Menu rozwijane

03 października 2001
3 października 2001 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski z Małżonką wziął udział w uroczystościach z okazji Dnia Jedności Niemiec, odbywających się w Moguncji, w Republice Federalnej Niemiec. Gospodarzem uroczystości zorganizowanych z okazji 11 rocznicy zjednoczenia Niemiec, był Kraj Związkowy Nadrenii-Palatynatu. Wzięli w nich także udział Prezydent Republiki Federalnej Niemiec Johannes Rau z Małżonką, Kanclerz RFN Gerhard Schroeder z Małżonką, Premier Kraju Związkowego Nadrenia-Palatynat Kurt Beck z Małżonką, Prezydent Bundestagu Wolfgang Thierse, czołowe osobistości kościołów różnych wyznań oraz liczni przedstawiciele świata kulturalnego i gospodarczego. Prezydent RP z Małżonką oraz Prezydent RFN z Małżonką rozpoczęli udział w obchodach od nabożeństwa ekumenicznego koncelebrowanego przez Biskupa Moguncji kardynała Karla Lehmana i przewodniczącego Kościoła Ewangelickiego. Nabożeństwo odbyło się w katedrze Św. Marcina w Moguncji. Po nabożeństwie i spotkaniu Prezydenta z gośćmi honorowymi uroczystości rozpoczęły się centralne obchody Dnia Jedności Niemiec. W czasie uroczystości z bogatą oprawą muzyczną w wykonaniu Orkiestry i Chóru Nadrenii-Palatynatu oraz Chóru Kameralnego Szkoły Muzycznej w Katowicach głos zabrał Premier Nadrenii-Palatynatu Kurt Beck, Prezydent Niemieckiego Bundestagu Wolfgang Thierse oraz Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski. W swoim wystąpieniach mówcy niemieccy podkreślali znaczenie obecności Prezydenta RP jako gościa honorowego obchodów symbolizującej proces zbliżenia w Europie i jej dalszego jednoczenia. Wolfgang Thierse powiedział, że zaproszenie Prezydenta RP przez Premiera Kraju Związkowego było także wyrazem wypełniania się dobrosąsiedzkich stosunków. Thierse podkreślił także, że wschodnia część Niemiec może skorzystać w znacznym stopniu na rozszerzeniu Unii Europejskiej na Wschód, i że "dobrze by było, gdyby Niemcy patrzyły nie tylko na Zachód, ale także na Wschód" w poszukiwaniu nowych możliwości rozwojowych. W swoim wystąpieniu wygłoszonym w części w języku niemieckim i przerywanym wielokrotnie oklaskami Prezydenta RP powiedział: To dla mnie wielka radość - być tu wśród Was; w dniu, który symbolizuje nowy rozdział niemieckiej historii. Dziękuję, w imieniu Polski i Polaków, za zaproszenie. Doceniamy ten gest, wyrażający przyjaźń i bliskość. To w pewnym sensie tak, jakby cała Polska została zaproszona do udziału w niemieckim święcie, zaproszona do wspólnej radości i refleksji. Spotykamy się w miejscu, które nadaje naszym rozważaniom dziejową perspektywę; osadza je w uniwersalnym, europejskim kontekście. Moguncja - dziedzicząca tradycje rzymskie, miasto Gutenberga, perła nauk i sztuk, tak tragicznie doświadczona podczas zmagań II wojny światowej i tak wspaniale odbudowana - każe zadumać się nad tymi wątkami historii Niemiec, w których odbija się cała historia Europy. Pamiętamy również, że w pierwszej połowie XIX wieku właśnie stąd - z Moguncji i z Nadrenii Palatynatu - płynął głos niemieckiej solidarności z Polską, która wtedy walczyła o wolność i niepodległość. W tym, co wyrażał Moguncki Komitet Pomocy Polsce lub też w pamiętnej manifestacji na zamku w Hambach, odbijało się przekonanie, że ludzie łaknący wolności i demokratycznych swobód tworzą wielką wspólnotę, ponad podziałami narodowymi. Dziś nawiązujemy do tamtych wspaniałych tradycji. Nie tak dawno na zamku w Hambach odbyło się w zeszłym roku ważne spotkanie. Wraz z Panem Kanclerzem Niemiec Gerardem Schröderem i Panem Prezydentem Francji Jacquesem Chirakiem uczestniczyłem w szczycie państw Trójkąta Weimarskiego. I oto to, co kiedyś było marzeniem o jedności i współpracy ludów - dziś przybiera konkretny kształt. Niepodległa, demokratyczna Polska myśli o zjednoczonych Niemczech z sympatią i nadzieją. Przez wiele wieków postrzegaliśmy Niemcy przede wszystkim jako potężnego sąsiada, wobec którego postawił nas geopolityczny fatalizm. Teraz odbieramy Niemcy przede wszystkim jako partnera, z którym łączy nas wspólnota interesów; z którym możemy razem wykorzystać szanse naszego czasu. Zjednoczone Niemcy sytuują się w centrum polskiego myślenia o naszych relacjach z innymi, o wyzwaniach przyszłości, o zjednoczonej Europie. Dzień Jedności Niemiec traktujemy jako datę ważną także w polskiej historii. Pamiętamy tamtą zbieżność wydarzeń. Polski Sierpień 1980 i porozumienia "okrągłego stołu" w roku 1989 zmieniły nie tylko Polskę, ale także Europę. To, co było podzielone przez "żelazną kurtynę", zaczęło się zrastać. Kiedy świat wstrzymywał oddech, podziwiając pęd polskich przemian - jednocześnie wtedy trzymał kciuki za tysiące Niemców z NRD, którzy szli do wolności przez coraz bardziej kruszejące granice. Kiedy upadał berliński mur - wieść o tym zastała niemieckiego kanclerza podczas jego wizyty w Polsce. Polsce odmienionej, pełnej nadziei, z pierwszym po wojnie demokratycznym rządem. W kilka dni później premier tego rządu, Tadeusz Mazowiecki, i kanclerz Helmut Kohl wymienili między sobą uścisk, który przeszedł do historii. Znak pokoju, przekazany w Krzyżowej, zapisał się w pamięci jako wielki znak pojednania między Polakami i Niemcami. I kiedy jedenaście lat temu dokonał się akt połączenia niemieckiego narodu - my w Polsce, choć niewolni od pytań, odebraliśmy to z radością i nadzieją. Wpisywało się to bowiem w nasze dążenia. Pękała w ten sposób "żelazna kurtyna", odchodził w niebyt tak zwany "obóz wschodni". Polska miała otwartą drogę na zachód, do świata wolności i demokracji. Do zachodnioeuropejskiego kręgu kulturowego, do którego zawsze czuliśmy się przynależni. Do jednoczącej się Europy. Polacy i Niemcy wykazali się wielką mądrością, że ten niezwykły czas, gdy zaczął głośno bić zegar historii, potrafili wykorzystać nie tylko dla przemian wewnętrznych, ale także dla zbudowania mostu między naszymi narodami. Traktat graniczny z 1990 oddalił niejasności, zbudował zaufanie. Traktat dobrosąsiedzki z 1991 roku położył fundamenty współpracy, okazał się wybiegnięciem w przyszłość. Gdy ogarniamy myślą XX wiek; gdy przenikamy labirynt historii, przez który przejść musiały nasze narody - widzimy, jak ogromna jest skala wspólnego sukcesu. Ponad pół wieku temu, pod koniec krwawej wojny, nasz znakomity poeta Julian Tuwim wyrażał powszechne uczucia Polaków i prosił o "wieczną przepaść od zachodu". Dzisiaj nie tylko nie ma przepaści, ale jest szczególne porozumienie. Niemcy są dla Polski najbliższym partnerem w Europie i sojusznikiem w obronie wspólnych wartości. Chciałbym, w imieniu moich rodaków, wyrazić wdzięczność i podziw wszystkim Niemcom, którzy wytrwale przełamywali oddzielające nas od siebie historyczne, polityczne i psychologiczne bariery. Tym wszystkim, którzy kierując się nakazem sumienia, dobrem narodu, głosem swego człowieczeństwa - w trudzie budowali pojednanie. Tym, którzy wędrując w świecie kultury, podsycając rozwój w świecie gospodarki i życia społecznego - kreowali dialog między naszymi narodami. Tym, którzy kierując się wizją zjednoczonej Europy - zawiązali partnerstwo między dwoma największymi krajami w centrum, w sercu naszego kontynentu. Długi, bardzo długi jest ten ciąg postaci i instytucji. Skłaniam w tym szczególnym dniu i w tym szczególnym miejscu głowę przed myślą Konrada Adenauera i dziełem Willego Brandta, przed dokonaniami Richarda von Weizsäckera, Romana Herzoga i Helmuta Kohla, przed dorobkiem Marion von Dönhof, Karla Dedeciusa i Güntera Grassa. Skłaniam głowę przed dokonaniami biskupów niemieckich, działaczy Akcji Znaków Pokuty i "Pax Christi". Na ręce Pana Prezydenta Johannesa Raua i Pana Kanclerza Gerarda Schrödera składam podziękowania dla współczesnej generacji polityków niemieckich. To była wielka sprawa. W tym dostojnym gronie wszyscy mamy poczucie, że stosunki polsko - niemieckie wkroczyły w nową fazę - i to nie tylko dlatego, że symbolicznym tego znakiem jest początek nowego stulecia. O ile klimat polityczny dla współpracy jest bardzo dobry - o tyle ciągle przeciętny Polak jest przeciętnemu Niemcowi dość obcy. Komentatorzy piszą, iż nasze relacje międzypaństwowe są tak poprawne, że aż nudne. Jest to powód do radości. Zasmucać musi jednak obojętność, z jaką czasami traktują się nawzajem oba społeczeństwa. Jeśli rzeczywiście chcemy, aby w partnerstwie i symbiozie polsko - niemieckiej zawiązała się nowa jakość - wielka już pora na współpracę, w której wezmą udział miliony. Która z gabinetów i sal kongresowych przejdzie do firm, szkół, redakcji, kin i na uliczne deptaki. Która zaowocuje nowymi znajomościami i przyjaźniami; wspólnymi przedsięwzięciami; wspólną wizją przyszłości. Oczywiście, tego nie da się zadekretować ani zarządzić. Polacy i Niemcy mamy historyczną alergię na "ręczne sterowanie" naszymi sympatiami i antypatiami. Trzeba kierować swoje zainteresowani tam, gdzie tętno współczesności bije najsilniej. Chciałbym, aby sprawdziły się te słowa, które słyszeliśmy już i w tej sali, że jesteśmy tak blisko, że jesteśmy nie tylko obok siebie jako społeczeństwa i państwa, ale jesteśmy ze sobą, jesteśmy razem. Uderzające są wyniki niedawnych badań socjologicznych, które kreślą wzajemny wizerunek naszych nacji w okresie rozszerzania Unii Europejskiej. Obraz typowego Polaka, jaki wyłania się z wypowiedzi Niemców, nie jest taki jaki byśmy chcieli. Podkreślane są takie cechy jak zacofanie, mówi się o polskiej religijności, ale nie koniecznie musi oznaczać to komplement. Ponad połowa Niemców nie wierzy, że w Polsce działa gospodarka rynkowa, mówi o złej organizacji pracy w naszym kraju. Z kolei dla Polaków typowy Niemiec to zdyscyplinowany i odpowiedzialny pracownik, ale pozbawiony cech ciepłych, pozbawiony życzliwości czy poczucia humoru. Te stereotypy istnieją i musimy zdawać sobie z nich sprawę. Ale niech i ta okazja, niech nasze spotkanie w Moguncji będzie przełamaniem takich stereotypów. Niech do Polski popłynie ta wiadomość, że jesteśmy oto w krainie wspaniałych tradycji duchowych, pogodnych i gościnnych ludzi i znakomitych win, i że jest wiele jeszcze miejsc w Niemczech, które powinni Polacy odkryć, tak jak wiele jeszcze jest miejsc w Polsce, które powinny być odkryte przez mieszkańców Niemiec. Bez przełamania wzajemnych stereotypów trudno będzie Polakom i Niemcom znaleźć wspólny język społecznej codzienności. Chcę wierzyć, że uczynimy wszystko , by wzajemna współpraca gospodarcza, kulturalna, polityczna stawała się również wspólną radością naszych społeczeństw. Abyśmy wspólnie kształtowali XXI wiek nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, ale i na całym kontynencie. Ogromnie dużo już się dokonało. Rozwinęło się wiele wspaniałych przedsięwzięć, które prowadzą nas do wymarzonego celu. Chcę bardzo wysoko ocenić rolę, jaką od lat odgrywa Organizacja Polsko - Niemieckiej Wymiany Młodzieży. Z oferowanych przez nią programów skorzystało do tej pory aż 750 tysięcy młodych Polaków i Niemców. Polscy i niemieccy studenci razem zdobywają wiedzę w Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie. Jego ważną częścią po polskiej stronie Odry jest Collegium Polonicum w Słubicach. Krzepią gesty, świadczące o niemieckim uznaniu i zainteresowaniu dla dokonań polskiej kultury; dla drogi, jaką odbywa współczesna Polska. Dla nas wszystkich miła była wiadomość o niedawnym odznaczeniu Andrzeja Wajdy niemieckim Wielkim Krzyżem Zasługi, o przyznaniu prestiżowej Nagrody Fundacji Bertelsmanna Leszkowi Balcerowiczowi, Tadeuszowi Mazowieckiemu i Adamowi Michnikowi. To są ważne i gesty i sygnały. Dynamicznie rozwija się nasza współpraca gospodarcza, co sprawia, że Polska jest najważniejszym partnerem Niemiec w Europie środkowo - wschodniej. Istnieje wiele form współpracy przygranicznej i regionalnej. Dobrym przykładem jest goszcząca nas dzisiaj Nadrenia Palatynat, która - choć od Polski geograficznie oddalona - blisko współpracuje z województwem opolskim. Właśnie teraz przebywa w Warszawie i Opolu grupa nauczycieli z Nadrenii - Palatynatu. Odbywa się wiele spotkań środowisk samorządowych. Wiem o wielkiej życzliwości i zaangażowaniu w partnerstwo obu regionów Pana Premiera Kurta Becka i Pana Przewodniczącego Landtagu Christopha Grimma. Chcę także zwrócić Państwa uwagę na pewien frapujący proces, jaki po 1989 roku stał się udziałem niektórych lokalnych społeczności w Polsce. Mam na myśli wzrastające zainteresowanie niemieckimi śladami, pamiątkami, ścieżkami ludzkich losów w wielu miastach, na jakich odcisnęły się kiedyś wieki niemieckiej historii. To zainteresowanie widać w Gdańsku, Wrocławiu, Kołobrzegu; a także w mniejszych miastach. Ten proces, dotyczący wizerunku przeszłości, rzutować będzie w przyszłość. Wypełnia się jakaś bolesna pustka, której istnienie było oczywiste, a jednak kiedyś - z nakazu dawnej oficjalnej propagandy - przemilczane. Każde miasto jest ciągłością; żyje nie tylko tu i teraz, ale ma również swoje wiekowe korzenie. Mimo wojen i politycznych wstrząsów, które tak wiele zmieniły, przeszłość przemawia. Kamienie Gdańska czy Kołobrzegu mówią nie tylko po polsku, lecz i po niemiecku. Ludzie wrażliwi wsłuchują się w ten głos, są nim zafascynowani. Myślę, że to bardzo zbliża Polaków i Niemców. Potomkowie tych, którzy dawno temu musieli opuścić swoją ojczyznę leżącą za Bugiem, dziś za cząstkę swej duchowej tożsamości uważają hanzeatycką przeszłość swego miasta. Odchodzi etniczny sposób widzenia historii, kultury, a także polityki. Okazuje się, że patriotyzm i narodowa duma wcale nie kolidują z budowaniem nowej tożsamości, zawierającej wątki wielokulturowe, uniwersalne. Ta droga, która prowadzi nasze narody ku sobie - nawet po ścieżkach, które z racji dziejowych wspomnień wydają się najbardziej splątane i bolesne - jest dobrą drogą. Wymieniłem wiele przykładów polsko - niemieckiego współdziałania - a jednak pozwolę sobie pozostać przy tezie, że wiele mamy jeszcze przed sobą. Wiem, że gościem ubiegłorocznego Dnia Jedności Niemiec był Prezydent Francji. To następstwo wydarzeń w jakiś sposób wyznacza nam perspektywy. Niemcy i Francja stworzyły fenomen współpracy, którym zadziwiły Europę. Chcielibyśmy powtórzyć ten sukces. Chcielibyśmy zbudować taką jakość polsko-niemieckiego pojednania. To co staje się dla Polski celem najważniejszym jest wejście do Unii Europejskiej. Jestem przekonany, że polska obecność w Unii będzie umacniała stosunki polsko-niemieckie. Musimy mieć świadomość, że różnice w rozwoju gospodarczym czy cywilizacyjnym, nie sprzyjają współpracy, nie zanikną inaczej jak w systemie naczyń połączonych. W specyficznym systemie jakim okazała się Unia Europejska, gdzie przybywa wszystkim i wszyscy wygrywają, gdzie nie trzeba tracić na współpracy i integracji. Polsko - niemiecka współpraca, w coraz większym stopniu, staje się funkcją europejskiej integracji. Niemcy to rozumieją. Wiemy, że projekt europejski jest w samym centrum polityki niemieckiej. Przez wiele lat, a szczególnie ostatnio, dla zjednoczonej Europy Niemcy zrobiły może więcej niż ktokolwiek inny. To samo można powiedzieć o tym, co zrobiły dla Polski - o niemieckim poparciu dla naszych unijnych aspiracji. Jesteśmy za to głęboko wdzięczni, oczekujemy szczęśliwego finału, a tutaj, w Dniu Jedności Niemiec chcę skorzystać z okazji i zaapelować, abyśmy ten proces zakończyli w niedługim czasie i z pełnym sukcesem. Polska jest przekonana, że integracja jest potrzebna, by dawne jałtańskie podziały nie kładły się cieniem na europejskim bezpieczeństwie, zaufaniu, na możliwościach rozwojowych naszego kontynentu i cywilizacji. Odwlekanie integracji oznaczać może utratę historycznej sposobności. Niezdecydowanie zachodnioeuropejskich Wessich połączone z frustracją środkowoeuropejskich Ossich, jak wzajemnie napędzający się mechanizm, może zacząć produkować niepewność i niestabilność. Mury upadły - od nas jednak zależy, czy na zawsze. One muszą upaść na zawsze. Polska jest wpisana swą historią w cywilizację zachodnią i otwarta na wschód, jest naturalnym pomostem dla europejskiej integracji. Zjednoczona Europa powinna wyjść poza kształt Karoliński i wykorzystać wszystkie kody kulturowej wspólnoty, jakie na przestrzeni wieków wytworzyła tutaj historia. Europa bez swej części centralnej, od Bałtyku po Morze Czarne, bez naturalnego łącznika ze wschodem, będzie zawsze połowiczna. I w stosunku do wyzwań XXI wieku połowiczne będą też jej możliwości. Mówimy o Europie - ale w świecie, w którym wydarzyło się coś nowego i strasznego. Świat nigdy nie będzie już