07 listopada 2002
7 listopada 2002 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski złożył roboczą wizytę w Wiedniu.
Prezydent RP spotkał się z Prezydentem Republiki Austrii Thomasem Klestilem, po spotkaniu Aleksander Kwaśniewski powiedział m.in.
Chcę wyrazić radość z powodu spotkania z Panem Prezydentem Thomasem Klestilem. Nasz dialog jest bardzo częsty, żywy, udany. Pan Prezydent i Austria popierają rozszerzenie Unii Europejskiej i widzą tam miejsce dla Polski. Uważają, że leży to w interesie Europy, w tym Austrii, a także, iż wybory, które odbędą się za dwa tygodnie nie będą tutaj żadnym zasadniczym problemem ponieważ główne siły polityczne Austrii są przekonane co do sensu rozszerzenia, znaczenia i wartości tego faktu, który będzie istotny dla całej Europy. Za to poparcie chcę Panu Prezydentowi Klestilowi serdecznie podziękować, tym bardziej że jest to stanowisko, które konsekwentnie wyrażał od naszego pierwszego spotkania.
Następnie Prezydent RP spotkał się z Komisarzem - Członkiem Komisji Europejskiej ds. Rozszerzenia Günterem Verheugenem.
Wieczorem Prezydent RP wziął udział w oficjalnym obiedzie wydanym przez Europejski Bank Inwestycyjny z okazji odbywającego się w Wiedniu Forum Banku pod hasłem. "Countdown to EU Eastwards Enlargement - Practical Perspectives". Obiad poprzedziło spotkanie Aleksandra Kwaśniewskiego z Burmistrzem Wiednia M. Häuptlem.
Zwracając się do gości Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski powiedział m.in.
To dla mnie zaszczyt i wielka przyjemność móc zwrócić się do tak dostojnego grona, skupiającego wybitne osobistości austriackiej oraz europejskiej polityki i gospodarki. Serdecznie dziękuję za zaproszenie.
Spotykamy się w miejscu szczególnym, którego dawne i współczesne losy są wymownym symbolem. Wiedeń - przepiękne miasto o wspaniałej tradycji, bliskie również polskim sercom - przez stulecia znajdował się w politycznym centrum Europy; był świadkiem wielu zdarzeń o dziejowym znaczeniu dla całego kontynentu. Nagle, nieco ponad pół wieku temu, miasto to znalazło się niemal na ziemi niczyjej - w Europie podzielonej między rywalizujące ze sobą bloki. Czterdzieści kilometrów od miejsca, w którym dziś jesteśmy, wznosił się mur dzielący systemy gospodarcze, państwa i zwykłych ludzi. Tak jak cały kontynent, również Wiedeń był zrujnowany przez wojnę i przez pewien czas podzielony na strefy okupacyjne. Z czasem miasto udało się gospodarczo odbudować i zjednoczyć, ale musiało minąć jeszcze wiele dziesięcioleci, zanim runął polityczny mur dzielący kontynent. W Europie otwartej i jednoczącej się, budującej swoją pomyślność na dialogu i współpracy - Wiedeń znowu zajmuje jedno z centralnych miejsc. Historia miasta zatoczyła krąg.
Szczególny jest również moment naszego spotkania. Właśnie w tych dniach toczą się w Brukseli ostatnie negocjacje Komisji Europejskiej z przedstawicielami dziesięciu krajów z Europy Środkowo-Wschodniej oraz Południowej, aspirujących do Unii. To chwila historyczna. Zabliźniają się rany po jałtańskich podziałach; polityczny kształt zjednoczonego kontynentu zaczyna pokrywać się z kręgiem wspólnoty cywilizacyjnej, którą przez liczne stulecia zbudowały europejskie narody.
Rozszerzenie Unii Europejskiej porównać można z wielkim dziełem architektonicznym - powinno mieć rozmach i wizję, a zarazem oparte być musi na skrupulatnych wyliczeniach. Dlatego przed negocjatorami stoi trudne zadanie. Możliwości Unii określa jej budżet, mniejszy od oczekiwanego wzrost gospodarczy i - nie boję się użyć tego sformułowania - występujący tu i ówdzie narodowy egoizm bogatych społeczeństw. Z drugiej zaś strony wyobraźnię tych, którzy aspirują do Unii, rozbudziły wcześniejsze, jakże obiecujące, deklaracje polityków europejskich i warunki, na jakich dochodziło do poprzednich poszerzeń wspólnoty. To zderzenie - marzeń i realiów, obietnic i propozycji - jest więc trudnym sprawdzianem europejskiej solidarności i determinacji.
Jestem jednak optymistą. Wierzę, że uda się w przewidzianym terminie znaleźć dobry i mądry kompromis, zadowalający i tych,
którzy są w Unii, i tych, którzy chcą w niej być. Jestem przekonany, że 1stycznia 2004 roku, na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego w Warszawie, obok flagi Rzeczypospolitej Polskiej i Paktu Północnoatlantyckiego, załopocze niebieska flaga z dwunastoma złotymi gwiazdami.
Trudno bagatelizować problemy, które wspólnie musimy jeszcze rozwikłać. Ale nie powinniśmy też zapominać, jak wielkie mamy już sukcesy. Proponuję - dokonajmy wysiłku wyobraźni i raptem przenieśmy się, powiedzmy, piętnaście lat wstecz. Postawmy dzisiejszych negocjatorów przed problemami tamtej rzeczywistości. Obie strony dzieliłoby niemal wszystko: na zachodzie Europy demokracja, na wschodzie rządy autorytarne. Na zachodzie sprawny system rynkowy - na wschodzie gospodarka umierająca z powodu centralnego planowania. Na zachodzie mocny pieniądz i dobrobyt - na wschodzie puste półki w sklepach i kolejki ludzi polujących na towary. O takich drobiazgach, jak stacjonujące wówczas w Europie Środkowej kilkaset tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej już nawet nie będę wspominał.
Wszystko to przypominam po to, abyśmy - analizując dzisiejsze problemy - nie tracili pewnej miary. W porównaniu z tym, czego dokonaliśmy w Europie od 1989 roku na polu politycznym, gospodarczym i społecznym, bledną stojące przed nami wyzwania. Szczególnie zmienił się obraz Europy Środkowo - Wschodniej. Trzeba docenić siłę, determinację, mądrość, którą wykazali się Polacy, Czesi, Litwini, Słowacy, Węgrzy i obywatele innych państw aspirujących do Unii Europejskiej. Rozszerzenie wspólnoty, przez wielu widziane jako zagrożenie, jest w rzeczywistości największą od dziesięcioleci szansą rozwojową dla naszego kontynentu.
Trzeba, abyśmy wierzyli w Europę; abyśmy wszyscy razem wsparli ją naszą energią i dynamizmem. Jeśli udało nam się dokonać tutaj tak wiele w tak krótkim czasie, to możemy osiągnąć jeszcze więcej.
Będziemy cieszyć się z owoców zjednoczenia: z bezpieczeństwa, zaufania i solidarności; z otwartego, wielkiego rynku, z kwitnącej, największej na świecie gospodarki; z rozwoju wszystkich regionów wchodzących w skład wspólnoty. Spełnienie tych marzeń i ambicji zależy przede wszystkim od nas!
O wyzwaniach, płynących z rozszerzenia Unii, dyskutujemy dziś na Forum Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Wiemy wszyscy, jak szacowna to instytucja - jedna z najbardziej zasłużonych dla sukcesu integracji gospodarczej Zachodniej Europy. Od roku 1990 Bank odgrywa także wybitną rolę we wspomaganiu transformacji gospodarczej i stymulowaniu rozwoju w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. W Polsce zawdzięczamy mu wsparcie takich na przykład przedsięwzięć jak projekt rozwoju telekomunikacji,
projekty modernizacji sieci kolejowej i drogowej, rozbudowy warszawskiego portu lotniczego, projekty energetyczne czy też związane z ochroną środowiska naturalnego.
Jesteśmy za to wsparcie ogromnie wdzięczni i wierzymy, że udzielone przez Bank kredyty zostały naprawdę dobrze wykorzystane.
Na dłuższą metę stoimy jednak przed problemem, który może zaciążyć na stabilności gospodarczej i społecznej całego kontynentu.
Zmniejszanie różnic rozwojowych wobec Zachodniej Europy - w ekonomii zwane realną konwergencją - jest najważniejszym zadaniem dla Polski i pozostałych krajów przystępujących do Unii. Działanie mechanizmów rynkowych w tym zakresie można przyspieszyć i wzmocnić. Służyć temu powinna mądra, wspierająca zrównoważony wzrost, rozwijająca kapitał ludzki, polityka gospodarcza. Trzeba też wspierać rozwój uboższych regionów. To szczególne pole do działania dla unijnych funduszy strukturalnych i dla Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Pragnę przy tym podkreślić, że przystępujemy do Unii nie dlatego, żeby w nieskończoność otrzymywać pomoc, ani też dlatego, żeby umożliwić naszym robotnikom emigrację do bogatszych krajów zachodniej Europy. Przystępujemy do Unii, bo służyć to będzie rozwojowi społecznemu i gospodarczemu Polski oraz wspólnoty.
Przystąpienie do jednolitego rynku jest dla naszej gospodarki poważnym wyzwaniem. Jednak w porównaniu z prawdziwym szokiem, jakim była liberalizacja polskiej gospodarki na początku lat dziewięćdziesiątych, wejście na jednolity rynek nie jest aż tak wielkim ryzykiem, jak się czasem twierdzi. Liberalizacja dokona się w znacznie mniejszej skali, a zdolności adaptacyjne naszych przedsiębiorstw są natomiast znacznie większe niż kilka lat temu. Zapomina się przy tym często o fakcie, że stopień zaawansowania liberalizacji przepływów towarów, usług i kapitału pomiędzy Polską i innymi krajami kandydującymi z jednej strony, a Unią z drugiej jest już obecnie bardzo wysoki - znacznie wyższy niż miało to miejsce przy poprzednich rozszerzeniach Unii. Przez ostatnie 12 lat wiele się nauczyliśmy i dziś jesteśmy dobrze przygotowani do korzystania z dobrodziejstw wspólnego rynku.
Prawdziwym wyzwaniem jest utrzymanie, po wejściu na jednolity rynek, szybkiego i zrównoważonego wzrostu gospodarczego. Warunkiem sukcesu polskiego członkostwa w Unii jest zakończenie procesu reform strukturalnych. Efektywna prywatyzacja, reformy systemu zabezpieczeń społecznych, poprawa sprawności administracji, obniżenie ciężarów podatkowych, stabilizacja finansów publicznych - stworzą ramy zachęcające Polaków do oszczędzania i inwestowania. Także, jeszcze bardziej niż dotąd, skłonią przedsiębiorców zagranicznych - zwłaszcza z obszaru Unii - do lokowania produkcji w Polsce. Jeśli doprowadzimy do końca nasze reformy, nie musimy bać się panującej na jednolitym rynku konkurencji. Będzie ona wymuszała jeszcze szybsze tempo restrukturyzacji i modernizacji polskiej gospodarki.
Czy z polityką na rzecz realnej konwergencji da się połączyć politykę konwergencji nominalnej, czyli niskiej inflacji i mocnego pieniądza? Polska już obecnie deklaruje swoją wolę szybkiego dołączenia do unii gospodarczej i walutowej, choć zdaje sobie sprawę z faktu, że tylko sprawna, zdolna do szybkich dostosowań gospodarka jest w stanie w pełni skorzystać z uczestnictwa w EMU. Chcę tu zaznaczyć, że decyzję o terminie przystąpienia do strefy euro podejmiemy po głębokim namyśle. Bierzemy sobie do serca rady, jakich udzielił niedawno Wiceprezes EBI, Pan Wolfgang Roth, że zbytni pośpiech w tym względzie może grozić komplikacjami. Rozumiemy jednak zarazem, że trudno sobie dziś wyobrazić pełne członkostwo w Unii bez udziału w integracji monetarnej.
W ciągu pierwszych dziesięcioleci członkostwa w Unii, ani Polska, ani pozostałe kraje środkowoeuropejskie na pewno nie będą gospodarkami bogatymi. Polska może być jednak gospodarką zdrową - szybko, w zrównoważony sposób rosnącą. Podstawy takiego wzrostu tworzone są już dzisiaj, głównie poprzez kontynuację reform strukturalnych. Obecne spowolnienie wzrostu gospodarczego, które na szczęście najwyraźniej już się kończy, pokazuje jednak, że za wszelkie błędy i opóźnienia procesu reform trzeba często płacić bardzo wysoką cenę.
Sukces polskiej integracji z Unią w istotny sposób będzie mierzony zmniejszeniem bezrobocia. Sam wzrost gospodarczy jeszcze tego nie gwarantuje, jak pokazuje choćby przykład Hiszpanii. Dodatkowym czynnikiem, w ogromnym stopniu zwiększającym presję na polskim rynku pracy, oraz posiadającym swój głęboki wymiar społeczny, będzie proces restrukturyzacji rolnictwa, oraz restrukturyzacji starzejących się przemysłów. Jest to ten sam proces, przez który Zachodnia Europa przeszła w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Wzrost musi więc tworzyć nowe miejsca pracy w nowych dziedzinach gospodarki i usług społecznych.
Społeczeństwa i gospodarki krajów Europy Środkowo-Wschodniej wykazały już, że są zdolne do szybkich, często drastycznych dostosowań.
Mamy ogromny potencjał rozwojowy, mamy wykształconych i przedsiębiorczych ludzi, mamy jasny cel do osiągnięcia. Przed nami stoją jednak również ogromne wyzwania, bo każdy potencjał wymaga uruchomienia. Liczymy na to, że Europejski Bank Inwestycyjny nam w tym pomoże.