08 czerwca 2001
Panie Prezydencie, czy perspektywy tworzenia nowego rządu, od prezydenta Ciampiego są jakieś zapewnienia względem obaw co do europejskości gabinetu Berlusconiego?
Tak jest. Głównie o tym rozmawialiśmy z prezydentem Ciampim. Prezydent Ciampi powiedział mi, że nie sądzi, aby rząd Berlusconiego był przeciwnikiem tych głównych linii politycznych, jakie do tej pory były realizowane, że Berlusconi w opozycji również wspierał rozszerzenie Unii. Tutaj nie było żadnych problemów. Gwarantem bardzo rzetelnej i odpowiedzialnej polityki będzie minister spraw zagranicznych, co wydaje się dobrą gwarancją. Znamy pana Ruggiera jako sekretarza WTO i człowieka, który już działał w strukturach rządowych i w istocie nie powinniśmy mieć żadnych obaw tym bardziej, że ciągle swoją rolę do odegrania ma też sam prezydent Ciampi. Jedyna rzecz krytyczna, którą słyszałem dzisiaj, właśnie w autobusie, w tej ulewie, gdy jechaliśmy, to mianowicie na nasze stwierdzenie, że ta pogoda nie jest taka jaką oczekiwaliśmy, nasi włoscy partnerzy powiedzieli: no niestety jest to efekt nowego rządu Berlusconiego. Ale to był żart oczywiście. Proszę tego nie przeceniać, ani nie analizować, jako już jakieś tam nie tyle deklaracje, ale przewidywanie co do przyszłości Włoch. Myślę, że to co powiedział prezydent Ciampi, było nadzwyczaj klarowne, zdecydowane i nie oczekuję w związku z tym zagrożeń ze strony nowego rządu pana Berlusconiego dla procesu rozszerzenia UE.
Czy podziela Pan tak zdecydowanie negatywną opinię, jaką Leszek Miller wyraził dni temu parę, że strategia polskich negocjatorów się załamała...
Nie. Na ten temat była długa dyskusja. Miller powiedział, że strategia się załamuje, natomiast ja uważam, że w ogóle mówienie w jakimś takim zdecydowanym trybie o negocjacjach dzisiaj nie ma sensu. Zobaczymy po Goeteborgu.
A sam Pan mówił, że postulaty, przynajmniej deklaracje, że prawdopodobnie polscy negocjatorzy po wyborach zostaną wymienieni. Jak się Pan do tego ustosunkuje?
Zobaczymy efekt negocjacji dosłownie za 6 dni, bo w czwartek, 14-go będziemy wiedzieli jaki jest ostateczny rezultat w Goeteborgu. Zobaczymy czy jest decyzja o kalendarzu, czy ona jest odsunięta. Irlandia na pewno w tej sprawie nam nie pomaga. To może stać się łatwym pretekstem dla wielu polityków unijnych, żeby powiedzieć: czekajmy, zobaczmy co się będzie działo. To jest jedna sprawa. Druga - negocjacje trwają. To co jest przykre i to co uważam za niewątpliwie już niepowodzeniem, to to, że w ramach grupy Wyszehradzkiej jednak nastąpiło tak silne zróżnicowanie podejścia do negocjacji. Tzn. że Węgrzy i Czesi poszli swoją drogą, my jesteśmy jakby na pozycji nieco innej. Niedobrze, bo miałem nadzieję, że grupa Wyszehradzka będzie potrafiła koordynować swoje stanowisko, a tym bardziej jest mi przykro, że Czesi i Węgrzy zgłosili gotowość do ustępstw w momencie, kiedy w Krakowie odbywał się szczyt premierów grupy Wyszehradzkiej. To było na pograniczu dobrego smaku, ale polityka ma to do siebie, że nie liczą się ani sentymenty, ani etykieta, tylko liczą się skutki i te skutki zobaczymy w Goeteborgu. Jeśli chodzi o kolejny rząd i negocjatorów - każdy rząd kształtuje swoją ekipę. Dzisiaj przecież nikt nie oczekuje od premiera Berlusconiego, żeby sprawami zagranicznymi czy innymi zajmowali się ludzie, którzy znajdowali się w rządzie centrolewicowym, więc na pewno ta zmiana będzie i w Polsce, jeżeli taki będzie werdykt. Natomiast jeśli chodzi o negocjatorów, to jestem przekonany, że znakomita grupa tych ludzi będzie kontynuowała swoje prace. Ci, którzy odpowiadają za sprawy rolnictwa, ochrony środowiska, rybołówstwa, zdrowia, weterynarii itd. to są ludzie nie z pierwszych stron gazet być może, ale to są ludzie, którzy mają kompetencje, których ja sobie nie wyobrażam zastąpić. Moim zdaniem to jest grono, mogę wymieniać z imienia i nazwiska, ale to są ludzie, którzy powinni dalej kontynuować swoją pracę i tak będzie. Między nami mówiąc oni pracowali już wcześniej w strukturach Komitetu Integracji Europejskiej, czy polskiej ambasady przy UE, oni będą kontynuować swoją pracę. Natomiast to, że zmieni się minister spraw zagranicznych, to że zmieni się główny negocjator, to jest część reguł gry, które obowiązują. Więcej, nawet uważam, że gdyby było inaczej, to dopiero mogłoby wywołać zdumienie w krajach unijnych, bo nie wiedzieliby co o tym sądzić, czy ten człowiek dysponuje poparciem tego nowego rządu, czy nie i na czym to wszystko polega. Reguły są regułami. Tylko oczywiście zależy od wyniku wyborczego. Jeżeli wygra wybory partia Jerzego Buzka, to niewątpliwie też coś może się zmieni. Nie wiem.