Menu rozwijane

01 października 1999
2 października 1999 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski wziął udział w uroczystej Gali Stowarzyszenia "Wir für Deutschland" z okazji obchodów Dnia Zjednoczenia. Podczas uroczystości prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział m.in: Przede wszystkim chciałem podziękować stowarzyszeniu "My dla Niemiec" za zaproszenie. Jestem rad, że mogę być tu, w Berlinie w dziewiątą rocznicę zjednoczenia Niemiec. Traktuję to jako "znak czasu", symbol nowej ery w stosunkach polsko-niemieckich. Mamy za sobą trudną historię, mamy w tle dramatyczne dzieje naszych państw, lecz dzień dzisiejszy jest budujący. Jesteśmy przyjaznymi sąsiadami, którzy potrzebują się nawzajem i którzy wspólnie chcą zdobywać przyszłość. Dlatego tak często spotykamy się, dyskutujemy, wymieniamy poglądy. Żeby dobrze zrozumieć to co dzisiaj dzieje się w Warszawie i w Berlinie, musimy na moment wrócić do przeszłości. Do pojałtańskiej Europy, z "żelazną kurtyną", z dwoma skrajnie różnymi obozami politycznymi i wrogimi blokami wojskowymi. Wtedy trudno było uwierzyć, że można zmienić ten porządek. Tym bardziej, że wcześniejsze próby rozluźnienia gorsetu tzw. realnego socjalizmu były krwawo tłumione. Nad wszystkim dominowała geopolityka. A jednak w Polsce w 1980 roku okazało się, że ludzkie pragnienie wolności jest silniejsze niż potężne armie i ludzki strach. Znaleźli się ludzie, którzy nie uwierzyli, że nic się nie da zrobić. Podjęli walkę o prawo do lepszego życia. Tak narodziła się "Solidarność"- pierwszy niezależny, legalny związek zawodowy w bloku wschodnim po II wojnie światowej. Jak pokazała historia, był to ów kamień, który ruszył lawinę.Ten pierwszy zryw wolności nie trwał jednak długo. W 1981 roku został stłumiony przez wprowadzenie stanu wojennego. Ale rozbudzonej nadziei nie dało się już wymazać. Polakom, którzy poczuli smak innego świata, którzy już wcześniej, w latach siedemdziesiątych zaczęli podróżować, kontaktować się z ludźmi zza "żelaznej kurtyny" nie sposób było wmówić, że nie można żyć inaczej. Sam wtedy dużo podróżowałem, jak wielu innych młodych Polaków szukających, wiedzy, przygody bądź zarobku. I pamiętam jak wielkie wrażenie na mnie wywarło spotkanie ze światem Zachodu. Zrozumiałem wtedy, że to jest nasz świat. Że odpowiada on naszym polskim pragnieniom i wyobrażeniom o wolności, tolerancji, rozwoju. Podobnie myślały dziesiątki i setki tysięcy młodych ludzi wyjeżdżających na Zachód, także do Niemiec, i spotykających się tu z życzliwością i gościnnością.To pokoleniowe doświadczenie pomogło nam bez złudzeń oceniać sytuację w Polsce i w "bloku wschodnim". Po roku 1981 stawało się oczywiste, że system komunistyczny wyczerpał swoje możliwości ekonomiczne i polityczne. Co charakterystyczne, takie myślenie towarzyszyło nie tylko opozycji, ale również szerokim kręgom ówczesnego establishmentu. W międzyczasie w ZSRR narodziła się "pierestrojka". Poczuliśmy, że sami będziemy mogli decydować o swojej przyszłości. Proces liberalizacji nabrał tempa. W lutym 1989 roku politycy rządzący i opozycyjni usiedli przy "okrągłym stole", aby wspólnie zaprojektować konieczne zmiany. W ten sposób dokonał się kolejny, niezwykle ważny krok polskiej ewolucji. W sierpniu 1989 powstał w Polsce pierwszy niekomunistyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego. W Niemczech w listopadzie padł "berliński mur". W Czechach ruszyła "aksamitna rewolucja". Wkrótce fala zmian zalała całą wschodnią i środkową Europę. Po okresie konfrontacji nastał czas integracji. Oczywiście procesy historyczne nie toczą się jednotorowo. Każde z wydarzeń ma wiele przyczyn. Zburzenie "muru berlińskiego" to nie tylko konsekwencja wydarzeń w Polsce i ZSRR. To również wynik niezwykle wytrwałych starań o zjednoczenie kraju, o utrzymanie jedności Niemców przez kolejne rządy RFN. W tym kontekście chciałbym podkreślić ogromne zasługi - także z polskiej perspektywy - niemieckich kanclerzy: Willy Brandta, Helmuta Schmidta i Helmuta Kohla. Willy Brandt jeszcze jako nadburmistrz Berlina Zachodniego stał się symbolem nieugiętości miasta otoczonego murem. Później, jako kanclerz federalny, doprowadził do normalizacji stosunków z Polską i ZSRR otwierając w ten sposób drogę procesowi helsińskiemu. Kontynuując dzieło Willy Brandta oraz zachodnioniemieckiej socjaldemokracji - "politykę wschodnią" ? Helmut Schmidt konsekwentnie poszerzał margines swobody państw byłego bloku wschodniego, co znalazło swój wyraz w podpisaniu dokumentów Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Helsinkach. Słynny "trzeci koszyk" zawierający gwarancję praw człowieka podminował w swoim czasie "blok wschodni", umożliwiając powstanie "za żelazną kurtyną" niezależnych ruchów społecznych i politycznych. Helmut Kohl natomiast, z niezwykłą determinacją dążył przez całe lata osiemdziesiąte do zmiany status quo swojej ojczyzny w Europie. Jako szef rządu i koalicji CDU/CSU i FDP, Helmut Kohl kierował całym procesem jednoczenia Niemiec w latach 1989 - 1990, bacząc także na interesy sąsiadów, czego historycznym dowodem stało się zawarcie z Polską traktatu granicznego.Pionierami zjednoczenia Niemiec są także mieszkańcy byłej NRD. Ci, którzy przez lata próbowali przekraczać "mur berliński" często płacąc za to życiem. I ci, którzy w pamiętnym 1989 roku koczowali w Budapeszcie, Pradze i Warszawie wywierając presję moralną na rządy wielkich mocarstw. To ich masowe demonstracje w Lipsku, Dreźnie, Berlinie z hasłem "My jesteśmy narodem", co jak rozumiem obecnie trwa w nazwie Państwa stowarzyszenia "My ? dla Niemiec", doprowadziły w noc z 9 na 10 listopada 1990 roku, do obalenia "muru berlińskiego". Tego naporu nie wytrzymał system polityczny NRD. My, Polacy czujemy satysfakcję, że mieliśmy też swój udział w zjednoczeniu Niemiec. Że zrodzony w Polsce ładunek emocjonalny przemian dotarł do Berlina i zachęcił latem i jesienią 1989 roku Niemców ze Wschodu do działania. Wbrew ostrzeżeniom sceptyków, ogół Polaków i główne siły polityczne naszego kraju powitały zjednoczenie z nadzieją. Widzieliśmy w nim krok do normalności, do dalszej integracji Europy. Każdy kto potrafi czytać mapę musiał zauważyć, że pierwszym warunkiem rozszerzenia NATO na Wschód musiało być włączenie obszaru byłej NRD do europejskiej i euroatlantyckiej wspólnoty polityczno-obronnej. Chcę przez to powiedzieć, że wspierając władze w Bonn kierowaliśmy się nie tylko sercem, ale i rozumem. Cały czas byliśmy przekonani, że po zjednoczeniu Niemiec nastąpią dalsze kroki ku jednoczeniu całej Europy. Dzisiaj nie ma wątpliwości, że postąpiliśmy słusznie. Niemcy są naszym sojusznikiem wojskowym i najważniejszym partnerem gospodarczym. Są też motorem europejskiej integracji. I za co szczególnie jesteśmy wdzięczni ? są konsekwentnym adwokatem polskich interesów tak w NATO, jak i w Unii Europejskiej. Stosunki polsko-niemieckie są najlepsze w dziejach. Obaliliśmy "mur berliński", a dzisiaj obalamy następne mury dzielące nasze narody. Przede wszystkim mury gnieżdżące się w ludzkich umysłach. Mury uprzedzeń i stereotypów. Staramy się likwidować przeszkody we współpracy gospodarczej. Widzimy w naszym sąsiedztwie szansę na stworzenie nad Odrą polsko-niemieckiej wspólnoty nauki, technologii i nowoczesnej edukacji. Przeniesienie stolicy Niemiec do Berlina i szybki rozwój aglomeracji berlińskiej jest tu niezwykle sprzyjającą okolicznością. Mogłoby to stać się nowym impulsem dla naszej współpracy. Zainteresowanie przystąpieniem do NATO i Unii Europejskiej zgłaszają kolejne kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Trwa wytężona praca nad rozbijaniem starych murów - przezwyciężaniem historycznych podziałów i uprzedzeń, dostosowywaniem prawa i gospodarki do europejskich standardów. Wymaga on determinacji i poświęcenia. Ma on też swych przeciwników. W moim przekonaniu, proces ten jest nieodwracalny, lecz jego realizacja może trwać dłużej lub krócej. W dużej mierze zależy to od stosunku krajów zachodnich do sprawy przyjmowania nowych członków do NATO i Unii Europejskiej. Od tego jak poradzą sobie z własnymi eurosceptykami, nie wierzącymi w ideę europejską. Od tego czy zwycięży tendencja do bronienia przed "obcymi", najdłużej jak się da, własnej przestrzeni dobrobytu i bezpieczeństwa? Czy też górę weźmie pogląd, że najszybszym i najtańszym sposobem likwidacji źródeł przyszłych konfliktów jest współpraca, niwelowanie różnic ekonomicznych i społecznych, tworzenie wspólnych systemów bezpieczeństwa? Myślę, że doświadczenie Niemiec, doświadczenie Europy Zachodniej jednoznacznie wskazują, że tylko sukces całego kontynentu może być prawdziwą gwarancją pokoju i stabilności. Niemcy musiały się prędzej czy później zjednoczyć. Musi też zjednoczyć się Europa. Chciałbym na zakończenie zwrócić uwagę na ważny aspekt. Tam gdzie negocjacje trwają zbyt długo, gdzie pojawia się niepewność, gdzie nieznane są daty i nieczytelne plany, tam wkraczają przeciwnicy rozszerzenia Unii. I u nas i w krajach piętnastki. Dlatego apeluję do polityków europejskich, aby nie oddawać pola przeciwnikom rozszerzenia. Zwracam się do polityków niemieckich ? wiedzcie, że na Was liczymy, bo stabilizowanie sytuacji w Europie Środkowej, rozszerzanie strefy gospodarczego rozwoju i europejskich standardów leży zarówno w naszym jak i waszym interesie.