08 czerwca 2001
Kończąc wizytę we Włoszech Prezydent RP powiedział dziennikarzom:
Interesującym było, żeby zrozumieć, nam, w Europie demokratycznej, ile jeszcze trzeba uczynić, żeby np. Ukraina, Rumunia, Mołdawia, były krajami o dojrzałych demokracjach. To jest właśnie siła tego spotkania, że przychodzimy z różnymi doświadczeniami, z innych punktów wyjścia i dlatego to nie jest banalna dyskusja techniczna. Tu się nie mówi o kalendarzach, tu się nie mówi co jeszcze zrobić żeby rozstrzygnąć np. problemy bhp Unii Europejskiej, tu się mówi o sprawach zasadniczych dla Kontynentu, choć w formie, która jest też dobra, bo nie zobowiązująca. Wypowiadamy się jako prezydenci, a nie jako szefowie władzy wykonawczej.
Komentując wyniki referendum w Irlandii Prezydent RP stwierdził:
Ten wynik w największym stopniu dotyka nas, tzn. my czujemy się najbardziej sfrustrowani, dlatego że zależy nam na rozszerzeniu UE, zależy nam na naszej obecności w Unii i mieliśmy liczne oświadczenia, także irlandzkie, że wszystko będzie dobrze. Irlandia powiedziała "nie", to jeszcze też nie jest katastrofą, ale na pewno oznacza komplikacje. Natomiast to co jest zasmucające, że bardzo niewiele osób poszło do głosowania i poszli głównie przeciwnicy UE, rozszerzenia UE. Wydaje mi się, że najistotniejsze jest to, o czym ja wczoraj mówiłem w czasie debaty, że jeżeli politycy mówią o opinii publicznej, to mówią o swojej opinii publicznej, własnej i swoje działania kierują wobec tej opinii publicznej, bo to są oczywiście wybory, to są oceny, to są rankingi. Natomiast to co jest wielką słabością współczesnej Europy, że nie została wykształcona i zorganizowana europejska opinia publiczna. A więc głosy tych ludzi, którzy myślą na rzecz rozszerzenia Europy, kontaktów, otwartości, tolerancji itd. Oni są gdzieś w cieniu. I obawiam się, że jeżeli ten proceder będzie trwać dalej, to w wielu krajach europejskich może się okazać, że silniejszy głos, mocniejszy głos, mają przeciwnicy, którzy potrafią się zorganizować, aniżeli zwolennicy rozszerzenia Europy, którzy uważają, że to jest tak oczywiste, że nie ma o co się starać. Jest niewątpliwie moment, który wymaga zastanowienia i jak sądzę, ten przykład irlandzki będzie również analizowany przez naszych europejskich partnerów. W Europie nikt tak naprawdę nie próbuje kształtować opinii publicznej proeuropejskiej. W Europie rozszerzenie jest traktowane jako dość oczywiste i oddaje się pole tym, którzy są przeciwnikami.
Na pytanie, czy uczestnicy spotkania rozważali możliwość wspólnego oświadczenia w sprawie wyniku referendum irlandzkiego, Prezydent Aleksander Kwaśniewski odpowiedział, że nie. Dlatego, że to byłaby niczym nieuzasadniona akcja. My mamy swoje opinie. Każdy z nas wyraził je publicznie. Teraz nie ma powodów, żebyśmy wspólnie w tym gronie wyrażali stanowisko. Jedyne stanowisko, które zostało przyjęte wspólnie, to słowa poparcia dla prezydenta Macedonii w jego bardzo trudnej sytuacji. Jeśli chodzi o referendum irlandzkie, to myślę, że sami Irlandczycy muszą zastanowić się nad tym, co zrobili, a szczególnie ci, którzy są zwolennikami rozszerzenia. Mam wielu przyjaciół w Irlandii, byłem tam i wręcz ich pytam "gdzieście byli w czasie tego referendum?" Jak znam życie to w pubie.