Menu rozwijane

26 czerwca 2002
26 czerwca 2002 roku zakończyła się w Pałacu Prezydenckim dwudniowa konferencja pt. "Strategia integracyjna z Unią Europejską na okres poakcesyjny: 2004 - 2015". Konferencja została zorganizowana przez Biuro Integracji Europejskiej Kancelarii Prezydenta RP oraz Komitet Prognoz "Polska 2000 Plus" Polskiej Akademii Nauk. Podsumowując debatę Prezydent RP powiedział m. in.: Dziękuję za to, że mogliśmy tę konferencję wspólnie zorganizować, przeprowadzić, dziękuję za przygotowane referaty, za wszystkie głosy. Jak obiecałem, ukaże się to w wydawnictwie. Myślę, że ci, którzy uczestniczyli w tej dyskusji od początku mają satysfakcję, bo przynajmniej uruchomiliśmy wyobraźnię. Jeżeli nawet zadano tu wiele pytań, na które nie ma odpowiedzi, to wyobraźnia została uruchomiona i to jest bardzo ważne. Raz jeszcze chciałbym profesorowi Kuźnickiemu, Polskiej Akademii Nauk, Komitetowi Prognoz "Polska 2000 Plus", wszystkim referentom, uczestnikom serdecznie podziękować. Nastrój na tej sali wahał się od umiarkowanego optymizmu do głębokiego pesymizmu, nawet czarnego pesymizmu - w związku z tym moim prezydenckim zadaniem jest wnieść nieco optymizmu i to nieumiarkowanego, może nawet na wyrost, po to, żebyśmy potrafili z tych diagnoz i prognoz stworzyć programy i projekty. Dołączam się do troski, że środowiska władzy, nawet tej władzy najwyższej i nieco niższej - samorządowej, niewątpliwie nie mają skłonności do zajmowania się projektami długoterminowymi, dalekosiężnymi, prognozami wieloletnimi, a żyją sprawami codziennymi i bieżącymi. Po części tak musi być, dlatego że mamy codziennie coś do załatwienia i żaden kontrahent nie zrozumiałby, że minister, premier czy prezydent nie załatwia czegoś pilnego, ponieważ zajmuje się prognozą na rok 2015. To by było uznane za nieodpowiedzialność. Z drugiej strony świat administracji i polityki żyje pod presją kolejnych wyborów, a więc ta perspektywa się naturalnie skraca. Ciśnienie w sprawach bieżących jest bardzo duże i tu w jakimś sensie usprawiedliwiam wszystkich kolejnych ministrów i premierów, a jednocześnie mam do nich żal. Stwierdzam, że niezależnie od opcji politycznej i legitymacji partyjnej, którą noszą oraz niezależnie od tego, jaki mają tytuł zaniedbują kwestię projektów długoterminowych, działań dalekosiężnych. Może dlatego w Polsce mówimy do dzisiaj o infrastrukturze, a cieszymy się z oddania do użytku pięciu kilometrów autostrad, co przecież jest faktem wstydliwym, a nie uroczystym. Mówimy o różnicach regionalnych, a programu ich wyrównywania nie mamy. Mówimy o nakładach na naukę, a tych nakładów nie ma. Jeśli te nakłady już są, to też różnie są wykorzystywane, bo to nie jest tak, że cała nauka jest czymś jednorodnym. Mamy naukę znakomitą, średnią i też taką, która - gdyby jej nie było - to straty nie będzie. Będę starał się, żebyśmy dorobek tej konferencji dostarczyli wszystkim, którzy podejmują w Polsce decyzje, mam nadzieję, że będą oni tym zainteresowani. Natomiast niewątpliwie jeżeli my nie będziemy bardziej skłonni do budowania programów długoterminowych i konsekwentnego ich realizowania, to będziemy mieli kłopoty. Czy w Unii, czy bez Unii - jako naród, jako społeczeństwo będziemy mieli kłopoty. Zapewne leży to w naszej mentalności, zapewne konsekwencja nie jest najsilniejszą cechą Polaków. Naturalną cechą polską jest też przekonanie, że na gruzach prezentujemy się lepiej, podczas gdy dużo lepiej można się prezentować w dobrze zbudowanych gmachach, które się po prostu wykorzystuje z pożytkiem dla kolejnych pokoleń. Tu jest jakaś nasza mentalna skaza, która się być może zmieni. Mam nadzieję, że chęć myślenia perspektywicznego będzie przez elity władzy bardziej wyrażana i stosowana w praktyce. Sam temat - co z Polską i naszym miejscem w Unii Europejskiej już po akcesji - jest dobry, bo uruchamia wyobraźnię. Co ważne, wiemy, że powinniśmy być w Unii Europejskiej. Jest jasne, że Unia Europejska jest szansą nadzwyczajną, historyczną i właściwie w jakimś sensie bez alternatywy, dlatego że każde inne rozwiązanie w tej chwili dla Polski byłoby rozwiązaniem być może nieryzykownym, gdybyśmy dysponowali tymi cechami charakteru, których po prostu nie mamy. Gdybyśmy byli nadzwyczajnie pracowici, ogromnie twórczy, fantastycznie konsekwentni i jednocześnie wytrwali i gotowi do ponoszenia kolejnych ofiar. Tak nie jest, w związku z tym wiara, że można w jakimkolwiek autarkicznym systemie - czy to gospodarczym, czy to intelektualnym, czy kulturowym - żyć we współczesnym świcie, jest moim zdaniem błędne. Stąd droga do Unii Europejskiej jest słuszna. Jeżeli mówimy o Unii Europejskiej, to warto by wyzbyć się niektórych kompleksów, dlatego że wszystkie wskaźniki, które dzisiaj mówią, że Polska to jest 40 procent PKB do średniej europejskiej, że poziom kwalifikacji, że to są nagromadzone zapóźnienia, nie jest dla Unii Europejskiej wydarzeniem nowym. Pamiętajmy, że Unia była tworzona przez państwa, które wyszły z długiej i wyniszczającej wojny, które też miały wewnętrzne problemy, włącznie ze zróżnicowaniem, którego nie potrafiły pokonać, do tego doszły kraje, które wyszły z dyktatur. A więc Unia Europejska ma za sobą całą sumę doświadczeń, które nie różnią się w sposób zasadniczy od doświadczeń Polski. Polska nie różni się zasadniczo od tych krajów, które już do Unii wchodziły i w związku z tym można sobie wyobrazić, jakie trudności napotkamy i jakiego rodzaju kłopoty Unia będzie miała z nami. W tym jest optymizm. Dlatego w Unii nie ma paniki w związku z przyjmowaniem Polski. Jest oczywiście stawianie wielu pytań, są różnego rodzaju wymagania, ale nie ma paniki. Traktowane jest to całkowicie normalnie. Nie mamy również powodu, żeby patrzeć na nasze miejsce wśród państw kandydujących jako na miejsce, które jest dramatycznie gorsze aniżeli miejsce innych. Wcale w tym gronie nie wypadamy w sposób negatywny. Wśród kandydatów nie odróżniamy się na minus, natomiast z punktu widzenia Europy stanowimy kraj istotny ze względu na swój dorobek, położenie geograficzne, ludność i potencjał. Jaką Polskę wprowadzamy do Unii? Niewątpliwie powiedzieliśmy tu o dziesiątkach słabości, ale nasza gospodarka rozwija się. Natomiast nie ma złudzeń. Pan premier Miller w czasie Rady Gabinetowej usiłował troszkę dramatyzować mówiąc, że jego spór z RPP o stopy procentowe polega na tym, jaką Polskę Unia Europejska chce przyjąć - czy Polskę rozwijającą się, dynamiczną, czy Polskę, która ma kłopoty, niskie tempo rozwoju gospodarczego, bezrobocie. Na to niestety odpowiedź jest dramatycznie prosta. Otóż jeżeli Polska ma być przyjęta 1 stycznia 2004 roku, będzie krajem o niskim tempie rozwoju gospodarczego, wysokim bezrobociu, natomiast niewątpliwie silnym złotym, jeżeli tego nie zepsujemy i niskiej inflacji, co stanowi jakiś tam atut, choć może na pewno niewystarczający. Pytanie zupełnie inne - na ile rzeczywiście ten okres następny zostanie wykorzystany, żeby nie stać się tą drugą ligą europejską, a wykorzystać te możliwości, które są. W moim przekonaniu jest tutaj sporo zagrożeń, ale też sporo szans i możliwości. Stan wejścia do Unii bardzo łatwo dziś określić, natomiast dalszy ciąg jest zadaniem. Także nasze instytucje demokratyczne zachowują pewną dojrzałość. Zresztą wczorajsze wydarzenia też pokazują, że ta dojrzałość jest większa niż dziennikarze o tym piszą. Tak na marginesie - do dziennikarzy mam jeden apel - uważam, że nurt, który wczoraj się zarysował po nieudanych niewątpliwie demonstracjach, naigrywania się, mówienia: nie wyszło wam, nie udało się, jest zaproszeniem do zupełnie szalonego tanga. Mianowicie jest to zaproszenie do tego, żeby kiedyś demonstracje i blokady się udały. To jest bardzo niebezpieczny ton, cieszę się, że politycy w ten ton nie wpadli, natomiast dziennikarze wpadli, bo wszystkie komentarze były właśnie z taką Schadenfreude, że się nie udało zablokować Polski. Jeśli chcemy, żeby kiedyś się to udało, to tak się naigrywajmy. Moim zdaniem wczorajsze wydarzenia są dowodem, że dojrzałość społeczna jest całkiem wysoka, a instytucje demokratyczne, instytucje państwa, takie jak siły porządkowe, działają w sposób należyty i to są jedyne sensowne wnioski, jakie można z tej sytuacji wyciągnąć. W analizie dodałbym jeszcze jeden element - coraz bardziej istotną, rosnącą i ważną rolę młodego pokolenia - który w moim przekonaniu nie jest przez świat intelektualny i polityczny znany i rozpoznawany. I to jest wielki błąd. Jest to ogromny kapitał, który warto wykorzystać, szczególnie w Polsce, gdzie tej młodzieży jest dużo. Uważam, że dzisiaj ogromnym zadaniem jest to, żeby ta młodzież wzmocniła szeroko rozumiane elity, a nie czarne masy. To oznacza konieczność dania dobrej edukacji, włączenia do życia publicznego, zbudowania zainteresowań, pasji i jednocześnie - uznania pewnej generacyjnej odrębności, która jest i przejawia się w zainteresowaniach kulturowych, w języku, czy w celach, które sobie stawiają. Tym bym się specjalnie nie przejmował tak długo, jak długo ta młodzież chce działać pozytywnie. Dla mnie ponad półtora miliona ludzi, która chce studiować to jest wartość sama w sobie. Wiem, ze część uczelni jest słaba. Tylko, że jeśli dzisiaj chcielibyśmy postawić wyłącznie na najwyższy poziom nauczania, to możemy wylać dziecko z kąpielą. W analizie sytuacji społecznej w Polsce trzeba patrzeć na młodzież i niewątpliwie to jest wielkie zadanie dla partii politycznych. Jest to niewątpliwie też pytanie o nową grupę liderów, o docieranie do tych środowisk i wierze, że to też jest atutem, a nie problemem, choć oczywiście są te miliony ludzi pogubionych, którzy nie mają dla siebie żadnej perspektywy. W sprawie Kościoła - same prounijne deklaracje Kościoła już są ważne, bo one dokonują jednak istotnej stratyfikacji wewnątrz środowisk kościelnych. Opowiedzieć się za Unią Europejską prymasowi było dużo trudniej niż wielu politykom, ale to się stało. Natomiast pamiętajmy, że w samym Kościele, także w hierarchii, dojrzewa pokolenie Jana Pawła II. To jest ta grupa, która będzie w coraz większym stopniu kształtowała polskie życie religijne. Tam na pewno będzie dochodziło jeszcze do tarć, ale ja miałem okazję do spotkania w Domu Polskim w Rzymie i wiem, z kim mamy do czynienia: z ludźmi, którzy są wykształceni, przeszli uczelnie polskie, rzymskie i europejskie i to są ludzie, którzy na Unię Europejską i wszystkie wyzwania modernizacyjne patrzą całkowicie otwarcie. To nie jest środowisko zamknięte, ksenofobiczne. Oczywiście mogą zdarzyć się tam takie postacie, ale kto wie, czy ten przełom generacyjny będzie bardziej widoczny właśnie w hierarchii Kościoła niż nawet w naszym życiu publicznym, bo to już w jakimś stopniu nastąpiło. Kiedy mówimy o Polsce, to również - moim zdaniem - czynnikiem proeuropejskim będzie stawał się w coraz większym stopniu Kościół. Nie będzie on hamulcem ani barierą. Dokonując tego krótkiego przeglądu chcę zakończyć bardzo optymistycznym stwierdzeniem. Uważam, że trafiamy na dwa zadania, które są o tyle szczęśliwe, że idą w tym samym kierunku. Polska niewątpliwie wymaga głębokiej modernizacji i ta modernizacja częściowo się rozpoczęła w 1989 roku, natomiast idąc do Unii Europejskiej my nie tylko tę modernizację wzmacniamy, umożliwiamy jej pełniejszą realizację, ale w jakimś sensie my na tę modernizację jesteśmy skazani. Nie wiem, czy w Polsce można by było przyjąć jakikolwiek plan modernizacyjny, który byłby zrealizowany od początku do końca w sposób konsekwentny. Właśnie wejście do Unii Europejskiej może powodować, że to będzie wymuszało dużo większą konsekwencję, ułożenie, zorganizowanie. Przez to będzie to skuteczniejsze i pełniejsze aniżeli do tej pory. Natomiast co jest ogromnie ważne - te wymuszone zachowania idą w tym samym kierunku, to jest zgodne z wolą większości społeczeństwa, to nie jest odrzucany czynnik zewnętrzny. My mamy tę nadzwyczajną sytuację, że Unia Europejska, modernizacja i wola większość społeczeństwa idą w tym samym kierunku. To jest ten unikalny moment. Co trzeba zrobić? Trzeba to wzmocnić intelektualnym pomysłem, który Państwo przestawialiście. Trzeba to dużo lepiej wykorzystywać, zrobić wszystko, żeby był z tego skutek. Myślę, że tak właśnie będzie, temu służyła ta konferencja. Co do wątku polityki wschodniej - nie ma w tej chwili kraju na świecie, który by bardziej walczył o dobre relacje między Zachodem a Wschodem jak Polska. My walczymy przecież nie tylko o to, by uregulować sprawy wizowe z Kaliningradem, co dla nas jest problemem bardziej politycznym niż realnym, dla nas jest problem 50 milionów Ukraińców. Chcemy, aby mogli się oni kontaktować z Polską, a my z nimi i aby rozwijał się handel przygraniczny. To dotyczy też Białorusi, gdzie jest Łukaszenko, ale my nie bacząc na to chcemy rozwijać kontakty, bo to też jest nasz interes. Serdecznie dziękuję za wszystko, co zostało tutaj powiedziane. Powiem szczere - jeżeli miałem jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, czy należy wstępować do Unii Europejskiej, to się ich wyzbyłem dzięki Waszym uwagom. Ale przed nami jest wielki wysiłek i muszą w nim również uczestniczyć ludzie nauki, świata intelektualnego, ludzie kultury. Dziękuję za to, co do tej pory zrobiliście i proszę o dalsze wspieranie naszej akcesji, a później - obyśmy sobie dali radę z tymi wyzwaniami, przed którymi staniemy już jako członek Unii Europejskiej i to jak mniemam - wkrótce.