Menu rozwijane

30 czerwca 2003
30 czerwca 2003 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski wziął udział w II Kongresie Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zwracając się do zebranych Prezydenta RP powiedział m.in. Moje doświadczenia z obecnością – już jako Prezydenta – na zjazdach partyjnych było na tyle szczególne, że raczej unikałem takich możliwości, ale uznałem, że dzisiaj jest to tak ważne dla współczesności i przyszłości nie tylko lewicy, nie tylko Sojuszu Lewicy Demokratycznej, ale przede wszystkim Polski, że jestem. A ponieważ zapraszano mnie w taki oto sposób, że chciano by gościć nie tylko Prezydenta, ale i współtwórcę naszej formacji i jej byłego lidera, pozwólcie więc, że moja wypowiedź będzie i prezydencka, i właśnie koleżeńska, wynikająca z drogi, którą przeszliśmy. 13 lat to ogromny szmat czasu i myślę, że jest to powód, by ta dyskusja miała charakter, odnoszący się do kwestii zupełnie zasadniczych, żeby wspomnieć, co udało się nam osiągnąć na tej drodze. A mówię tu również z perspektywy Prezydenta Rzeczypospolitej, który ósmy rok wypełnia swój urząd – najwyższy urząd w państwie i ma honor służyć, podkreślam – służyć Polsce i Polakom. Zapewniliśmy Polsce bezpieczeństwo, obecność w Sojuszu Północnoatlantyckim, strategiczne partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi, gotowość do współdziałania wobec bardzo różnych zagrożeń, jakie niesie współczesny świat – terroryzmu, tego co dzieje się w różnych regionach jak Afganistan czy Irak. To wszystko buduje zaufanie do Polski i buduje przekonanie, że Polska jest lojalnym sojusznikiem i zawsze będzie mogła liczyć na lojalne wsparcie tych, z którymi dzisiaj jesteśmy w jednym sojuszu. Daliśmy więc Polsce bezpieczeństwo, jakiego nasz kraj w najnowszej swojej historii nigdy nie miał. Otwieramy szanse na rozwój, o którym była już tutaj mowa. Decyzja podjęta w referendum przez polski naród była zwieńczeniem wieloletnich wysiłków nie tylko negocjatorów, nie tylko kolejnych rządów, kolejnych prezydentów, ale przede wszystkim ludzi, którzy zgodzili się iść drogą wyrzeczeń i bardzo wielu wysiłków. Ta droga zostanie uwieńczona naszą obecnością w Unii Europejskiej i jest to wielka nadzieja dla nas i dla kolejnych pokoleń. Stworzyliśmy podstawy, mocne fundamenty dla demokratycznego państwa. Przecież Konstytucja przyjęta w ogólnonarodowym referendum w 1997 roku wynikała z naszej inicjatywy. Bez SLD, bez naszego zaangażowania i determinacji nie byłoby jej, a pamiętamy, bo może niektórzy zapomnieli, że przyjmowanie Konstytucji odbywało się w wielkim sporze politycznym, kiedy nie szczędzono nam argumentów najcięższych. Dzisiaj z rozrzewnieniem widzę jak ci, którzy tę Konstytucję tak bardzo krytykowali, odczytują ją jako osobisty sukces, choć najczęściej powołują się na tę Konstytucję gdy chcą mi dokuczyć. Mamy Konstytucję, stworzyliśmy podstawy dla demokratycznego państwa, uporządkowaliśmy relacje ze wszystkimi sąsiadami – to wymagało również wielkiego wysiłku, cierpliwości i umiejętności pokonywania wielu historycznych, bardzo trudnych rachunków. Przedwczoraj w Kaliningradzie spotykałem się z prezydentem Rosji. Ta rozmowa świadczyła o tym, że jesteśmy gotowi umawiać się, rozwiązywać problemy, rozwijać handel, inwestycje, budować stosunki między Federacją Rosyjską a Polską. Stosunki takie jakie nigdy nie były, bo partnerskie, oparte na wzajemnym szacunku, a nie wynikające z jakiegokolwiek politycznego dyktatu. 11 lipca na Wołyniu odbędzie się ważne spotkanie w 60. rocznicę zbrodni wołyńskiej. Będzie tam prezydent Kuczma, będę ja, reprezentanci wielu środowisk, świadkowie tamtych tragedii, będą Ukraińcy i myślę, że będzie to hołd złożony prawdzie, hołd złożony ofiarom, ale także dzięki nim bardzo potrzebny krok we wzajemnym pojednaniu. To też wymagało mądrości, cierpliwości. W tym także macie Państwo prawo czuć się nie tylko uczestnikami, ale współtwórcami zmiany jaka się dokonała. Stworzyliśmy podstawę gospodarki rynkowej – wreszcie nie księżycowej ale opartej o zasady, otwartej na świat, która oczywiście nie jest idealna, ale która daje możliwości poprawy i rozwiązywania rozlicznych problemów społecznych. Polska jest krajem boomu edukacyjnego, 2 miliony młodzieży studiuje w uczelniach publicznych i prywatnych – jest to wydarzenie, którego nasz kraj nigdy nie przeżywał. To największa armia młodzieży, która z wyższym wykształceniem wejdzie do dorosłego życia, ze wszystkimi konsekwencjami, także tymi, że trzeba będzie tworzyć stanowiska pracy i dawać im szansę. Są to na pewno nie wszystkie, ale te zasadnicze, istotne ślady, które pozostawiamy po sobie. I gdy będę pytany przez swojego wnuka czy wnuczkę o swoje ślady, o swoje kamienie milowe, to mam to poczucie osobistego udziału, satysfakcji w związku z Konstytucją, moim związkiem z polską obecnością w NATO, z Unią Europejską, z ułożeniem stosunków z sąsiadami. Myślę, że udało mi się również zaproponować styl prezydentury ponad politycznymi podziałami, trafiający do szerokich kręgów społecznych. To też uznaję za swój istotny ślad. A jeżeli dodam do tego, że jestem bardzo dumny, że byłem jednym ze współtwórców polskiej Socjaldemokracji, demokratycznej partii lewicy to mam poczucie, iż wiele z tych lat było udanych, wiele spraw udało się załatwić dla pożytku Polski i Polaków. Wierzę, że kiedy już nie będzie mnie na tym urzędzie to takie wspomnienie pozostanie wśród moich rodaków i wierzę również, że o tych śladach, o tym co udało nam się zrobić, powinna myśleć lewica. Natomiast pytanie, które na takim Kongresie musi być zadane, i które sam sobie zadaję jest takie: dlaczego - skoro tyle się udało - tak wiele jest w społeczeństwie frustracji, dlaczego tyle jest pasywności, oderwania od myślenia państwowego, wiele niechęci. Na pewno można stwierdzić generalnie, że proces, który Polska w istocie rozpoczęła w roku 1989 od Okrągłego Stołu poczynając, to był proces pionierski, nie mieliśmy tu ani napisanych podręczników, trzeba było zdobywać doświadczenia samemu. Te doświadczenia zdobywaliśmy często metodą prób i błędów, ale nie da się jednak tylko na tym zamknąć odpowiedzi. Cieszę się, że mogłem wysłuchać zarówno w głosie prof. Hausnera, jak i Marka Borowskiego istotnych odpowiedzi dlaczego tak się dzieje. Ja szykując się do swojego dzisiejszego wystąpienia uporządkowałem sobie te przyczyny frustracji i niechęci następująco. Pierwsza to jest poczucie odrzucenia, poczucie wykluczenia z reform ogromnej części polskiego społeczeństwa. Odsyłam do artykułu Janusza Reykowskiego; w jednej z gazet, nazwy nie wymienię, ale wiem, że jest to ulubiona gazeta lewicy, a na pewno niektórych członków SLD. Piszą tak, powołując się na badania społeczne – coraz więcej Polaków uważa, tu cytuję, iż sytuacja materialna robi się coraz gorsza. W 1997 roku pogorszenie odczuwało 38 %, w roku 2000 już 52,8% respondentów. Oczywiście wynika to ze skurczenia rynku pracy, wzrasta liczba osób starszych, które tracą pracę bezpowrotnie, ale też zwiększa się liczba młodych, którzy nie mogą jej znaleźć. Coraz więcej ludzi gnębi lęk przed brakiem zatrudnienia , ta liczba wzrosła w ubiegłym roku do 40%, pogarszająca się koniunktura rodzi groźbę bankructwa wielu przedsiębiorstw, to wpływa na poziom płac, mają miejsce negatywne zjawiska w wielu przedsiębiorstwach, o czym też tu mówiono, iż nie wypłaca się wynagrodzenia, lub wypłaca się je z wielkim opóźnieniem. Do tego dochodzi sytuacja służby zdrowia, utrudniony dostęp do szpitali, do lekarzy, brak wiary, że głośnio reklamowane reformy służby zdrowia większości obywateli zdestabilizowały niczego nie przynosząc pozytywnego w zamian. Maleją nakłady państwa na kulturę i naukę, poziom finansowania nauki w stosunku do PKB jest najniższy od wielu lat - pisze Reykowski. Obniżają się nakłady na świadczenia społeczne. Ta lista jest długa i warto to przeczytać i warto również częściej korzystać z tak wybitnych lewicowych intelektualistów, do których niewątpliwie należy prof. Janusz Reykowski. Ale najważniejsze jest to, że odczuwana jest przede wszystkim niesprawiedliwość nowego porządku społecznego. Umacnia się przekonanie, że dużo więcej osób zbiedniało, ucierpiało na reformach aniżeli uzyskało jakąkolwiek poprawę. Okazuje się, tu znowu cytat, że w ciągu ostatnich pięciu lat poprawiła się sytuacja materialna wyłącznie grup najzamożniejszych czyli co najwyżej ¼ społeczeństwa. Pogorszyła się sytuacja grup niezamożnych i to jest główne źródło frustracji. Ale nie jedyne, bo gdyby dalej tę listę rozwijać, niewątpliwie tym drugim można by nazwać poczucie oszukania, niespełnione obietnice. Chcę powiedzieć, że odnoszę to do całego świata polityki w Polsce, to nie jest adresowane wyłącznie do tego Kongresu. Mówiłem o tym również z innymi partiami, kiedy one podejmowały się swoich obowiązków, mówię to także i wam. Jest wielką chorobą polskiej polityki przedstawianie programów i nie spełnianie ich. Zaniki pamięci, które występują najczęściej dwa, trzy dni po zakończonym kongresie, zjeździe. Przestrzegam przed tym i podpisuję się pod słowami Andrzeja Celińskiego, że to nie może być żaden program partii, także SLD, nie może być ozdobnym programem wystawionym na pokaz odległego tłumu, to jest ważne podkreślenie: odległego tłumu. Ten błąd jest w Polsce popełniany niestety od 1990 roku. Trzecia kwestia to jest styl i jakość rządzenia. Wiele tu już na ten temat powiedziano. Ja bym chciał bardzo mocno podkreślić, że chorobą, na którą również cierpi Sojusz Lewicy Demokratycznej to uznawanie, iż władza jest celem, a nie środkiem do realizowania programu i do naprawy sytuacji w kraju, do poprawiania losu ludzi. Władza jest wystarczającym zadaniem i jej uzyskanie wyłącza aktywność intelektualną. Tak być nie może i to musi się zmienić jeżeli chcemy odbudować społeczne zaufanie nie tylko do Sojuszu ale do polityki i do państwa polskiego. Szerzy się korupcja, kumoterstwo staje się kolejną polską plagą – plagą bo przy coraz trudniejszym rynku pracy, przy bezrobociu coraz więcej stanowisk osiąga się tą właśnie metodą; dotyczy to i szczebli najniższych, i bardzo wysokich. I jest jeszcze nieodpowiedzialność, ponieważ w tym złym stylu, przy złej jakości rządzenia mieści się nieodpowiedzialność, raz osłabiona immunitetem, innym -brakiem ostatecznego prawomocnego wyroku, i w jeszcze innych przypadkach kruczkami prawnymi. Tu musi nastąpić istotna zmiana, a prawo musi być egzekwowane rygorystycznie bo jesteśmy na takim etapie historii. Dobry obyczaj nie stał się jeszcze na tyle silny żeby można było oddać we władania całą sferę etyczną. Musimy dawać przykład, a więc to egzekwowanie dobrego obyczaju, rygoryzm wobec postaci niewłaściwych musi stanowić zasadniczy postulat i zmianę w dotychczasowej pracy SLD, ale także innych partii. Kolejny problem to słabość nie tylko świata polityki, ale świata państwa. Przecież podobne problemy, jak przezywa polityka na szczeblach najwyższych, widzimy w samorządach lokalnych, w wymiarze sprawiedliwości – tu procedury są przewlekłe, a dochodzenie swoich praw trwa latami, a to osłabia poczucie bezpieczeństwa wśród społeczeństwa, jak i w ogóle działanie prawa jako takiego. Słabości ma policja, szkolnictwo, które nie wykształca właściwie społeczeństwa obywatelskiego, a także media, które oczywiście bardzo cenimy i kłaniamy im się, ale pamiętajmy, że i one nie przekazują tylu wzorów, a często są to wzory fałszywe. Można by więc na tym tle zapytać: skoro ta lista problemów długa, to czy można mówić o kryzysie państwa? W moim przekonaniu nie! Stwierdzanie, iż mamy do czynienia z kryzysem państwa jest przesadą, nie jest usprawiedliwione nawet bardzo wyostrzonymi ocenami jakie przytoczyłem. Chcę jednak zdecydowanie powiedzieć, że są powody do troski i są poważne zagrożenia. Brak przeciwdziałania im na wszystkich możliwych szczeblach, od świata politycznego poczynając, a kończąc na czwartej władzy, czyli na mediach, z udziałem oczywiście i trzeciej władzy i każdej innej, jest naszym zadaniem na najbliższe lata. Trzeba temu przeciwdziałać i rozumiem, że wiele recept było tutaj wypowiadanych. Ja chcę zacząć od stwierdzenia, które powinno przekonać również tych, którzy czasami pytają o moje relacje z tak wielką partią jak SLD. Nie ma dla mnie celu ważniejszego aniżeli to aby Polska się rozwijała, żeby była bezpieczna i żebyśmy mogli mieć poczucie, iż czas, kiedy pełnimy najwyższe stanowiska nie został stracony. Dlatego z każdym rządem starałem się współpracować najlepiej jak potrafiłem, często również krytycznie, ale w przekonaniu, że ma to służyć dobru sprawy. Dla mnie w ostatnim okresie mojej prezydentury współpraca z SLD, z tym SLD mocniejszym, po kongresowej refleksji, jest kwestią ogromnie ważną. Chcę pomóc Wam i wierzę, że Wy pomożecie mnie abyśmy mogli zamknąć ten czas twierdzeniem: Polska się rozwija, Polska jest silniejsza, sprawiedliwsza, daliśmy ludziom więcej możliwości, pracy i więcej spokoju – czasu wolnego od afer i różnego rodzaju turbulencji. Dlatego już dzisiaj chcę zapowiedzieć, że w tych wszystkich kwestiach, o których mówił premier Hausner jestem gotów do współdziałania. Znajduję tam wiele elementów optymistycznych, wiele elementów, które dają nadzieję. Jestem przekonany, że wzrost gospodarczy jest kwestią zasadniczą, ale jest to instrument, który musi służyć rozwojowi, zmniejszaniu luki cywilizacyjnej do współczesnej Europy. Wzrost gospodarczy musi pomóc rozwojowi edukacji, nauki, kultury – tym dziedzinom, które stanowią o bogactwie współczesnych narodów, rozwój musi pomóc najsłabszym, odrzuconym. Wierzę, że uda się z wielu programów zrealizować jak najwięcej, myślę że powinniśmy do nich dodać zarówno te związane z rynkiem pracy, pomocą socjalną, ale także z szansami edukacyjnymi dla młodzieży; żeby wyrwać młodych ludzi ze środowisk, które dla nich nadziei żadnej nie dają. Chciałbym wierzyć, że w tym kierunku pójdzie działalność rządu i w tym kierunku pracować będzie SLD, pamiętając również i o tym – to kładę Wam głęboko na serca – że w stosunku do ludzi odrzuconych, sfrustrowanych, którym często brakuje pieniędzy, nie może zabraknąć życzliwości, troski, obecności, gestu. Miejsce ludzi lewicy jest częściej wśród tych odrzuconych, niż wśród tych najszczęśliwszych. Miejsce dla ludzi lewicy jest tam gdzie jest bezrobocie, gdzie jest bieda, choroba, strach, a niekoniecznie tam, gdzie mówimy o sukcesach i cieszymy się z kolejnych nagród nadawanych przez duży, mały czy jeszcze mniejszy biznes. Dlatego apeluję do ludzi lewicy, wróćmy do tych źródeł, do troski o ludzi odrzuconych, najsłabszych, tych bezrobotnych, tych, którzy mają prawo oczekiwać, że kto, jak kto, ale właśnie polska lewica będzie rozumiała ich troski lepiej niż ktokolwiek inny. O lepszym rządzeniu mówiono już bardzo wiele. Chcę docenić ten ton wypowiedzi przewodniczącego Millera i innych, bowiem otrzymywałem i widziałem to wszystko, co zostało z wczorajszego dnia kongresu pokazane. To lepsze rządzenie musi na pewno oznaczać wyrazistość programową, ale wyrazistość programowa zaczyna się od programu. Wyrazistość oznacza przejrzystość tego programu, uczciwość w jego realizacji i konsekwencję, tłumaczenie społeczne celów, motywów, również metod wprowadzania poszczególnych decyzji. Lepsze rządzenie oznacza również odwagę w podejmowaniu wielu trudnych spraw. Ten program premiera Hausnera jest w wielu punktach wymagający politycznej odwagi, ufam, że będzie stać SLD na taką właśnie odwagę i poparcie tej koncepcji. Gdybym miał dedykować tę prostą myśl dla kierownictwa SLD i kierownictwa rządu, to bym powiedział: w tym wszystkim, co czynicie musi być więcej wizji, a mniej telewizji. Musi być więcej wartości, więcej odpowiedzialności, więcej konsekwencji, a mniej socjotechniki. Musi być sumienność dialogu ze społeczeństwem, i wierzę, że takie wnioski z tego kongresu będą wyciągnięte. Dobre rządzenie jest wszystkim potrzebne i mam nadzieję, że tak właśnie będzie. Gdyby ten kongres ocenić z pewnej perspektywy, a oglądam go z perspektywy prezydenckiej, to bym powiedział, że oto mamy kongres partii po przejściach. Tak jak człowiek ma swoje przejścia, po których staje się dojrzalszy, i bardziej świadomy swoich słabości, błędów i wad, to jednak staje się również poważniejszy i lepszy. Człowiek po przejściach może być lepszy i są liczne tego przykłady. Czy partia po przejściach może być lepsza, to jest pytanie na które Wy musicie odpowiedzieć. Jeżeli wnioski zostaną wykorzystane, jeżeli słowa zostaną zapamiętane, jeżeli programy nie zostaną odłożone na półki, to wierzę że partia po przejściach może być partią lepszą, i tego życzę. Jednocześnie chcę od razu powiedzieć, że ja o tych słowach będę pamiętać, będę miał swoje sprawdziany, i to bardzo niedługo. Chciałbym na przykład żeby obsada Ministerstwa Rolnictwa, ważnej agencji odbyła się według zasady konkursu kompetencji, a nie konkursu interesu. Będziemy widzieć za parę dni. Chcę też powiedzieć Państwu, że człowiek po przejściach i partia po przejściach musi wiedzieć, że nie ma ani możliwości popełniania tych samych błędów, bo to jest recydywa, i że czasu na wszystko jest dużo mniej. Czasu nie tylko do kolejnych wyborów, ale czasu żeby zostawić ten właśnie ślad na polskiej ziemi, w polskiej historii. Program, jaki został tu zaprezentowany, godzien jest uwagi. Jestem przekonany, że znajdzie odpowiedź w wielu środowiskach, zarówno związków zawodowych, przedsiębiorców, że koncepcja rozwoju i wzrostu gospodarczego jest koncepcją, która może łączyć różne środowiska, także wielu różnych ludzi oraz różne generacje. Wydaje się, że warto skorzystać zachęt, by ten dialog po kongresie rozpocząć z równie silnymi siłami politycznymi. SLD wygrywa dzisiaj wybory, wygrywa głosowania w Sejmie, ale trudno powiedzieć na ile to poparcie jest trwałe i stabilne dla trudnych kwestii programowych. Namawiam więc premiera Millera żeby wyszedł z inicjatywą rozmów z partnerami, którzy mogą wesprzeć elementy tego programu, a najlepiej całość tego programu. Uważam, że jest moment, aby skorzystać z pewnej myśli, którą Leszek wyraził w wywiadzie dla „Trybuny”, kiedy mówił, że jednym z najbardziej trudnych czy najtrudniejszym dniem był dzień referendum. Zdawał sobie sprawę, że gdyby nie było tej frekwencji, to, jak to ostro powiedział, oznaczałoby to jego polityczną śmierć. Ale powiedział, że w związku z tym ma prawo, tak jak miał czuć ciężar ewentualnej porażki, czuć się współuczestnikiem sukcesu. Tak, absolutnie tak. Leszek Miller i SLD ma prawo czuć się współuczestnikiem sukcesu. Ale myślę, że Leszek Miller powinien docenić niezwykłą postawę ogromnej, znaczącej części polskiego świata politycznego, środowisk społecznych, pozarządowych, którzy potrafili oddzielić tę kwestię, którzy nie wykorzystali tego dnia referendum do konfrontacji z tym rządem. To dla mnie jest dowód, że Polacy w momentach trudnych potrafią myśleć w kategoriach państwa. Właśnie ponad podziałami szukając tego, co może budować przyszłość. Jeżeli tak się stało w dzień referendum, jeżeli udało nam się prawie 60% dorosłych Polaków skłonić do oddania głosu właśnie bez tego politycznego kontekstu, z przekonaniem, że to jest wielka sprawa, to dzisiaj jest pora, żeby od SLD i Leszka Millera popłynął sygnał do tego społeczeństwa, że chcemy współpracować, żę doceniamy dobrą państwową postawę milionów Polaków. To jest nam wszystkim również bardzo potrzebne. Nigdy to grono nie ponosiło większej odpowiedzialności za losy Polski, polskiej demokracji, a więc nakłada to na nas wielkie zadanie. Jestem przekonany że partia po przejściach potrafi tak działać, by ten ślad został zauważony, żeby był trwały, dawał nam w przyszłości powody do satysfakcji. Chcę przekonać Was, myślę, że nie muszę, ale chciałbym powiedzieć to, po 8 latach mojej prezydentury jestem przekonany, jestem pewny, że nie ma kraju i nie ma narodu mimo wszystkich jego wielkości i słabości wartego wysiłku bardziej aniżeli Polska i Polacy. To wspaniały naród i wielki kraj. Warto podjąć wysiłek pokonania własnych słabości, żeby dla Polski i Polaków, dla naszej dobrej przyszłości uczynić jak najwięcej. Wierzę, że ten kongres jest takim momentem takiego namysłu, i takiej gotowości, że będziecie czynić wszystko, aby lewica zostawiła najpiękniejszy, najbardziej wartościowy ślad w polskiej historii i żebyśmy mogli powiedzieć zawsze, że to był trudny, ale udany czas dla Polski.