18 lipca 2002
18 lipca 2002 roku - drugiego dnia oficjalnej wizyty w Stanach Zjednoczonych - Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski uczestniczył wraz z Prezydentem USA w wiecu na Oackland University w Stanie Michigan, dokąd przybył wraz z Prezydentem George`m Bushem na poładzie Air Force One. Po powitaniu przez władze uniwersytetu Prezydent Bush w swoim wystąpieniu podkreslił znaczenie współpracy pomiędzy Polską i Stanami Zjednoczonumi i roli jaką Polska odgrywa w kształtowaniu stabilizacji i pokoju w regionie.
Następnie głos zabrał Prezydent Aleksander Kwaśniewski:
Chcę podziękować Gubernatorowi za Jego słowa, chcę szczególnie wyrazić wdzięczność Prezydentowi George`owi Bushowi za słowa, tak ważne dla Was, dla nas wszystkich wszędzie w świecie. Po raz pierwszy byłem tu w Detroit wiele lat temu, 26 lat temu. W tym czasie wszystko się zmieniło: zmienił się świat, zmieniła się Polska, która dziś jest znacznie lepszym krajem. Ale atmosfera nadal jest taka sama, przyjazna, i dziękuję Wam za tę przyjaźń tak ważną dla nas wszystkich. Coś jednak się zmieniło - 26 lat temu byłem tu jako student, dziś jestem prezydentem Polski, a co ważniejsze moim gospodarzem jest mój przyjaciel, Prezydent Stanów Zjednoczonych George W. Bush.
Jesteśmy świadkami historycznej chwili. Oto Prezydent Stanów Zjednoczonych i Prezydent niepodległej Rzeczypospolitej Polskiej spotykają się w Troy, aby wyrazić swój podziw i szacunek dla dzieła amerykańskiej Polonii. Aby powiedzieć Wam, że bez Was nie byłoby dzisiejszej Ameryki. Jesteście solą tej ziemi, współtwórcami amerykańskiego sukcesu. Polska jest z Was dumna.
Pamiętamy też wszystko to, co zrobiliście dla kraju nad Wisłą. Pamiętamy Wasze wsparcie w trudnych chwilach i wspólną radość z odzyskanej przez polski Naród suwerenności. Bez Was, bez Waszej pomocy i zaangażowania nie byłoby wolnej Polski!
Podkreślam to szczególnie w obecności lidera wolnego świata, George`a W. Busha, który w czasie ubiegłorocznej wizyty w Polsce niezwykle wysoko ocenił osiągnięcia Polaków i dorobek naszego kraju. Człowieka, którego zdanie niezwykle cenię. Który ma duży udział w tym, że świat otrząsnął się po tragedii 11 września i wyszedł z tej próby jeszcze bardziej zahartowany.
Polskimi korzeniami szczycić się dziś może około dziesięć milionów obywateli USA. To najliczniejsze skupisko emigracji polskiej i osób polskiego pochodzenia na wszystkich kontynentach. I zarazem szósta co do wielkości grupa etniczna w Stanach Zjednoczonych. Pod względem wykształcenia sytuuje się powyżej średniej krajowej. Jest piątą grupą pod względem statusu zamożności. Myśląc o tym jestem dumny, bowiem jak najlepiej świadczy to o Waszej sile i przebojowości, pracowitości i aspiracjach. O tym, że wspaniale potraficie wykorzystać swoje szanse i możliwości. Z całego serca Wam tego gratuluję.
Dobre stosunki polsko-amerykańskie to niekończąca się historia. Polacy towarzyszyli dziejom USA od początku.
Znajdowali się wśród założycieli pierwszej kolonii w Jamestown, walczyli w wojnie o niepodległość i wojnie secesyjnej. Jesteśmy dumni z roli, jaką Amerykanie polskiego pochodzenia odegrali na każdym etapie rozwoju tego kraju - w budowaniu jego potęgi gospodarczej, w kształtowaniu otwartego społeczeństwa, w tym wszystkim, co sprawiło, że Stany Zjednoczone są dzisiaj symbolem wolności i demokracji.
Polonia amerykańska zawsze łączyła w sobie dwa patriotyzmy: kochając swoją nową Ojczyznę, nigdy nie zapominała o miejscu, z którego się wywodzi. W trudnych dla państwa i narodu polskiego chwilach, rodacy z Ameryki wyciągali do nas pomocną dłoń. Działo się tak nie tylko w okresie zaborów i narodowych zrywów, lecz także podczas II wojny światowej i okupacji hitlerowskiej oraz później, w czasach "żelaznej kurtyny". Nie sposób dziś zapomnieć Waszych zasług w przyjęciu Polski do NATO. Ogromnie cenimy uczestnictwo Polonii w negocjacjach w sprawie wypłat odszkodowań za pracę niewolniczą podczas II wojny światowej.
Na szacunek zasługuje Wasza działalność charytatywna - myślę o pomocy dla Polonii na Wschodzie czy o zbiórce pieniędzy dla ofiar powodzi w Polsce.
Jako prezydent niepodległej, wolnej i demokratycznej Polski, pragnę złożyć hołd i podziękowania wszystkim rodakom w Ameryce za ich wkład w odzyskanie przez nasz kraj należnego mu miejsca w rodzinie wolnych państw.
Obecność Pana Prezydenta George`a W. Busha przypomina mi o tym, że na tej ziemi, w Hamtrack - dzielnicy Detroit zamieszkałej głównie przez Polonię - jego ojciec, prezydent George Bush, wystąpił w kwietniu 1989 roku z planem niesienia Polsce pomocy w przemianach gospodarczych i politycznych. Pragnę podkreślić, że zarówno on, jak i jego poprzednik, Ronald Reagan zaskarbili sobie u Polaków szczególną wdzięczność. Dobrze pamiętamy to wszystko, co zrobił ich następca Bill Clinton.
Bliski sercom Polaków jest też obecny prezydent USA, który z powodzeniem kontynuuje misję swoich poprzedników. Dziś możemy i my - odwołując się do słów dobrze znanej Republikanom pieśni - cieszyć się, że "wróciły szczęśliwe czasy" ("Happy Days Are Here Again").
Amerykanie nigdy nie zostawili nas w potrzebie. Z ogromnym zaangażowaniem Stany Zjednoczone sprzyjały ustrojowej transformacji naszego kraju. Odegrały też fundamentalną rolę w budowie nowego systemu bezpieczeństwa w Europie, udzielając jednoznacznego poparcia pierwszemu, od zakończenia "zimnej wojny", rozszerzeniu NATO. Dziś Polskę i USA łączy przyjaźń, partnerstwo polityczne i sojusz wojskowy.
Polska jest niezawodnym sojusznikiem Ameryki. Na Bałkanach czy w Afganistanie - polscy i amerykańscy żołnierze współdziałają wszędzie tam, gdzie zagrożony jest pokój i łamane są prawa człowieka. Wspólnie podjęliśmy zdecydowaną walkę ze światowym terroryzmem. Nie dopuścimy, by szaleńcy zagrozili naszym wartościom.
Polska konsekwentnie buduje swoją pozycję międzynarodową. Mamy dobre stosunki ze wszystkimi sąsiadami, jesteśmy animatorami politycznej współpracy wszystkich krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Dążymy do tego, aby raz na zawsze wymazać z mapy kontynentu podziały, które pozostawił po sobie XX wiek. Procesowi temu sprzyjać będzie dalsze rozszerzenie NATO, w które głęboko zaangażowani są zarówno Polska, jak i USA. Rozszerzenie to będzie istotnym wkładem w stabilizację i pokój w Europie oraz tworzenie platformy do walki z terroryzmem.
Wizja, jaką Prezydent George W. Bush nakreślił podczas wizyty w Warszawie - "Wszystkie nowe demokracje od Bałtyku po Morze Czarne powinny mieć tę samą szansę bezpieczeństwa i wolności,szansę przyłączenia się do instytucji europejskich" staje się faktem.
Polska jest szczęśliwa i dumna z tego, że wkrótce powitamy nowych członków NATO.
Ameryka oskarżana o unilateralizm jeszcze raz pokazuje w ten sposób, iż gotowa jest objąć gwarancjami bezpieczeństwa państwa nowych demokracji, które leżą daleko od jej granic. Ale dzisiaj bezpieczeństwo Ameryki zaczyna się w Warszawie, w Wilnie, w Bratysławie i w Bukareszcie.
Najnowsza historia stosunków między Polską a Ameryką pokazuje, jak bardzo nawzajem się potrzebujemy. I właśnie Polonia jest tym żywym mostem, który spaja naszą przyjaźń i współpracę. Pamiętajcie, że Wasze wsparcie, życzliwość i zaangażowanie, są obu naszym krajom nieustannie potrzebne. Liczymy na Was. Bądźmy ze sobą myślą i uczynkiem. Jak zawsze.
Życzę Wam, Drodzy Rodacy, wszelkiej pomyślności. Niech marzenia Wasze, Waszych rodzin i Waszych najbliższych spełnią się i przyniosą Wam wiele radości. Niech Polska i Ameryka zawsze będą z Was dumne!
Po zakończeniu wiecu prezydent USA i Polski udali się razem na spotkanie ze środowiskami polonijnymi w Polsko-Amerykańskim Centrum Kulturalnym w Troy.
W godzinach popołudniowych Prezydent RP odbył spotkania w Izbie Reprezentantów ze Speakerem Izby D. Hastertem i przywodcą mniejszości R. Gephardem oraz liderami Senatu.
Prezydent RP wziął udział w uroczystości inauguracji Katedry im. Zbigniewa Brzezińskiego
Wieczorem 18 lipca 2002 roku Prezydent RP z Małżonką wzięli udział w specjalnej uroczystości inaugurującej katedrę im. Zbigniewa Brzezinskiego zorganizowanej przez Center for Strategic and International Studies.
Podczas uroczystości prezydent RP powiedział:
Szanowny Panie Profesorze Brzeziński, Szanowny Panie Dyrektorze, Wasze Ekscelencje, Panie i Panowie!
Dzisiejsza uroczystość i fakt, iż przemawiam do Państwa z okazji inauguracji Katedry im. Zbigniewa Brzezińskiego napawa mnie ogromną radością i dumą. Zbigniew Brzeziński jest bowiem osobą wyjątkową. Osobą, która w sposób szczególny zapisała się w dziejach dwóch narodów - amerykańskiego i polskiego, co więcej, która miała wpływ na kształtowanie współczesnego ładu międzynarodowego. W swoim czasie był jednym z najbliższych współpracowników amerykańskiego prezydenta, kilkanaście lat później, gdy kończyła się kadencja pierwszego w Polsce wybranego w powszechnych wyborach prezydenta -Zbigniewowi Brzezińskiemu proponowano by kandydował na to najwyższe stanowisko w naszym kraju. On odmówił.
Niemniej jednak ten epizod mówi nam wiele o osobie, z powodu której wszyscy się tu zebraliśmy.
Swoją drogą, dobrze Pan zrobił odmawiając - musiałbym bowiem Pana pokonać, a takich rzeczy przyjaciołom się nie robi.
Nie wiem czy uprawnione jest porównanie Brzezińskiego do Kościuszki czy Pułaskiego, ale z pewnością te osoby mają coś wspólnego - hołdowanie wartościom najwyższym: wolności, demokracji i prawom człowieka. Działalność publiczną Brzezińskiego charakteryzowało przywiązanie i wierność ponad wszystko owym ideałom. Dlatego też, tak jak ci XIX wieczni żołnierze walczący "o wolność naszą i waszą", Zbigniew Brzeziński mógł stać się bohaterem dwóch narodów. On sam mówi o sobie, że w sensie politycznym jest Amerykaninem, sercem zaś Polakiem. Dla mnie Pan Profesor jest jedynym w swoim rodzaju polsko-amerykańskim joined venture - naszym wspólnym jakże udanym ponadnarodowym przedsięwzięciem.
Losy Zbigniewa Brzezińskiego wpisują się w polskie dzieje XX wiek - wraz z rodziną zmuszony został do pozostania na obczyźnie, która z czasem stała się jego nową ojczyzną. Cały czas pozostał jednak wierny polskiej kulturze i historii, nigdy nie był głuchy na to, co działo się w rodzinnym kraju - szczególnie wtedy, gdy mógł uczynić najwięcej. Rację ma Jan Nowak mówiąc, iż obecność Brzezińskiego w Białym Domu w krytycznym roku `80. była dla Polski "prawdziwym zrządzeniem Opatrzności". Profesor Brzeziński nigdy nie bał się zdecydowanych i odważnych decyzji. Myślę, iż duży wpływ miało na tą postawę jego osobiste doświadczenie - doświadczenie wyciągnięte z rodziny polskich emigrantów, którym totalitaryzm uniemożliwił powrót do ojczystego kraju.
Jedną z pańskich rodzinnych pamiątek, która znajduje się w Pańskim domu pod Waszyngtonem - jest czapka oficera Wojska Polskiego, pańskiego ojca, rad jestem, iż teraz gdy otrzymał Pan doktorat honoris causa Akademii Obrony Narodowej - obok niej umieścić Pan może własną czapkę polskiego oficera. Jest ona dowodem wdzięczności nas - Polaków - za wszystkie bitwy stoczone w naszej sprawie.
To znamienne, że Katedra im. Zbigniewa Brzezińskiego ufundowana została przez dwa kraje - Polskę i Stany Zjednoczone. Dziękując w tym miejscu wszystkim wspaniałomyślnym donatorom, w szczególności Prezesowi Telekomunikacji Polskiej Panu Markowi Józefowiakowi, chcę powiedzieć, iż przedsięwzięcie to jest symbolem, który może być przykładem dla pogłębiania stosunków pomiędzy naszymi krajami. Pokazuje ono bowiem, iż pomimo barier jakie dzielą nasze dwa kraje jesteśmy w stanie razem tworzyć rzeczy wartościowe, realne, które służyć będą dla naszego wspólnego dobra.
Stoję dziś przed trudnym wyzwaniem. Mam świadomość, że zgromadzeni na tej sali wybitni politycy, myśliciele i badacze stosunków międzynarodowych reprezentują to, co w Ameryce najlepsze, co decyduje o pozycji Stanów Zjednoczonych w dzisiejszym świecie: odwagę i niezależność krytycznego myślenia. Audytorium jest wymagające, ale tym większa to zachęta do pogłębionej refleksji i tym większa moja satysfakcja z tego spotkania.
Centrum Badań Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS), przenikliwie analizując problemy globalne, zyskało zasłużoną sławę jednego z najlepszych ośrodków w świecie. O randze instytucji decydują ludzie. Pan profesor Zbigniew Brzeziński jest jedną z tych osobistości, których opinie określają kierunki myślenia. Jest wielkim wizjonerem, a zarazem współtwórcą decyzji politycznych, które wytyczały bieg współczesnej historii. Polska zawsze będzie pamiętać o zasługach Pana Profesora w sprawie polskiego członkostwa w NATO. Przed dwoma laty, Zbigniew Brzeziński pisał: "The transatlantic Alliance is America`s most important global relationship. The larger Europe becomes, the less likely it is that either external or internal threats will pose a serious challenge to international peace".
Ta ocena zyskała jeszcze na aktualności po tragicznych wydarzeniach z 11 września ubiegłego roku. Wszyscy odczuwamy, że dzisiaj w nasze bezpieczeństwo wymierzone są głównie zagrożenia niedostatecznie rozpoznane, trudne do przewidzenia, nie poddające się prostym ocenom. Te zagrożenia są rozproszone i wielowymiarowe. Właśnie dlatego powiększenie Sojuszu Atlantyckiego - za czym się opowiadamy i do czego dążymy - jest dziś nie tylko potrzebą, ale wręcz koniecznością.
Ani Europa, ani świat jako całość, nie stoją dziś przed niebezpieczeństwem globalnej konfrontacji między państwami. Na globalnych mapach nie zapali się raczej ostrzegawcza czerwona dioda, sygnalizująca klasyczną agresję wojskową. Nikt nie zgłasza dziś roszczeń terytorialnych - nie są one podstawą do opracowywania militarnych planów. Na przestrzeni całej ludzkiej historii istniały mocarstwa, które zagrażały bezpieczeństwu innych państw - lub też samo nawet ich istnienie było w ten sposób odbierane. Dziś nie ma takiej sytuacji.
Mamy za to do czynienia z nowymi wyzwaniami. W nasze życie wdziera się potwór globalnego terroryzmu. Ataki terrorystyczne z 11 września ubiegłego roku były olbrzymim zaskoczeniem, ale okoliczności, które je wywołały, nie pojawiły się nagle. Przez lata szereg państw i ekip rządzących wspierało terrorystów. Przez lata grupy terrorystyczne się konsolidowały, zagnieżdżając się w państwach tak słabych, że nie były one nawet w stanie kontrolować sytuacji na swoim terytorium.
Nie sądzę, aby można było postrzegać terroryzm jako swoistą cenę za demokrację i tolerancję lub też jako efekt uboczny globalizacji.
Jest to działalność grup i organizacji dążących przede wszystkim do osiągnięcia celów politycznych. Posługują się one religią jako instrumentem i pretekstem; wykorzystują technologiczną złożoność dzisiejszego życia społecznego. Ruch i otwartość, które dla globalnej cywilizacji są życiodajne, w dążeniach terrorystów stają się maskującą dżunglą, w której może skutecznie dojrzewać ich "jądro ciemności".
Stoimy dziś przed wyzwaniem, w jaki sposób przeciwdziałać zagrożeniom z natury globalnym, a pochodzącym z kierunków trudnych do określenia? Jak postępować z aktorami na scenie międzynarodowej, którzy nie są państwami, ale stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa? Jak przygotować obronę wobec zagrożeń terrorystycznych, których kształt jest przerażający, ale zarazem mglisty? Jak traktować reżimy państw wspierających terroryzm oraz państwa słabe, niezdolne do przeciwstawienia się tej pladze?
To nie są wyzwania konwencjonalne. I taka też powinna być odpowiedź.
Tej odpowiedzi poszukuje pilnie prezydent Bush, Kongres i całe społeczeństwo amerykańskie, tragicznie doświadczone wydarzeniami 11 września. Poszukujemy jej również my w Polsce - nie tylko w akcie solidarności z Ameryką, ale także w interesie Polski i Europy. Z uwagą śledzę tworzenie nowej amerykańskiej doktryny bezpieczeństwa, zarysowanej przez prezydenta Busha w przemówieniu w Berlinie i w West Point. Nie mam wątpliwości, że niezbędne jest wykreowanie nowego podejścia, nowej syntezy wątków bezpieczeństwa, dotąd rozdzielanych na wewnętrzne i zewnętrzne, oraz nowej kwalifikacji zagrożeń. Proponuję wspólne przemyślenie koniecznych innowacji przez Amerykanów i Europejczyków. Być może najbardziej twórcza okazałaby się współpraca w ramach nieformalnej grupy "wise men" obejmującej zagrożenia na całym obszarze transatlantyckim. Wielu z tych "wise men" widzę na tej sali.
Jako mój wkład do dyskusji chciałbym zaproponować pięć