Menu rozwijane

06 grudnia 2002
6 grudnia 2002 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewskie wziął udział w konferencji organizowanej przez wiedeński Instytut Wiedzy o Człowieku pt. „Moralność i Polityka”. Podczas konferencji Prezydent RP wygłosił wykład pt. „Czy możliwa jest uczciwa polityka”: Cieszę się ze spotkania z tak znakomitym gronem uczonych, polityków i dziennikarzy. Materia, którą postanowiliście się Państwo zająć, jest niezwykle skomplikowana, ale też ogromnie ważna dla życia społecznego. Jan Jakub Rousseau powiedział niegdyś, że kto chce rozpatrywać oddzielnie politykę i moralność, nie zrozumie nigdy ani jednej, ani drugiej. W moim wystąpieniu postanowiłem skupić się nad możliwością pogodzenia polityki z wymogiem uczciwości. Odpowiedź na zawarte w tytule pytanie wymaga wyjaśnienia kilku kwestii, a mianowicie: na czym w ogóle polega ludzka uczciwość lub nieuczciwość? Czym jest uczciwość lub nieuczciwość polityka? Czy polityk może być uczciwy? A jeśli tak, od czego to zależy? Pytanie o uczciwą politykę nie jest jedynie abstrakcyjnym zagadnieniem, ciekawym wyłącznie dla filozofów i socjologów. Niemal każde badanie wiarygodności polityków pokazuje, że duża część społeczeństwa postrzega politykę jako działalność niejasną i dwuznaczną. Nie trzeba chyba dodawać, że gdy większość wyborców uznaje politykę – a zatem całą klasę polityczną – za nieuczciwą, tworzy się atmosfera, w której łatwo kiełkują radykalne, antydemokratyczne ruchy. Przykładów takich procesów jest aż nadto i nie dotyczy to wyłącznie młodych demokracji. Jakie jest źródło problemu, wobec którego stajemy? Otóż wydaje się, że większość z nas pojmuje uczciwość jako wartość absolutną. Uważa, że nie można być tylko „trochę uczciwym” lub „trochę nieuczciwym”. Tymczasem polityka bywa często przestrzenią sytuacji niejednoznacznych i kompromisów. Czasami wyborem „ mniejszego zła”. Z tego zderzenia rodzi się niebezpieczne przekonanie, że w polityce zwycięża cynizm i dwulicowość. Jeśli chcemy rozsądnie zastanawiać się nad uczciwą polityką, musimy założyć, że uczciwość jest normą, którą można interpretować w różnych kontekstach. Gdyby było inaczej, nie moglibyśmy na przykład mówić o „uczciwej sztuce”. Przecież artysta, o którym powiadamy metaforycznie, że tworzy uczciwą sztukę, nie jest po prostu uczciwym człowiekiem, tworzącym sztukę. Chodzi tu o coś więcej: respektuje on reguły postępowania ważne dla twórczości artystycznej, pozostaje – jak czasem mówimy – „wierny sobie”. Podobnie z kryteriami uczciwości w polityce – nie są one automatycznym przeniesieniem i zastosowaniem wzorów przyzwoitości czy prawości w życiu codziennym. Przywołam, nieco przewrotnie, przykład postaci dwuznacznej: księcia Talleyranda. To właśnie o tym skorumpowanym polityku, zdrajcy swych kolejnych „pracodawców” powiadano, że jeśli nie sprzedał własnej matki, to jedynie z braku nabywców. A przecież, choć nie dochował wierności zmieniającym się władcom, w swoich koniunkturalnych działaniach chyba nigdy nie zdradził Francji. Bardzo nieelegancko i nieetycznie służył racji stanu. Różne są formy nieuczciwości w polityce. Spróbujmy sobie zatem odpowiedzieć, kto jest politykiem nieuczciwym? Po pierwsze ten, kto jest nieuczciwym człowiekiem. I w tej nieuczciwości pozostaje się również w roli przywódcy, ideologa czy dyplomaty. Po drugie, nieuczciwym politykiem jest dyletant. Wprawdzie najczęściej kieruje się dobrymi chęciami, wierzy w to, co mówi innym, lecz działa przecież po amatorsku, nieudolnie, ze szkodą dla innych. Po trzecie, nieuczciwym politykiem jest „gracz”. Ten wprawdzie jest kompetentny, lecz ze swej kompetencji czyni zły użytek. Jest zręczny i bezwzględny. Brakuje mu natomiast pokory, refleksji intelektualnej i przywiązania do jakichkolwiek zasad. Politykiem nieuczciwym jest oczywiście awanturnik. Usiłuje zaspokoić swą ambicję i nie liczy się z ryzykiem, ze społecznymi kosztami swych improwizacji i eksperymentów. Nieuczciwy jest również fanatyk – polityk zaślepiony w swym przekonaniu o własnej słuszności, niezdolny do kompromisu. Posuwa się do przodu jak czołg, choćby ku zagładzie, i popycha tam całą zbiorowość. Dlaczego zarzucamy mu nieuczciwość? Błędy się zdarzają, ale niedopuszczalne są poszukiwania na koszt społeczeństwa, połączone z uporem oraz brakiem odpowiedzialności. Wreszcie, politykiem nieuczciwym jest oczywiście zwykły krętacz. Taki człowiek nie próbuje realizować żadnej dalekowzrocznej wizji. Jest pozbawiony kręgosłupa i zasad. Ucieka od wszelkiej odpowiedzialności. W odwiecznym sporze o związek między moralnością a polityką stale przewijają się dwa nastawienia. Pierwszym jest cyniczny pragmatyzm. Podejście takie oznacza, że w sporze między wymaganiami moralnymi z jednej strony, a wymogami skuteczności polityki, zawsze stajemy po stronie skuteczności. Czyli „cel uświęca środki”. Drugim, przeciwstawnym, poglądem jest naiwne, utopijne moralizowanie. Jej zwolennicy miotają się między ubolewaniem, że polityka jest brudna i cyniczna, a bezradnymi apelami o jej moralne uzdrowienie. Tymczasem to wszystko nie jest takie proste. Historia ludzkości nie przypomina sielanki, a biografie polityków – żywotów świętych. Życie, niestety, jest bardziej skomplikowane. Czy zatem sformułowanie kryterium, dzięki któremu udałoby się wyróżnić uczciwych polityków, jest możliwe? Immanuel Kant opisał dwa typy polityków: moralnego polityka i politycznego moralistę2). Ten ostatni chce „wykuwać moralność” zgodnie z wymogami polityki rozumianej jako cyniczna gra. Kiedy przyjrzeć się dokładniej, Kantowski „polityczny moralista” (der politische Moralist) to odpowiednik współczesnego demagoga. Zresztą pod to pojęcie podpadają wszystkie opisane przeze mnie wcześniej typy nieuczciwych polityków. Polityczny moralista reprezentuje to, co określiłem wcześniej jako cyniczny pragmatyzm. Kim natomiast jest moralny polityk (der moralische Politiker), który odrzuca cyniczny pragmatyzm i nie popada w naiwne moralizowanie? Może powinniśmy raczej zapytać: dlaczego potrzebujemy moralnych polityków, a nie tylko uczciwości w życiu prywatnym? Otóż, mówiąc nieco paradoksalnie i może ryzykownie, gdyby wszyscy byli uczciwi, polityka stałaby się zbędna. Nie byłoby bowiem potrzebne prawo: każdy spontanicznie postępowałby zgodnie z zasadami. Takiego świata jednak nie ma, dlatego konieczne jest istnienie publicznych norm oraz tych, którzy je ustanawiają i ich strzegą – polityków. Uczciwy polityk jest zatem kimś, kto w polityce potrafi dostrzec możliwości i środki dla realizacji dobra wspólnego. Nie jest naiwny i dobrze wie, że czasem wymaga to wielkiej cierpliwości, kompromisów, drobnych kroków, nie traci jednak z oczu celu zasadniczego. Taka właśnie postawa wydaje mi się ideałem, którym politycy powinni kierować się w codziennej działalności. Można ją nazwać pragmatyzmem opartym o zasady. Pragmatyzm w działaniu nie musi oznaczać braku zasad i skrupułów; ale też polityk nie powinien być nieprzytomnym marzycielem. Polityk ma być, jakby to określił polski filozof, Tadeusz Kotarbiński, opiekunem spolegliwym. Spolegliwy jest ktoś, na kim można polegać, komu można zaufać, gdyż dał ku temu powody. Można na niego liczyć w potrzebie – a co dzień i w sytuacjach krytycznych – będąc spokojnym, że nie zawiedzie i uczyni to, co do niego należy. Spełni rzetelnie swój obowiązek albo dotrzyma tego, co obiecał. Polityk uczciwy potrafi zdobyć się na odwagę powiedzenia rzeczy trudnych i gorzkich. Nie popada przy tym w postawę mentorską, pouczającą – potrafi nie tylko przedstawić problem, ale zaproponować jego rozwiązanie. Uczciwość w polityce wiąże się zatem także z wymogiem bycia konstruktywnym. Nieodpowiedzialna krytyka to najtańszy luksus, na jaki może sobie pozwolić polityk; jest ona jednak nieuczciwa – nie tyle nawet wobec przeciwników politycznych, ile wobec wyborców. Wzbudzanie niepokoju i niechęć do podawania własnych rozwiązań służą jedynie krótkowzrocznym celom. To właśnie dlatego prawdziwym testem uczciwości okazuje się zawsze przejęcie władzy, wejście do rządu. Politycy, tak uprzednio gwałtowni w krytyce, nie zawsze okazują się skuteczni za sterami. Często wyborcy odkrywają ich nieuczciwość i wyciągają wnioski przy kolejnych wyborach. Polityk uczciwy zna kategorię wartości i zasad, których nigdy nie poświęca na ołtarzu pragmatycznych zysków. Takimi zasadami są bez wątpienia: prawa człowieka, wolność słowa, przekonań, wyznania, wreszcie szacunek dla konstytucji. Doskonale rozumie, że naruszając owe zasady, stwarza zagrożenie dla społeczeństwa, dla państwa, dla polityki jako takiej. Prawa człowieka, wolność słowa i przekonań stanowią bowiem fundament demokracji. Kto dziś byłby gotów ograniczać je czy zawieszać dla jakichś domniemanych korzyści, ten jutro może również i na własnej skórze odczuć dotkliwy brak owych norm. Spektrum uczciwych polityków to zatem spektrum ludzi, z którymi możemy się spierać, polemizować, czasem nawet zwyczajnie kłócić – ale co do których nie mamy wątpliwości, że są gotowi bronić wolności i praw obywatelskich. Wreszcie nie mogę nie wspomnieć o teście dla uczciwego polityka najtrudniejszym. Czasem przychodzi mu bronić poglądów niepopularnych, ale w jego najgłębszym przekonaniu słusznych. Działanie wbrew przekonaniu, sprawdzonemu, przemyślanemu i znajdującemu potwierdzenie również w opinii moralnych autorytetów czy ekonomicznych specjalistów, jest najczęściej nieuczciwością. Test to najtrudniejszy i nie każdy sobie z nim poradzi – głoszenie poglądów niepopularnych nie przysparza głosów wyborczych. Kto jednak redukuje politykę do popularności, na pewno nie jest politykiem uczciwym. Moralny polityk nie da sobie rady w pojedynkę. Należy raczej mówić o wypracowaniu kryteriów uczciwości dla całej klasy politycznej. Politycy powinni wzajemnie wspierać się w zachowaniach przyzwoitych. Tylko wtedy będą pewni, że w momentach dla państwa najważniejszych potrafią podać sobie dłoń i współdziałać ponad podziałami. Warto podkreślić rolę opinii publicznej w kształtowaniu tak rozumianej moralnej polityki. Na uczciwość polityków oraz uczciwość polityki jako złożonego mechanizmu współdziałania różnorodnych ludzi liczyć możemy najczęściej wtedy, gdy pożądana społecznie postawa wymuszana jest naciskiem opinii publicznej, odpowiednią atmosferą i kulturą współdziałania panującą w społeczeństwie. Takie warunki utrudniają życie politycznym szkodnikom. Jak podkreślałem już na wstępie, nasza refleksja na temat warunków uczciwości nie jest zajęciem czysto akademickim. Jej praktyczny sens ująłbym następująco: polityk, który chce być skuteczny, nie może sobie pozwolić na nieuczciwość. To wcale nie znaczy, że ominie go dylemat „mniejszego zła”, że nie dokuczy mu sprzeczność między zasadami a interesami. Wiarygodny społecznie będzie jednak tylko wówczas, gdy inni będą przekonani, że jest odpowiednim człowiekiem na właściwym miejscu. Musi wiedzieć, czego chce, i sam kierować swoim działaniem, nie pozwalając, by okoliczności rządziły jego postępowaniem. Te elementarne wymogi przypominają o sobie, gdy śledzimy finał skomplikowanych rokowań w sprawie rozszerzenia Unii Europejskiej. W trudnym dialogu spotyka się nie tylko dobra wola, ale również egoizm, obawy, stereotypy i uprzedzenia. Przechodzimy teraz przyspieszony kurs partnerstwa i właśnie lekcję moralności politycznej. Porównujemy historyczne już deklaracje i ostatnie propozycje negocjacyjne. Zestawiamy europejskie wartości i narodowe interesy. Szukamy pieniędzy, a czasami – co jest smutne – znikających idei. Zastanawiamy się, co ważniejsze: techniczny detal czy realizacja wizji poszerzenia Unii Europejskiej. Czy kwota mleczna, kwota produkcyjna izoglukozy, wysokość plonu referencyjnego staną na przeszkodzie wielkiej idei przełamywania historycznych podziałów i budowania europejskiej wspólnoty? W tej sytuacji dokonuje się kolejny sprawdzian relacji między rządzącymi a rządzonymi. Rządzeni patrzą nam na ręce – to dobrze, gdyż proces integracji dokona się w pełni tylko wtedy, gdy będzie mu towarzyszyć niepodważalne wzajemne zaufanie między państwami i między rządami a społeczeństwami państw zainteresowanych. Mamy okazję czynem udowodnić, że polityka – w tym wypadku: polityka integracji – może być i jest uczciwa. Problem związków między moralnością i polityką starałem się naświetlić możliwie wszechstronnie. Ale przede wszystkim jestem praktykiem, politykiem działającym tu i teraz, w Polsce i w Europie, dlatego muszę powiedzieć o jeszcze jednym aspekcie tego problemu. Otóż żadna teoria, żadne analizy nie uwolnią polityka od konieczności codziennego dokonywania wyboru, podejmowania decyzji, rozstrzygania w swoim sercu i sumieniu, co jest a co nie jest uczciwe. Decydując się w życiu na rolę polityka, wzięliśmy na siebie i ten ciężar, albo przywilej. Życzę tu obecnym, i wszystkim politykom europejskim, aby ich wybory, decyzje i rozstrzygnięcia były jak najczęściej trafne, zgodne z ich sumieniem i społecznymi oczekiwaniami. Po zakończeniu Konferencji Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski i Przewodniczący Komisji Europejskiej Romano Prodi wziął udział w obiedzie wydanym przez Kanclerza Republiki Austrii Wolfganga Schüssela.