Menu rozwijane

03 listopada 1999
3 listopada 1999 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski wziął udział w międzynarodowej konferencji "Wejście w XXI wiek" zorganizowanej z okazji 20. rocznicy istnienia Francuskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Paryżu. Zwracając się do uczestników konferencji prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział m.in: Trzy lata temu miałem zaszczyt mówić tutaj o Polsce i Unii Europejskiej, które razem wstępują na próg XXI wieku. To, co wtedy było wizją, dziś jest rzeczywistością. Rok 2000 jest o wyciągnięcie ręki, a Polska, razem z czterema innymi krajami Europy Środkowej, negocjuje z Unią Europejską warunki członkostwa. Skalę zmian, pęd historii, odczujemy jeszcze pełniej, gdy wspomnimy, jak wyglądała Europa 10 lat temu. "Żelazna kurtyna" zaczynała dopiero pękać. Mało kto wyobrażał sobie jej rychły upadek. Nie wiem, czy ktokolwiek ośmieliłby się przepowiedzieć, że w roku 1999 Polska, Czechy i Węgry będą w NATO. Jednocząc Europę, zmagamy się ze spuścizną okresu "zimnej wojny". Myślenie o Europie obciążone było dychotomią. Mówiło się: Zachód i Wschód. Te pojęcia geograficzne stały się symbolami różnic - ideologicznych, politycznych, militarnych, gospodarczych. Mur berliński rozgraniczał dwa światy. Po jednej stronie demokracja, po drugiej totalizm. W jednym świecie - współpraca i integracja krajów-partnerów, w drugim - hegemonia radzieckiego mocarstwa. Tak było. Ale Europa nie powstała w roku 1945, ani w 1918, ani nawet w 1815. Architektura podziałów nie jest kluczem do opisu europejskości. Europa to wieki i tysiąclecia wspólnej historii, zwłaszcza rozumianej jako procesy "długiego trwania"; to wspólna przestrzeń duchowa, to cywilizacyjne dziedzictwo pokoleń. Wiekowe budowle i dzieła sztuki - na krakowskim Wawelu w Polsce, na praskich Hradczanach w Czechach, w węgierskim Esztergom, słowackiej Lewoczy, litewskim Wilnie, łotewskiej Rydze, estońskim Tallinie, ukraińskim Lwowie - są więcej niż zabytkami minionego czasu. Są znakami kulturowego kodu, w których wyraża się Europa i w których się przegląda jakby w lustrze. Tak jak w Paryżu, Rzymie, Oksfordzie, Wiedniu, Monachium. Obecny rok jest czasem wielkich rocznic. Przypominają one o postaciach, które są gigantami europejskiej kultury. Dwieście lat temu urodzili się Honore de Balzac i Aleksander Puszkin; 250 lat temu zmarł Johann Wolfgang Goethe; 150 lat temu zmarli Fryderyk Chopin i Juliusz Słowacki, wielki polski poeta. Wszyscy oni są twórcami dzieł, które składają się na europejską tożsamość i które nie uznają granic ani kordonów. Biografie można przywoływać niczym symbole. Artystyczny szlak Fryderyka Chopina prowadził z Warszawy, przez Berlin, Pragę, Wiedeń, do Paryża. Juliusz Słowacki urodził się w Krzemieńcu - który dziś leży w niepodległej Ukrainie; tworzył w Polsce i we Francji. Te, i inne wielkie postaci kultury, nauki, wynalazczości, są patronami naszej europejskiej jedności. Europa jest wielobarwna, a jednak tworzy całość. "Żelazna kurtyna" nie była w stanie przeciąć tej duchowej wspólnoty. Dlatego teraz, gdy upadły mury i szlabany, w myśleniu o Europie akcentujmy przede wszystkim to, co łączyło i łączy, a nie to, co dzieliło. To prawda, że doświadczenia systemu komunistycznego odcisnęły się na narodach Europy Środkowo - Wschodniej. Ich ślady pokutują jeszcze czasem w mentalności. Ale istnieje poczucie zakorzenienia w europejskich wartościach. W gruncie rzeczy, to właśnie na nim budujemy nasze sukcesy. Spójrzmy na Polskę. Rządy prawa, demokratyczne procedury, rozwój instytucji społeczeństwa obywatelskiego są oczywistością naszego życia publicznego. Konsekwentne reformy gospodarcze i duch przedsiębiorczości owocują wysokim wzrostem, trwającym już od siedmiu lat. Nasz sukces stał się zachętą dla inwestorów zagranicznych, którzy ulokowali u nas ponad 35 miliardów dolarów. W ciągu dekady Polska stała się innym krajem. Nie dałoby się wykrzesać takiej energii z narodu, który nie ma głębokiej, psychicznej motywacji do rozwoju; który zatracił cnoty i zdolności, jakimi od wieków chlubi się europejska cywilizacja. Jest bowiem regułą wielkich zbiorowości, że sukces materialny jest pochodną wartości tkwiących w kulturze. Nasza przeszłość, nasze zakorzenienie w Europie, jest napędem naszej teraźniejszości i przyszłości. Dowody na to, że Europa stanowi wspólną przestrzeń duchową, można mnożyć. Pojęcia "Zachód" i Wschód" mają dziś na powrót więcej wspólnego z geografią niż z polityką, jednak pewne stereotypy są zasiedziałe. To sprawia, że wzajemna otwartość miesza się czasem z nieufnością, partnerstwo z mentorstwem. Są na przykład kręgi, dla których ciągle poruszająca jest kwestia "rachunku za Jałtę". Trzeba pamiętać, że społeczeństwa Europy Środkowej i Wschodniej w większym stopniu niż społeczeństwa zachodnie przeżywają wspomnienia z przeszłości. Przez świadomość, szczególnie starszych pokoleń, przewija się wątek, że w krytycznym momencie naszej historii zostaliśmy przez Zachód opuszczeni. Jednak postawa, nazwijmy to tak, "egzekutora historycznych długów", coraz wyraźniej wygasa. Znów przywołajmy przykład Polski. Młode pokolenia patrzą przede wszystkim w przyszłość. Rozumieją, że są kowalami własnego losu. Trzeba mieć także świadomość, że trudnemu procesowi jednoczenia nie pomaga coś, co czasem napotykamy po stronie zachodniej, a co nazwać można postawą "sędziego technicznego". Jest to skłonność do absolutyzowania standardów. Jest oczywiste, że członkostwo w Unii Europejskiej wymaga spełnienia bardzo wielu kryteriów. Jest oczywiste, że trzeba bacznie monitorować proces przejmowania prawa wspólnotowego (acquis communautaire), jasno wskazywać opóźnienia i zaniedbania. Negocjacje są trudną sztuką kompromisu, w której bardzo realistycznie należy ważyć racje. Nie da się odmierzyć w milimetrach tego, co jest wielkim dzianiem się, kreacją. Jednoczenie Europy jest wielką przygodą naszej cywilizacji, historycznym wyzwaniem. Uczestnicząc w nim, musimy być realistyczni i skrupulatni, jednak powinna temu towarzyszyć wola zmian, odczytanie znaków czasu, rozmach wizji. Jeśli powieść się ma dzieło zjednoczenia, musimy głośno pytać o duszę Europy. Europejskość - to postawa aktywna, otwarta i twórcza. To wolność indywidualna, tolerancja, zmysł krytyczny. To swoboda wyrażania opinii i jednocześnie szacunek dla pojęcia prawdy. To demokracja, rządy prawa, społeczeństwo obywatelskie. To odważna, nieskrępowana przedsiębiorczość, a także wrażliwość społeczna, solidarność wobec słabszych i potrzebujących pomocy. Jest przy tym bardzo charakterystyczne, że narody wchodzące do zjednoczonej Europy zaczynają odczuwać potrzebę debaty o własnej tożsamości. Chcą określić w sobie to, co ogólne i to, co indywidualne. W Polsce w tym roku powstały dwa bardzo ważne filmy - ekranizacje dzieł literackich, uznawanych za esencję polskości. Obydwa cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Jeden z tych obrazów to "Pan Tadeusz", nakręcony przez Andrzeja Wajdę według poetyckiego eposu Adama Mickiewicza. Film jest efektem współpracy polskich i francuskich producentów. Jest to dzieło szczególne. Dialogi toczą się trzynastozgłoskowym wierszem, a mimo to brzmią naturalnie. Obraz prowincjonalnej "małej ojczyzny" komponuje się z wielką sceną Europy, z epopeją napoleońską. Jest tam polska obyczajowość, litewska wieś, paryski salon - i dudnienie europejskiej burzy w roku 1812. Mówi się, że to epos i film zrozumiały tylko dla Polaków - ale myślę, że mają one cechy uniwersalne. U progu XXI wieku my, Europejczycy, chyba właśnie tak odczuwamy naszą europejskość - jako zakorzenienie w świecie "małej ojczyzny" i narodowej kultury, a jednocześnie w świecie europejskich wartości. My - w naszym kraju - My w Europie. Jednoczenie Europy to nieprzerwany bilans osiągnięć i zagrożeń. Dziejowym osiągnięciem są struktury integracyjne - Unia Europejska, a także NATO - oraz cały ich wieloletni dorobek. Bez nich zupełnie inaczej przedstawiałaby się historia Europy. "Ojcowie założyciele" projektu europejskiego - Jean Monnet, Robert Schuman, Alcide De Gasperi, Konrad Adenauer - stworzyli nam wszystkim możliwość, aby wyjść z zaklętego koła polityki europejskiej, poszukującej ciągle chwiejnej równowagi w balansowaniu sił. Odtąd drogę wytycza partnerstwo i współpraca. Unia walutowa, powstanie wspólnego obszaru sprawiedliwości i bezpieczeństwa, przygotowania do reformy wewnętrznej oraz dojrzewanie Unii Europejskiej do rozszerzenia nadają nowy wymiar procesowi integracji. Ważnym etapem jednoczenia Europy było rozszerzenie NATO. Oznaczało przekreślenie jałtańskich podziałów. Za tym krokiem powinny pójść następne. Ale zjednoczoną Europę budują dzisiaj nie tylko kraje zachodnie. Impulsy zjednoczeniowe płyną z obu stron kontynentu. Coraz ważniejszym wkładem do ogólnoeuropejskiego sukcesu staje się regionalny sukces Europy Środkowej - polityczny i gospodarczy. W Europie Środkowej i jej sąsiedztwie powstał mechanizm samoorganizujący się i samoregulujący. Produkuje stabilność i przewidywalność. Jest skuteczny, potrafi rozładowywać napięcia - także narodowościowe, które stały się zmorą niektórych innych obszarów Europy. Przykładów jest wiele: pojednanie polsko - niemieckie, a także polsko - litewskie i polsko - ukraińskie, "aksamitny rozwód" Czechów i Słowaków, porozumienie rumuńsko - ukraińskie, udział mniejszości węgierskiej w rządzie słowackim. Stworzyliśmy CEFTA - wspólny obszar wolnego handlu. Próbujemy łączyć ogniska współpracy regionalnej, aby stworzyć łańcuch współpracy od Bałtyku, poprzez Europę Środkową, aż po Morze Czarne. Sporządzając europejski bilans, jako ważną pozycją w rubryce "ma" określić trzeba Trójkąt Weimarski. Współpraca Francji, Niemiec i Polski to nowy element polityki europejskiej, charakterystyczny dla nowej epoki. To jeden z kluczy do jedności i pomyślnej przyszłości Europy. Szczególnie zachęcające jest to, że wraz z upływem czasu możliwości Trójkąta Weimarskiego będą się nie wypalały, ale rosły. To istotna motywacja do współpracy. Wyliczone tu sukcesy Europy nie powinny usypiać naszej czujności. Bo jak imponujący jest bilans osiągnięć, tak niepokojący swoimi rozmiarami jest również plik zagrożeń. Obudziły się demony złej przeszłości naszego kontynentu: autorytaryzm, agresywny nacjonalizm, ksenofobia. Szczególnie tragiczna karta to konflikty na Bałkanach, gdzie doszło do gwałcenia praw człowieka i praw mniejszości, czystek etnicznych, a nawet ludobójstwa. Niepokoić musi, że nawet w niektórych ugruntowanych, zachodnich demokracjach poparcie uzyskują siły polityczne, które do swego programu wpisały niechęć do ludzi innych narodowości. Choć w sumie umacnia się stabilność i bezpieczeństwo naszego kontynentu, wielu ludzi odczuwa, że zagrożone jest poczucie ich osobistego bezpieczeństwa. Procesom zjednoczeniowym towarzyszy zarazem powstawanie nowych podziałów. W wielu wysokorozwiniętych krajach Zachodu zetknąć się można wręcz z opinią, że niektóre obszary Europy są z założenia niezdolne do integracji. Nawet jeśli to przekonanie nie dotyczy Polski - budzi ono nasz najwyższy niepokój. Widzimy też, że wielu ludzi traci wiarę w zdolności rozwojowe Europy. Eurosceptycyzm zadomowił się w opinii publicznej Zachodu, stając się jej trwałym elementem. Coraz bardziej natarczywe staje się pytanie, czy Europa jest w stanie sprostać światowej konkurencji. Czy europejski model socjalno - gospodarczy ma więc w sobie siłę ciągu, aby unieść nas w przyszłość? Moja odpowiedź brzmi tak: Ale, gdyby przyjęcie nowych członków do Unii Europejskiej miało się znacząco odwlec, reakcją byłaby u nas fala społecznego zniechęcenia, niewiary w sens poniesionych wysiłków. Ta fala, połączona z drugiej strony z zachodnim eurosceptycyzmem, wyrządziłaby projektowi europejskiemu niemałe szkody. Czuję się tu reprezentantem tych milionów mieszkańców Europy Środkowo - Wschodniej, który wierzą w europejski sukces. Jesteśmy przekonani, że europejska cywilizacja ma przed sobą wielką przyszłość, a zjednoczony kontynent będzie najskuteczniejszą odpowiedzią na liczne wyzwania. Pragnęlibyśmy, aby kraje zachodnie widziały w nas nie tylko kandydatów do eurostruktur, ale przede wszystkim partnerów, którzy pomagają w budowie europejskiej pomyślności. Ta różnica to nie kwestia. To pytanie o solidarność w życiu Europy. Właśnie to poczucie solidarności nakazuje Polsce pytać o miejsce w europejskiej wspólnocie także dla naszych sąsiadów - dla Słowacji i Litwy, a także dla Łotwy, Rumunii, Bułgarii; dla innych mieszkańców kontynentu. To pytanie wydaje się niektórym przedwczesne, albo nawet nie na miejscu, skoro stawia je kraj nie należący jeszcze do Unii. Myślę jednak, że właśnie tym pytaniem Polska udowadnia, jak poważnie i odpowiedzialnie traktuje europejski projekt. Dla nas bowiem zjednoczona Europa to nie szalupa ratunkowa, do której im silniej starało się wejść, tym mocniej odpycha się potem innych chętnych. Jednoczenie Europy nie może odbywać się inaczej jak etapami, których intensywności i długości nikt dzisiaj nie jest w stanie przewidzieć. Mamy zarazem świadomość, że Europa nie jest wizjonerską abstrakcją, Europa gdzieś się kończy. Myślę, że w XXI wieku zmierzyć się będziemy musieli z kilkoma zasadniczymi pytaniami. Wielki ciężar ma pytanie o Rosję, o charakter jej kontaktów z Zachodem, z Unią, z NATO, z Europą Środkową. Myśląc o tym, trzeba unikać uproszczeń. Odpowiedzi udzieli przede wszystkim sama Rosja. Bardzo ważne jest pytanie o Ukrainę, o powodzenie jej przemian gospodarczych, o kierunki strategicznych wyborów. Bez Ukrainy bezpieczeństwo i możliwości Europy mogą okazać się niepełne. Realne stało się pytanie o udział Turcji w Unii Europejskiej. Europa otwarta na współpracę ze wschodem, także z krajami azjatyckiego sąsiedztwa - to wielkie cywilizacyjne wyzwanie, przed którym na pewno postawi nas XXI wiek. Polska pragnie i potrafi uczestniczyć w wychodzeniu naprzeciw tym pytaniom i wyzwaniom. Jako pointę tych rozważań pragnę przywołać maksymę Jeana Monneta. Sens europejskiej wspólnoty streścił on znakomicie: "Nie jednoczymy państw, lecz łączymy ludzi". Drugim zaś akcentem chciałbym uczynić myśl naszego gospodarza, pana Tierry`ego de Montbrial. Napisał on: "Jeśli z historii XX wieku można wynieść jakąś naukę, to jest nią przekonanie, że realizm i idealizm nie wykluczają się wzajemnie, lecz uzupełniają". Niech będzie to dla nas wskazówką, pomocną w budowie europejskiego domu.