Robert Jałocha, Play Kraków News, dzień dobry. Moim i Państwa gościem jest Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Andrzej Duda. Dzień dobry, Panie Prezydencie.
Prezydent RP, Andrzej Duda: Dzień dobry, Panie Redaktorze. Dzień dobry.
Panie Prezydencie, był Pan na granicy polsko–ukraińskiej. Domyślam się, że podobnie jak dla wszystkich, którzy stamtąd wracają, pomagają, udzielają pomocy Ukraińcom, było to ogromne przeżycie.
Z całą pewnością bardzo duże. Inna sytuacja, gdy człowiek ogląda pewne obrazy w telewizji, a inna jest wtedy, kiedy zjawi się osobiście, spotka się tam z ludźmi, którzy są zdesperowani, którzy potracili swoje domy oraz dorobek życia i uciekają do obcego kraju – wprawdzie sąsiedniego, ale jednak obcego – szukając po prostu ratunku.
To są rzeczywiście dwie sytuacje. Ta – gdy zetkniesz się bezpośrednio, gdy widzisz ich na przejściu granicznym, kiedy zrozpaczeni, często płacząc, stoją z dziećmi na ręku, żeby się dostać do Polski, czy gdy pojedzie się do punktu recepcyjnego, gdzie są zbierani, gdzie udziela im się pierwszego wsparcia, pierwszej pomocy; gdzie przez chwilę odpoczywają, dostają pierwszy ciepły posiłek i mogą się spokojnie zastanowić, dokąd chcą dalej jechać; gdzie są rozdzielani do wyjazdu w różne części Polski czy odbierani przez swoje rodziny lub przez swoich znajomych.
Na pewno jest to duże przeżycie.
Ja myślę, że to są szalenie trudne rozmowy dla nas, zwykłych osób. Podejrzewam, że dla Pana jeszcze trudniejsze, dlatego że oprócz – oczywiście – na pewno w pierwszej kolejności słów wdzięczności pewnie nieraz pytają Pana, jako Prezydenta, kiedy to się skończy.
Oczywiście, że pytają, kiedy to się skończy. Mówiłem wczoraj do tych pań – bo na przejściu granicznym spotkałem przede wszystkim panie z dziećmi – żeby były spokojne, że głęboko w to wierzę, że wojna się zakończy, że przyjdzie czas, że będą mogły spokojnie wrócić do swoich domów, do swoich rodzin, do swoich bliskich i żeby się nie martwiły; że będziemy się starali pomagać w odbudowie Ukrainy, że Europa, Unia Europejska na pewno w tym pomoże. Dla nas wszystkich jest ważne, żeby Ukraina trwała, żeby była, żeby się dobrze rozwijała. Co można powiedzieć ludziom, którzy są w takiej sytuacji?
Przyjechałem dosłownie praktycznie stamtąd tutaj, do mojego rodzinnego Krakowa, gdzie jest moja rodzina – moi rodzice, moje siostry. Przecież człowiek patrzy na to wszystko także przez własny pryzmat. Strasznie to jest smutne.
Chyba najtrudniejsze pytanie, które też pojawia się na pewno w tych rozmowach, to: jak długo ci ludzie będą musieli tutaj zostać? Czy oni mają – jak Pan z nimi rozmawiał – plany na najbliższe tygodnie? Czy już mają świadomość tego, że będą to miesiące, a może nawet lata?
Myślę, że ci, z którymi rozmawiałem, te panie, nie mają żadnego planu i nikt chyba nie wie, jak długo ta sytuacja będzie trwała. Myślę, że nikt nie jest w stanie w tej chwili przewidzieć, kiedy będą mogli wrócić do siebie, kiedy wojna się zakończy, kiedy zupełnie ustaną działania wojenne, kiedy to wszystko się uspokoi, kiedy będzie można zacząć spokojnie odbudowywać Ukrainę i kiedy będzie mogło wrócić tam normalne życie. Myślę, że nikt tego nie wie, i my też musimy mieć tego świadomość tutaj, w Polsce.
Pomagamy im, ale proszę pamiętać, że może się okazać, że jest to pomoc naprawdę długofalowa i będziemy musieli stworzyć tutaj warunki na dłuższy pobyt dla nich. Dlatego właśnie m.in. – jak rozumiem – rząd przygotowuje specjalną ustawę, która będzie dotyczyła właśnie uchodźców z Ukrainy po to, żeby mogli tutaj normalnie spędzić ten czas, przede wszystkim właśnie mamy z dziećmi; że dzieci potrzebują iść do przedszkola, do szkoły, potrzebują się normalnie rozwijać.
Moja żona, Agata, wczoraj przez cały dzień też rozmawiała właśnie z tymi paniami – ponieważ żona z kolei jeździła po różnych ośrodkach, w których panie z dziećmi są kwaterowane i gdzie znajdują schronienie – i one wszystkie mówią, że chciałyby znaleźć pracę.
Nie jest tak – z całą mocą chcę to podkreślić – że przyjeżdżają do nas osoby, które uważają, że będą przez nas utrzymywane. Właśnie nie! One wszystkie – jak tylko ochłoną – mówią: „No dobrze, ale czy Polska stworzy nam warunki, żebyśmy mogły legalnie iść do pracy, żebyśmy mogły się uczyć języka, żebyśmy mogły tutaj normalnie funkcjonować?”.
Pani, która przyjechała z Charkowa, była księgową – żona opowiadała mi o tej rozmowie – mówiła: „Wie Pani, byłam księgową na Ukrainie, całe moje zawodowe życie to księgowość. Chciałabym pójść na jakiś kurs, żeby się nauczyć tutejszych przepisów, i móc po prostu pracować w moim zawodzie w Polsce”.
Więc one chcą tu pracować, czyli w związku z tym – także u nas płacić podatki, jakby partycypować w ten sposób także w utrzymaniu tutaj uchodźców i w jakimś sensie także w rozwijaniu naszego kraju. Dobrze to usłyszeć w tej całej sytuacji. To nie są osoby, które mają roszczenia i oczekują, tylko są to osoby, które też chcą z siebie coś dać. Przyjechały tutaj i chcą po prostu być z nami, żyć z nami i także z nami pracować.
Co więcej, Panie Prezydencie, ja znam osobiście przykład, gdzie ludzie zostali ewakuowani z Ukrainy, trafili na plebanię, ale powiedzieli, że mają pieniądze i wynajmą mieszkanie, to znaczy nie oczekują tylko tej pomocy.
Bardzo dobrze, że Pan Redaktor to powiedział. Bo to jest też moje osobiste doświadczenie, także i dnia wczorajszego, nawet dnia wczorajszego tutaj, w Krakowie, gdzie też spotkałem się ze znajomymi, u których właśnie jest rodzina z Ukrainy. Są uchodźcami, jechali kilka dni, ale są to właśnie ludzie dosyć zamożni. I oni też mają takie podejście – nie chcą, żeby ich utrzymywać. Mają pieniądze, mają swoje konta bankowe, prowadzili na Ukrainie biznes i tutaj się odnajdują.
Zostali przyjęci w domu rodzinnym, bo są przyjaciółmi i w tym momencie nie mieli jeszcze potrzeby wynajmowania mieszkania, być może na przyszłość o tym pomyślą. Natomiast są to właśnie ludzie, którzy mówią: „Zaraz, zaraz, ale to my pójdziemy na zakupy, my je zrobimy i za nie zapłacimy” itd., itd.
Eksperci ds. uchodźców zwracają uwagę, że właśnie tacy ludzie na początku przyjeżdżają w sytuacji takiej, jaką mamy na Ukrainie, tzn. ludzie, którzy albo mają tutaj kogoś, mają jakieś kontakty, albo ludzie, którzy mają pieniądze i wiedzą, że sobie poradzą. Ten pierwszy napływ uchodźców, ta pierwsza fala – ma Pan raport, ile liczyła dokładnie, ile osób przyjechało do Polski, ile osób przekroczyło polską granicę?
Wczoraj, w momencie, gdy udzielałem wywiadu – dosłownie na przejściu granicznym w Korczowej miałem krótką wypowiedź dla mediów – otrzymałem sygnał ze Straży Granicznej, że liczba uchodźców, osób, które przekroczyły naszą granicę w ciągu ostatnich kilku dni, wynosi ponad 700 tys. Myślę, że dzisiaj zbliża się to już co najmniej do 800 tys., jeżeli nawet nie więcej niż 800 tys. Wczoraj ogółem ponad 100 tys. ludzi przekroczyło naszą granicę.
Może Cię zainteresować Andrzej Duda w stałym kontakcie z Wołodymyrem Zełenskim Andrzej Duda na polsko-ukraińskim przejściu granicznymWiemy, ile osób zdecyduje się zostać w Polsce? Nie wiemy tego?
Nie, tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że jakaś część – choć niewielka, trzeba to sobie powiedzieć – przekracza naszą granicę dalej, na zachód Europy. Mamy także [inne] sytuacje – wszyscy o nich słyszeliśmy, informacje były choćby na portalach społecznościowych.
Trzy dni temu rozmawiałem też przez telefon z Premierem Indii. Poinformował mnie, że oddelegowuje specjalnego wysłannika rządu indyjskiego, który ma tutaj koordynować [ewakuację], bo Indie mają co najmniej 14 tys. studentów na Ukrainie i ci studenci też są uchodźcami. Chcą ich zbierać po prostu do samolotu – żeby wsiadali i wracali do Indii. I takie samoloty już z Polski odleciały – kilkuset indyjskich studentów już właśnie odleciało z Polski. Oni koordynują to u siebie, zbierają ich, proszą nas zresztą o wsparcie, żebyśmy pomagali im zbierać studentów. Rzeczywiście ci studenci do nas przybywają.
Taka sytuacja miała miejsce w Krakowie. Rozmawiałem kilka dni temu z Jackiem Majchrowskim, Prezydentem Krakowa. Wspomniał, że – chyba chodziło o studentów Tunezji – też uciekli, znaleźli schronienie w Krakowie i teraz dopiero ktoś tam już zrozumiał, że oni tam są, że są bezpieczni i można ich przetransportować z powrotem do kraju.
Tak, bo trzeba zdać sobie sprawę z tego, że Ukraina to jednak ogromny kraj – powierzchniowo dwa razy większy od Polski, choć społeczeństwo jest mniej więcej wielkości naszego. Ale jest tam mnóstwo uczelni – w samym Charkowie było wielkie centrum uniwersyteckie, gdzie studiowało mnóstwo młodych ludzi z całego świata.
Według oficjalnych danych naszą granicę w ciągu ostatnich dni przekroczyli ludzie ze 170 krajów – jako uchodźcy z Ukrainy. Ze 170 krajów! Więc proszę sobie wyobrazić, jaka to wieża Babel. Są to ludzie różnych narodowości, mówiący różnymi językami. Oczywiście jest tak, że wśród tych uchodźców Ukraińcy stanowią absolutną, zdecydowaną większość. Natomiast oprócz tego są różne inne narody. Wczoraj spotkałem na granicy Turkmenów, Kazachów, ludzi z Uzbekistanu – ogromne jest to spektrum.
Ale trzeba też powiedzieć, że przedstawicielstwa dyplomatyczne tych krajów zgłaszają się do polskiego rządu, zgłaszają się do nas, chcą współuczestniczyć w tej akcji, wysyłają swoich konsulów na naszą granicę, na przejścia graniczne – więc ta akcja jest w dużym stopniu koordynowana. Ale miejmy świadomość: przybywają do nas ludzie różnych narodowości, chociaż wszyscy są uchodźcami z Ukrainy.
Z całego świata. Wspomniałem o tych ludziach, którzy przyjechali podczas tych pierwszych dni wojny na Ukrainie, o tym, że mają kontakty, pieniądze. Ale teraz będzie pewnie – o tym mówią eksperci – ta druga fala ludzi, którzy nic nie mają. Czy to będzie ogromne wyzwanie przed polskim państwem? Czy Pana zdaniem my jesteśmy na to dzisiaj przygotowani? Żeby odpowiedzialnie tym ludziom powiedzieć: tak jesteśmy w stanie się wami zaopiekować przez miesiąc, trzy miesiące, pół roku. A jeśli nie jesteśmy, to czy zaczynamy rozmowę np. z Unią Europejską, że potrzebujemy takiego wsparcia i pomocy?
Jeszcze jedno słowo à propos wątku, o którym mówiliśmy wcześniej. Jest też spore zaniepokojenie wśród różnych organizacji chroniących prawa człowieka w Polsce. Chcę zapewnić, że wszyscy uchodźcy z Ukrainy są przez nas jednakowo traktowani – niezależnie od tego, z jakiego kraju pochodzą, wszyscy otrzymują jednakową pomoc, wszyscy mają te same warunki, jesteśmy w stanie spełnić te same prośby wszystkich w granicach naszych możliwości, tzn. zapewnić im transport do miejsca w określonym województwie – ten transport autobusowy jest organizowany z naszych punktów recepcyjnych przy granicy.
Więc tak jak mówię: wszyscy są traktowani absolutnie jednakowo, nikt nie jest tutaj wyróżniony, nikt nie jest traktowany lepiej, nikt nie jest traktowany gorzej – wszystkim uchodźcom zapewniamy jednakowe warunki. To po pierwsze.
Natomiast to, o co Pan pyta. No tak, tu się – oczywiście – zgodzę. Obawiam się, że możemy się spodziewać dosłownie w najbliższych dniach kolejnych fal – czy fali – uchodźców, którzy rzeczywiście będą uchodźcami absolutnie już typowo wojennymi, tzn. uchodźcami, którzy stracili wszystko.
Dlatego że przecież widzimy, jak walą się budynki mieszkalne, jak Rosjanie bezwzględnie bombardują osiedla mieszkaniowe – przecież tam wszędzie mieszkali ludzie. I ci ludzie muszą coś ze sobą zrobić. Więc ci, którzy nie zginęli, w wielu przypadkach pewnie będą próbowali się wydostać z Ukrainy. I to będzie rzeczywiście exodus ludzi zrozpaczonych, którzy stracili wszystko, biednych – trzeba będzie im pomóc.
Jesteśmy na to przygotowani? Wierzy Pan w to, że systemowo damy radę?
Musimy dać radę. Oczywiście chcę jeszcze raz podkreślić: rozmawiałem już z przywódcami i Unii Europejskiej, i państw z całego świata. Przede wszystkim jeżeli mówimy o Ukrainie, to trzeba wspomnieć o Premierze Kanady, Justinie Trudeau, który dzwonił do mnie już kilka dni temu – jeszcze zanim rozpoczęły się działania wojenne, tuż–tuż przed tym. Pytał, co chcemy zrobić, czy zamkniemy granicę.
Odpowiedziałem, że absolutnie nie zamkniemy granicy – czym innym był kryzys, gdy na granicy białoruskiej prowadzono wobec nas wojnę hybrydową i ludzi, którzy samolotami przylecieli z Bliskiego Wschodu, reżim białoruski pchał na naszą granicę.
A inna sytuacja jest w momencie, gdy wybuchła wojna i Rosjanie po prostu strzelają do ludzi. I ci ludzie ratują życie i uciekają. Powiedziałem mu, że – oczywiście – granica będzie otwarta, że przyjmiemy wszystkich, którzy tylko będą chcieli przyjść, będziemy starali się udzielić pomocy.
Powiedział wtedy, że możemy liczyć na Kanadę, że w Kanadzie jest wielka i bardzo prężna mniejszość ukraińska, no i że są gotowi – po pierwsze – jeśli zajdzie taka potrzeba, zabrać część uchodźców do siebie, a po drugie – także tu, na miejscu, nam pomagać. Więc już choćby Kanada zaoferowała swoją pomoc. A – oczywiście – jeżeli będzie potrzebne wsparcie, na pewno możemy też liczyć na pomoc Unii Europejskiej.
To wsparcie zresztą dociera. Było mi bardzo miło, bo w punkcie recepcyjnym przy granicy spotkałem młodych ludzi z wielu krajów na świecie, którzy w ramach różnych organizacji pozarządowych, pomocowych już tam w tej chwili pracują i pomagają. Więc – jak widać – z całą pewnością będzie szła nie tylko pomoc finansowa, lecz także jest pomoc ta dosłownie ludzka, bo ludzie sami przyjeżdżają po to, żeby pomagać.
To jest nieprawdopodobne i przez te 10 dni mieliśmy w Polsce myślę, że dziesiątki tysięcy ministrów polityki społecznej, którzy brali swoje samochody, jechali na granicę i pomagali zupełnie obcym ludziom. Oni też pewnie dzisiaj się zastanawiają, Panie Prezydencie, jak długo to może potrwać, i na pewno będą pukali też do różnych urzędów z prośbą o pomoc. Czy to jest też już taki scenariusz, w którym politycy już bardzo mocno siedzą i zastanawiają się, jak pomóc też obywatelom Polski, którzy w tym odruchu serca wspaniałym i przepięknym, bo nie wyobrażam sobie, co by się wydarzyło, gdybyśmy tam nie pojechali po tych ludzi, pomogli?
Jest to aspekt, nad którym w tej chwili pracujemy – przecież mamy pełną świadomość, że trwa to dopiero tydzień.
10 dni.
A jaka perspektywa? Perspektywa jest nieznana – jak długo to wszystko będzie trwało i jak wielu uchodźców przybędzie do Polski? Jak wielu z nich będzie chciało rzeczywiście w Polsce zostać i czekać tutaj, u nas, na koniec rosyjskiej agresji? Nie umiemy odpowiedzieć na te pytania. I z całą pewnością tej pomocy wiele będzie potrzeba.
Chcę podziękować wszystkim, którzy właśnie okazują tyle serca i wsparcia, otwierają swoje domy, pomagają, przesyłają różnego rodzaju dary i pieniądze – wykazują się niezwykłym ludzkim, braterskim odruchem, po prostu zachowują się wspaniale.
Chciałem podziękować za to krakowianom, moim sąsiadom – wiemy, jak bardzo wielu też i uchodźców z Ukrainy tutaj przyjeżdża, jak bardzo wielu ludzi z Ukrainy było już wcześniej w Krakowie. Do nich przyjeżdżają teraz rodziny. Liczba obecnych u nas Ukraińców z całą pewnością znacząco w Krakowie wzrośnie. Ale krakowianie również przede wszystkim pomagają bardzo ofiarnie. Z całego serca za to dziękuję, bo ta pomoc jest rzeczywiście potrzebna. Ona ogromnie buduje relacje pomiędzy naszymi narodami, pomiędzy naszymi społeczeństwami.
Wierzę, że ta wojna wkrótce się zakończy, a wielki dorobek tych dni i tego czasu, gdy okazywane jest serce, na pewno pozostanie. Dziękuję Państwu z całego serca, bo jest to realizowanie wielkiego dzieła i proszę, żebyście tak trzymali.
Mam też świadomość, że mogą jeszcze przyjść trudne dni; że mogą być jeszcze momenty frustracji, bo przecież spotykają się dwa narody w zupełnie wyjątkowy sposób, jakiego nigdy wcześniej chyba nie doświadczyliśmy w naszej historii – nagle przybywa do nas exodus ludzi, którzy jednak są z innego kraju, mówią innym językiem, mają trochę inne obyczaje. Bardzo proszę o wiele wyrozumiałości i wiele zrozumienia dla działań.
Pewnie nie wszystko dobrze się uda, pewnie też nie wszystkie decyzje będą trafione, jak zawsze przy takim kryzysie – mówię tutaj o decyzjach rządowych, o decyzjach władz samorządowych itd. – ale proszę o wyrozumiałość, bo naprawdę wszyscy mają jak najlepsze intencje, chcą pomóc. A z drugiej strony – chcą zapewnić stabilność naszego państwa, dobre jego funkcjonowanie i pomyślność całego naszego społeczeństwa.
W tej chwili muszą być podejmowane naprawdę bardzo trudne decyzje: przez Premiera, przez rząd, przeze mnie, przez prezydentów miast, wójtów, burmistrzów, marszałków województw. Spada teraz na nas wielkie zadanie do wykonania, na wszystkich – od samej góry właśnie aż tutaj, gdzie ta pomoc jest udzielana bezpośrednio w domu, który się otwiera i do którego przyjmowani są przybysze, uchodźcy z Ukrainy. Dziękuję za to z całego serca.
Do tego wszystkiego dochodzą, Panie Prezydencie, emocje i one nie znają naszych funkcji, nie wiedzą, czy jesteśmy prezydentem, czy jesteśmy zwykłym mieszkańcem, więc jestem przekonany, że wszyscy bardzo mocno to przeżywają. Wiadomo, że politycy w tych emocjach podejmują też bardzo ważne decyzje.
No, trudno się powstrzymać od emocji.
Może Cię zainteresować Solidarni z Ukrainą. Spotkanie Małżonki Prezydenta z uchodźcami Polska pomaga ofiarom rosyjskiej agresjiNa koniec chciałem, Panie Prezydencie, zapytać Pana o rozmowę z Prezydentem Stanów Zjednoczonych – kilkanaście godzin temu ta rozmowa się odbyła. Czy świat ma jeszcze narzędzia, czy politycy, przywódcy mogą coś jeszcze zrobić, żeby ten koszmar, który rozgrywa się na naszych oczach, zatrzymać?
Powiedzmy sobie otwarcie – z mojego punktu widzenia, jako Prezydenta Rzeczypospolitej, jedna rzecz jest najważniejsza: za wszelką cenę uniknąć wojny w Polsce. Za wszelką cenę uniknąć wojny, na której zginąłby polski żołnierz – proste zadanie. Za wszelką cenę! W związku z powyższym fundamentalną sprawą jest to, że stanowimy część Sojuszu Północnoatlantyckiego. W tym momencie to jest nasza prawdziwa gwarancja bezpieczeństwa.
Dosłownie przed momentem rozmawiałem z Prezydent Mołdawii, Panią Maią Sandu, z którą dobrze się znamy. Była to półgodzinna rozmowa m.in. właśnie na temat kryzysu i tego, jak wielu uchodźców przybywa także do Mołdawii.
Pani Prezydent prosiła o wsparcie, o pomoc, bo rzeczywiście tam te możliwości są dużo, dużo mniejsze niż u nas. Choć liczba uchodźców, którzy przybywają do nich, też jest mniejsza, to jednak tamto społeczeństwo jest maleńkie w porównaniu z naszym. I – niestety – Mołdawia i Mołdawianie są w ogóle w nieporównanie gorszej sytuacji materialnej niż Polska i my, Polacy; jesteśmy jednak dużo zamożniejsi, nieporównywalnie zamożniejsi.
Natomiast – oczywiście – rozmawialiśmy też o kwestiach bezpieczeństwa i Pani Prezydent powiedziała: „Andrzej, wy jesteście w NATO, macie gwarancję bezpieczeństwa. My nie. Po prostu drżymy tutaj ze strachu – co będzie, co zrobi Rosja? Mamy Naddniestrze, mamy rosyjską armię w Naddniestrzu. Wszystko może się u nas zdarzyć. Tuż za naszą granicą Rosjanie w tej chwili atakują Odessę. U nas słychać huk wybuchów, które tam mają miejsce”. Odbyliśmy dramatyczną rozmowę.
I teraz nawiązując do mojej rozmowy z Prezydentem Bidenem. Pan Prezydent Biden wczoraj powiedział mi przede wszystkim: „Panie Prezydencie, gwarantuję Panu, jeszcze raz podkreślam – art. 5 cały czas obowiązuje i Stany Zjednoczone o tym pamiętają. Dlatego w tej chwili macie u siebie m.in. ponad 10 tys. żołnierzy Stanów Zjednoczonych, świetnie wyposażonych, których sprzęt w tej chwili jeszcze uzupełniamy, żeby była tutaj ochrona przeciwrakietowa, ochrona przeciwlotnicza wystarczająca do tego, żeby odeprzeć każdy atak, gdyby on potencjalnie nastąpił. Są to najlepsi żołnierze, jakimi dysponujemy, bo jest to 82 Dywizja zaprawiona w bojach na wszystkich wojnach, które do tej pory Ameryka toczyła w ostatnich, praktycznie rzecz biorąc, 80 latach, poczynając od II wojny światowej. Więc są to żołnierze najwyższej klasy. Gwarantujemy bezpieczeństwo, jesteście częścią Sojuszu Północnoatlantyckiego, jesteście naszym strategicznym partnerem, działamy razem”.
Więc to jest dla mnie, jako Prezydenta Rzeczypospolitej, najważniejsze. Opowiedziałem Panu Prezydentowi, że przygotowujemy w tej chwili ustawę o obronie ojczyzny, która – wierzę w to głęboko – po Radzie Bezpieczeństwa Narodowego zostanie szybko przyjęta w polskim parlamencie, bo wszyscy rozumieją potrzebę jej powstania.
W ciągu najbliższych lat doprowadzi ona do znaczącego wzmocnienia naszego potencjału militarnego, tak żebyśmy byli w stanie w jak największym stopniu sami odstraszyć potencjalnego przeciwnika. Bo o to tu chodzi. Nie chodzi o to, żeby polski żołnierz walczył – chodzi o to, żeby polski żołnierz dysponował takimi narzędziami, żeby nikt nie odważył się zaatakować Polski. To jest najważniejsza rzecz.
Tak samo jak w obecnej sytuacji: po to są tutaj żołnierze amerykańscy, po to mają najnowocześniejszy sprzęt, żeby nie opłacało się zaatakować. Bo wiadomo, że atak zostanie odparty; wiadomo, że jeżeli przylecą samoloty, to zostaną strącone; wiadomo, że jeżeli przylecą śmigłowce, to one spadną; i wiadomo, że jeżeli pojawi się żołnierz, to ten żołnierz zginie. I to się nikomu nie opłaca.
W związku z powyższym właśnie o takie bezpieczeństwo chodzi, bo jest to gwarancja bezpieczeństwa i takie warunki musimy sobie tutaj, w Polsce, stworzyć. Na razie mamy, na szczęście, gwarancję amerykańską, która – mam nadzieję – pozostanie na zawsze, ale nie jako coś, co będzie dla nas podstawowe. Podstawowe będzie to, czym sami dysponujemy. A wsparcie dopiero wtedy, gdy ono rzeczywiście jest nam potrzebne.
Ale dzisiaj mamy tę amerykańską ochronę gwarantowaną. Jeszcze raz podkreślił to wczoraj Pan Prezydent Biden – i to jest dla mnie, jako Prezydenta Rzeczypospolitej, rzecz ogromnie ważna.
Cieszę się, bo jest to rzeczywiście nasz wielki dorobek – jest to dorobek Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, dorobek wszystkich tych, którzy kiedyś, wcześniej zabiegali o przyjęcie nas do Sojuszu Północnoatlantyckiego – poczynając od Premiera Jana Olszewskiego, który o tym mówił, poprzez także polityków lewicy, Prezydenta Kwaśniewskiego, za którego prezydentury byliśmy przyjmowani do NATO – wszystkich, którzy pracowali na to, abyśmy w Sojuszu Północnoatlantyckim byli.
Tak jak mówię: [dorobek] Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zabiegał o obecność amerykańską – wtedy się to nie udało – aż do czasów mojej prezydentury, gdy rzeczywiście ta obecność stała się faktem, także w wyniku szczytu NATO w Warszawie w 2016 roku.
Na pewno takim wyrazem i sygnałem wsparcia będzie wizyta Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych w przyszłym tygodniu. Pan zna już jakieś szczegóły, jak ona będzie wyglądała?
Jest to właśnie wizyta także w ramach solidarności sojuszniczej. Wczoraj expressis verbis Pan Prezydent Joe Biden mi powiedział, że Wiceprezydent przybywa po prostu po to, żeby dodatkowo pokazać [tę solidarność]. Wszystkie te wizyty amerykańskich polityków odpowiedzialnych za kwestie bezpieczeństwa – Sekretarza ds. Obrony, Austina, Sekretarza Blinkena – odbywają się właśnie po to, żeby również tą polityczną amerykańską obecnością jeszcze dodatkowo wzmacniać tutaj bezpieczeństwo, a także wizytować amerykańskich żołnierzy obecnych w Polsce. Więc to jest jakby zasadniczy cel.
Ta obecność sojusznicza rzeczywiście pod każdym względem jest w tej chwili bardzo intensywna, co mnie cieszy. Bo właśnie przez to pokazujemy, że to nie jest żadna fasada, tylko realny, twardy fakt.
Panie Prezydencie, bardzo dziękuję Panu za tę rozmowę. Gościem Play Kraków News był Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Andrzej Duda.
A ja na koniec jeszcze raz bardzo dziękuję zwłaszcza wszystkim krakowianom – bo w tym momencie jesteśmy właśnie w Krakowie – moim krakowskim sąsiadom, moim przyjaciołom, moim współmieszkańcom naszego miasta za wielkie serce, które okazują uchodźcom, przybyszom, naszym gościom z Ukrainy.
Bardzo serdecznie dziękuję za to także wszystkim moim rodakom. Są Państwo wspaniali. Zawsze wiedziałem, że to serce u nas jest, że nie zostawimy ludzi w potrzebie. I proszę, żeby Państwo tak trzymali.
Dziękuję bardzo.