22 maja 2001
W poszukiwaniu formuły określającej nową epokę, coraz częściej przywołujemy termin "globalizacja". Niektórzy pokpiwają, że to pojęcie nic nie znaczy i jest tylko próbą oswojenia chaosu, jakim stał się dzisiejszy świat. Inni uczynili już z globalizacji bożka naszych czasów - widzą w niej panaceum na wszystkie bolączki ludzkości. Jeszcze inni zdążyli wypowiedzieć jej świętą wojnę i ruszyli do boju na ulicach Pragi, Davos i Toronto.
Globalizacja jest bez wątpienia procesem realnym. Nadaje ton ewolucji środowiska międzynarodowego. Na milenijnym szczycie ONZ - na którym miałem zaszczyt przewodniczyć w imieniu Polski jednej z debat - globalizację potraktowano jako wielkie wyzwanie, któremu przyjdzie stawić czoła w wieku XXI. Wyzwanie niosące tyleż szans, co i zagrożeń.
Globalizację pojmują niektórzy jako proces unifikacji, jako upodabnianie się do siebie różnych ścieżek rozwoju cywilizacyjnego, modeli gospodarczych, rozwiązań ustrojowych, wyborów politycznych. Miałoby to prowadzić - wedle klasycznego już ujęcia Francisa Fukuyamy - do "końca historii". Jeden, powszechny wzorzec rozwoju położyłby kres sporom i tradycyjnie pojmowanej politycznej rywalizacji. Przy wszystkich swych zaletach, taki proces byłby jednak bardzo groźny. Naprawdę trudno sobie wyobrazić, by mógł być zawsze tylko pokojowy i ewolucyjny, by nie oznaczał hegemonii silniejszych nad słabszymi, by nie groził nam wszystkim sztuczną homogenizacją.
Bardziej jednak niż unifikacja, znakiem rozpoznawczym globalizacji jest przede wszystkim współzależność. W odróżnieniu od unifikacji, trudno ją wartościować. Jest po prostu faktem. Trzeba się z nią pogodzić, jak z prawem powszechnego ciążenia. Nic nie poradzimy na to, że świat się skurczył i zapętlił, że jest w nim coraz mniej zjawisk odrębnych i autonomicznych. Jesteśmy zależni od procesów dokonujących się w innych regionach, odległych kontynentach - i sami też wpływamy na życie mieszkających tam ludzi.
Szczególnym wymiarem globalizacji - oprócz wymiaru politycznego, gospodarczego, technologicznego - jest rola, jaką we współczesnym świecie zaczęły odgrywać kultury i przynależność cywilizacyjna. Obserwujemy dwie przeciwstawne tendencje. Z jednej strony, głównie za sprawą mediów i kultury masowej, następuje uniwersalizacja pewnych wartości kulturowych, upodobań, sposobów spędzania wolnego czasu. Z drugiej zaś strony - w coraz większej cenie jest ochrona poczucia tożsamości, przywiązanie do wartości specyficznych dla danej kultury, społeczności, wyznania. Taki będzie właśnie świat XXI wieku - występować w nim będą pewne wspólne kody porozumienia, ale przede wszystkim będzie on światem wielogłosowym, mozaiką różnych kultur i tradycji historycznych. Powinna to zwłaszcza uzmysłowić sobie cywilizacja zachodnia, która przez wiele stuleci rozwijała się w poczuciu swego uniwersalizmu. Dzisiaj jednak w sposób szczególny trzeba szanować cudzą tożsamość, potrzebę odróżniania się, odmienność spojrzenia na świat i życie. Od tego zależy nasze pomyślne współistnienie i możliwości globalnej współpracy.
Globalizacja może być szansą dla świata, szansą rozwoju i twórczych przemian - jeśli będziemy przestrzegać zasady partnerstwa. Oddalimy wówczas groźbę zderzenia cywilizacji. Tak jak w internecie musi istnieć wiele serwerów, tak w procesie globalizacji musi autentycznie uczestniczyć wiele narodów i kultur. Wolny przepływ idei, towarów, stylów życia musi być w równym stopniu dostępny wszystkim społeczeństwom. Inaczej powstaną bariery, które skażą wiele ludzkich grup na marginalizację. Poczucie zawodu, gorszości, niezrozumienia wyładowywać się może w aktach przemocy, bojkotu współpracy międzynarodowej - i zagrozić światowej stabilności. Droga dialogu, partnerstwa i solidarności jest jedyną, która prowadzi w przyszłość.
Polska dzieli troski i nadzieje współczesnego świata. Choć zdajemy sobie sprawę z zagrożeń, jakie rysują się przed ludzkością - to w przyszłość patrzymy przede wszystkim z ufnością i duchową energią. Ten optymizm czerpiemy z naszych dokonań. Widać po nich, że ludzka wola zmian, odwaga i konsekwentny wysiłek mogą przemieniać marzenia w rzeczywistość.
Potrafiliśmy przełamać złą passę dziejową, przezwyciężyć bolesne doświadczenia XX-wiecznej historii. W ciągu ostatnich kilkunastu lat Polska zmieniła się nie do poznania. Jest krajem niepodległym, demokratycznym i praworządnym, krajem stabilności politycznej i umacniającego się społeczeństwa obywatelskiego, krajem sukcesu gospodarczego i intensywnych przemian cywilizacyjnych. Polskie przemiany, zapoczątkowane przez ruch "Solidarności" w roku 1980 i przez porozumienie "okrągłego stołu" w roku 1989, w wielkim stopniu przyczyniły się do obalenia murów, które przez prawie pół wieku epoki jałtańskiej dzieliły Europę. To był początek drogi - dziś w jeszcze większym stopniu jesteśmy postrzegani jako znaczący aktor na europejskiej scenie, lider przemian w regionie i zwornik regionalnej stabilności, ważny uczestnik procesu jednoczenia Europy.
Mamy dobre stosunki ze wszystkimi sąsiadami. Warto przy tym podkreślić, że dzisiejsza mapa naszego sąsiedztwa i mapa z roku 1989 różnią się między sobą zasadniczo. Nie istnieje już ani jedno z trzech państw, z którymi wtedy graniczyliśmy - w nowym układzie mamy za to aż siedem krajów sąsiedzkich. To sytuacja naprawdę szczególna, także i z innego względu. Na mapie politycznej te suwerenne państwa stanowią nowość, natomiast nasze kontakty z zamieszkującymi je narodami mają historię już bardzo długą - dobrą i złą. Natarczywe i niepokojące było pytanie, którą spuściznę wybierzemy. Gdy stopniały jałtańskie lody, gdy odzyskaliśmy możliwość suwerennych decyzji - mogliśmy życzliwie wyjść sobie naprzeciw, ale mogliśmy też powrócić do starych sporów, na nowo ulec stereotypom i zadawnionym emocjom, rozpamiętywać z nienawiścią rachunki krzywd.