Menu rozwijane

10 grudnia 2001
Z wystąpienia Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego podczas konferencji "Okrągły Stół z Rządem Polski". Warszawa, Hotel Sheraton, 7 marca 2000 roku. Wyzwania, które stoją przed nami u progu nowego tysiąclecia, a także wnioski jakie tu, nad Wisłą, wyciągamy z ostatnich dziesięciu lat, wpisują się w światowy kontekst wydarzeń. Bez wielkiej przesady można powiedzieć, że polskie poszukiwania należą do głównego nurtu wydarzeń w dzisiejszej Europie. Żyjemy w czasach wielkiej nadziei. Przed ludzkością otwierają się obiecujące perspektywy. Coraz silniejsze jest wyzwanie konkurencyjności. Zarazem skala oczekiwań powoduje, że ludzie skłonni są dążyć ku współdziałaniu. Arena europejska jest jednym z tych miejsc, w którym widać to szczególnie wyraźnie. W polskiej tradycji Europa zawsze była dla moich rodaków układem odniesienia. Również teraz na poczuciu przynależności do kręgu europejskiego budujemy swoją przyszłość. Spójrzmy więc na Polskę roku 2000. W ciągu dekady stała się innym krajem. Jest aktywnym uczestnikiem gospodarki światowej, regionalnym liderem przekształceń politycznych i ekonomicznych. W biografii człowieka 10 lat to sporo, dla losów państwa zaledwie chwila. Jak sądzę - jestem przekonany - tę chwilę zagospodarowaliśmy rozsądnie. A przecież trzeba pamiętać, że rozpoczęliśmy z kiepskiego punktu startowego. Dzisiaj świat ceni polską politykę reform. Wiarygodność naszej gospodarki jest zachętą dla inwestycji zagranicznych. Międzynarodowe zaufanie, jakim się cieszymy, stało się istotnym czynnikiem naszych osiągnięć. Ostatnie trzy lata przyniosły rekordowy napływ inwestycji zagranicznych do Polski. Zanosi się, że ten rok nie będzie gorszy od poprzednich. Nasz atut to konsekwentna polityka makroekonomiczna. Nie naruszają jej zmiany ekip rządowych. Gdy spoglądamy na lata dziewięćdziesiąte widać, że udało się nam wyzwolić energię, pobudzić przedsiębiorczość. Oczywiście, nie wszystko zdołaliśmy przewidzieć. Martwi mnie wzrastające rozwarstwienie społeczne, wysokie bezrobocie, różnice w poziomie życia między miastem a wsią, dysproporcje między regionami. To wszystko może okazać się hamulcem rozwoju. Musimy więc bardziej energicznie szukać takich rozwiązań, które z jednej strony sprzyjać będą postępom gospodarki, a z drugiej pozwolą korzystać z jej dobrodziejstw coraz większej rzeszy ludzi. Z wielu względów nie wolno utracić akceptacji społecznej dla procesu zmian i ludzi pozostawiać na marginesie tych wydarzeń. W ubiegłym roku nasza gospodarka zdała trudny egzamin. Wykazała, że opiera się na solidnych podstawach. Załamanie finansowe w Rosji spowodowało kryzys w handlu z naszymi wschodnimi partnerami. Pogorszył się bilans obrotów bieżących, zmniejszył się przewidywany wzrost produktu krajowego brutto. Mimo to wzrost, który osiągnęliśmy - ponad 4 % - jest ciągle imponujący nie tylko wobec naszych sąsiadów. Średnioterminowy program rozwoju przewiduje, że w najbliższych latach wzrost produktu krajowego brutto będzie oscylował w pobliżu 5 procent. Równocześnie zakładamy zbijanie inflacji, zmniejszenie deficytu budżetowego, zwiększenie eksportu. Są to cele ambitne, ale wierzę że realne. Uważam, że dążenie do ich realizacji jest cywilizacyjnym, ponadpartyjnym zadaniem. W gruncie rzeczy chodzi o to, aby za życia jednego pokolenia skrócić dystans i odrobić zaległości wobec państw najwyżej rozwiniętych i dokonać gruntownej modernizacji kraju. Celem strategicznym pozostaje Polska nowoczesna, bezpieczna i zamożna. Trzeba szybko iść naprzód. Podstawą jest dobrze zorganizowana gospodarka, gospodarka i jeszcze raz gospodarka. Jeśli ona będzie mocna wszystko inne będzie łatwiejsze. Przed nami zadania nadchodzącego stulecia i jest ich wiele. Najistotniejszym z nich jest na pewno zdolność do konkurowania. To podstawowy walor w świecie, do którego aspirujemy. Od tego jak dalece opanujemy konkurencyjność zależy nasze miejsce i perspektywy. W ubiegłym roku podjęliśmy ważne reformy m. in. administracji publicznej, systemu ochrony zdrowia, emerytur i edukacji. Sensem podjętych reform jest racjonalizacja wydatków publicznych. Jako Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej opowiedziałem się za tymi reformami. Nie wszystko co się dzieje w ich realizacji przebiega tak jak spodziewaliśmy się. Praktyka surowo testuje przedstawione rozwiązania. Wiem dobrze, że potrzeba czasu żeby pozytywne efekty reform były odczuwalne jednak nie ulega wątpliwości, że korekty są konieczne i możliwe. Tego oczekuję od rządu i parlamentu w najbliższych miesiącach. Nie ukrywamy, że nasza polityka budżetowa podlega silnym napięciom. Wymaga stanowczości i zdecydowania, aby mogła się bilansować. Mimo kłopotów, udaje się to. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nadchodzące lata będą sprawdzianem skuteczności polityki finansowej państwa. Wpłynie na to ciężar prowadzonych reform, obsługa długu publicznego i wydatki które zostały odłożone w czasie. Deficyt obrotów bieżących zbliża się do niebezpiecznej granicy, choć poziom rezerw dewizowych pozostaje wysoki. Oczekuję od rządu takich działań by w końcu roku 2000 poziom tego deficytu był wyraźnie niższy niż dziś. Ta sprawa nie może być jedynie zmartwieniem Rady Polityki Pieniężnej. Oczekiwałbym od naszych zagranicznych partnerów także zrozumienia i wyjścia naprzeciw naszym wysiłkom do zrównoważenia obrotów. Wielkim wyzwaniem pozostaje restrukturyzacja rolnictwa. Wielkie nadzieje wiąża się z paktem dla wsi. Jest to zestaw konkretnych działań oraz uregulowań prawnych budowany w trudnym, a le niezbędnym dialogu społecznym. Wiem, że rząd pracuje nad programem polityki rozwoju regionalnego. Tej sprawy nie możemy zaniedbać, bo od tego zależy m. in. nasza zdolność do absorpcji funduszy pomocowych Unii Europejskiej. Kolejny temat, to zbliżający się wyż demograficzny. Polsce potrzebne są nowe miejsca pracy. Temu wychodzą naprzeciw zmiany w Polskiej polityce edukacyjnej, ale pozostaje jeszcze ogromny obszar działań. Z wyzwań najważniejszych jest członkostwo w Unii Europejskiej. Traktujemy to zadanie jako element polskiej racji stanu. Już teraz proces dostosowania Polski do standardów europejskich zmienia nasze społeczeństwo, gospodarkę i państwo. Polacy w jednoczącej się rodzinie nie chcą odgrywać roli ubogich kuzynów. W tym znaczeniu Unia Europejska stanowi główne wyzwanie dla Polaków. Droga do Unii dla Polski to droga także do modernizacji. I modernizacja ta jest niezbędna, niezależnie od tego, jak szybko w Unii Europejskiej będziemy. Polskim wkładem w jednoczenie Europy jest nasze zaangażowanie we współpracę regionalną w Europie Środkowo - Wschodniej. Tę politykę mamy zamiar kontynuować i uważamy, że jest ona ważnym czynnikiem stabilizacji tego regionu, a także przyśpieszenia - podkreślam - przyśpieszenia aspiracji wszystkich krajów Europy Środkowej do obecności w strukturach europejskich. Mam wrażenie, że starania i osiągnięcia Polski są dostrzegane w świecie. Goszczący niedawno w Warszawie Guenter Verheugen, komisarz do spraw rozszerzenia Unii Europejskiej, podkreślił, że Polska jest kluczowym krajem dla stworzenia w Europie strefy pokoju i bezpieczeństwa. Powiedział w Warszawie słowa, które nas cieszą i które będziemy często cytować: " Nie tylko chcemy Was w Unii, ale i potrzebujemy". Nie tylko chcemy, ale i potrzebujemy... Data 2003 roku jako możliwy termin naszej akcesji nadal jest realistyczna. Wiemy, że dużo zależy od nas samych, naszych umiejętności negocjacyjnych, a także naszej wytrwałości. Sprawa naszego członkostwa staje się coraz bardziej kwestią roboczą. Intensyfikujemy działania. Świadczy o tym niedawna debata parlamentarna, w której koalicja i opozycja wyraziły wolę przyspieszenia starań dotyczących wejścia Polski do Unii. Sejm podjął uchwałę nadającą priorytet pracom dostosowującym polskie prawo do unijnego. Rząd deklaruje również rozpoczęcie kampanii informacyjnej. Ta kampania informacyjna jest o tyle istotna, że obserwujemy spadek poparcia dla idei członkostwa. Uważam, że to nie wynika z tendencji i nie należy tego demonizować, ale niewątpliwie świadczy to o słabości naszej polityki informacyjnej. Rodacy moi - nawet ci, którzy nie mają wystarczających wiadomości - odnoszą się do problemu integracji europejskiej emocjonalnie. I dobrze, że ta sprawa nie pozostawia nikogo obojętnym. Polacy czują, że uczestniczą w czymś wielkim, w czymś co zmienia zbiorową egzystencję, a przede wszystkim otwiera perspektywy. Nieznane, a tym jest w dalszym ciągu nasze członkostwo w Unii Europejskiej, z jednej strony przyciąga , ale z drugiej strony budzi obawy. I dlatego chcę powiedzieć jasno, że odwlekanie terminu przystąpienia do Unii jest niebezpieczne. Bowiem im dłużej ten proces będzie trwał, tym bardziej w społeczeństwie mogą pojawić się objawy zniechęcenia, poczucie zmarnotrawienia wysiłków, fałszywe przekonanie, że nie warto się spieszyć. Potrzebny jest otwarty dialog ze społeczeństwem. Coraz więcej i coraz głośniej mówić trzeba o przyczynach naszego dążenia do Unii i polemizować z jego przeciwnikami, a przede wszystkim wytrwale przekonywać. Do tego trzeba być samemu przekonanym i jedno jest pewne: do integracji z Unią nie przekonają ludzie sceptyczni. Do wprowadzenia Polski do Unii potrzebne jest wyraźne - podkreślam - potrzebne jest wyraźne polityczne przywództwo rządu. Unia nie jest tylko organizacją gospodarczą, polityczną czy militarną. Jest przede wszystkim wspólnotą europejskich wartości. Ostatnie wydarzenia w Austrii i reakcja na wejście do jej rządu skrajnej prawicy dobitnie to pokazały. Problem jest jednak szerszy. Obawiamy się, że ta swoista moda na eurosceptycyzm, może być zaraźliwa. Nie chcielibyśmy, by w innych krajach członkowskich doszły do głosu podobne postawy. Oznaczać by to mogło zakwestionowanie filozofii unijnych "ojców założycieli", dziejowej misji projektu europejskiego. Oznaczałoby sukces krótkowzrocznego egoizmu sytych. Byłoby to niebezpieczne nie tylko dla nas i innych krajów kandydujących, ale uderzyłoby również w interesy samej Europy. Podważyłoby fundamenty jej stabilności, konserwując u jej granic niedostatek i biedę. Taka sytuacja to kłopoty na dla polski wyłącznie, to kłopoty dla nas wszystkich. Nie jest do przyjęcia członkostwo "drugiej kategorii". Niedawne propozycje Austrii, aby nawet po rozszerzeniu zachować kontrole graniczne, radykalnie ograniczyć mobilność siły roboczej, wyłączyć polskie rolnictwo z pomocy unijnej - zmierzają w istocie do takiego rozwiązania i dlatego właśnie budzą nasz niepokój. W moim przekonaniu pomysły te wynikają bardziej z przesądów aniżeli z rzetelnej analizy. Ekonomicznie są bezzasadne. Jesteśmy na drodze do Unii Europejskiej. Mamy pomyślne rezultaty gospodarcze, przyjazne stosunki z innymi państwami, cieszymy się uznaniem w regionie. Potrzebne jest nam Wasze zrozumienie, przychylność i zaangażowanie w przemiany zachodzące w naszym kraju. Powodzenie Polski, powodzenie Europy Środkowej i Wschodniej - będzie osiągnięciem wszystkich Europejczyków. Stanie się najlepszą odpowiedzią na wyzwanie przyszłego wieku. Wierzę, że będzie dobrze służyć rozwojowi na całym świecie.