08 czerwca 2001
Program Pański przewidywał spotkanie z prezydentami Włoch, Rumunii, Mołdowii. Dlaczego tylko akurat z tymi trzema?
Nie, proszę państwa jesteśmy w stałym ruchu. Dwa dni temu w Dniepropietrowsku rozmawiałem z prezydentem Kuczmą wiele godzin. Ostatnio spotykałem się z prezydentem Schusterem, Havlem. Jeżeli chodzi o prezydenta Rau, przyjeżdża w czerwcu do Polski z oficjalną wizytą. Pamiętajmy, że z każdym z tych prezydentów miałem okazję do spotkań. W istocie jedyną osobą, którą tu mogłem bliżej poznać, był prezydent Mołdowy, pan Voronin i poświęciliśmy trochę czasu tej wizycie. Rozmawiałem z prezydentem Stoyanovem, dlatego że za tydzień są tam wybory i później wybory prezydenckie. Więc to też było istotną kwestią. Prezydent Ciampi jest gospodarzem, jest to zrozumiałe, a poza tym rozmawialiśmy wszyscy ze sobą. Włosi zrobili mądrą rzecz, a mianowicie jeździliśmy nie osobnymi samochodami, tylko w jednym autobusie - sami prezydenci. Jak powiedziałem, ten autobus wiózł reprezentantów mniej więcej 300 mln Europejczyków - to miało swoją wagę. Tam rozmawialiśmy o wszystkim i ze wszystkimi. Bo taki autobus daje szansę, żeby całkiem nieformalnie wymienić uwagi.
Panie Prezydencie, mówiło się o dokooptowaniu do "14" również b. Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii. Czy takim rozszerzeniem może być objęta także Rosja?
Rosja to już jest dużo. Myślę, że Rosja ma swoje "fora". Za chwilę będzie tutaj, we Włoszech, obserwować szczyt "7" plus Rosja w Genui. Jeśli chodzi o Macedonię, jestem przekonany, że będzie bardzo celowe, żeby na kolejnym spotkaniu w Słowenii w przyszłym roku, był prezydent Macedonii. Sformułowałem tezę, że te spotkania powinny mieć charakter otwarty, dlatego że to nie jest grono ani Unii Europejskiej, ani NATO. Możemy spotykać się ze wszystkimi, którzy akceptują reguły gry, którzy akceptują demokrację, którzy akceptują myślenie proeuropejskie. I to jest wielki sukces, że w ciągu zaledwie 8 lat, to było ósme spotkanie, od czwórki, która to zaczęła robić, czyli Austrii, Niemiec, Węgier i Czech, doszło do spotkania już "14" i to jest spotkanie ludzi, którzy w sprawach zasadniczych, w sprawach podstawowych mają to samo zdanie. Tu nie ma sporu o demokrację, tu jest spór o różne kwestie bardziej szczegółowe, o demokrację sporu nie ma, więc drzwi do tego grona powinny być otwarte. I to oczywiście powoduje mnóstwo komplikacji technicznych, ale na szczęście technika też się rozwija. Rozwija się również znajomość języka angielskiego, co powoduje, że większość dyskusji odbywa się w tym narzeczu. Rosyjski zanika, rozwija się angielski, ale proszę zauważyć, że mówię "w narzeczu", bo to jest taki rodzaj szczególnego, międzynarodowego angielskiego, który jest bardziej narzeczem aniżeli językiem. Na pewno Macedonia będzie zaproszona na kolejne spotkanie, które będzie miało miejsce w Słowenii. Dzisiaj podjęliśmy decyzję, że spotkanie kolejne będzie w Słowenii, a spotkanie jubileuszowe, dziesiąte, w Austrii.
I Rosja wyraziła w każdym razie chęć uczestnictwa ...
Oczywiście, że tak. Gdyby Rosja wykazała chęć i zainteresowanie, byłoby to bardzo interesujące. Myślę, drodzy państwo, że któregoś dnia, nie wiem czy jeszcze za mojej prezydentury, spotkanie prezydentów Europy Środkowej będzie obejmowało spotkanie prezydentów od Pekinu do Dublina. To jest bardzo zachęcające, inspirujące. Tylko nie wiem, czy realne.
A mniej więcej w połowie drogi Białoruś jest. Czy w tej drodze poszerzania demokracji Białoruś także miałaby ...
Miałaby. Gdyby prezydent Łukaszenko chciał spotkać się z tym gronem, to mogłoby to być cenne pod jednak jednym istotnym warunkiem, że byłby gotów wysłuchać bardzo wielu zdecydowanych, ostrych i nieprzyjemnych uwag. Bo co do oceny sytuacji na Białorusi, to nie ma wątpliwości. My ją oceniamy jako bardzo złą i niezgodną z tymi standardami, które powinny w Europie obowiązywać.
Jak zachowywali się prezydenci Niemiec i Austrii, które to kraje w pewnym stopniu negują wartości europejskie, zamykając innym prace unijne przed krajami, które do UE aspirują. Czy ten wątek się pojawił?
Pojawił. To jest inaczej - oni nie negują tego prawa, oni uważają, że trzeba do tego prawa dojrzeć. Tzn. że potrzebny jest czas i okres przejściowy, żeby nie wywołać tutaj skutku przeciwnego do tego zamierzonego, jak to się mówi po angielsku -kontrproduktywnego. Mianowicie, żeby nagły napływ tej siły roboczej nie spowodował na tyle zamieszania i destabilizacji na rynkach wewnętrznych, że niejako wywoła to efekt antyeuropejski i przeciwny sąsiadom. Czy to jest obawa prawdziwa, uważam, że przesadzona. Tłumaczyłem im cały czas, że to są takie mity, które nie znajdują uzasadnienia w praktyce, ale oni mają prawo do swoich obaw, my mamy prawo do swojej argumentacji. Sądzę, że tutaj trzeba znaleźć kompromis, który nie jest kompromisem przeciwko wartościom bo na koniec i tak będzie wolny rynek. Czy ten wolny rynek będzie za 7 lat, jak chcą oni, czy już, jak chcemy my, czy za 3 lata, 4 lata, jak prawdopodobnie się okaże na końcu tej drogi, czy on będzie sukcesywnie otwierany dla siły roboczej z krajów nowych, członkowskich - zobaczymy. Natomiast wartością jest niewątpliwie otwarty rynek pracy i tak będzie. My Polacy często na daty i na okresy patrzymy w takim trochę zasadniczym trybie - 7 lat strasznie dużo. Proszę Państwa, ja jestem 6 rok prezydentem, to już jest prawie 7 lat i to minęło w mgnieniu oka. To jest tak szybko i nagle może się okazać, że te 7 lat to tylko nie jest problem dla nich i dla nas, to jest nawet sytuacja, której nie zauważymy kiedy. Więc pamiętajmy: dzisiaj nie rozmawiamy o wartościach, bo tu jest zgoda, rozmawiamy o technice dojścia do pewnych celów. Zachód uważa, że 7 lat będzie buforem wygody. Ja uważam, ze przesadzonym, tym bardziej, że Polacy pracują za granicą już dzisiaj, no ale nie dramatyzowałbym w żaden sposób. Ten czas biegnie szybciej niż nam się wszystkim wydaje. Niestety