11 września 2000
11 września 2000 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski odmówił podpisania ustawy z dnia 8 września 2000 roku o zasadach realizacji programu powszechnego uwłaszczenia obywateli RP.
Przekazujemy treść oświadczenia Prezydenta RP
Szanowni Państwo!
Każde prawo Rzeczypospolitej musi spełniać trzy warunki.
Po pierwsze - musi regulować w zgodzie z Konstytucją polskie trudne problemy, być nienaganne legislacyjnie. Ustawa uwłaszczeniowa jest prawnie niedobra, zawiera propozycje niemożliwe do zastosowania. Stwierdzają to wybitne autorytety prawnicze. Przeciwko wielu rozwiązaniom protestowały służby legislacyjne Sejmu i Senatu.
Po drugie - ustawodawca powinien przedstawić ekonomiczne i społeczne konsekwencje przyjętych rozwiązań. Koszty prawa uwłaszczeniowego nie są znane. Stwierdzam, że jest rzeczą niedopuszczalną, aby ustawie o tak istotnym charakterze i zakresie nie towarzyszył precyzyjny, sprawdzony i potwierdzony przez rząd rachunek ekonomiczny.
Po trzecie - prawo powinno odpowiadać na społeczną potrzebę rozstrzygnięć sprawiedliwych. Przedstawiona mi ustawa uwłaszczeniowa przerzuca wszystkie koszty remontów i modernizacji domów mieszkalnych na lokatorów. W rezultacie uderza w ludzi niezamożnych, których nie będzie stać na poniesienie dodatkowych wydatków. Tym, którzy dzięki własnemu wysiłkowi i zapobiegliwości wykupili już mieszkania ustawa oferuje tak zwany bon uwłaszczeniowy o symbolicznej wartości. Rolników ta ustawa mami oszukańczymi obietnicami rozdawnictwa ziemi, której nie ma.
Ustawa o powszechnym uwłaszczeniu jest więc prawnie zła, ekonomicznie niepoliczona i społecznie niesprawiedliwa. Informuję Państwa, że postanowiłem odmówić jej podpisania.
Jednocześnie chcę powiedzieć, że znam sytuację osób ubogich, żyjących w trudnych warunkach, które czekają od lat na wsparcie. Ta ustawa dawała jednak tylko złudzenia. Dużo właściwsza droga to trwające w Sejmie prace nad statusem mieszkań zakładowych i spółdzielczych. Właściwsza droga to uznanie, iż fundusz uwłaszczeniowy przewidziany w ustawie o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych powinien służyć wyrównywaniu szans życiowych najsłabszych środowisk, a więc wiejskiej młodzieży, emerytów, osób niepełnosprawnych.
Szanowni Państwo!
Są takie chwile, w których trzeba wybierać pomiędzy długofalowym interesem całego państwa i wszystkich obywateli, a dobrze brzmiącymi wyborczymi frazesami. Decydując się na weto wobec obecnego kształtu ustawy uwłaszczeniowej wiem, że nie wszyscy zechcą podzielić moją argumentację, ale czynię to w przekonaniu, że podpisanie takiej ustawy przyniosłoby większe społeczne i ekonomiczne straty niż obiecywane korzyści.
Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, która w artykule 2 stanowi "Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej". Właśnie dlatego, że moim obowiązkiem jest czuwać nad przestrzeganiem Konstytucji i właśnie dlatego, że tak stanowi ustawa zasadnicza, odmawiam podpisania ustawy uwłaszczeniowej. Walka o wyborcze głosy nie zwalnia mnie ani z prezydenckiej przysięgi, ani z konstytucyjnych obowiązków.
Po ogłoszeniu decyzji prezydent Aleksander Kwaśniewski odpowiadał na pytania dziennikarzy .
Konferencja prasowa Prezydenta RP 11 września 2000 roku
- Katarzyna Kolenda-Zaleska Wiadomości: Panie Prezydencie, chciałam zapytać jak Pan myśli ile Pan straci na tej decyzji w sondażach.? Dlaczego Pan tak szybko podjął tę decyzję? W piątek Sejm zakończył pracę nad tą ustawą, już w poniedziałek jest decyzja, a tymczasem zwolennicy powszechnego uwłaszczenia zapowiadają, że będą do Pana pisać listy z nową argumentacją. Dlaczego tak szybko ta decyzja? Prezydent RP: Dlatego, że trwa kampania wyborcza. Uważam, że byłoby bardzo źle, gdyby ważne sprawy i problemy jakie ludzie mają stały się wyłącznie elementem gry wyborczej. Nad opinią o tej ustawie pracowali moi eksperci już dużo wcześniej. Pamiętajmy, że przed wakacjami została ona przyjęta co prawda tylko w kształcie sejmowym, później były liczne poprawki Senatu ale było sporo tygodni, żeby można było wyrobić sobie zdanie na temat tej ustawy. Nie mam żadnych wątpliwości, powtarzam raz jeszcze, że jest to ustawa prawnie wadliwa, ekonomicznie nie policzona i głęboko społecznie niesprawiedliwa. To są trzy główne powody dla których ją wetuję. Co do sondaży. Zobaczymy. Nie wiem. Myślę, że jako prezydent nie powinienem się nad tym zastanawiać dlatego, że jak powiedziałem w oświadczeniu są ważniejsze racje. Tą racją są moje konstytucyjne obowiązki i moja odpowiedzialność za państwo, a także głosy ludzi, którzy znają się na sprawie, do których mam wielkie zaufanie: prawników, ekonomistów. Wobec ich druzgocących, podkreślam druzgocących opinii wobec tej ustawy przyjąłem taką a nie inną decyzję.
- Małgorzata Słomkowska, Polskie Radio: Nawet przeciwnicy uwłaszczenia uważają , że ta idea sama jest w sobie słuszna. Czy ma Pan pomysł, jak zrekompensować tym, którzy nie otrzymali akcji prywatyzowanych przedsiębiorstw? Czy przygotował Pan jakąś ustawę, projekt ustawy. Prezydent RP: Chciałbym powiedzieć tak: wierzę, że intencje jakie towarzyszyły pomysłowi były dobre. Znam też przysłowie o piekle, które wybrukowane jest dobrymi intencjami. Natomiast jeśli chodzi o wykonanie, o propozycję zawartą w przyjętej ustawie, która miałaby stać się prawem, to zgody być nie może. Uważam, że dużo właściwszą drogą jest przyjęcie tych ustaw, nad którymi Sejm pracuje. One dotyczą mieszkań spółdzielczych. Jest na przykład ustawa, która zakazuje, zmienia możliwości eksmisji na bruk, złożona wiele miesięcy temu, ważna społecznie, także jeszcze przez Sejm nie rozpatrzona. Jest w ustawie o komercjalizacji przedsiębiorstw zapisana możliwość wykorzystywania kilkuprocentowych części funduszy na pomoc osobom, które potrzebują takiego wsparcia, osobom ze środowisk wiejskich, niepełnosprawnym. Są propozycje i jestem zdecydowanie za tym, żeby te propozycje spełnić, żeby ludzie, którzy są dzisiaj po uszy zadłużeni w spółdzielniach mieszkaniowych mieli możliwość z tej pułapki wyjść. Osoby, które zajmują mieszkania lokatorskie mogą uzyskać je na własność ale z gwarancjami, że nie przeniesie to na nich wszystkich kosztów związanych z utrzymaniem budynków, w których zamieszkują. Po prostu chodzi o to, żebyśmy pomagali ludziom w sposób nieoszukańczy, niepropagandowy ale realny. To jest klucz i takie możliwości są i w tym parlamencie są odpowiednie ustawy, nad którymi niestety prace ciągle trwają i powinny być zakończone.
- Maria Bnińska, Radio Eska: Panie Prezydencie w poprzedniej kampanii prezydenckiej obiecywał Pan mieszkania dla wszystkich. Miały być na wiosnę Czy w związku z tym zawetowanie ustawy uwłaszczeniowej nie jest zaprzeczeniem tamtych obietnic. Prezydent RP: Po pierwsze: to dziennikarze mówili o mieszkaniach dla wszystkich i jeszcze najlepiej na wiosnę ale takiego stwierdzenia w mojej ówczesnej kampanii nie było. Było stwierdzenie, które równie jest aktualne dzisiaj a mianowicie - mieszkania w Polsce powinny być dobrem dostępnym. Nie powinny być dobrem tylko dla ludzi wysoko sytuowanych czy uprzywilejowanych. W sensie legislacyjnym, w sensie prawnym pojawiły się w ciągu ostatnich pięciu lat ustawy, które pomagają w dostępności mieszkań, tj. chociażby kwestia kredytów hipotecznych, czy możliwości rozwoju działalności Towarzystw Budownictwa Społecznego. Ale muszę po pięciu latach powiedzieć, że ten postulat o dostępności mieszkań nie jest spełniony. Natomiast uwłaszczenie osób, które zajmują mieszkania lokatorskie czy zakładowe wymaga regulacji. Ale regulacja przyjęta w tej konkretniej ustawie jest po prostu regulacją niewłaściwą, nie waham się powiedzieć wprowadzającą ludzi w błąd. Dlatego, że uzyskując coś, co wydaje się dobrem można ponieść straty polegające choćby na nieporównanie większych nakładach, czynszach, które trzeba będzie płacić, żeby ta substancja mieszkaniowa była utrzymana.
- Konrad Piasecki - RMF: Panie Prezydencie, Pan wybaczy może nadmierną ciekawość, ale tak prywatnie, to zyskał pan na tej ustawie, czy stracił? Przecież ma Pan mieszkanie w Wilanowie. Ono jest Pańskie czy zostałoby uwłaszczone. Prezydent RP: To jest moje mieszkanie, które wykupiłem, płacąc nie małą kwotę. To nie jest duże mieszkanie, 70 m2, natomiast gdyby ustawa uwłaszczeniowa przeszła w wersji sejmowej, to zostałbym wynagrodzony ponad miarę moich zasług, bo to mieszkanie, które jest piętro wyżej, apartament który zajmuję jako prezydent, mogłoby stać się moją własnością. Uważam, że to jest kolejny dowód, że ustawa była "niedomyślana". To zostało zmienione później w Senacie, ale koncepcja była taka, ze mieszkania służbowe mogą być również uwłaszczone i prezydent mógłby zamieszkać w Pałacu na stałe i obserwować co robią jego następcy. Proszę państwa, ta ustawa zawiera choćby taki pomysł, o którym też chciałbym, żebyśmy powiedzieli otwarcie. Mówi się o uwłaszczeniu do 20 ha polskich rolników. Gdyby przyjąć, że rolników jest tylu, ilu płaci podatek rolny, czyli 2 mln 250 tys. osób - mniej więcej - to mnożąc to razy 20 ha, bo dlaczego jedni mieliby dostawać więcej, a drudzy mniej, okazuje się, że musielibyśmy mieć na to około blisko 50 mln ha ziemi. Polskiego terytorium tyle nie ma, więc nie wiem, czy jest to zachęta do ekspansji, czy poszukiwania nowych terytoriów. Po prostu takich ustaw nie wolno przyjmować. One mogą być powodowane najlepszymi intencjami, ale w wykonaniu stają się własną karykaturą.
- Michał Karnowski - Radio Plus: Andrzej Olechowski po raz kolejny zapytał, dlaczego unika Pan starcia, spotkania ze swymi konkurentami, dlaczego unika Pan debaty przedwyborczej. Jakie są Pana motywy. Czy moglibyśmy je poznać? Prezydent RP: Dlatego, że taka jest logika kampanii wyborczej, która zakłada dwie tury. W tej chwili jest 13 kandydatów i nie widzę powodów, dla których miałaby się odbyć debata z jednym, dwoma, pięcioma. Z trzynastoma uważam za bezsensowne. Rozmowa, która odbywałaby się w gronie trzynastu kandydatów, nie wiem ile miałaby trwać, nie wiem jak miałaby być zorganizowana. Uważam ją po prostu za nierealną. Rozumiem prośby różnych redakcji, które zwracają się z identycznym kwestionariuszem do poszczególnych kandydatów i na to trzeba odpowiadać. I wtedy wiadomo, kto jest za uwłaszczeniem, kto jest przeciwko. Kto jest za wejściem do UE, kto jest przeciwko itd. Jakakolwiek rozmowa telewizyjna w gronie trzynastu kandydatów jest po prostu skazana na klęskę. Powiem więcej, nikomu by nie pomogła, a mogłaby jeszcze bardziej zniechęcić do udziału w wyborach, do aktywności publicznej. Druga tura ma inne reguły. Oczywiście tam kluczem są bezpośrednie debaty dwóch konkurentów. Tak było pięć lat temu. Miałem okazję spotkać się z moim poprzednikiem. Jeżeli będzie druga tura, to będą debaty. Uważam, że jest to część demokracji, którą powinniśmy pielęgnować. Natomiast takie spotkania, gdzie w cieniu popularności bądź w słońcu popularności grzeje się kilku następnych.... Pan wybaczy, to nie ma sensu.
- Jeżeli dojdzie do drugiej tury, to zgodzi się Pan na debatę? Prezydent RP: Jeżeli będzie druga tura, to oczywiście będą debaty. Uważam to za obowiązek wobec demokracji.
- Krzysztof Bobiński - Financial Times Jest wyjście z tego problemu z debatami. Można by zrobić debatę tych kandydatów, którzy mają poparcie liczone w dwóch cyfrach. Prezydent RP: Jak w dwóch cyfrach, to musiałbym rozmawiać sam ze sobą.
- Radosław Kietliński - Radio WAWA Mam pytania o Pana korespondencję z premierem. Jakie będą dalsze losy tej sprawy. Prezydent RP: Ważne pytanie i ważna sprawa. Z panem premierem Jerzym Buzkiem uzgodniliśmy, że nasza korespondencja jest przekazana do komisji sejmowej, która zajmuje się oceną i cywilną kontrolą nad służbami specjalnymi. Oczekujemy finału prac w komisji sejmowej. Do tego momentu umówiliśmy się, że nie komentujemy tego publicznie. Wszystkie listy już tam są. I myślę, że komisja krok po kroku będzie starała się wyjaśnić te wątpliwości, które są zawarte i w moich listach i w odpowiedziach pana premiera.
- Grzegorz Osiecki - Polskie Radio Panie prezydencie, komisja w czwartek powtórzyła swoje stanowisko i w zasadzie powiedziała, że nie będzie do tej sprawy wracała. Czy Pana zastrzeżenia były takie jak komisji sejmowej przyjęte w jej komunikacie i czy to Pana zadowala? Prezydent RP: Proszę państwa, nie chcę tego dalej komentować. W moim przekonaniu osoby, które nadzorują działalność UOP, do nich należy również premier, nie mogą przejść do porządku dziennego nad tym, co komisja nazywa uchybieniami. Bo jeżeli czekamy, aż UOP będzie łamał prawo, to sami prosimy o poważny problem. Natomiast samo stwierdzenie uchybień jest już wystarczającą podstawą do tego, by niektóre działania o charakterze dyscyplinującym, wyjaśniającym, także personalnym, były podjęte. Ale nic więcej na ten temat.
- Czy weźmie Pan udział w prawyborach prezydenckich, które odbędą się w Nysie? Prezydent RP: W jakiejś postaci.
- Fizycznej czy psychicznej? Prezydent RP: Właśnie nie wiem. To jeszcze nie zostało zadecydowane. Poddaję się ocenie, jeśli będę tam na liście... Mam w planie odwiedzenie Nysy, tylko nie wiem, czy jest to dokładnie w dniu prawyborów.
- Może to być tak, że nie będzie to jeden dzień z Marianem Krzaklewskim? Być może nie spotkają się panowie tego samego dnia. Prezydent RP: Nie wiem. To jest bardziej pytanie do mojego sztabu wyborczego. Moje obowiązki prezydenckie i kampanijne powodują, że te wszystkie kalendarze, terminarze, to jest już domena sztabu. Prosiłbym tam zgłaszać te pytania. Wiem, że dziś jadę, że jutro jadę. Dalej kalendarz jest również przygotowywany i ale nie potrafię powiedzieć. Do Sydney też jadę. Ale tam nie będzie kampanii.
- W jakiej roli jedzie Pan do Sydney - jako kto? Prezydent RP: Jako prezydent. To będą ostatnie igrzyska XX wieku. Chcę powiedzieć, że idea igrzysk olimpijskich to jest jedna z ważniejszych spraw, która w tym mijającym wieku istniała i dała wiele pozytywnych owoców. Mimo wojen i podziałów ideologicznych można było gromadzić młodych ludzi, można było walczyć w sportowej rywalizacji i fair play. Z tego co wiem, na otwarciu igrzysk w Sydney, będzie około 60 prezydentów, głów koronowanych, premierów. To, co dziś usłyszałem, i wydaje mi się wiadomością symboliczną, jest fakt, że dwie reprezentacje koreańskie zdecydowały się maszerować razem. Po raz kolejny okazuje się, że idea olimpijska ma również wymiar nie tylko sportowy, ale również polityczny i społeczny. To na pewno będzie ważne wydarzenie, które może doprowadzić do sprawy, o której nie myśleliśmy i która wydawała się mało realna - zjednoczenia tych dwóch państw. Będę tam bardzo krótko, bo tylko na otwarciu i w pierwszym dniu igrzysk.