Menu rozwijane

28 sierpnia 2001
28 sierpnia 2001 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski spotkał się w Łomży z prezydentami byłych miast wojewódzkich. Zwracając się do zebranych Prezydent powiedział: Panie Premierze, parlamentarzyści, panowie prezydenci. Chcę powiedzieć, że dla mnie jest to bardzo wartościowe spotkanie, ponieważ nie mieliśmy okazji do takiej rozmowy po zmianach jakie miały miejsce. Dziękuje za wszystkie uwagi tu wyrażone. Korzystając z obecności mediów chcę powiedzieć, że dotarła do mnie wiadomość, sugerowana zresztą dzisiaj - podczas porannej rozmowy - przez Pana Premiera, że zdymisjonował on Ministra Finansów pana Jarosława Bauca. Z takim wnioskiem odwołania zwrócił się do mnie i wniosek ten wpłynął do Kancelarii Prezydenta. Jednak jego uwzględnienie, podpisanie będzie możliwe, gdy będzie również wniosek o powołanie osoby na stanowisko Ministra Finansów. Uważam bowiem, że w obecnej sytuacji, ale nie tylko, w każdej sytuacji minister finansów jest osobą, która musi być znana z imienia i nazwiska, odpowiedzialność tutaj nie może być podzielna i dlatego tak długo jak nie będzie wniosku o mianowanie na stanowisko ministra finansów nowej osoby, tak długo nie będzie odwołania obecnego ministra finansów pana Jarosława Bauca z tego stanowiska. Uważam, że wprowadzamy w ten sposób zbyt wiele niewiadomych, do i tak niełatwej łamigłówki budżetowej jaką wszyscy widzimy, i którą musimy razem rozwiązać. Chcę też powiedzieć o sytuacji budżetu. Proszę państwa, nie ma żadnych wątpliwości, jak by nie liczyć, z której strony by nie zaczynać, jak by nie próbować analizować sytuacji, niedobór w budżecie - bo tak to trzeba nazywać - kształtuje się na poziomie około 90 miliardów złotych. Czy to jest 88, czy 91, czy 87 to jest oczywiście kwestia drugorzędna. Natomiast co do skali zarówno Ministerstwo Finansów z całym swoim aparatem, jak i zespół wybitnych ekspertów - muszę powiedzieć, bo tak się składa, że tych ludzi znamy, są to fachowcy od budżetu - potwierdzają, że ten niedobór ma taką skalę. Poza niedoborami, warto powiedzieć i przytoczyć również, to co w raporcie ekspertów zostało zawarte - skąd to się wzięło, jakie są przyczyny. Powtarzam słowa ekspertów, że w 1/3 przyczyną tego zaskakująco wielkiego niedoboru są czynniki, nazwijmy to umownie obiektywne, wynikające ze zmniejszenia tempa rozwoju polskiej gospodarki czy czynników zewnętrznych, zagranicznych, także z różnych nieprzewidzianych sytuacji ale to jest tylko 1/3 przyczyn. 1/3 jest to niewątpliwie przekroczenie limitu, dopuszczalnego do wydawania środków w ramach twórczej działalności większości parlamentarnej w ostatnich 4 latach. I tu nie można zwalać winy ani na krasnoludków, ani na inne siły, ani na opozycję, ponieważ to większość decydowała. Rząd decydował w jakim stopniu ustawy były przedstawiane i w jakim stopniu uzyskiwały poparcie. Co najmniej 33 procent kłopotów wynika z tego, że zakres wydatków w ostatnich latach był przesadny. No i niestety, co trzeba powiedzieć jasno i to również jest dodatek do tej informacji, którą przed chwilą przekazałem, 1/3 winy to jest Ministerstwo Finansów i osobiście minister finansów, a szczególnie budżet, który został zaproponowany na 2001 rok. Dzisiaj już nikt nie ma wątpliwości, że ten budżet był skrajnie nierealistyczny i nieodpowiedzialny, że był on obliczony wyłącznie na to, żeby został przyjęty, żeby pogodzić różne sprzeczne interesy, ogień z wodą, i żeby nie doszło do przyśpieszonych wyborów. Historia bywa przewrotna, dzisiaj niewątpliwie wielu z tych, którzy byli za tym żeby wybory odbyły się w terminie, dzisiaj wolałoby żeby były one już z głowy, za sobą i żeby odbyły się gdzieś tam wiosną. Niestety jesteśmy w takiej sytuacji, że przygotowano niewątpliwie budżet wyborczy, budżet, który był, jak mówiłem, nierealistyczny i za to odpowiedzialność ponoszą minister finansów Jarosław Bauc, Ministerstwo Finansów czyli aparat, którym dysponował, AWS, która stanowi rząd, Unia Wolności, która ten budżet poparła i wszyscy posłowie, którzy podnieśli rękę za budżetem na rok 2001. Za budżetem, który mimo ostrzeżeń nie tylko opozycji, ostrzeżeń ekspertów, także moich ekspertów, moich ostrzeżeń - został przyjęty. Mówiąc krótko, mamy do czynienia z sytuacją niewątpliwych kłopotów budżetu. Ja to nazywam wprost, dzisiaj w swoim wystąpieniu nazwałem to kryzysem finansów publicznych. Nie ma wątpliwości, że słowo kryzys jest tu absolutnie uprawnione i oczywiście dalej dyskusja będzie trwała o odpowiedzialności. To już zostawiam innym. Natomiast dla mnie zasadnicze pytanie, to jak można z tego wybrnąć, a wybrnięcie niewątpliwie będzie wymagało ogromnej dyscypliny finansowej i oszczędności. Wierzę, że nowy rząd - bo przecież ten budżet będzie już przyjęty w nowej kadencji parlamentu, najprawdopodobniej przez nowy rząd - rozpocznie wymagane przez budżet oszczędności od samego siebie, a więc od administracji państwowej, od likwidacji części agend, zamrożenia płac, zmniejszenia kosztów działalności administracji państwowej. Ja zdaję sobie sprawę, że nie są to środki wystarczające żeby załatać dziurę budżetową, bo to jest zaledwie ułamek, ale siła moralna tej decyzji jest bardzo wielka. To trzeba powiedzieć. Oczekuję, że posłowie zamrożą diety, że zmniejszona zostanie ilość miesięcy odpraw dla odchodzących z rządu parlamentarzystów. Niestety taki jest moment, w którym trzeba sobie jasno powiedzieć, że zaciskanie pasa należy zacząć od nas samych. Dziś zapytano mnie również czy jestem za tym żeby została również zamrożona płaca Prezydenta RP. Tak, jestem za tym żeby płaca Prezydenta RP została zamrożona. Tak trzeba to zrobić. Jednak oczywiście dla sanacji finansów będzie dużo trudniej i niewątpliwie to co powiedziałem na samym początku dotknie również samorządy. Nie ma dzisiaj żadnej grupy, ani społecznej, ani żadnej instytucji, która mogłaby po prostu nie wziąć tego pod uwagę. Już dzisiaj namawiam aby wszyscy przedstawiciele samorządów zastanawiali się nad planami oszczędnościowymi, ponieważ niewątpliwie takie możliwości istnieją, niewątpliwie jest wiele spraw, które były podejmowane ponad stan, ponad możliwości, także jeśli chodzi o zatrudnienie i różnego rodzaju koszty. Niewątpliwie jednak najbardziej istotne zadanie w ciągu najbliższych miesięcy to, po pierwsze, zbudowanie planu oszczędności, a po drugie - wyzwolenie takich impulsów rozwojowych, które pozwolą uzyskać więcej dochodów. Dzisiaj niewątpliwie nagroda należy się dla tych, którzy stwierdzą jak można zwiększyć dochody budżetowe, jaki jest mechanizm, aby dochodów mogło być więcej i aby było to realistyczne. Żebyśmy nie mówili, że zwiększanie dochodów będzie polegało na większej ściągalności cła bo to się uda albo nie. Natomiast my musimy dać takie impulsy dla rozwoju gospodarki i przedsiębiorczości, żeby rzeczywiście można było więcej produkować i sprzedawać, aby z tego tytułu mieć więcej podatków i istotnie poprawić sytuację budżetu. Jak bardzo kryzysowa jest to sytuacja powiem, że z raportu ekspertów wynika, iż przy tej dziurze, przy tym niedoborze na 90 miliardów złotych, planowane czy szacowane wpływy do budżetu na rok przyszły wynoszą 128 miliardów. Czyli jeżeli są wpływy na poziomie 128 miliardów, a niedobór wynosi 90 miliardów to dopiero wtedy widać skalę kłopotu, z którym mamy do czynienia. I tu już bym niczego nie kwestionował, nie szukał ani znachorów, ani cudotwórców, ani innych magów. Po prostu musimy szukać wyjścia i niewątpliwie to poszukiwanie musi się odbyć przy istotnym udziale również opozycji SLD. Bo prawdopodobnie będzie tak, że budżet będzie zaproponowany przez obecny rząd, ale przyjmowany będzie przez następny, który - jak pokazują sondaże - prawdopodobnie tworzyć będzie socjaldemokracja. Mój wniosek dla wszystkich tu obecnych jest taki, że programy oszczędnościowe powinny być już przygotowywane w sposób bardzo realistyczny - tego się nie da uniknąć. I chcę państwu powiedzieć, że to prawdopodobnie nie będzie proces na rok, a przynajmniej na kilka lat i trzeba myśleć o takiej perspektywie. W tym kontekście ja przejrzę oczywiście tę ustawę po jej przyjęciu, jeżeli będzie ona miał tylko takie wątpliwości, które są tutaj zgłaszane nie zawaham się jej zawetować. Wczoraj w nocy zawetowałem 3 ustawy, wcześniej również. Naprawdę mówię to z ciężkim sercem, zupełnie szczerze - wetuję ustawy, które dotyczą tak słusznej kwestii jak np. pomoc rodzinom wielodzietnym. I tak na zdrowy rozum, czemu nie pomóc tym rodzinom? Jednak też tak na zdrowy rozum, jak nie mamy pieniędzy to nie możemy pomóc tym rodzinom. Ja powołuję się tu na przykład każdej rodziny, która wie, że jeśli nie stać nas na wakacje za granicą to mamy wakacje w kraju, jak nie stać nas na wakacje w kraju, to po prostu ich nie ma. Po prostu musimy kierować się zdrowym rozsądkiem i takim rachunkiem, który nie zadłuży naszej rodziny, nie spowoduje kłopotów, a przede wszystkim nie obciąży przyszłych pokoleń ciężarem, który jest nie do udźwignięcia. Stąd zawetowałem tę ustawę, zdaję sobie sprawę z krytyki, która musi mnie spotkać, ale czynię to w imieniu wyższych interesów, zasadniczych interesów państwa i narodu. Takich mianowicie, abyśmy mogli być krajem wypłacalnym, rozwijającym się, nie doprowadzili do zapaści finansowej. Pamiętajmy o następnych etapach. Jest kryzys finansowy, później jest kryzys gospodarczy, a później zapaść państwa jako całości. Musimy zakończyć to na tym etapie, nie ma tutaj możliwości większego ryzyka. Dzisiaj jakakolwiek zapaść rynku, panika rynkowa, mogłaby nas nieuchronnie doprowadzić do kryzysu finansowego, który miałby skutki niebywale niebezpieczne. I gdy pytają mnie jak dzisiaj można pomóc polskim rodzinom to odpowiadam: właśnie przede wszystkim nie dopuszczając do kryzysu finansowego i gospodarczego. To może oznaczać że pieniądze, które mamy w kieszeni ważą dużo mniej, że nie ma pracy i to nie dla 18 procent, jak w tej chwili, ale dla 25 procent. Stąd przyjmuję tę odpowiedzialność i będę wszystko czynił, aby tego etapu już nie przekraczać, i żebyśmy mogli uzdrowić finanse oraz doprowadzić do sytuacji, która będzie dawała nadzieję. Teraz o Waszych miastach, które straciły status wojewódzki. Chcę powiedzieć, że to jest bardzo trudny okres. Widziałem ten proces z bliska, wszystkie miasta, które w 1975 roku uzyskały status wojewódzki niewątpliwie otrzymały również wielkie możliwości rozwojowe, z których w większości skorzystały. To trzeba docenić. Łomża jest inna, Słupsk jest inny i Koszalin, i Suwałki itd. Utrata tego statusu niewątpliwie w krótkim czasie powoduje istotne komplikacje, o których panowie mówili. Ja mogę tylko powiedzieć z żalem: szkoda, że nie ma tu ministra Płoskonki, bo rzeczywiście plan "Dialog i rozwój" był powodowany jako rodzaj swoistego zadośćuczynienia. To może byłoby za dużo powiedziane, ale przynajmniej pewnego deseru czy takiego cukierka, który byłe miasta wojewódzkie otrzymują. Okazał się on w ogóle niczym. Ja już nie mówię o tym, że nazwa była już ponad wszelką miarę, bo to był "Dialog i rozwój". To, że nie będzie rozwoju można się było spodziewać od początku, ale przynajmniej mogliście oczekiwać, że będzie dialog. Okazało się, że nie ma ani jednego ani drugiego, a jeszcze okazuje się dodatkowo, że postanowiono przekazać na jednego mieszkańca jeden bilet tramwajowy i w dodatku w jedną stronę. To jest niepoważne, ja mogę tylko wyrazić żal, że rząd Rzeczpospolitej Polskiej w taki właśnie nieodpowiedzialny sposób formułował programy o bardzo istotnym znaczeniu. Jestem przekonany, że w nowej kadencji do tego programu, oczywiście już nazwanego inaczej, trzeba wrócić. Niewątpliwie powinniśmy się podjąć pewnych wysiłków aby te miasta nie przeżywały regresu, a szczególnie ucieczki ludzi młodych. Mam tu osobiste doświadczenia. Urodziłem w mieście powiatowym, które straciło status powiatu w roku 1975 i niewątpliwie największą dolegliwością jaka miała wtedy miejsce, była w krótkim czasie ucieczka miejscowej inteligencji, a szczególnie młodych ludzi. Przywrócenie powiatów trochę odwraca tę tendencję. W miastach wojewódzkich ten problem niewątpliwie istnieje, ale radzę tutaj pomyśleć aktywnie o tej sprawie. Byłem parę dni temu w Elblągu i jest on przykładem aktywnego spojrzenia w przyszłość. Oczywiście oni mają własne atuty. Życzę każdemu byłemu miastu wojewódzkiemu żeby miało tego rodzaju zaplecze nowoczesnej techniki, które pozwala na tworzenie centrów informatycznych, które obejmuje 1,5 tys. ludzi, gdzie rzeczywiście ci młodzi ludzie mogą się kształcić i służyć później firmom, przedsiębiorstwom, które są na miejscu. Ale jest jedna rzecz, której trzeba Elblągowi zazdrościć, to jest moja dobra rada dla wszystkich tutaj obecnych, tych którzy jeszcze tego nie zrobili. Uważam, że miasta te powinny bardzo poważnie powalczyć o wyższe uczelnie i to szczególnie wyższe uczelnie o statucie państwowym, a nie prywatnym, takim zmiennym, niepewnym. I te miasta, które będą miały wyższe uczelnie o różnych profilach mają szczególną szansę na zatrzymanie młodych ludzi, na kreowanie inteligencji. Młodzieży w Polsce jest bardzo dużo, zainteresowanie studiami bardzo wielkie, myślę że nawet generując nasze szczególne środki można rzeczywiście zamknąć, a przynajmniej odwrócić tendencję, iż młodzi ludzie nie będą mieli chęci do pozostawania w tych miejscowościach. Z mojej strony gwarantuję jak najdalej idące wsparcie. Uważam, że byłoby naprawdę znakomicie jeżeli w każdym z naszych miast powstałaby jedna uczelnia wyższa o różnych oczywiście typach i profilach, która mogłaby zbierać tę młodzież i kadrę w miastach i okolicach. Druga rzecz to oczywiście rozwój przedsiębiorczości. Tutaj, moim zdaniem, poza rewelacjami ogólnopaństwowymi powinny być rewelacje lokalne, żeby właśnie Wasze miasta były takimi miejscami, które tworzą szczególne warunki dla przedsiębiorczości. Ja wiem, że czasami to nie jest łatwe, ale jest to możliwe, bo to się opłaca w dalszej perspektywie. Jeśli chodzi o spór o powiaty grodzkie i ziemskie to moja odpowiedź jest tu absolutnie jasna. Otóż, wszystkie integracje polegające na tym żeby dzielić biedę nie mają większego sensu. Trzeba szukać rozwiązań, które będą efektywne. Dla mnie efektywne jest nieporównanie bardziej wiązanie powiatu ziemskiego z miastem, czyli tego obwarzanka z centrum, bo to dopiero otworzy naturalną sytuację. Jeżeli natomiast się okazuje, bo być może są i takie przykłady, że ktoś nie chce, to niech zostanie jak jest. Natomiast niewątpliwie wzmocnienie słabych powiatów ziemskich, przejmowanie niektórych funkcji, które dobrze wykonują dzisiaj powiaty grodzkie jest drogą do nikąd. Po pierwsze, niczego to nie zaoszczędzi w administracji, a po drugie doprowadzi do trwałego konfliktu interesów, który najczęściej będzie rozstrzygany przez Naczelny Sąd Administracyjny. Uważam, że tam gdzie jest zgoda i porozumienie powinniśmy dążyć do wiązania powiatów ziemskich z grodzkimi, oczywiście z tą dominującą, promieniującą, żeby nie używać słowa dominującą rolą powiatu-miasta wokół którego jest region. Na koniec chcę powiedzieć jeszcze że, nikt nie jest doskonały i nie jest również doskonała administracja samorządowa. Ja wiem, że mówię to w gronie, gdzie nie musi to być uznane jako przyjemność, ale trudno. Tak jak staramy się walczyć z przejawami niekompetencji, biurokracji, korupcji na szczeblach centralnych, to chcę Wam powiedzieć, że to są również plagi, z którymi trzeba walczyć w samorządach. One występują i Wy o tym dobrze wiecie, ludzie o tym wiedzą, i w związku z tym moja prośba na koniec jest taka, żeby w ramach wszystkich działań porządkujących, które niewątpliwie Polskę czekają - nie tylko dlatego że mamy nowy wiek, nie tylko dlatego, że mamy wybory, ale dlatego, że to jest konieczne, potrzebne. W ramach tych porządków również apeluję, żeby tym sprawom się przyjrzeć, żeby nie było biurokracji, arogancji, żeby nie traktować obywateli jako dodatku do władzy, którą się sprawuje, no i przede wszystkim, żeby walczyć z korupcją. Niestety korupcja na szczeblach samorządowych występuje nie w takiej skali jak gdzieś tam na górze, ale występuje powszechnie i ja spotykam się niestety z wieloma informacjami, że różne firmy, różne instytucje starające się coś w Polsce załatwić właśnie narzekają na to zjawisko i to ogromnie jest niebezpieczne. Ta choroba jeśli się rozleje, to po pierwsze ma charakter ponadpartyjny, jest apolityczna, ale bardzo zaraźliwa. Jest to zatem moja prośba do Was,