Menu rozwijane

27 czerwca 2002
27 czerwca 2002 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski spotkał się w Pałacu Prezydenckim z blisko dwustu przedstawicielami mediów regionalnych i lokalnych, z którymi rozmawiał o procesie integracji i przyszłym członkostwie Polski w Unii Europejskiej. Spotkanie Prezydenta z dziennikarzami poprzedzone zostało informacją o negocjacjach, którą przedstawił główny negocjator członkostwa Polski w UE, Jan Truszczyński, oraz o dostosowywaniu polskiego prawa do akcesji, o czym mówił podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, Jarosław Pietras. Następnie sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP, Dariusz Szymczycha przedstawił dziennikarzom działania KPRP, związane z procesem integracji. Zabierając głos, Prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział m. in.: Witam wszystkich w Pałacu Prezydenckim. To jest nasze kolejne spotkanie z przedstawicielami lokalnych mediów z całej Polski, z tymi, którzy zajmują się problematyką integracji Polski z UE. Tej kwestii poświęcaliśmy już niektóre z naszych spotkań. W lutym ubiegłego roku spotkaliśmy się w Pałacu Prezydenckim na konferencji poświęconej roli mediów elektronicznych w informowaniu o integracji z Unią. W maju bieżącego i ubiegłego roku, w ogrodach Pałacu Prezydenckiego spotykaliśmy się z okazji Dnia Europy. Można więc powiedzieć, że nasze spotkania mają charakter ciągły. Wierzę, że z tych spotkań wynika rzeczywiście pożytek dla Was w codziennej pracy i coraz lepiej informujemy polską opinią publiczną o UE i o tym, co oznacza wejście Polski do UE. Wkraczamy niewątpliwie w fazę bardzo ważną, finalną. I jest to moment dla wszystkich bardzo trudny. Kiedy mówię dla wszystkich, to mówię zarówno o polskim rządzie i negocjatorach polskiego rządu, którzy muszą te negocjacje jak najlepiej zakończyć, ale także mówię o UE, która jest naszym partnerem i musi do rozszerzenia o bardzo wiele nowych państw przygotować się. Mówię także o opinii publicznej w Polsce i zagranicą, która także musi wreszcie przyjąć do wiadomości, że ten fakt będzie miał miejsce. Na razie jest to ciągle cel do którego zmierzamy, ale nie wszędzie uświadamiany jako cel już bardzo bliski, w związku z tym realny ze wszystkimi konsekwencjami, które nas czekają. Ponieważ kalendarz jest coraz bardziej ograniczony, te kartki wyrywane oznaczają, że nie można już pozwolić sobie na jakąkolwiek stratę tempa czy zaniechania. Liczę na to, że przedstawiciele mediów lokalnych pomogą nam na tym ostatnim etapie w szczęśliwym sfinalizowaniu wielkiego celu. Nie wracam tu do generaliów, nie mówię tu o tym jak bardzo jest to cel ważny i historyczny jakim jest obecność Polski w UE. Jeśli chodzi o ten kalendarz po stronie polskiej to my podtrzymujemy, że chcielibyśmy zakończyć negocjacje do końca roku (...). Wydaje się, że determinacja tego rządu jest rzeczywiście godna pochwalenia i postęp jaki dokonał się w ostatnich miesiącach jest bardzo wyrazisty. Ten rząd ze swojego strategicznego, priorytetowego celu jakim jest wejście Polski do UE wywiązuje się bardzo dobrze. I za to należy go pochwalić. Chcielibyśmy również, aby w przyszłym roku odbyło się referendum. Nie przesądzałbym dziś jaka będzie to data. Przyjdzie czas na ustalenie terminu referendum. Mogę tylko poinformować, że referendum będzie na pewno, bo tak interpretuje wymóg konstytucyjny. To referendum musi być oparte o specjalną ustawę o referendum europejskim. Projekt takiej ustawy wkrótce zostanie złożony przez Kancelarię Prezydenta do Sejmu. W tej chwili trwają prace ekspertów. Referendum będzie musiało się odbyć w oparciu o porozumienie między Polską i UE czyli dokument, który będzie efektem negocjacji z pytaniem sformułowanym - właśnie jak? Nad tym się zastanawiamy, ponieważ nie może to być pytanie ani zbyt skomplikowane, ani zbyt techniczne, ale też nie może być na tyle uproszczone czy wręcz sprymityzowane, żeby nie dało powodu do stwierdzenia, że nie odpowiada i nie jest adekwatne do materiału podstawowego, czyli dokumentu porozumienia, traktatu między Polską a UE. Jak by nie było takie referendum w przyszłym roku musi się odbyć. I to jest czas, który można liczyć od dwunastu do kilkunastu miesięcy - nie więcej, ponieważ ten przedział realny dla referendum to jest pomiędzy czerwcem a październikiem czy listopadem przyszłego roku: na pełne poinformowanie o tym, czym jest UE, dla nas, do czego zobowiązaliśmy się i jaką zmianę w naszym codziennym życiu ta decyzja przyniesie. Polska będzie w Unii Europejskiej jeżeli wszystko się ułoży dobrze, od 1 stycznia 2004. Ja bym w tej chwili nie dyskutował i nie zajmował się zbyt mocno tymi stwierdzeniami które padają z różnych ust. Ostatnio przewodniczący Prodi mówił o możliwości kilkumiesięcznego poślizgu. Musimy wiedzieć, że tego rodzaju sygnały będą się pojawiać. One czasami odpowiadają stanowi ducha osób, które wypowiadają takie sądy ponieważ oni widząc komplikacje materii wolą sobie założyć pewien bufor i powiedzieć: słuchajcie, 1 stycznia to jest może niemożliwe to może będzie parę miesięcy później ale to przecież nie jest dramat. My nie powinniśmy się włączać absolutnie do takiej dyskusji, powinniśmy zrealizować swój cel zgodnie z zasadą, że jeżeli my będziemy chcieli żeby to był 1 stycznia 2004 to gdzieś w okolicach tej daty to się stanie. W momencie kiedy zaczniemy przesuwać ten termin, jest wielka groźba, że przesunie się to na bliżej czas nie określony. Chcę również powiedzieć że w naszej działalności musimy zdawać sobie sprawę, iż klimat dla rozszerzenia Unii Europejskiej komplikuje się. On się komplikuje z dwóch co najmniej powodów - mówię nie o Polsce w tej chwili ale o naszym otoczeniu zewnętrznym. Komplikuje się przede wszystkim dlatego, że materia jest skomplikowana i pomału dociera to do świadomości kręgów społecznych, kręgów politycznych w krajach Unii Europejskiej, że rozszerzenie Unii o te nowe kraje to jest zupełnie nowa jakość, to jest podjęcie wyzwania, jakiego do tej pory Unia właściwie nie miała. A jeżeli nawet szukać analogii, to należy je znajdować w momencie, kiedy Unia była rozszerzana o takie państwa jak Portugalia, Hiszpania, Grecja. Bo przecież nie Austria, Szwecja czy Finlandia, które wkraczały do Unii Europejskiej jako kraje bardzo zamożne, często o wyższym poziomie zamożności, PKB na osobę, aniżeli w samej Unii Europejskiej. To oznacza po pierwsze, że będziemy mieli coraz więcej pytań z tamtej strony czy to jest konieczne, czy należy tak się śpieszyć. Te pytania wynikają z przybliżającej się daty i z obaw które są tam całkowicie naturalne. Te obawy gdyby przełożyć na język dość prymitywny, pytań ludzkich, brzmią - dlaczego mamy płacić za nowe kraje?, dlaczego mamy dzielić się z nimi tym co ciężko zdobyliśmy, poprzez ciężką pracę? I oczywiście odpowiedź, że oto jest wielka historyczna szansa na zjednoczenie Europy, pokonanie podziałów jałtańskich, zwykłego człowieka z tych krajów niespecjalnie interesuje. A drugie już bardziej polityczne, które odczuwamy a które zarysowuje się w rożnych wyborach, które mają miejsce w Europie, polega na tym iż wyraźnie widać: entuzjazm pro europejski, entuzjazm tej wizji z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych bardzo osłabł. Dzisiaj poza kręgami intelektualnymi, niektórymi kręgami politycznymi, właściwie więcej się mówi o trudnościach, kłopotach i zagrożeniach aniżeli o tej wielkiej wizji europejskiej która była tak odważnie formułowana tutaj w tym pałacu w roku 1989 i następnych po obaleniu muru berlińskiego i w momencie, kiedy w ogóle proces rozszerzenia rozpoczął się. Trzeba się z tym liczyć, że po wyborach francuskich i po holenderskich, zobaczymy co się wydarzy po wyborach niemieckich, może się okazać, ze ten klimat do rozszerzenia wcale nie jest lepszy a raczej trudniejszy. W moim przekonaniu decyzje polityczne zapadły i wszystkie kolejne szczyty Unii Europejskiej potwierdzają wolę rozszerzenia, a więc zostaje nam w istocie tylko doprowadzenie procesu do końca. Dzisiaj nie tyle powinniśmy zastanawiać się czy będzie rozszerzenie czy nie, bo ono jest postanowione, natomiast trzeba zastanowić się, jaką treść wnosi rozszerzenie i kiedy ono się ostatecznie dokona. Tu polska determinacja jest ogromnie ważna. Skoro mówię o polskiej determinacji to wracam do naszych spraw i krótko tylko o trzech kwestiach. Determinacja będzie potrzebna dla zakończenia negocjacji. Apeluję bardzo do wszystkich tu obecnych przedstawicieli mediów, żeby towarzyszyć tym negocjacjom głęboko i ze zrozumieniem istoty negocjacji. Będziemy mieli zapewne niejeden trudny spór z UE. Trzeba przyjąć, że spór jest częścią procesu negocjacyjnego, że nie jest on tragedią, ani dramatem, ani wzajemnym obrażaniem się stron. Jest po prostu częścią negocjacji jako takich. Kiedy będziecie pisać o negocjacjach trzeba tłumaczyć polskiej opinii publicznej, że one muszą zakończyć się porozumieniem. Negocjacje różnią się tym od dyktatu, od narzucenia własnej woli, że muszą przyjąć rozwiązania, które są do zaakceptowania przez obie strony. Wszystko to, co osiągniemy na końcu drogi negocjacyjnej musi być dla nas do zaakceptowania, musi byś zgodne z polskim interesem państwowym, narodowym ale musi również uwzględniać interesy Unii Europejskiej jako całości państw, które tworzą Unią Europejską. Musimy zdawać sobie sprawę, że działamy w takim polu, na takiej przestrzeni, w której trzeba uwzględnić interesy wszystkich, którzy biorą udział w tej konstrukcji. Następna rzecz. Przy tych negocjacjach trzeba patrzeć, nie tylko na to, co jest zapisane i co będzie rozpoczynało cały proces pierwszego stycznia 2004 roku, ale na wszystkie konsekwencje dalsze. Wydaje mi się, że często toczymy spór o sprawy, które są ważne dzisiaj w czasie rozmów, czy będą ważne w pierwszych dniach, czy tygodniach po wstąpieniu do UE. Ja tego nie bagatelizuję. Natomiast chcę przekonać Państwa, że dużo ważniejsze będą skutki dalekosiężne, wieloletnie. Dlatego tak bardzo ważne jest, żebyśmy się zastanawiali jakie rezultaty ma przynieść taka, czy inna decyzja na końcu drogi i czy rzeczywiście to, co podpisujemy, to co jest rezultatem naszego porozumienia negocjacyjnego będzie pomagało w modernizowaniu Polski, w określaniu jej dobrej przyszłości. Moim zdaniem to wszystko, co do tej pory udało się nam z UE omówić i uzgodnić służy bardzo głębokiej modernizacji Polski i w długim terminie będzie bardzo dobrze służyło nam jako państwu i społeczeństwu. Oczekuję również od rządu, że negocjacje będzie prowadził z nie mniejszą determinacją jak do tej pory i że przyjmie pewną istotną filozofię, którą najkrócej można określić tak: więcej zrobimy w okresie przed akcesyjnym i teraz przygotowując się do wejścia do UE, aniżeli będziemy to odkładać na później. Są takie dwa modele w UE - model hiszpański i model grecki. Hiszpanie zdecydowali się bardzo wiele działań restrukturyzacyjnych, poważnych, wewnętrznych przeprowadzić przed akcesją i okazuje się, że bardzo szybko stali się jednym z bardzo ważnych państw UE. Grecja postanowiła wejść z wieloma problemami nie rozwiązanymi, reformy odkładając na nieco później. Okazało się, że dzisiaj trzeba było te reformy zrobić. Natomiast stracony czas spowodował, że Grecja dzisiaj nie należy do państw o takiej pozycji, takich możliwościach jak Hiszpania. A więc my musimy i jest to wielkie zadanie dla rządu do 1 stycznia 2004 roku dokonać bardzo wielu wewnętrznych reform, zmian, które są po prostu konieczne, aby Polska była lepiej przygotowana do dnia swojej obecności w UE. Z tym związana jest sprawa kolejna, moim zdaniem ważna i niepokojąca. Nie może być tak, że my ciągle jesteśmy niewydolni jeśli chodzi o możliwość absorpcji środków z UE. Oczywiście to nie jest winą Komitetu Integracji Europejskiej, to jest problem całego rządu, całej administracji zarówno państwowej jak i samorządowej. Ale byłoby czymś całkowicie kuriozalnym, że my wstępując do UE z tych środków, które mogą Polsce się należeć, nie potrafimy skorzystać z własnej winy. Nie dlatego, że nie chcą nam dać tylko dlatego, że nie stworzyliśmy odpowiednich mechanizmów, nie mamy odpowiednich instytucji, struktur, urzędników, ludzi, którzy znają język angielski itd. , bo często rozbija się to o banalne przeszkody. Często to, że nie ma środków na jakiś projekt wynika z tego, że ktoś nie umiał przetłumaczyć nazwijmy to - instrukcji w jaki sposób o te środki się ubiegać. Licząc bardzo na środki z UE, które będą modernizowały Polskę w sposób nieuchronny, musimy wiedzieć, że projekty trzeba budować z wizją wieloletnią. Jeżeli my chcemy autostrady czy drogi mieć w roku 2005, 2006, czy 2007 to te projekty i te aplikacje, środki finansowe muszą być dzisiaj. Więcej - my musimy być później konsekwentni. Jeżeli dogadamy się z UE, że ta droga ma iść z punktu A do punktu B, ma liczyć tyle i tyle kilometrów i uzyskujemy środki i jest to podpisane przez rząd x i samorząd y to nieważne, że ten rząd i samorząd może się jakimś momencie zmienić. Ta droga ma iść od A do B. A w Polsce niestety często się zdarza, że nowa władza musi zacząć od zanegowania dorobku starej władzy oraz wyznaczenia drogi w zupełnie inną stronę. Znamy starą anegdotę o tym, w jaki sposób powstawały w starym ustroju drogi, a w jaki sposób autostrady, że wtedy kiedy z dwóch stron idąc się spotkali to była droga, a jak się rozminęli to była autostrada. Ale ten system upadł. Dzisiaj musimy wiedzieć, że każdy wielki projekt, który chcemy zrealizować z UE, a to są projekty dotyczące infrastruktury drogowej, telekomunikacyjnej , gazowej, naftowej, ochrony środowiska, wymaga wieloletnich, trwałych nakładów i projektów, które będą chronione przez poszczególne struktury władzy czy to na szczeblu rządowym czy na szczeblu samorządowym bez wzglądu na kolejne koniunktury polityczne, wybory które mają miejsce itd. Mówią o tym, choć rzecz jest zbyt oczywista, dlatego że zbyt często okazuje się, że tej podstawowej zasady niestety w Polsce się nie spełnia. To ma dwa negatywne skutki. Po pierwsze te pieniądze do nas nie spływają, nie możemy projektów spełnić. Po drugie nasza wiarygodność jest słaba, na tle innych nacji jesteśmy właśnie traktowani jako partner mniej solidny.