak bardzo angażował się w kampanię swojego znajomego z listy konkretnej partii, żeby jechać zagłosować w mieście głównej konkurentki z listy. Chodzi – oczywiście – o Wojciecha Kolarskiego.
Oj tam, oj tam. Tym bardziej gratuluję Pani Minister Marlenie Maląg, z którą się przyjaźnię i którą darzę też wielkim szacunkiem i sympatią, takiego rzeczywiście spektakularnego zwycięstwa w tym okręgu. To pokazuje wielkie zaufanie, jakie mają do niej wyborcy w Wielkopolsce. Także i ciężkiej pracy…
Pan mówi: „Oj tam, oj tam”. Ale nie traktuje Pan tego jako osobistej porażki?
Panie Redaktorze, przede wszystkim zacznijmy od tego, że Wojciech Kolarski przyniósł ponad 50 tys. głosów w tych wyborach. I to – myślę – bardzo dobrze, bo także w ten sposób liczy się wyniki, jakie osiąga polityk. Po drugie, w ogólnopolskich wyborach mój przyjaciel – od ponad 40 lat znamy się z Wojciechem – startował po raz pierwszy w życiu, więc to bardzo ważne doświadczenie. Każdy polityk, który liczy się na scenie politycznej, ma w swojej historii takie momenty, kiedy nie wygrał. Ale ja zawsze powtarzam, że umiejętność także i przegrywania w polityce to jest uczenie się tego, żeby później móc zwyciężyć.
Kolejne pytanie. Ewa: Czy jeśli wpłynie do Kancelarii Prezydenta wniosek o ułaskawienie sympatyka PiS–u, Pana Bartłomieja M., prawomocnie skazanego za zgwałcenie nastolatki, to czy przychyli się Pan do tej prośby?
Panie Redaktorze, to nie ma znaczenia, czyim zwolennikiem jest człowiek, który występuje do mnie z wnioskiem o ułaskawienie, nie interesuje mnie to kompletnie. Zresztą nigdy tego nie wiem, szczerze mówiąc, bo nigdy to nie jest napisane w tych wnioskach ułaskawieniowych. Więc pomińmy zupełnie kwestię jakichś przekonań tego Pana.
Natomiast będę rozpatrywał tylko i wyłącznie samą sprawę, jego osobistą sytuację i te warunki, które są przewidywane jako ewentualnie do rozważenia przy ułaskawieniu. Ale jeżeli się okaże, że rzeczywiście tam doszło do popełnienia ohydnego przestępstwa, jakim jest gwałt – bo gwałt to jest ohydne przestępstwo – to na pewno będę tutaj bardzo wstrzemięźliwy. Zresztą nie jest dla nikogo tajemnicą, że jeżeli chodzi o ułaskawienie, jestem bardzo wstrzemięźliwy.
Lucas: Co Pan sądzi o tym, aby wszystkie ugrupowania prawicowe wystawiły w wyborach prezydenckich wspólnego, kompromisowego kandydata? Na przykład czy możliwy – Pana zdaniem – jest wspólny kandydat PiS–u i Konfederacji?
Panie Redaktorze, ja nie wiem. To proszę zapytać o to liderów. To partyjni liderzy w takich sprawach decydują. I oni też ponoszą tutaj odpowiedzialność za wystawienie kandydatów w wyborach, którzy reprezentują ich partie, ich zwolenników także. I tu między nimi będzie się toczyła walka. Natomiast ja się zawsze…
Kto wystartuje w wyborach – Donald Tusk czy Rafał Trzaskowski?
Właśnie zawsze się uśmiecham i mówię, że jakby ktoś w wakacje – już możemy tak dzisiaj powiedzieć, prawda?; za chwilę uczniowie odbiorą swoje świadectwa, może już niektórzy odbierają – że jakby ktoś jeszcze cały czas w czerwcu 2014 roku powiedział, że w listopadzie jako kandydat Prawa i Sprawiedliwości zostanie wskazany Andrzej Duda, to myślę, że większość opinii publicznej byłaby bardzo głęboko zdziwiona.
Witek Flak: Którego polityka z Koalicji Obywatelskiej zabrałby Pan Prezydent ze sobą na bezludną wyspę?
Którego polityka Koalicji Obywatelskiej zabrałbym na bezludną wyspę? Jest wielu polityków w Koalicji Obywatelskiej, z którymi ja utrzymuję normalne relacje i rozmawiam. Mam – uważam – zupełnie normalne i przyzwoite międzyludzkie relacje…
Na przykład?
…z Panem Ministrem Siemoniakiem.
Czyli Ministra Siemoniaka Pan by zabrał.
Mam bardzo przyzwoite relacje z moim zresztą kolegą z tego samego liceum z Krakowa – Władysławem Kosiniakiem–Kamyszem. Mam bardzo przyzwoite relacje z Panem Marszałkiem–Seniorem Sawickim.
Okej.
Z wieloma politykami, którzy reprezentują tamtą stronę sceny politycznej, mam zupełnie normalne relacje.
Czyli nie pozabijalibyście się na tej bezludnej wyspie?
Mamy różnice w niektórych kwestiach i – oczywiście – mamy różne spojrzenia na wiele spraw dotyczących Polski. Bo gdybyśmy ich nie mieli, to pewnie kiedyś bylibyśmy w tych samych ugrupowaniach, a nie byliśmy. Natomiast…
A co robilibyście na tej bezludnej wyspie? Pilibyście rum?
Nie jestem o tym przekonany, czy byśmy pili rum. Raczej byśmy kombinowali, jak tu się z tej bezludnej wyspy wydostać. (śmiech)
Okej. Czyli budowali tratwę.
Panie Prezydencie, pyta Adrian: Jakie plany ma Pan po prezydenturze? Jak wygra Trump, to posada np. w ONZ–ecie? A jak nie – domyślam się, że w Polsce nie ma Pan stanowiska, które chciałby Pan zająć. Mam rację? Pyta Adrian.
Oj tam, oj tam, nie lubię takiego wróżenia z fusów, co będzie, jak będzie. Proszę pamiętać, że w sprawie wyborów w Stanach Zjednoczonych decydują wyborcy amerykańscy, a nie ja. Może są tutaj, u nas w kraju, jacyś wyborcy, którzy mają np. podwójne obywatelstwo i w Stanach Zjednoczonych również decydują. Ale ja do nich nie należę, nie mam żadnego innego obywatelstwa poza naszym, poza obywatelstwem polskim. Więc nie biorę udziału.
Nie myśli Pan, co Pan będzie robił w sierpniu przyszłego roku?
Panie Redaktorze – nie.
Naprawdę?!
Naprawdę nie.
Nie myśli Pan w ogóle o przyszłości?
W każdym razie nie czynię…
To Pan jest szczęśliwym człowiekiem.
Panie Redaktorze, nie czynię żadnych kroków w tym kierunku…
Okej.
…żeby dzisiaj jakoś przygotowywać sobie coś, co niektórzy nazywają miękkim lądowaniem. Dlatego że ja mam swoje obowiązki państwowe. Dzisiaj one są dla mnie najważniejsze. Jeszcze dzisiaj w nocy wylatuję do Chin na bardzo poważne rozmowy, także związane z bezpieczeństwem Polski. I to są dla mnie kwestie fundamentalne. I będę je prowadził do sierpnia przyszłego roku, dokąd sięga prezydencka kadencja. To jest w tej chwili dla mnie sprawa absolutnie najważniejsza od dziewięciu lat. I chcę dopełnić wszystkich swoich obowiązków, tak żebym po zakończeniu prezydentury mógł spokojnie spojrzeć w oczy moim rodakom i powiedzieć: od pierwszego do ostatniego dnia dla Was pracowałem, tak jak Wam obiecałem. I to zrobię. A co będzie w przyszłości – to zobaczymy. Proszę pamiętać o tym, że zawsze sobie do tej pory jakoś radziłem. To nie jest pierwsza funkcja państwowa, którą ja zakończę i będę musiał zajmować się czymś innym. Na pewno będę miał jakieś zajęcie.
A wyobraża Pan sobie, że wchodzi Pan w czynną politykę – jako ktoś inny niż Prezydent – w Polsce? Zakłada Pan ruch, własną partię polityczną czy nie?
Wie Pan, ktoś ostatnio napisał, że Duda jest politycznym singlem. Ponieważ generalnie to chyba był ktoś, kto myślał, że zrobi mi na złość. Ja się uśmiechnąłem. I powiem tak: ja trochę jestem politycznym singlem. Ja nigdy nie tworzyłem żadnej politycznej frakcji wokół siebie. Ja nigdy nie miałem ambicji być partyjnym liderem. I nie mam tych ambicji.
Kolejne pytanie. Janusz: Czy nie obawia się Pan odpowiedzialności karnej za wielokrotne łamanie prawa i konstytucji? A jeśli się Pan nie obawia, to czy przynajmniej nie jest Panu po ludzku wstyd za bycie – cytat – twarzą zamachu na demokrację w wykonaniu PiS–u?
Wie Pan, cóż, są ludzie w Polsce, którzy mają takie poglądy. Ja – oczywiście – wszystkie poglądy przyjmuję z szacunkiem, aczkolwiek się z nimi nie zgadzam. Mogę tego pana spokojnie zapewnić, że nigdy nie złamałem prawa. Jestem prawnikiem, doktorem nauk prawnych, który…
Co innego twierdzili Pańscy koledzy z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
…doktorem nauk prawnych – tak jak oni w wielu przypadkach – który był także i tym prawnikiem, który reprezentował Prezydenta Lecha Kaczyńskiego przed Trybunałem Konstytucyjnym przez ponad dwa lata. Mam doświadczenie w związku z tym nie tylko w obszarze szeroko pojętej działalności prawniczej, ale także właśnie i prawa konstytucyjnego. I proszę być spokojnym – wszystko, co robiłem do tej pory i wszystko, co robię, mieści się absolutnie w ramach konstytucji i obowiązującego prawa. Zawsze tak było.
Ostatnie pytanie naszego słuchacza. Artór – przez „ó”, to ciekawe: Gdzie zamierza Pan spędzić wakacje?
Wakacje to bardzo szerokie pojęcie. Właśnie zamierzam je spędzić w Pekinie i w Szanghaju, co będzie w najbliższe dni. (śmiech)
Dobrze, ale co będzie potem? Co będzie potem?
Potem wracamy, przygotowujemy się do szczytu NATO w Waszyngtonie – najważniejszy punkt w kalendarzu NATO na ten rok. Zresztą szczyt NATO jubileuszowy, niezwykle ważny. I to jest dla nas w tej chwili temat – można powiedzieć – absolutnie nr 1. Na równi z wizytą w Pekinie, także bardzo ważną wizytą zagraniczną.
Później – być może – krótki dla mnie odpoczynek w rezydencji prezydenckiej pewnie w Juracie nad morzem, żeby troszkę odetchnąć. Potem…
A będzie Pan tam jeździł na nartach?
Można byłoby próbować na wodnych.
No właśnie.
Ale nie mamy tam takiej możliwości, bo tam nie ma nart wodnych.
Ale Pan jest fanem narciarstwa. Dlaczego Pan nie spróbuje?
Tam są różne inne sporty, które można uprawiać.
Okej.
Można biegać – są tam ku temu warunki. Można jeździć na rowerze, można pływać na różnych sprzętach wodnych. Ale przede wszystkim zaraz później jest inauguracja igrzysk olimpijskich…
Będzie Pan w Paryżu?
…na którą zapraszał mnie Pan Prezydent Emmanuel Macron. I wierzę w to, że tam będzie też sposobność do spotkań politycznych z innymi szefami państw i rządów. Więc też ważne wydarzenie. Plus – oczywiście – to, co najważniejsze, czyli wsparcie dla naszych sportowców. No, zaraz później mamy 80. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, więc bardzo ważne uroczystości dla mnie – także osobiście, z tego emocjonalnego punktu widzenia – tutaj, w Warszawie.
A co będzie…?
Będzie dużo się działo. Prezydent nie ma… Ja zawsze się uśmiecham i mówię: Prezydent nie ma urlopu. Czy ktoś zwolni Prezydenta z obowiązków konstytucyjnych? Konstytucja tego nie przewiduje.
A co Pan powie, jak zdobędziemy w Paryżu mało medali? Powie Pan: „Oj tam, oj tam”?
Powiem… Ja nigdy nie mówię: „Polacy, nic się nie stało”. Ja zawsze mówię: „Panowie, trzeba wyciągnąć wnioski, bo to nie jest sukces. Bo to nie jest sukces. W związku z powyższym trzeba usiąść i zastanowić się, jak zrobić tak, żeby sukces następnym razem był”. Bo nie ma wątpliwości, że 38–milionowy naród to nie tylko naród, który zasługuje na sukcesy, ale który przede wszystkim stać na sukcesy.
I mam nadzieję, że wezmą sobie to do serca również dzisiaj polscy piłkarze i wygramy z Austrią w Berlinie. Bardzo dziękuję, Panie Prezydencie, za rozmowę. Prezydent Andrzej Duda był gościem Radia Zet. Dziękuję bardzo. I miłego dnia.
Dziękuję bardzo, życzę wszystkim miłego dnia. A zwłaszcza życzę uczniom miłych i przede wszystkim bezpiecznych wakacji. Żeby wszyscy, którzy powinni wrócić do szkoły we wrześniu, mogli do niej wrócić spokojnie cali i zdrowi.
Bardzo dziękuję.
Dziękuję.
Może Cię zainteresować Prezydent w Radiu Zet