Menu rozwijane

08 grudnia 2000
8 grudnia 2000 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski uczestniczył w Teatrze Narodowym w obradach inaugurujących Kongres Kultury Polskiej. W inauguracji wzięli udział m.in. marszałek Senatu Alicja Grześkowiak i premier Jerzy Buzek. Kongres rozpoczął się projekcją, zrealizowanego na podstawie materiałów PKF, filmu o Kongresie Kultury, który obradował w Warszawie 11 i 12 grudnia 1981 roku. Prezydent RP, który nad Kongresem Kultury Polskiej objął honorowy patronat, podczas inauguracyjnej sesji powiedział: Dziewiętnaście lat temu na Kongresie Kultury Polskiej Jan Józef Szczepański mówił: "Pierwszą i podstawową troską naszą, winna być troska o przywrócenie humanistycznej jakości życia." Taka była w 1981 roku i taka jest dzisiaj w roku 2000 główna społeczna powinność twórców i wszystkich ludzi kultury. Kultura jest bowiem wartością samą dla siebie, lecz przecież nie tylko. Jest także, a może przede wszystkim wartością społeczną. Jej najgłębszym sensem jest kształtowanie postaw ludzkich, kształtowanie wrażliwości na piękno i dobro, tworzenie wspólnej, narodowej przestrzeni duchowego dialogu. Przerwany 13 grudnia 1981 roku przez stan wojenny Kongres Kultury stał się w zbiorowej pamięci symbolem protestu. Głosem wołającym o wolność i autonomię życia kulturalnego. A przecież było to dużo więcej - było to donośne wołanie za wolnością i godnością człowieka, za podmiotowością społeczeństwa i suwerennością narodu. Uczestnicy tamtego Kongresu zademonstrowali postawę obywatelskiej troski o losy kraju, przekonanie, że kultura jest nie tylko wartością, którą należy chronić i przechowywać, ale że jest także siłą, zdolną kształtować postawy ludzkie, a przez nie bieg historii. W tym filmie, który oglądaliśmy przed chwilą są wypowiadane słowa, które można by uznać za profetyczne - oto Jan Józef Szczepański mówi o Titanicu i jego orkiestrze, która gra, bo jednak ten Titanic nie zatonie. On miał rację, bowiem dzięki wartościom, które zostały przez twórców kultury ukształtowane udało się ochronić to co najwartościowsze a potem odbudować wolną Rzeczpospolitą. Kiedy Andrzej Kijowski mówi o tym, że w Polsce rozpoczyna się wielka zmiana to te słowa są tak wizjonerskie, że wydawałoby się nierealistyczne ale to przecież Andrzej Kijowski miał rację. Zmienił się ład międzynarodowy, jesteśmy w zupełnie innym miejscu historii, w innej Europie, w innej Polsce. W lepszej Polsce i pełnej nadziei Europie. Uczestnicy tamtego Kongresu potwierdzili swoje obywatelskie zaangażowanie w niezwykle trudnych następnych latach. Działali w demokratycznej opozycji. Byli obecni w pracach Okrągłego Stołu, które pozwoliły na pokojową zmianę systemu, na wprowadzenie Polski na drogę demokracji i nowoczesnego rozwoju. Niektórzy, już w demokratycznej Rzeczypospolitej, wzięli udział w pracach parlamentu, czy rządu. III Rzeczpospolita jest w niemałym stopniu dziełem ich pracy. Z najwyższym szacunkiem składam im dzisiaj za to podziękowania. Ten film był jednocześnie dla mnie bardzo poruszający ze względu na wielkich ludzi, pięknych osobowości. Ich nie ma już wśród nas. Tej listy zapewne nie da się w pełni wymienić ale przecież nie sposób nie wspomnieć w tym momencie tych, którzy tam nie tylko byli ale wypowiadali się, tworzyli klimat tamtego kongresu: Jan Białostocki, Aleksander Gieysztor, Tadeusz Kantor, Witold Lutosławski, Władysław Hasior, Andrzej Szczypiorski, Karol Małcużyński, Artur Międzyrzecki, Jerzy Waldorff, Kazimierz Wiłkomirski, Tadeusz Łomnicki. Ta lista nie jest pełna ale przecież każde z wymienionych nazwisk waży tak wiele i oznacza nie tylko historię tamtego okresu. To są nazwiska, które stały się milowymi kamieniami całej polskiej kultury i naszej współczesnej historii. Przypominam tych ludzi z wyrazami najgłębszej wdzięczności. Jesteśmy tu gdzie jesteśmy dzięki nim. Obecny Kongres Kultury Polskiej odbywa się w ostatnich dniach XX wieku. Wieku, który doświadczył ludzkość kataklizmami wojennymi, szaleństwem totalitarnych ideologii, głodem milionów, a równocześnie był czasem niezwykłych dokonań nauki, społecznej emancypacji i walki o godność i prawa człowieka. Ten moment daje Waszemu spotkaniu wyjątkowe znaczenie, pozwala bowiem zastanowić się nad głównymi problemami kultury polskiej w perspektywie nowego stulecia, nowych czasów. Myślę, że pamiętając o tamtym historycznym kongresie nie poddamy się tej presji, ale będziemy potrafili w swoich debatach także spojrzeć w przyszłość, w to co obserwujemy dziś i to co czeka nas jutro. To będzie określało wymiar tego właśnie Kongresu Kultury roku 2000. Wszystkim organizatorom tego Kongresu, którzy wbrew sceptykom i wbrew różnym przeszkodom doprowadzili do jego zwołania należą się słowa wielkiego uznania. Myślę tu przede wszystkim o profesorze Andrzeju Sicińskim i wszystkich, którzy z nim dzielą tę pracę. Głównym doświadczeniem ostatnich kilkudziesięciu lat jest pewność, że pomyślny rozwój społeczeństwa, a więc także rozwój życia umysłowego i twórczości artystycznej odbywać się może jedynie w warunkach wolności i pluralizmu. Kultura nie znosi monopoli ani artystycznych, ani politycznych, ani światopoglądowych. Jej wartością jest stała wymiana myśli, dialog, a nie monolog. Rozmowa o polskiej kulturze nabiera szczególnego znaczenia w perspektywie integracji europejskiej. Nasz udział w niej wymaga nie tylko dostosowania mechanizmów gospodarczych i prawnych. Przede wszystkim wymaga kolosalnego wysiłku edukacyjnego i kulturalnego, wielkiego wysiłku przestawienia naszych umysłowych i obyczajowych zegarów na czas prawdziwie europejski, czas współżycia i współpracy różnych kultur, tolerancji dla różnych postaw światopoglądowych i obyczajowych, czas rywalizacji w cywilizacyjnym wyścigu. W zjednoczonej Europie XXI wieku szanse znajdą się po stronie tych narodów i społeczeństw, które wyróżniają się nie tylko nagromadzonym dorobkiem materialnym czy potencjałem gospodarczym, ale które lepiej i szybciej zdolne będą reagować na zmieniającą się sytuację. Umiejętność takiego reagowania jest w ogromnym stopniu funkcją wiedzy i kultury, elastyczności umysłowej, którą stwarza obcowanie z kulturą. Polska wchodzi do rodziny państw europejskich z ogromnym dorobkiem nagromadzonej przez wieki kultury artystycznej i naukowej. Jesteśmy krajem, który kulturze uniwersalnej dał bardzo wiele. Ale te historyczne zasługi nie zwalniają nas z obowiązków współczesnych. Nie są w stanie zmienić faktu, że dostęp do kultury nie jest chlebem powszednim Polaków, że czytelnictwo książek i prasy w naszym kraju pozostaje daleko w tyle za rozwiniętymi państwami europejskimi, że muzykalność i wiedza muzyczna - niezależnie od znakomitej pozycji naszych współczesnych kompozytorów - jest w Polsce niższa niż u naszych sąsiadów. Są to wyzwania, którym musimy stawić czoło. Sprostanie im przekłada się w pozornie niezauważalny, ale istotny sposób na postęp cywilizacyjny i ekonomiczny, na zwykłą umiejętność życia. Ludzie odnoszący się nieufnie do integracji europejskiej wysuwają obawy, że odbędzie się ona kosztem polskich wartości kulturalnych, w których zawarta jest nasza tożsamość narodowa, na rzecz kultury kosmopolitycznej, w ogromnej mierze narzucanej przez silniejsze ekonomicznie centra komercyjne. Trzeba więc przypomnieć, że istotny i prawdziwie oryginalny nurt polskiej kultury narodowej żył zawsze świadomością naszego związku z kulturą Europy, z kulturą sąsiadów i mniejszości narodowych. Tak tworzyła się, taka była zawsze kultura polska. Nieizolowana, niewyobcowana ale otwarta, sięgająca do różnorodnych źródeł i inspiracji. Istotą tej kultury jest świat uniwersalnych wartości. Kultura polska w swej wielowiekowej tradycji zawsze była otwarta na inspiracje, płynące z południa, wschodu czy zachodu Europy. Potrafiła je twórczo asymilować bądź odrzucić. Świadczy o tym na przykład słownik języka polskiego, świadczy architektura. Jestem pewien, że integracja europejska wzmocni ten właśnie, najgłębszy i najbardziej wartościowy nurt polskiej kultury opartej o najmocniejsze, najżywotniejsze, najzdrowsze korzenie naszych tożsamości, naszych wartości. Wejście do Unii nie będzie oznaczać zerwania z narodową tradycją. Oznaczać musi jednak silniejsze niż dotąd uświadomienie sobie, i przyswojenie, wspólnego europejskiego dziedzictwa kulturalnego. Wnosząc do kultury europejskiej swoje polskie wartości, przyjmujemy równocześnie jako swoje to wszystko, co służy pełniejszemu zrozumieniu zarówno świata jak i człowieka. Jednocząca się Europa tworzy swój wspólny kanon kulturalny. Powinno być naszą ambicją, aby znalazło się w nim możliwie najwięcej owoców naszej sztuki i myśli. Byłoby jednak unikiem udawanie, że dla nas nie istnieje problem zagrożenia ze strony zagranicznej komercyjnej kultury popularnej. To prawda, że wolny przepływ przekazów kulturalnych połączony z postępem technologicznym elektronicznych mediów i wszelkiego rodzaju technik rejestrowania, dał do ręki wielki atut treściom łatwym, łatwo przyswajalnym, mogącym liczyć na masową akceptację. Jest to proces, którego nie da się odwrócić ani zahamować. Stają przed nim wszystkie kultury europejskie. Można jednak ograniczać jego negatywne skutki. Kraje Unii Europejskiej od wielu lat poświęcają wiele uwagi kwestiom takim, jak udział europejskiej, a także rodzimej twórczości poszczególnych krajów w programach telewizyjnych i radiowych - zwłaszcza w mediach publicznych - a także wspomaganie własnej, także popularnej twórczości artystycznej. My też powinniśmy to czynić. Nie idzie tu więc jedynie o dostępność do kultury i sztuki, ale o wzmożenie jej siły oddziaływania, o uczynienie jej na tyle widoczną i obecną w świadomości, by mogła przebić się przez magmę tuzinkowości. Polska kultura musi głośno anonsować swoje istnienie. Jak kiedyś stwierdził Picasso: "nie jest sztuką znieść jajko, sztuką jest je wygdakać". Ale wybitne postaci kultury nie są nawykłe do kupczenia sobą. Żyją bowiem w przekonaniu, że po wytwory ich myśli, wrażliwości i duszy odbiorca musi się upomnieć. I myślę, że mają sporo racji. Przedstawiciele kultury i sztuki mają prawo spodziewać się od państwa wsparcia. W nowych warunkach po 1989 roku znikły główne ograniczenia, hamujące swobodny rozwój zarówno twórczości artystycznej jak i naukowej, hamujące swobodną wymianę myśli i idei. Przemianom ekonomicznym, gwałtownemu wkroczeniu wolnego rynku w sferę kultury towarzyszyło, trochę chyba bezładne, wycofywanie mecenatu państwowego, a jednocześnie nie zdążyły się do dziś ukształtować nowe formy mecenatu prywatnego. Nie wolno nie zauważać, że w efekcie zawęziło się oddziaływanie społeczne kultury i jej dostępność, zwłaszcza dla ludzi gorzej sytuowanych materialnie. Jest to problem, którego do tej pory nie udało się rozwiązać. Korzystanie z dóbr kultury wymaga zarówno możliwości materialnych jak i przygotowania i rozbudzenia potrzeb kulturalnych. Realizacja tych zadań to główna treść polityki kulturalnej. Pojęcie to nie powinno dziś kojarzyć się z ingerencją państwa w twórczość artystyczną lub z ograniczeniami wymiany myśli. To zła przeszłość, która minęła bezpowrotnie. Dziś, w Europie, trudno wyobrazić sobie nowoczesne państwo, które nie prowadzi dalekowzrocznej, przemyślanej polityki kulturalnej, wspierającej dostępność do kultury, chroniącej wartości tradycji oraz polityki kreującej warunki dla rozwoju i promocji rodzimej twórczości. Obowiązki państwa jako mecenasa kultury - mimo wielu ogromnych potrzeb w innych dziedzinach życia - muszą, w moim przekonaniu, zostać wzmocnione. Większość kompetencji państwa w dziedzinie kultury została przekazana samorządom. Na ogół radzą sobie one z tym dobrze - na miarę swych sił, posiadanych środków i umiejętności. Na ogół - to nie znaczy zawsze. Samorządom też potrzebna jest pomoc. Potrzebne są programy strategiczne, takie jak choćby promocja czytelnictwa, wymagające koordynującej roli ministerstwa. Czy nie może zastanawiać fakt, że rząd jest gwarantem kredytów dla firm budujących autostrady, natomiast nie istnieje mechanizm, pozwalający gwarantować wielkie ogólnopolskie przedsięwzięcia i programy kulturalne? Nie jest prawdą, że kultura, zwłaszcza zaś kultura wysoka, obroni się sama, ani że jej wytwory są towarem jak każdy uzależnionym wyłącznie od popytu. Nie jest tak z powodu, że kultura to nie jest prosto rozumiany towar. To jest rodzaj misji. Kultura to "medycyna wrażliwości", a do opieki zdrowotnej - wszyscy to wiemy - trzeba dokładać. Kwestia jednak, oczywiście, nie tylko w pieniądzach. Jeden z uczestników dzisiejszego Kongresu, dzieląc się ze mną przed paru dniami refleksjami na temat oczekiwań środowiska ludzi kultury wobec władz państwowych i samorządowych, napisał, że ludzie kultury oczekują nie tylko "kasy" ale i "klasy". Ja dodałbym jeszcze - konsekwencji, bo tej brakuje chyba najbardziej. Profesor Jan Białostocki otwierając przed dziewiętnastu laty Kongres Kultury Polskiej mówił, że aby kultura miała się dobrze potrzebne jest "zapewnienie zdrowych podstaw materialnych i usunięcie niezdrowych utrudnień niematerialnych". W tej drugiej kwestii, wiele się zmieniło i nadal zmienia. Zapewnienie pierwszego warunku jest przed nami. Ze swej strony poświęcam wiele czasu i serca na wspieranie ludzi kultury, na promocję polskiej kultury za granicą. W mojej Kancelarii przygotowano kilka wartościowych pomysłów, jak choćby Karta Kultury Polskiej. Jestem pewien, że na polską kulturę warto stawiać, że dzisiaj spośród różnych znaków rozpoznawczych kultura jest tym znakiem, który na świecie odczytywany jest najlepiej i utożsamiany z Polską. Byłbym szczęśliwy gdyby taką pozycję kultury osiągnęły niektóre polskie towary. Aby one również kojarzyły się z Polską tak jak wybitni polscy poeci, reżyserzy, aktorzy, muzycy, ludzie twórczości. Dziś kultura jest najlepszą wizytówką naszego kraju i chciałbym żeby było tak dalej i żebyśmy uczynili wszystko, aby można było mieć pewność, iż warunki będą stworzone jak najlepsze. Tego chciałbym życzyć uczestnikom tego kongresu, wierząc, że w czasie swojej dyskusji dojdziecie Państwo do wielu sformułowań, które być może tak jak w 1980 roku będą brzmiały wizjonersko, a więc mało realistycznie dziś, ale okażą się profetyczne i do spełnienia za lat dziesiąt. Następny rok, który ma być rokiem kultury, będzie także rokiem wyborów parlamentarnych. Namawiam wszystkich tu obecnych - twórzmy koalicję na rzecz kultury we wszystkich ugrupowaniach politycznych. Chciałbym abyśmy w takiej szerokiej, ponadpartyjnej koalicji pomogli kulturze, usunęli te przeszkody które istnieją i wykorzystali wielki kapitał, wielką kreatywność polskich twórców, dzisiaj - jak mówię - najbardziej rozpoznawanego na świecie, najbardziej cenionego znaku firmowego III Rzeczypospolitej.