13 września 2002
13 września 2002 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski wziął udział w otwarciu Nadzwyczajnego Kongresu Naukowego Międzynarodowego Stowarzyszenia Nauk Prawnych w Paryżu oraz Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego „Społeczeństwo w niebezpieczeństwie”, nad którym objął honorowy patronat.
Przedmiotem obrad były prawne aspekty walki z terroryzmem oraz próba wskazania nowych funkcji państwa jakie pojawiają się w zawiązku z tymi zjawiskami.
Zwracając się do uczestników Kongresu Prezydent RP powiedział:
Serdecznie witam wszystkich uczestników Kongresu Naukowego „Społeczeństwo w niebezpieczeństwie”. Dla nas Polaków, a szczególnie dla polskiego środowiska prawniczego, jest wielką satysfakcją, że tak wybitne grono przedstawicieli nauk prawnych, z wielu państw i kontynentów, spotyka się właśnie w Warszawie. Pragniecie Państwo szukać rozwiązań dla problemów, które dotyczą nas wszystkich, o czym niedawna rocznica
zamachów terrorystycznych w Ameryce przypomina niezwykle przejmująco. Trzeba z uznaniem podkreślić, że przedsięwzięcie to odbywa się pod egidą tak prestiżowej organizacji, jak Międzynarodowe Stowarzyszenie Nauk Prawnych. Z satysfakcją i radością objąłem patronat nad gromadzącym Państwa Kongresem. W czasach, gdy panuje pokój, ludzie na ogół nie mają poczucia zagrożenia płynącego z zewnątrz. Zakładają – w pewnym elementarnym akcie zaufania wobec państwa, którego są obywatelami – że instytucje państwowe zdolne są postawić tamę zagrożeniom zewnętrznym. To przecież jedna z podstawowych funkcji państwa. Dlatego atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone, tak zaskakujący i na tak wielką skalę, wywołał społeczny szok – i jako przeżycie traumatyczne kładzie się dziś cieniem na zbiorową psychikę nie tylko przecież Amerykanów, ale także obywateli wielu innych państw. I właśnie w tym sensie mówimy, że świat po 11 września 2001 roku nigdy już nie będzie taki sam. Ludzi naszego czasu zaczęły dręczyć lęki i wątpliwości, jakich przedtem nie doznawali. Z ust przeciętnego obywatela z całą ostrością pada pytanie: czy moje państwo, czy cywilizacja ładu i prawa, w której żyję i z którą duchowo
się utożsamiam, rzeczywiście potrafi zapewnić bezpieczeństwo mnie i moim najbliższym? Także ludzie w tych krajach, które nie były dotąd celem terrorystycznych ataków, uzmysławiają sobie, że nie istnieje coś takiego jak niezawodna i bezterminowa polisa bezpieczeństwa. Żyjemy w rzeczywistości globalnej i współzależnej. Z goryczą stwierdzamy, że międzynarodowy terroryzm nauczył się w niej poruszać, kryć się w dżungli globalnych powiązań – i dlatego nie można mu narzucić nieprzekraczalnych granic. Zagrożenie jest wspólne. I nikt już nie może powiedzieć: to zagrożenie mnie to nie dotyczy. Gdy ogarnia nas lęk, spowodowany przez zagrożenia zewnętrzne, z wielką podejrzliwością zaczynamy się odnosić do wszystkiego, co wydaje nam się obce i odmienne. Państwa zachodnie, a szczególnie Europa stała się w ostatnich dekadach „ziemią obiecaną” dla rzesz imigrantów, napływających tu z innych kontynentów w ucieczce przed wojną, dyktaturą czy nędzą. Przyciągała ich nie tylko perspektywa dostatniejszego życia, ale także to, co Karl Popper nazwał przymiotami „społeczeństwa otwartego”. Mogło się wydawać, że XXI wiek przyniesie ostateczny sukces procesów asymilacyjnych, że zaowocuje nową jakością współżycia ludzi różnych kultur i narodów. Teraz jednak, w obliczu terrorystycznego zagrożenia, problem ten staje się podstawowym źródłem społecznego lęku w państwach rozwiniętych. Żadne państwo w Europie, a także mało kto poza naszym kontynentem, nie potrafi znaleźć skutecznego, długotrwałego rozwiązania tego problemu. To właśnie między innymi leży u podstaw niepokojących sukcesów partii populistycznych w wielu dojrzałych, starych demokracjach. Nie możemy pozwolić na zwycięstwo ksenofobii, na podkopanie zasad, którymi chlubi się nasza demokracja. Ale też trzeba patrzeć globalnie. Jak była o tym mowa na zakończonym niedawno Szczycie Ziemi w Johannesburgu, wielkim dziejowym zadaniem jest ograniczanie przyczyn emigracji. Walka to jest konieczność walki z nędzą, zacofaniem i bezprawiem, to jest walka u źródeł, w pasie obejmującym całe niemal południe naszej planety. Globalne zagrożenia wymagają globalnych działań. Znakiem dzisiejszego czasu stało się szczególne napięcie pomiędzy dwoma wartościami, tak podstawowymi w życiu ludzi i społeczeństw: pomiędzy wolnością i bezpieczeństwem. Zadajemy sobie pytania: na ile państwo może ograniczać prawa jednostki w imię bezpieczeństwa zbiorowego? Czy wolno pozbawiać wolności bez udziału sądu i w sposób naruszający zasadę równości wszystkich wobec prawa? Czy dopuszczalne jest drastyczne ograniczanie
zasady domniemania niewinności i prawa do obrony? Te i wiele innych pytań nadal jeszcze, w rok po tragicznych wrześniowych wydarzeniach, nie znalazły odpowiedzi. Nasze działania w tej mierze muszą być przemyślane i wyważone. Gra idzie bowiem o wielką stawkę – o fundamenty naszej cywilizacji. Poszanowanie praw człowieka, swobody obywatelskie, zasady praworządności kształtowały się i doskonaliły przez wieki. Nie możemy więc dziś pozwolić, aby osłabły pod naciskiem społecznych fobii, które wprawdzie wydają się dziś uzasadnione, ale bywają też zbyt gwałtowne i przerysowane w stosunku do rzeczywistych zagrożeń. Organy państwowe muszą się wystrzegać pokusy nadużywania władzy. Procedury działań w sytuacjach nadzwyczajnych
powinny być zawsze ściśle zdefiniowane i poddane skutecznej, demokratycznej kontroli. Ograniczenie wolności jednostek dla umocnienia bezpieczeństwa zbiorowości może być konieczne, choć zawsze rodzić to będzie nowe, nie doświadczone dotąd, komplikacje. Właśnie od środowiska prawniczego oczekiwana jest głęboka refleksja nad tymi ważnymi, trudnymi dylematami. Podejmujecie Państwo to ambitne wyzwanie. Niezależnie od różnic w ocenach i receptach, wszystkich nas na tej sali łączy, jak sądzę, przekonanie, że w najgłębszym sensie to właśnie wolności i prawa obywatelskie są najlepszymi gwarantami społecznego bezpieczeństwa. Jeszcze do niedawna mówiło się, że słabnie rola państwa jako podmiotu działań. Dowodów na to mogła dostarczyć i scena międzynarodowa i
społeczne przemiany. Dzisiaj jednak stało się oczywiste, że w kwestiach bezpieczeństwa państwo jest nie do zastąpienia i że w nim powinniśmy widzieć naszego głównego obrońcę. Zastanawiamy się natomiast, na ile państwo jest przygotowane do wypełniania tych trudnych zadań, na ile nadąża za rodzącymi się nowymi zagrożeniami. Są to pytania odnoszące się nie tylko do zagadnień prawnych, ale także do problemów społecznych, organizacyjnych i finansowych. Musimy dokonać swego rodzaju remanentu możliwości państwa, tak jak się to robi wobec sprzętu gaśniczego, zanim jeszcze wybuchnie pożar. Szczególnie istotny jest mechanizm komunikacji i koordynacji, który pozwala sprawnie współdziałać jednostkom organizacyjnym państwa w stanach zagrożeń. Polska może pochwalić się tu znaczącymi osiągnięciami. Nasz
system prawny porządkujemy, znosząc bariery resortowo – kompetencyjne. Taką rolę pełni na przykład uchwalona z mojej inicjatywy ustawa o stanie wojennym czy też regulacje prawne dotyczące stanów nadzwyczajnych. Mamy wszakże świadomość, że wiele jeszcze także i Polska ma do zrobienia, aby podniesiony został poziom bezpieczeństwa w naszym kraju, wśród naszych sąsiadów. To jedno z wielkich zadań, jakie stawiamy sobie w związku z
naszym członkostwem w NATO i coraz bliższym wejściem do Unii
Europejskiej. Jesteśmy gotowi jako kraj i naród przyjmować na siebie coraz większą współodpowiedzialność za bezpieczeństwo globalne. Raz jeszcze chcę wyrazić satysfakcję, że ten kongres, rozpoczynający obrady w Warszawie, podejmuje tak ważne w dzisiejszym czasie wyzwania. Dziękuję organizatorom konferencji. Życzę Państwu owocnych obrad, ciekawej
wymiany doświadczeń i spostrzeżeń, które pomogą dzisiejszym społeczeństwom, żyjącym w poczuciu zagrożenia, odnaleźć nową energię i nadzieję – podkreślam nadzieję. Wszystkim gościom życzę miłego pobytu w Polsce. Uczestnikom Kongresu wiele satysfakcji z prowadzonych tutaj debat. Jestem przekonany, że ta Konferencja jest istotnym wkładem do znalezienia odpowiedzi na trudne pytania, które ze szczególną mocą uświadomiliśmy sobie 11 września ubiegłego roku. Owocnych obrad, miłego pobytu w Warszawie i w Polsce. Odpowiadając na pytania dziennikarzy dotyczące wystąpienia Prezydenta USA G. Busha na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Yorku 12 września Prezydent RP powiedział: To było bardzo odpowiedzialne wystąpienie, które było zgodne z polskimi oczekiwaniami. Prezydent Bush przypomniał, jak wielu rezolucji Narodów Zjednoczonych Irak nie wypełnił i wezwał opinię międzynarodową do wymuszenia na Iraku niezbędnych działań, które bądą zwiększać bezpieczeństwo i które dadzą nam pewność, że ze strony Iraku nie płynie zagrożenie terrorystyczne, ani innego typu. Uważam, że było to właściwe posunięcie ze strony Prezydenta Busha i teraz wszyscy jesteśmy zainteresowani jak zareagują Narody Zjednoczone, szczególnie Rada Bezpieczeństwa. Polska dla takiego postawienia sprawy udziela pełnego poparcia. W naszym przekonaniu jest to odpowiedzialne, właściwe i mam nadzieję, że skuteczne. Mam nadzieję, że oczekiwania wobec Iraku zostaną spełnione, bo wtedy
będzie można uniknąć rozstrzygnięć natury militarnej. Jeżeli jednak Irak po raz kolejny nie posłuchałby, to czy uważa Pan, że
Polska powinna wziąć udział w operacji militarnej? Na pewno będziemy udzielali wtedy dla działań amerykańskich politycznego poparcia. Natomiast jeśli chodzi o inny rodzaj udziału, to wymaga rozmów. W tej chwili takich planów nie ma, ale też mamy czas przed sobą, nic tu się nagle nie wydarzy.
zamachów terrorystycznych w Ameryce przypomina niezwykle przejmująco. Trzeba z uznaniem podkreślić, że przedsięwzięcie to odbywa się pod egidą tak prestiżowej organizacji, jak Międzynarodowe Stowarzyszenie Nauk Prawnych. Z satysfakcją i radością objąłem patronat nad gromadzącym Państwa Kongresem. W czasach, gdy panuje pokój, ludzie na ogół nie mają poczucia zagrożenia płynącego z zewnątrz. Zakładają – w pewnym elementarnym akcie zaufania wobec państwa, którego są obywatelami – że instytucje państwowe zdolne są postawić tamę zagrożeniom zewnętrznym. To przecież jedna z podstawowych funkcji państwa. Dlatego atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone, tak zaskakujący i na tak wielką skalę, wywołał społeczny szok – i jako przeżycie traumatyczne kładzie się dziś cieniem na zbiorową psychikę nie tylko przecież Amerykanów, ale także obywateli wielu innych państw. I właśnie w tym sensie mówimy, że świat po 11 września 2001 roku nigdy już nie będzie taki sam. Ludzi naszego czasu zaczęły dręczyć lęki i wątpliwości, jakich przedtem nie doznawali. Z ust przeciętnego obywatela z całą ostrością pada pytanie: czy moje państwo, czy cywilizacja ładu i prawa, w której żyję i z którą duchowo
się utożsamiam, rzeczywiście potrafi zapewnić bezpieczeństwo mnie i moim najbliższym? Także ludzie w tych krajach, które nie były dotąd celem terrorystycznych ataków, uzmysławiają sobie, że nie istnieje coś takiego jak niezawodna i bezterminowa polisa bezpieczeństwa. Żyjemy w rzeczywistości globalnej i współzależnej. Z goryczą stwierdzamy, że międzynarodowy terroryzm nauczył się w niej poruszać, kryć się w dżungli globalnych powiązań – i dlatego nie można mu narzucić nieprzekraczalnych granic. Zagrożenie jest wspólne. I nikt już nie może powiedzieć: to zagrożenie mnie to nie dotyczy. Gdy ogarnia nas lęk, spowodowany przez zagrożenia zewnętrzne, z wielką podejrzliwością zaczynamy się odnosić do wszystkiego, co wydaje nam się obce i odmienne. Państwa zachodnie, a szczególnie Europa stała się w ostatnich dekadach „ziemią obiecaną” dla rzesz imigrantów, napływających tu z innych kontynentów w ucieczce przed wojną, dyktaturą czy nędzą. Przyciągała ich nie tylko perspektywa dostatniejszego życia, ale także to, co Karl Popper nazwał przymiotami „społeczeństwa otwartego”. Mogło się wydawać, że XXI wiek przyniesie ostateczny sukces procesów asymilacyjnych, że zaowocuje nową jakością współżycia ludzi różnych kultur i narodów. Teraz jednak, w obliczu terrorystycznego zagrożenia, problem ten staje się podstawowym źródłem społecznego lęku w państwach rozwiniętych. Żadne państwo w Europie, a także mało kto poza naszym kontynentem, nie potrafi znaleźć skutecznego, długotrwałego rozwiązania tego problemu. To właśnie między innymi leży u podstaw niepokojących sukcesów partii populistycznych w wielu dojrzałych, starych demokracjach. Nie możemy pozwolić na zwycięstwo ksenofobii, na podkopanie zasad, którymi chlubi się nasza demokracja. Ale też trzeba patrzeć globalnie. Jak była o tym mowa na zakończonym niedawno Szczycie Ziemi w Johannesburgu, wielkim dziejowym zadaniem jest ograniczanie przyczyn emigracji. Walka to jest konieczność walki z nędzą, zacofaniem i bezprawiem, to jest walka u źródeł, w pasie obejmującym całe niemal południe naszej planety. Globalne zagrożenia wymagają globalnych działań. Znakiem dzisiejszego czasu stało się szczególne napięcie pomiędzy dwoma wartościami, tak podstawowymi w życiu ludzi i społeczeństw: pomiędzy wolnością i bezpieczeństwem. Zadajemy sobie pytania: na ile państwo może ograniczać prawa jednostki w imię bezpieczeństwa zbiorowego? Czy wolno pozbawiać wolności bez udziału sądu i w sposób naruszający zasadę równości wszystkich wobec prawa? Czy dopuszczalne jest drastyczne ograniczanie
zasady domniemania niewinności i prawa do obrony? Te i wiele innych pytań nadal jeszcze, w rok po tragicznych wrześniowych wydarzeniach, nie znalazły odpowiedzi. Nasze działania w tej mierze muszą być przemyślane i wyważone. Gra idzie bowiem o wielką stawkę – o fundamenty naszej cywilizacji. Poszanowanie praw człowieka, swobody obywatelskie, zasady praworządności kształtowały się i doskonaliły przez wieki. Nie możemy więc dziś pozwolić, aby osłabły pod naciskiem społecznych fobii, które wprawdzie wydają się dziś uzasadnione, ale bywają też zbyt gwałtowne i przerysowane w stosunku do rzeczywistych zagrożeń. Organy państwowe muszą się wystrzegać pokusy nadużywania władzy. Procedury działań w sytuacjach nadzwyczajnych
powinny być zawsze ściśle zdefiniowane i poddane skutecznej, demokratycznej kontroli. Ograniczenie wolności jednostek dla umocnienia bezpieczeństwa zbiorowości może być konieczne, choć zawsze rodzić to będzie nowe, nie doświadczone dotąd, komplikacje. Właśnie od środowiska prawniczego oczekiwana jest głęboka refleksja nad tymi ważnymi, trudnymi dylematami. Podejmujecie Państwo to ambitne wyzwanie. Niezależnie od różnic w ocenach i receptach, wszystkich nas na tej sali łączy, jak sądzę, przekonanie, że w najgłębszym sensie to właśnie wolności i prawa obywatelskie są najlepszymi gwarantami społecznego bezpieczeństwa. Jeszcze do niedawna mówiło się, że słabnie rola państwa jako podmiotu działań. Dowodów na to mogła dostarczyć i scena międzynarodowa i
społeczne przemiany. Dzisiaj jednak stało się oczywiste, że w kwestiach bezpieczeństwa państwo jest nie do zastąpienia i że w nim powinniśmy widzieć naszego głównego obrońcę. Zastanawiamy się natomiast, na ile państwo jest przygotowane do wypełniania tych trudnych zadań, na ile nadąża za rodzącymi się nowymi zagrożeniami. Są to pytania odnoszące się nie tylko do zagadnień prawnych, ale także do problemów społecznych, organizacyjnych i finansowych. Musimy dokonać swego rodzaju remanentu możliwości państwa, tak jak się to robi wobec sprzętu gaśniczego, zanim jeszcze wybuchnie pożar. Szczególnie istotny jest mechanizm komunikacji i koordynacji, który pozwala sprawnie współdziałać jednostkom organizacyjnym państwa w stanach zagrożeń. Polska może pochwalić się tu znaczącymi osiągnięciami. Nasz
system prawny porządkujemy, znosząc bariery resortowo – kompetencyjne. Taką rolę pełni na przykład uchwalona z mojej inicjatywy ustawa o stanie wojennym czy też regulacje prawne dotyczące stanów nadzwyczajnych. Mamy wszakże świadomość, że wiele jeszcze także i Polska ma do zrobienia, aby podniesiony został poziom bezpieczeństwa w naszym kraju, wśród naszych sąsiadów. To jedno z wielkich zadań, jakie stawiamy sobie w związku z
naszym członkostwem w NATO i coraz bliższym wejściem do Unii
Europejskiej. Jesteśmy gotowi jako kraj i naród przyjmować na siebie coraz większą współodpowiedzialność za bezpieczeństwo globalne. Raz jeszcze chcę wyrazić satysfakcję, że ten kongres, rozpoczynający obrady w Warszawie, podejmuje tak ważne w dzisiejszym czasie wyzwania. Dziękuję organizatorom konferencji. Życzę Państwu owocnych obrad, ciekawej
wymiany doświadczeń i spostrzeżeń, które pomogą dzisiejszym społeczeństwom, żyjącym w poczuciu zagrożenia, odnaleźć nową energię i nadzieję – podkreślam nadzieję. Wszystkim gościom życzę miłego pobytu w Polsce. Uczestnikom Kongresu wiele satysfakcji z prowadzonych tutaj debat. Jestem przekonany, że ta Konferencja jest istotnym wkładem do znalezienia odpowiedzi na trudne pytania, które ze szczególną mocą uświadomiliśmy sobie 11 września ubiegłego roku. Owocnych obrad, miłego pobytu w Warszawie i w Polsce. Odpowiadając na pytania dziennikarzy dotyczące wystąpienia Prezydenta USA G. Busha na forum Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Yorku 12 września Prezydent RP powiedział: To było bardzo odpowiedzialne wystąpienie, które było zgodne z polskimi oczekiwaniami. Prezydent Bush przypomniał, jak wielu rezolucji Narodów Zjednoczonych Irak nie wypełnił i wezwał opinię międzynarodową do wymuszenia na Iraku niezbędnych działań, które bądą zwiększać bezpieczeństwo i które dadzą nam pewność, że ze strony Iraku nie płynie zagrożenie terrorystyczne, ani innego typu. Uważam, że było to właściwe posunięcie ze strony Prezydenta Busha i teraz wszyscy jesteśmy zainteresowani jak zareagują Narody Zjednoczone, szczególnie Rada Bezpieczeństwa. Polska dla takiego postawienia sprawy udziela pełnego poparcia. W naszym przekonaniu jest to odpowiedzialne, właściwe i mam nadzieję, że skuteczne. Mam nadzieję, że oczekiwania wobec Iraku zostaną spełnione, bo wtedy
będzie można uniknąć rozstrzygnięć natury militarnej. Jeżeli jednak Irak po raz kolejny nie posłuchałby, to czy uważa Pan, że
Polska powinna wziąć udział w operacji militarnej? Na pewno będziemy udzielali wtedy dla działań amerykańskich politycznego poparcia. Natomiast jeśli chodzi o inny rodzaj udziału, to wymaga rozmów. W tej chwili takich planów nie ma, ale też mamy czas przed sobą, nic tu się nagle nie wydarzy.