03 września 2002
3 września 2002 roku podczas drugiego dnia Światowego Szczytu Zrównoważonego Rozwoju w Johannesburgu w Republice Południowej Afryki Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski uczestniczył w debacie ogólnej sesji plenarnej. Występując jako jeden z pierwszych mówców Prezydent powiedział:
Tu w Johannesburgu, w Republice Południowej Afryki, która udowodniła, że można pokonać nawet najdramatyczniejszą przeszłość, stworzyć nowe
horyzonty i możliwości - nasza wyobraźnia i wola działania muszą wznieść się ponad granice reprezentowanych przez nas krajów, skoro problemy, z którymi się borykamy, dawno już je przekroczyły. Tu musimy wykazać, iż jesteśmy nie tylko przedstawicielami państw, ale członkami ludzkiej wspólnoty, współodpowiedzialnymi mieszkańcami Ziemi. Dziesięć lat temu w Rio przyjęto wówczas dokumenty, które stanowiły wyraz determinacji zgromadzonych, by wyrównać szanse dostępu mieszkańców
całego globu do żywności, dóbr i usług, edukacji i zatrudnienia oraz opieki zdrowotnej. Niestety, kroki podjęte na rzecz realizacji tych szczytnych celów okazały się w ostatniej dekadzie niewystarczające, a negatywne tendencje zamiast zmaleć, przybrały na sile. Choć wielu ludzi może cieszyć się życiem w komforcie i bogactwie, ogromna część ludzkości utrzymuje się za mniej niż dwa dolary dziennie. Umierające z głodu dzieci, niedożywienie, brak podstawowej opieki medycznej - lista jest długa i zasmucająca. Za tym egzystencjalnym i ekonomicznym dramatem niczym cień ciągną się analfabetyzm, brak wykształcenia i kwalifikacji. Efektem jest z jednej strony dziedziczenie nędzy, z drugiej zaś - powstawanie podatnego gruntu dla nienawiści, różnego typu ekstremizmów, a wreszcie terroryzmu. Po 11 września wszyscy zdaliśmy sobie z tego sprawę lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej, dokładniej też rozumiemy związki między czynnikami ekonomicznymi, społecznymi, politycznymi i ekologicznymi. Zanieczyszczenie środowiska, nędza, przemoc oraz społeczne i polityczne konflikty splatają się w błędne koło, z którego tak trudno znaleźć wyjście. Dziś nie wystarczą już deklaracje o gotowości do wspólnego przeciwstawienia się tym zagrożeniom. Czas na konkretne działania. Polska odważnie podejmuje takie kroki, choć sama przecież boryka się z trudnościami związanymi z transformacją ustrojową. Od przełomu w 1989
roku uczyniliśmy bardzo wiele, by zdecydowanie poprawić stan gospodarki i środowiska w naszym kraju. Dokonywane cyklicznie przez OECD przeglądy gospodarcze i ekologiczne Polski wykazują trwały i zrównoważony postęp naszego kraju w realizacji zasad z Rio. Jesteśmy stroną wszystkich znaczących umów ekologicznych. Wywiązujemy się z naszych zobowiązań, Chcę poinformować, że Polska ratyfikowała kilka dni temu Protokół z Kioto. Mam nadzieję, że jest to krok w kierunku przyśpieszenia realizacji jego założeń. Opowiadamy się także za przyspieszeniem tempa pełnego wdrażania postanowień wielostronnych konwencji międzynarodowych, zwłaszcza w dziedzinie ochrony środowiska, oraz za koniecznością wprowadzenia odpowiedzialności cywilnej i finansowej za szkody wynikające z nie respektowania tych umów. Nasze doświadczenia historyczne nie pozwalają nam przejść obojętnie obok ekonomicznego rozwarstwienia planety. Polacy dobrze wiedzą, że światowych problemów nie rozwiąże wznoszenie nowego muru, za którym bogaci będą bronić się przed oblężeniem biednych. Izolowanie się i obojętność wobec problemów potrzebujących byłoby nie tylko nieskuteczne, ale przede wszystkim moralnie niedopuszczalne. Problemów tych nie rozwiąże również przemoc czy akty terroryzmu, które
nigdy nie mogą być usprawiedliwioną formą upominania się o racje ubogich i zapomnianych. Musimy pamiętać, że - zgodnie z pierwszą zasadą Deklaracji z Rio - w centrum polityki zrównoważonego rozwoju stoją zawsze ludzie. Pomagajmy potrzebującym w taki sposób, by nauczyli się pomagać samym sobie. Pomoc zewnętrzna ma sens tylko wówczas, gdy mobilizuje
beneficjantów do generowania własnych środków na infrastrukturę, edukację, ochronę środowiska, rozwój demokratycznych instytucji oraz społeczeństwa obywatelskiego. Stwarza trwałe fundamenty dla pokonania trudności i służy rozwojowi. Dobrym przykładem takiej produktywnej pomocy jest konwersja długów zagranicznych kraju na inwestycje w dziedzinie ekologii. Polska, wspólnie z państwami Klubu Paryskiego, wypracowała sprawnie funkcjonujący system takich konwersji. Przyniósł on poprawę sytuacji środowiska w naszym kraju, a na rynek trafiły nowe technologie. Jest to jedno z rozwiązań, które pragnę tu, w Johannesburgu, zarekomendować jako wartościową metodę wspierania rozwoju zrównoważonego. Polska przekazuje swoje doświadczenia i nowatorskie rozwiązania, zwłaszcza w sferze finansowania ochrony środowiska, innym krajom Europy Środkowej i Wschodniej. Powstające tam fundusze ekologiczne skutecznie wypełniają swoją funkcję. Rozwiązania takie mogłyby sprawdzić się również w krajach rozwijających się, jeśli zapewniłyby one instytucjonalne i prawne ramy dla ich adaptacji. Ogromną rolę do spełnienia ma również właściwe pokierowanie procesem globalizacji. Proces ten musi wyzwolić tkwiący w globalizacji pozytywny potencjał, aby jej owoce były bardziej równomiernie rozłożone i służyły jak największej liczbie ludzi. W rozwiązywaniu społecznych problemów warto sięgnąć po doświadczenia i dorobek wielu instytucji charytatywnych oraz Kościołów. Mój wielki rodak, papież Jan Paweł II w czasie ostatniej podróży do Polski w sierpniu tego
roku, stwierdził między innymi, że "nie można budować szczęśliwej przyszłości społeczeństwa na ludzkiej biedzie, na krzywdzie człowieka, na cierpieniu brata". Dlatego proponował rozszerzenie działań opartych na ludzkim miłosierdziu, na miłości do bliźniego. Chodzi o to, że same struktury i instytucje zmierzające do zrównoważonego rozwoju świata nie wystarczą. Potrzebne jest jeszcze rozbudzanie ludzkiej wrażliwości, kształtowanie takich postaw obywatelskich, które pozwalają dostrzegać niedostatek i biedę innych osób, mieszkających czasami w odległych częściach planety. I które wyzwalają ducha solidarności międzyludzkiej. Od Konferencji w Johannesburgu świat oczekuje praktycznego programu przekształcenia szczytnych zamierzeń i celów w rzeczywistość. Wiele słów, nawet najbardziej słusznych, jeśli są pozbawione konkretnych działań, czy woli pokonania zła, wywołuje frustrację, radykalizm, a nawet agresję. Dlatego z Johannesburga musi popłynąć jasny i wyraźny sygnał sprzeciwu wobec zagrożeń środowiska naturalnego, wobec ubóstwa, wobec głodu i chorób. Wiemy co robić, chcemy to czynić i wspólnie, solidarnie zrobimy to! Ten
sygnał jest potrzebny nie dla sukcesu Konferencji, ale pomyślności nas wszystkich - współmieszkańców Ziemi.
horyzonty i możliwości - nasza wyobraźnia i wola działania muszą wznieść się ponad granice reprezentowanych przez nas krajów, skoro problemy, z którymi się borykamy, dawno już je przekroczyły. Tu musimy wykazać, iż jesteśmy nie tylko przedstawicielami państw, ale członkami ludzkiej wspólnoty, współodpowiedzialnymi mieszkańcami Ziemi. Dziesięć lat temu w Rio przyjęto wówczas dokumenty, które stanowiły wyraz determinacji zgromadzonych, by wyrównać szanse dostępu mieszkańców
całego globu do żywności, dóbr i usług, edukacji i zatrudnienia oraz opieki zdrowotnej. Niestety, kroki podjęte na rzecz realizacji tych szczytnych celów okazały się w ostatniej dekadzie niewystarczające, a negatywne tendencje zamiast zmaleć, przybrały na sile. Choć wielu ludzi może cieszyć się życiem w komforcie i bogactwie, ogromna część ludzkości utrzymuje się za mniej niż dwa dolary dziennie. Umierające z głodu dzieci, niedożywienie, brak podstawowej opieki medycznej - lista jest długa i zasmucająca. Za tym egzystencjalnym i ekonomicznym dramatem niczym cień ciągną się analfabetyzm, brak wykształcenia i kwalifikacji. Efektem jest z jednej strony dziedziczenie nędzy, z drugiej zaś - powstawanie podatnego gruntu dla nienawiści, różnego typu ekstremizmów, a wreszcie terroryzmu. Po 11 września wszyscy zdaliśmy sobie z tego sprawę lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej, dokładniej też rozumiemy związki między czynnikami ekonomicznymi, społecznymi, politycznymi i ekologicznymi. Zanieczyszczenie środowiska, nędza, przemoc oraz społeczne i polityczne konflikty splatają się w błędne koło, z którego tak trudno znaleźć wyjście. Dziś nie wystarczą już deklaracje o gotowości do wspólnego przeciwstawienia się tym zagrożeniom. Czas na konkretne działania. Polska odważnie podejmuje takie kroki, choć sama przecież boryka się z trudnościami związanymi z transformacją ustrojową. Od przełomu w 1989
roku uczyniliśmy bardzo wiele, by zdecydowanie poprawić stan gospodarki i środowiska w naszym kraju. Dokonywane cyklicznie przez OECD przeglądy gospodarcze i ekologiczne Polski wykazują trwały i zrównoważony postęp naszego kraju w realizacji zasad z Rio. Jesteśmy stroną wszystkich znaczących umów ekologicznych. Wywiązujemy się z naszych zobowiązań, Chcę poinformować, że Polska ratyfikowała kilka dni temu Protokół z Kioto. Mam nadzieję, że jest to krok w kierunku przyśpieszenia realizacji jego założeń. Opowiadamy się także za przyspieszeniem tempa pełnego wdrażania postanowień wielostronnych konwencji międzynarodowych, zwłaszcza w dziedzinie ochrony środowiska, oraz za koniecznością wprowadzenia odpowiedzialności cywilnej i finansowej za szkody wynikające z nie respektowania tych umów. Nasze doświadczenia historyczne nie pozwalają nam przejść obojętnie obok ekonomicznego rozwarstwienia planety. Polacy dobrze wiedzą, że światowych problemów nie rozwiąże wznoszenie nowego muru, za którym bogaci będą bronić się przed oblężeniem biednych. Izolowanie się i obojętność wobec problemów potrzebujących byłoby nie tylko nieskuteczne, ale przede wszystkim moralnie niedopuszczalne. Problemów tych nie rozwiąże również przemoc czy akty terroryzmu, które
nigdy nie mogą być usprawiedliwioną formą upominania się o racje ubogich i zapomnianych. Musimy pamiętać, że - zgodnie z pierwszą zasadą Deklaracji z Rio - w centrum polityki zrównoważonego rozwoju stoją zawsze ludzie. Pomagajmy potrzebującym w taki sposób, by nauczyli się pomagać samym sobie. Pomoc zewnętrzna ma sens tylko wówczas, gdy mobilizuje
beneficjantów do generowania własnych środków na infrastrukturę, edukację, ochronę środowiska, rozwój demokratycznych instytucji oraz społeczeństwa obywatelskiego. Stwarza trwałe fundamenty dla pokonania trudności i służy rozwojowi. Dobrym przykładem takiej produktywnej pomocy jest konwersja długów zagranicznych kraju na inwestycje w dziedzinie ekologii. Polska, wspólnie z państwami Klubu Paryskiego, wypracowała sprawnie funkcjonujący system takich konwersji. Przyniósł on poprawę sytuacji środowiska w naszym kraju, a na rynek trafiły nowe technologie. Jest to jedno z rozwiązań, które pragnę tu, w Johannesburgu, zarekomendować jako wartościową metodę wspierania rozwoju zrównoważonego. Polska przekazuje swoje doświadczenia i nowatorskie rozwiązania, zwłaszcza w sferze finansowania ochrony środowiska, innym krajom Europy Środkowej i Wschodniej. Powstające tam fundusze ekologiczne skutecznie wypełniają swoją funkcję. Rozwiązania takie mogłyby sprawdzić się również w krajach rozwijających się, jeśli zapewniłyby one instytucjonalne i prawne ramy dla ich adaptacji. Ogromną rolę do spełnienia ma również właściwe pokierowanie procesem globalizacji. Proces ten musi wyzwolić tkwiący w globalizacji pozytywny potencjał, aby jej owoce były bardziej równomiernie rozłożone i służyły jak największej liczbie ludzi. W rozwiązywaniu społecznych problemów warto sięgnąć po doświadczenia i dorobek wielu instytucji charytatywnych oraz Kościołów. Mój wielki rodak, papież Jan Paweł II w czasie ostatniej podróży do Polski w sierpniu tego
roku, stwierdził między innymi, że "nie można budować szczęśliwej przyszłości społeczeństwa na ludzkiej biedzie, na krzywdzie człowieka, na cierpieniu brata". Dlatego proponował rozszerzenie działań opartych na ludzkim miłosierdziu, na miłości do bliźniego. Chodzi o to, że same struktury i instytucje zmierzające do zrównoważonego rozwoju świata nie wystarczą. Potrzebne jest jeszcze rozbudzanie ludzkiej wrażliwości, kształtowanie takich postaw obywatelskich, które pozwalają dostrzegać niedostatek i biedę innych osób, mieszkających czasami w odległych częściach planety. I które wyzwalają ducha solidarności międzyludzkiej. Od Konferencji w Johannesburgu świat oczekuje praktycznego programu przekształcenia szczytnych zamierzeń i celów w rzeczywistość. Wiele słów, nawet najbardziej słusznych, jeśli są pozbawione konkretnych działań, czy woli pokonania zła, wywołuje frustrację, radykalizm, a nawet agresję. Dlatego z Johannesburga musi popłynąć jasny i wyraźny sygnał sprzeciwu wobec zagrożeń środowiska naturalnego, wobec ubóstwa, wobec głodu i chorób. Wiemy co robić, chcemy to czynić i wspólnie, solidarnie zrobimy to! Ten
sygnał jest potrzebny nie dla sukcesu Konferencji, ale pomyślności nas wszystkich - współmieszkańców Ziemi.