11 października 2001
W trakcie Uroczystości Milenijnych w Gnieźnie odbyła się debata telewizyjna Prezydentów pięciu krajów, transmitowana przez Program I TVP.
- 1000 lat temu Zjazd Gnieźnieński stworzył nadzieję na funkcjonowanie Europy zjednoczonej porozumieniem równych, a nie podbojem. Ta wizjonerska idea nie została zrealizowana do dzisiaj. W 1000 lat od Zjazdu, Europa jest ciągle podzielona. Dlatego tak ważne jest, że dzisiaj, tutaj, w historycznym miejscu i w historycznym czasie, spotkali się Prezydenci pięciu państw, by rozmawiać właśnie o jedności europejskiej.
Witam w debacie Prezydenta Słowacji Rudolfa Schustera, Prezydenta Niemiec Johannesa Rau, Prezydenta Polski Aleksandra Kwaśniewskiego, Prezydenta Węgier Arpada Goencza i Prezydenta Litwy Valdasa Adamkusa.
Panie Prezydencie przybywa Pan do Gniezna w 1000 lat po wizycie cesarza niemieckiego Ottona. Właściwie Europa dzisiaj, 1000 lat po tamtym wydarzeniu, nie jest ciągle zjednoczona. Czy w Pańskiej opinii dzisiaj politykom brakuje determinacji takiej, jaką mieli cesarz Otton i papież Sylwester?
Prezydent Niemiec: Chciałbym powiedzieć, że w zasadzie powinniśmy być tutaj w siedmiu. Czeski Prezydent niestety nie mógł z powodu choroby przybyć. Wszystkie nasze myśli kierujemy do Prezydenta Kuczmy - który nie mógł przybyć do nas, do Ukrainy gdzie zdarzyła się ogromna katastrofa.
Wydaje mi się, że nie jest tak, że jest brak polityki. Wspominam czasy kiedy nie było w ogóle żadnej wizji europejskiej. Powoli dochodziło do jednoczenia się Europy, najpierw na Zachodzie. Świat był podzielony, Europa była podzielona. Europa rozwijała się jako Europa Zachodnia i my teraz, jako zachodni Europejczycy powinniśmy nauczyć się, że Gniezno, Warszawa, Królewiec, Budapeszt, Praga, Ryga, Wilno - są miastami europejskimi. To jest proces europejski i przy tym procesie powinniśmy się do siebie zbliżać. Wydaje mi się, że to spotkanie spowoduje, że powinniśmy to uczynić. Czynią to narody, czyni to przede wszystkim młode pokolenie. Mam nadzieję, że za kilka lat dojdziemy do tego momentu, że będziemy mieli ten sam status gospodarczy, te same zabezpieczenia społeczne, będziemy mieli te same możliwości. W świecie globalnym jest nie do pomyślenia, żebyśmy żyli partykularnie. Potrzebujemy zjednoczonej Europy, mówiącej jednym językiem. Wydaje mi się, że znajdujemy się na dobrej drodze do tej Europy.
- Panie Prezydencie, Prezydent Rau wspominał o tym, że nie było wcześniej wizji Europy. Nieobecny dzisiaj Prezydent Havel, mówiąc o integracji europejskiej w 1993 r., pytał dlaczego cel, który wydawał się być w zasięgu ręki w 1990r., teraz jest tak odległy. Czy według Pana nie wynika to z braku wizjonerów we współczesnej Europie?
Prezydent RP: Przede wszystkim nie wpadałbym w pesymizm bowiem w r. 2000 niewątpliwie jesteśmy bliżej integracji Europy aniżeli jeszcze 10 lat temu, a już nie mówię o 20 latach wstecz, bo wtedy wiele spraw wydawało się całkiem nierealnych. Nierealny był upadek Związku Radzieckiego i wyzwolenie się Litwy, Estonii, Łotwy, Ukrainy. Nierealne było zjednoczenie Niemiec. Istniał Układ Warszawski. A jednak to wszystko się stało i stało się dlatego, że przede wszystkim społeczeństwa wzięły sprawy w swoje ręce i to one się opowiedziały za integracją europejską. Gdyby dzisiaj mówić o współczesnej integracji 1000 lat po Zjeździe Gnieźnieńskim, to nie cesarz i nie król i nie Prezydent mają decydującą rolę, ale ludzie, którzy czy w Solidarności w Polsce, czy w czasie "aksamitnej rewolucji" w Czechosłowacji, czy na murze berlińskim, czy w czasie wydarzeń węgierskich, mówili o tym, że są przeciwni podziałowi Europy. Że nie chcą mieć kurtyny, nie tylko żelaznej ale nawet aksamitnej. Dlatego dzisiaj mamy trudności w procesie integracji, ale cel został wyznaczony. W moim przekonaniu go osiągniemy. Czy w ciągu kilku lat, trzech, czterech, pięciu, to już jest sprawa negocjacji i konkretnych warunków. Nie mam żadnych wątpliwości, że Europa ma historyczną szansę zintegrowania się, że dzisiaj pomysły Ottona III, papieża Sylwestra i Bolesława Chrobrego, brzmią dużo bardziej aktualnie, niż nawet w 1002 czy 1003 r. czyli zaraz po tym Zjeździe i po śmierci cesarza Ottona. Myśmy przeszli długą drogę. 1000 lat to był okres i wojen i mordów, i tragedii, i współpracy, i prób pojednania. Teraz w moim przekonaniu szansa jest wyjątkowa i to, że dzisiaj jest nas tu pięciu, a miało być siedmiu, że współpracujemy ze sobą - i Ukraina, i Niemcy, i Słowacja, i Czechy, i Litwa, Węgry i Polska, to też jest bardzo konkretny dowód, że jesteśmy bliżej wspólnoty, bliżej zjednoczenia niż kiedykolwiek i że determinacja istnieje, choćby po naszej stronie, po stronie Prezydentów. Nie tylko to, bo i rządy są zdeterminowane i siły polityczne w naszych krajach dążą do tego celu. Dlatego uważam, że w miejscu, gdzie 1000 lat temu wykluwała się koncepcja integracji europejskiej, oparcia tego o wartości chrześcijańskie, możemy powiedzieć, że jesteśmy blisko spełnienia celu. Trzeba jeszcze trochę wysiłku i to po obu stronach,. Zarówno krajów kandydujących jak i krajów, które już są, które decydują o obliczu Unii Europejskiej współcześnie. Będąc dziś w Katedrze Gnieźnieńskiej, patrząc na grób św. Wojciecha, na miejsce, gdzie złożone są relikwia tego Europejczyka w każdym calu, który przecież przewędrował jako misjonarz Europę Środkową, można czuć nawet tak bardzo bezpośrednio, że ten cel jest bliski spełnienia. A więc zintegrowanie Europy Środkowej z Europą Zachodnią i zbudowanie Europy w ramach rzeczywiście wymiaru całego kontynentu, bez jakichkolwiek sztucznych podziałów.
- Prezydent Kwaśniewski przypominał o tym, że jeszcze nie tak dawno wiele krajów europejskich nie było w pełni niepodległych. Warto przypomnieć, że wczoraj Litwa obchodziła 10-lecie odzyskania niepodległości. To jest okazja, żeby zapytać jaką rolę w Pańskiej opinii, Panie Prezydencie, powinna w procesie integracji europejskiej odgrywać Rosja, wielki sąsiad Litwy.
Prezydent Litwy: Mnie się wydaje, że pytanie to dotyczy związków między państwami - to jest uogólnienie dotyczące całej Europy. To pytanie przed 50-ciu laty mogliśmy odnieść tak samo jak dzisiaj. Idea związku jest do przyjęcia dla wszystkich z nas, nie wątpię, że taki związek europejski musi egzystować. Pytanie tylko dotyczy jaką rolę musi odegrać każde państwo, jakie każde państwo rolę odegra. I tutaj znowu pytanie, które Pan postawił, pogląd Rosji na Litwę. Obecny rząd rosyjski ma pewne wątpliwości czy niechęć do Litwy czy do innych krajów bałtyckich w innych związkach czy to NATO czy w UE ale myślę, że muszą się z tym pogodzić. To pytanie jest rozwiązywane i pod względem ekonomicznym, kulturalnym w granicach Europy, także osobiście gratuluję takiego poglądu Rosji. Myślę, że znajdziemy wspólny język i dzisiaj, jeżeli sama Rosja nie miałaby problemów ekonomicznych takie jakie ma to myślę, że Rosja byłaby bardzo aktywna poszukując dróg jak włączyć się do UE. Moim zdaniem Europa w ciągu ostatnich 50-ciu, 60-ciu lat znalazła wspólny język. Rozmawialiśmy o takim związku, którego poszukujemy. Dzisiejsza UE mieści się w dziedzinach wspólnej pracy kulturowe, politycznej, ale wszystko opiera się o podstawy ekonomiczne. Myślę, że może to dobrze. Powiedziałem, że dzisiaj Europa przeżywa kryzys. Poziom ekonomiczny nie może być jednakowy ale myślę, że to otwiera drzwi do wyrównania ekonomicznego. I tutaj trzeba pomyśleć również o wkładzie również kulturowym do UE.
- Wszystko opiera się na podstawach ekonomicznych powiedział Pan Prezydent Adamkus. Oceniając ten Zjazd Gnieźnieński , niemiecki kronikarz Titmar pisał, że Otton III uznając Bolesława Chrobrego ze sługi zrobił Pana. Pewnie Titmar pisał to ze sporą dozą złośliwości ale jest faktem, że od tego czasu zaczęto mówić o Europie równych. I skoro Prezydent mówi o podstawach ekonomicznych to chciałbym zapytać jak mówić o równości europejskiej dzisiaj kiedy są różnice w poziomie życia w poszczególnych krajach europejskich Panie Prezydencie?
Prezydent Słowacji: Chciałbym przede wszystkim serdecznie pogratulować Rzeczypospolitej Polskiej, przedstawicielom Polski, polskiemu narodowi i Panu Prezydentowi Kwaśniewskiemu, że mogliśmy wziąć udział w takiej pięknej wspaniałej uroczystości jaką jest Tysiąclecie, które może naród jeden obchodzić. Możemy powiedzieć, że Gniezno dzisiaj ożyło jak nigdy przedtem , widzieliśmy, czuliśmy, że tutaj kiedyś zaczynała się jednoczyć Europa na zasadach chrześcijańskich.
A teraz do różnicy wracając. Musimy popatrzeć, jak wyglądała sytuacja po II wojnie światowej. Wiemy dobrze, że narody Europy nie miały prawa wybierać swojej przyszłości po II wojnie światowej, ponieważ świat ponownie uległ podziałowi. I tak powstali biedni, którzy byli na Wschodzie i bogaci, którzy byli na Zachodzie. Powstało to wszystko nie z naszej woli, to był dyktat II wojny światowej. Nikt nas nie pytał czy chcemy wracać do rozwiniętej Europy jako Czechosłowacja. Stalin chciał Czechosłowację - otrzymał Czechosłowację. Po zniszczeniu muru w Berlinie, kiedy powstał obszar demokratyczny w Europie, w świecie, my sami możemy podjąć decyzje czy chcemy iść do dojrzałej Europy gdzie już byliśmy. Ciekawe jest, że musimy zdawać egzamin, żeby wejść do Zachodniej Europy, ale nie chcemy pozostać tam gdzie byliśmy. Tam nikt nie chce pozostać, wszyscy pchamy się z powrotem do Europy , do naszego domu, to jest nasza Europa. My się o nią staramy, staramy się wrócić tam gdzieśmy byli. Tylko między tym naszym byciem poprzednim są pewne rozdziały, są pewne kryteria, musimy je zrealizować, spełnić. Aczkolwiek nie jesteśmy odpowiedzialni za rozwój gospodarczy, ekonomiczny. A w tej chwili współzawodniczymy ze sobą nie dlatego, by ktoś z nas czy czwórka wyszehradzka czy ktoś inny, chciał być wśród pierwszych. Nie.
Przy okazji - tu jest dowód na współpracę, kooperację europejską. Historycy jeszcze kiedyś do tego wrócą, ja również mogę nawiązać do historii narodu słowackiego jeszcze z 863 roku, kiedy przyjechali Cyryl i Metody, przywieźli na nasz obszar liturgię słowiańską, przywieźli Pismo Święte. My również byliśmy w chrześcijaństwie, rozwijaliśmy się chrześcijańsko razem , byliśmy obywatelami chrześcijańskiej Europy. Dzisiaj też w centralnej Europie chrześcijaństwo odgrywa bardzo ważną rolę.
Ale jest tu tylko jeden aspekt sprawy - ekonomiczny. Podziały ekonomiczne możemy zlikwidować tylko przez przyłączenie się do państw rozwiniętych. Jako przykład są Niemcy. Dzisiaj zachodnia część buduje wschodnią. My też mamy szansę rozwijać się, budować. Tylko otwarta Europa stworzy dla nas warunki. Oczywiście każdy z nas musi się starać, nikt niczego nie dostanie bez pracy. Będziemy dążyć do tego, żeby i w sferze gospodarczej wrócić do partnerstwa, abyśmy nie byli pasożytami, żebyśmy mogli wnieść i do gospodarki swój wkład, do gospodarki zachodniej.
- Pan Prezydent Schuster mówi o różnicach, o równych szansach i o podziałach. W 1995 roku Panie Prezydencie, Pan oceniając przygotowaną przez UE białą księgę dla krajów kandydujących mówił, że warunki w niej zawarte są tak trudne, że wielu członków UE powinno być z niej wykluczonych ponieważ nie jest w stanie ich spełnić. Panie Prezydencie czy 5 lat później żyjemy w Europie równych szans?
Prezydent Węgier: Nie sądzę, żebyśmy mieli jakieś szczególnie trudne warunki do spełnienia na drodze do Unii. Jeżeli chodzi o nasze przyszłe członkostwo mamy tu dwie płaszczyzny. Jedna płaszczyzna jest czysto polityczna a druga ekonomiczna. Kiedy po upadku Związku Radzieckiego Środkowa i wschodnia Europa wyzwoliła się i właściwie nawet gospodarka radziecka upadła, to ta część Europy oczekiwała bardzo naiwnie, że zostanie natychmiast przytulona przez Europę Zachodnią. To jest ta płaszczyzna polityczna. Mieliśmy pewne dążenia i tęsknotę za Europą, to było jak marzenie dla nas, europejskie marzenie dla naszego regionu. W między czasie rozpoczęły się negocjacje, bardzo ciężkie negocjacje o członkostwo gdzie znów warunki członkostwa są z jednej strony apolityczne a z drugiej strony ekonomiczne. Jeżeli chodzi o część polityczną mam takie wrażenia, że nasze państwa spełniły wszystkie wymogi, powstały nowoczesne państwa i ustroje, systemy instytucjonalne więc właściwie te warunki przesuwają się w kierunku ekonomicznych uwarunkowań. Jednocześnie podczas negocjacji napływ kapitału umożliwił, żeby te państwa stały się już teraz aktywną częścią Europy Zachodniej w roli eksportera i importera zanim dojdzie do rzeczywistego uzyskania członkostwa politycznego. 76% eksportu węgierskiego jest kierowane do UE. 40 % wszystkich inwestycji zagranicznych Niemiec jest docelowo lokowanych na Węgrzech. Obecnie w rozwoju przemysłowym Węgier Niemcy odgrywają ogromną rolę. Nastąpiły przemiany strukturalne, kraj został dostosowany do tej twarzy europejskiej. Negocjacje trwają w kilku dziedzinach, najciekawszymi są oczywiście zawsze te ekonomiczne. Jeżeli chodzi o prerogatywy jeszcze nie zostały one uzgodnione. Jeżeli chodzi o ochronę środowiska wiadomo, że w naszych krajach są pewne zaległości, są inne struktury ekonomiczne niż w innych krajach więc to są trudne zagadnienia.
Ale mógłbym powiedzieć, że te ekonomiczne nasze rozmowy też są przesiąknięte polityką. Nie można w nieskończoność prowadzić rozmowy, musi się stać tak, że te kraje staną się częścią Europy. Ale jednak coś straciliśmy. Straciliśmy iluzję. Iluzję, że ktoś z otwartymi dłońmi czeka na nas. W naszym interesie jest, żeby spełnić warunki, z kolei Europie Zachodniej całkowicie odpowiada to żebyśmy spełnili nasze warunki. Ale ciepło oczekiwania to jest to co utraciliśmy. Być może można to zastąpić aczkolwiek obawiam się, że nie ma czym za bardzo. Moglibyśmy wierzyć, że nasze małżeństwo z rozsądku jest rzeczywiście politycznym czystym zyskiem. Jednak brakuje mi części miłosnej w tym ślubie.
- Panie Prezydencie ale skoro Pan mówi z goryczą o tym, że straciliśmy iluzje, że tam na nas czekają to czy Pan chce powiedzieć, że jest takie rozgoryczenie, że kiedyś UE deklarowała trochę inną postawę a teraz też inną?
Prezydent Węgier: Bez wątpienia. Chociaż nie sądzę, że musiałbym to potraktować jak zawód. Być może, że będziemy jeszcze bardziej przygotowani do członkostwa niż w innym przypadku, być może są pewne zalety związane z dłuższym czasem przygotowawczym, znajdziemy sobie lepsze miejsce. Portugalia, Hiszpania ze względów politycznych uzyskała członkostwo, jako uzupełniające rynki dostali się tak jak i my do UE. Wiadomo, że to nie zmienia naszego stosunku do Unii, być może to tak musi być. Zwykle dzieje się to w historii co musi się dziać. To są procesy nieodwracalne. Nie jestem przekonany, że to było uzasadnione, żeby tak długo trwało. Jeżeli pomyślę, że mamy rzeszę 100 milionów osób niezbyt dobrze opłaconych z wielkimi zapotrzebowaniami być może byłoby korzystniej szybciej dokonać tego przyłączenia.
Prezydent RP: Mogę kontynuować trochę to, o czym Arpad Goencz mówił. A pamiętajmy że spośród nas tu siedzących on najdłużej pełni Urząd Prezydencki. W tym roku to już 10 lat. Druga kadencja kończy się i Prezydent Goencz świetnie pamięta entuzjazm, który towarzyszył zmianom w Europie w roku 1989, 1990, 1991 może jeszcze w 1992. Entuzjazmu jest już zdecydowanie mało po stronie przede wszystkim krajów Zachodu, ale także i po naszej stronie dużo mniej. Dla tego nastroju, wielkiej zmiany, wielkiego otwarcia jaka dokonywała się 10 lat temu trudno powrócić bo chyba to już jest niemożliwe. No i zastąpiliśmy ten entuzjazm takim właśnie bardzo pragmatycznym, zimnym podejściem. To ma swoje dobre strony bo rzeczywiście o ekonomii trzeba mówić rzeczowo, konkretnie ale to ma również swoje słabe strony, że to co jest tkanką ludzką, co dotyczy wartości, pewnych związków kulturowych, międzyludzkich, międzyregionalnych gdzieś jest w tle, w cieniu. Dlatego warto przywracać wspólnotę europejską również oddziaływując w płaszczyźnie wartości, w płaszczyźnie intelektualnej , kulturowej. Myślę, że to jest m.in. znaczenie dzisiejszego spotkania w Gnieźnie. Pamiętam mój udział w 350 -tej rocznicy podpisania pokoju westfalskiego w ubiegłym roku, gdzie spotkało się wiele głów państw, głów koronowanych. To także pokazywało, jak nasza historia jest bardzo ze sobą związana. Dlatego dobrze byłoby żeby nowe Milenium było jednak otwarciem także innej perspektywy myślenia o Europie, nie tylko perspektywy czysto ekonomicznej, czysto pragmatycznej ale tej również historycznej, kulturowej, moralnej, perspektywy zwi