29 października 2000
W dniu 29 października 2000 roku, Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski był gościem VIII Nadzwyczajnego Kongresu Unii Pracy, który obradował w Warszawie w siedzibie Naczelnej Organizacji Technicznej.
Zwracając się do zebranych Prezydent RP powiedział m.in.: Każde spotkanie z Wami, jest dla mnie bardzo poruszające, bardzo honorowe. To radosne przeżycie. Razem bowiem podejmujemy wielki wysiłek, aby Polska była krajem demokratycznym, dostatnim i sprawiedliwym. I razem, razem zdobywamy dla takiej wizji Polski wysokie społeczne poparcie. Pokazały to wybory prezydenckie, dowodzą tego również aktualne sondaże. Jest dziś szczególna okazja, żeby za to partnerstwo, za tę przyjaźń i skuteczną współpracę gorąco wszystkim członkom Unii Pracy podziękować. Przeżyliśmy razem wiele chwil, także trudnych, ale mamy powody do wspólnej satysfakcji. O przyjęcie szczególnych wyrazów wdzięczności proszę tych wszystkich z Państwa, tych członków Unii Pracy którzy pracowali w komitetach wyborczych, w Honorowym Komitecie Wyborczym, a także w różnych innych formach starali się uczestniczyć w kampanii. Będę zawsze pamiętał o naszych spotkaniach, będę pamiętał flagi Unii Pracy, będę pamiętał Wasze twarze, Waszą życzliwość i Wasze poświęcenie w tej kampanii. Bez tego wszystkiego, bez Waszej kompetencji zwycięstwo w pierwszej turze nie byłoby możliwe. Dziękuję! Dziękuję Unii Pracy za wsparcie. To jest nasz wspólny sukces!
Pytają mnie często polscy i zagraniczni obserwatorzy sceny politycznej, o przyczyny tego sukcesu. Odpowiadam bez chwili wahania iż tajemnica naszego wspólnego sukcesu polega na sympatii do ludzi, na ciężkiej pracy i na jasnej wizji przyszłości kraju. Bowiem w tamten pogodny październikowy dzień Polacy wybrali bowiem nie tylko Aleksandra Kwaśniewskiego. Ale wybrali filozofię działania, myślenia w którym kraj, który będzie "domem wszystkich"; w którym nasze państwo nikogo nie zostawi bez opieki nie pozbawi perspektyw na lepsze życie; integrację europejską, że będzie to miejsce w którym nadrobimy cywilizacyjne zapóźnienia i dołączymy do rodziny krajów najwyżej rozwiniętych. Polacy, tamtego dnia, wybrali wraz z prezydentem te partie, te ruchy społeczne i środowiska, które podpisały się pod nowoczesną wizją Polski. I nie był to przypadek ani efekt samej kampanii - to była mądra, poparta doświadczeniem i rzetelną oceną sytuacji, odpowiedzialna decyzja naszych rodaków. Wyborcy wyraźnie wskazali, w jakim kierunku powinna pójść Polska. Jasno się też wypowiedzieli, którym politykom i partiom ufają, a których odrzucają czy skazują na margines. Tu, z trybuny kongresu Unii Pracy mam okazję aby raz jeszcze wszystkim rodakom serdecznie podziękować. I powtórzyć to co mówiłem w różnych miejscach, zaraz po wyborach, spotykając się z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, członkami mojego Komitetu Wyborczego, że ten wybór traktuję jako najwyższe zobowiązanie do działania dla dobra Polski. I że uczynię wszystko, nie zabraknie mi ani energii, ani determinacji, ani konsekwencji, aby wyrażona 8 października 2000 roku wola moich rodaków, ich pragnienia, ich nadzieje zostały spełnione. I wierzę, że będziemy czynili to wspólnie.
Jesteśmy w niezwykle ważnym momencie historii. Przy całym krytycyzmie ocen, do których każdy z nas ma prawo, przecież Polska zamknęła ostatnią dekadę przemian dużym sukcesem. Jesteśmy krajem bezpiecznym i rozwijamy się. Polska pozycja międzynarodowa jest dobra jak rzadko kiedy - nawet w dalekiej historii. Dla wielu państw naszego regionu stanowimy przykład skutecznej transformacji. Nie ulega wątpliwości, że jesteśmy dziś jednym z głównych kandydatów do członkostwa w Unii Europejskiej. Trzeba docenić te osiągnięcia bowiem jest to rezultat trudnego, ale efektywnego współdziałania wszystkich ważniejszych sił politycznych w Polsce. Są w tym zasługi wielu rządów, partii i koalicji. Są w tym zasługi także i ludzi obecnych na tej sali, którzy pełnili wysokie urzędy, byli ministrami, którzy mają również swoje istotne cegiełki sukcesu w tym wspólnym dorobku. Ale przede wszystkim, i o tym musimy mówić częściej, o tym musimy pamiętać, nasze osiągnięcia to przede wszystkim zasługa cierpliwego i pracowitego społeczeństwa. Przez mijających już 11 lat, Polacy wykazali się talentami o które często ich nie podejrzewaliśmy; konsekwencją, która nigdy nie była naszą silną stroną; wytrwałością i cierpliwością, która wcale nie jest tak charakterystyczna wśród innych, cieszących się dobrą sławą narodów naszego globu. To jest wielka zasługa milionów ludzi, którzy od 11 lat nie szczędzą trudu, nie szczędzą wysiłku, aby Polska rozwijała się, aby zapewnić bezpieczeństwo i lepszy byt swoim rodzinom, swoim przedsiębiorstwom, firmom, swoim miastom, swoim wsiom, gminom i właśnie na Kongresie Unii Pracy warto wyrazić tym ludziom słowa szacunku, podziękowań i zachęcić aby w tych wysiłkach dalej nie ustawali. Nie ma w Polsce żadnej formacji politycznej, która miała by prawo przywłaszczyć sobie ten dorobek, a cieszyć się powinniśmy, że u progu XXI wieku stworzyliśmy sobie szansę, o której inne narody mogą tylko marzyć, ale która stanowi ogromne zobowiązanie. Dla mnie - prezydenta, która 23 grudnia rozpocznie swoją drugą i ostatnią kadencję. Ale także dla was, którzy zasiądziecie w ławach parlamentu i dla tych, którzy podejmą się trudu rządzenia, po ukształtowaniu się większości w wyborach roku 2001. I pytanie, na które musimy sobie odpowiedzieć brzmi: Czy tę szansę potrafimy wykorzystać?
Wierzę głęboko, że tak. Daleki jestem od niedostrzegania wszystkich słabości. Widzę problemy, widzę zagrożenia dnia dzisiejszego. Podzielam wiele z opinii prezentowanych przez Unię Pracy. Wasza wrażliwość społeczna, mądry patriotyzm i realizm polityczny były i są ważne dla naszego społeczeństwa. Także i dla mnie są ważnym wskazaniem. Wasze opinie są dla mnie istotne, gdy oceniam sytuację w kraju, gdy szukam rozwiązań najkorzystniejszych. Podzielam wasz niepokój, gdy patrzymy na źle realizowane, ale przecież niezwykle potrzebne wielkie reformy. Nie można przechodzić obok wobec rosnącego bezrobocia, wysokiej inflacji. Mamy kłopoty z bilansem w handlu zagranicznym i niewiele przesłanek, aby ten stan rzeczy można było zmienić. Sytuacja gospodarcza - choć można na nią potrzeć wyłącznie przez makroekonomiczne wskaźniki - jest ciągle krucha. Nie stwarza gwarancji powodzenia w przyszłości. Jest wiele przejawów skrajnej biedy. Nie potrafimy sobie z tym poradzić. Mamy całe regiony, gdzie bieda, bezrobocie, demoralizacja, są faktami, które będzie bardzo trudno odwrócić. Będzie to wymagało ogromnej pracy. Nie dajemy sobie rady z walką z korupcją i przestępczością. Nie możemy być zadowoleni z tempa wyrównywania szans startu życiowego młodzieży z biednych rodzin, ze wsi i miasteczek. I tym wszystkim problemom musimy lepiej niż kiedykolwiek, stawić czoła. Musimy zaproponować rozwiązania, które nie będą tylko słowami, deklaracjami, obietnicami, ale przyniosą rzeczywistą zmianę w położeniu tych ludzi, o których mówiłem. Jako prezydent wierzę, że w roku 2001 będę miał naprzeciw siebie dobrą, kompetentną, wrażliwą większość parlamentarną i rząd stworzony przez tę większość. Ale mówię o tych problemach, bowiem wtedy, od tamtego momentu, odpowiedzialność będzie w całości po naszej stronie. Nie będzie można odwołać się ani do przeszłości - jak wiecie, to nie działa - ani nie będzie można powiedzieć: to nie my, to koledzy. Ani nie będzie można powiedzieć: nie teraz, jutro, pojutrze. Ani nie będzie można powiedzieć: tego chcieliśmy, ale nam się po prostu nie udało. Podejmujemy i podejmiemy wielką odpowiedzialność, której musimy stawić czoła, i która - wierzę - przyniesie Polsce postęp w tych właśnie dziedzinach, które nas dzisiaj najbardziej niepokoją, nie zadawalają, wręcz bolą i ranią. Oczywiście, każdy dzień w życiu społeczeństwa jest ważny. I to, co teraz nie jest dobre, to fakt, że tracimy. Tracimy tempo, tracimy czas. Obóz rządzący w Polsce nie może uporać się z kłopotami wewnętrznymi. To rozprasza, to zniechęca, odrywa od spraw najważniejszych dla kraju. Polska potrzebuje dobrego rządzenia. Polska potrzebuje polityków, którzy poprowadzą ją do następnych etapów naszego sukcesu. Zwracam się z tej trybuny do obozu rządowego aby nie tracić czasu. Aby podjął decyzje tak szybko jak to tylko możliwe. Aby każdy dzień, który mamy przed sobą do kolejnych wyborów parlamentarnych był dniem służącym Polsce, a nie dniem niekończących się swarów, pretensji oraz mącenia w głowach wszystkim nam. Nie wolno tracić czasu, bowiem nasza, wspólna Polska historyczna szansa nie będzie trwała wiecznie. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym będziemy skuteczniejsi w naszych działaniach.
W kampanii wyborczej wspólnie obiecaliśmy przywrócić ludziom nadzieję. Przekonywaliśmy, że możliwa jest Polska sprawiedliwa, solidarna i tolerancyjna. Taka, która będzie domem wszystkich. To wielkie zobowiązanie i ogromne wyzwanie. Tak dla nas, tu zgromadzonych, jak i wszystkich, którzy z optymizmem myślą o przyszłości.
Wiemy co mamy robić. Jasno określiliśmy nasze cele. Mówiłem o tym w kampanii - chcę aby Polska, jak najszybciej mogła wejść na dobrych warunkach, na właściwych prawach do Unii Europejskiej. I gdyby stało się to w roku 2003 moglibyśmy mówić wręcz o spełnieniu naszych marzeń.
Musimy ustabilizować i przyspieszyć rozwój gospodarczy. Musimy poprawić i dokończyć wielkie reformy społeczne. Trzeba urzeczywistnić narodowy program rozwoju edukacji i informatyzacji kraju, bo tu roztrzyga się przyszłość. Tu jest prawdziwa batalia o konkurencyjność Polski, Polaków, polskiej gospodarki. Musimy zmierzać do wyrównywania szans życiowych młodzieży, musimy nie tylko mówić, ale egzekwować równe praw kobiet, musimy odbudować życie kulturalne i musimy pomóc instytucjom kulturalnym, ludziom kultury i sztuki zwłaszcza poza wielkimi centrami miejskimi. I trzeba także, aby słowo solidarność, dla wielu na całym świecie kojarzące się z Polską, świeciło pełnym blaskiem. Abyśmy mogli do większej solidarności społecznej przekonać nie tylko Polaków, ale i wszystkie inne europejskie narody. Naszym zdaniem bowiem jest znoszenie barier ekonomicznych, naszym zadaniem jest otwieranie granic, zbliżanie kultur, zbliżanie ludzi. To jest najlepszą drogą ku integracji kontynentu i Polska nie może w żadnym momencie swojej historii stać się granicą, linią demarkacyjną pomiędzy zintegrowaną Europą, a Europą na wschód od Bugu.
Te cele, trudne są możliwe do osiągnięcia. jeżeli potrafić skupić się na tym, co dla Polski najważniejsze. Jeżeli potrafimy działać razem, a także działać ponad podziałami politycznymi.
Jestem szczęśliwy, że mogłem patronować podpisanemu przed kilkoma dniami przez Marka Pola i Leszka Millera porozumieniu o współpracy Unii Pracy i Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Patrzyłem na to z wielką satysfakcją. Porozumienie o współpracy SLD i UP to ważna chwila nie tylko dla polskiej lewicy, którą współtworzyłem, i której czuję się cały czas, uczestnikiem. Ale to jest ważna chwila dla polskiego życia politycznego i życia publicznego. Jestem przekonany, że ta współpraca będzie, nie zamazując różnic programowych, nie zamazując odrębności organizacyjnych, będzie dobrze służyła dla porządkowania polskiej sceny, że będzie również znakiem i przykładem dla innych, którzy dzisiaj bardziej kłócą się, targują, aniżeli współpracują. Gratuluję porozumienia, wierzę, że zapis intencji, który podpisano 17 października 2000 roku będzie owocował po podpisaniu porozumienia wyborczego i mówię to w przekonaniu, że Polska potrzebuje dzisiaj zgody, że Polska potrzebuje takiej współpracy, bliskich sobie obozów politycznych, która pozwoli na wspólną realizację narodowych celów, która nie będzie zamieniała polskiego życia politycznego wyłącznie w konfrontację, w walkę. W walkę, w której sięga się po wszystkie metody, a więc to niech będzie również zachętą dla innych.
Unia Pracy jest partią politycznie dojrzałą i młodą duchem. Wnosicie do życia politycznego te wartości, które są Polsce ogromnie potrzebne: tolerancję, wrażliwość społeczną, solidaryzm, poczucie służby publicznej - uczciwej służby publicznej. Za swoją konsekwencję czasami płaciliście dużą cenę, płaciliście tę cenę za niekoniunkturalizm, ale wierzę, że Polacy doceniają Waszą rolę i wkład Unii Pracy w dorobek demokratycznego państwa ostatniej dekady.
Wspólnie, w różnych rolach, w parlamencie, później już jako prezydent, tworzyliśmy wizję nowoczesnej Polski i jestem przekonany, że wspólnie będziemy ją realizować. Że możemy na siebie wzajemnie liczyć. Na swoją lojalność, sympatię i poparcie, a także na uczciwe wyrażanie różnic zdań, bo przecież i takie będą. Chodzi o to abyśmy służyli jak najlepiej dobru Polski, abyśmy wspólnie odbudowali społeczną nadzieję, abyśmy sprostali wielkim oczekiwaniom i wielkim zadaniom, które wyborcy mogą na wasze barki złożyć już bardzo niedługo. Czy tak, czy inaczej w roku 2001 odbędą się wybory parlamentarne. Czy tak, czy inaczej można stanąć przed ogromnymi wyzwaniami bardzo niedługo. Liczę - że nie stracicie tego czasu, który przed nami - na poważną debatę programową w waszych gronach i między sobą, że będziecie potrafili w czasie wyborów parlamentarnych nie tylko umiejętnie analizować sytuację Polski - w jakiej jesteśmy na progu XXI wieku, ale że będziecie potrafili udzielić również odpowiedzi, tam gdzie pytania będą dotyczyły rozwoju, sprawiedliwości, miejsc pracy, wyrównywania różnic pomiędzy poszczególnymi regionami, edukacji, unowocześnienia Polski, zwiększenia konkurencyjności naszej gospodarki w świecie. Pytania formułuje się stosunkowo łatwo, odpowiedzi zazwyczaj bywają dużo trudniejsze. Wykonanie, spełnienie, zrealizowanie, tego co w odpowiedziach jest zawarte, bywa czasami zadaniem nadzwyczaj trudnym, a czasami takim, na które brakuje czasu określonego kadencją. Ale jestem przekonany, że jeżeli w tym duchu będziemy ze sobą współpracować, to odbudujemy społeczną nadzieję, zapewnimy Polsce rozwój, stworzymy to, co było przesłaniem mojego kandydowania. Stworzymy "Dom Wszystkich", w którym wszyscy będziemy mieli poczucie swojej satysfakcji. W tym duchu pozdrawiam Unię Pracy.