Menu rozwijane

30 maja 2003
30 maja 2003 roku na Zamku Królewskim w Warszawie Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski wziął udział w otwarciu I Kongresu Polskiego Forum Strategii Lizbońskiej. W otwarciu udział wzięli m.in.: Premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, Minister ds. Europejskich Danuta Huebner oraz dyrektor PFSL Jan Szomburg. Zwracając się do zebranych Prezydent A. Kwaśniewski powiedział: Szanowni Państwo! Serdecznie witam wszystkich Państwa. Spotykamy się na Zamku Królewskim, w miejscu dla każdego Polaka szczególnym. To właśnie tutaj, 3 maja 1791 roku, dokonało się jedno z najważniejszych wydarzeń w naszej historii – uchwalono pierwszą w Europie, a drugą w świecie konstytucję. Była to próba unowocześnienia państwa, wykorzenienia z kraju bezrządu i bezładu”. Miała wyznaczać Polsce nową drogę. Historia zrządziła jednak inaczej. Interwencja obcego mocarstwa zburzyła plany reformatorów, zaprzepaściła nadzieje Polaków. Ta konstytucja, wiekopomne dzieło polskich patriotów, podtrzymywała nas na duchu w trudnych czasach, budziła nadzieje na wolność i sprawiedliwość. Długo przyszło czekać na ich spełnienie. Ten Zamek jest także symbolem naszej niezłomności, optymizmu, mocy podnoszenia się z każdej klęski. Tak jak większość Warszawy, padł on ofiarą zniszczeń II wojny światowej – i jak cała stolica, został odbudowany. Dziś jest świadectwem zwycięstwa życia nad kataklizmami, wolności nad zniewoleniem. Jest wielkim symbolem łączącym historię, współczesność i przyszłość naszego kraju. Cieszę się, że w takim właśnie dostojnym miejscu możemy podejmować przyjaciela Polski i Polaków, premiera Wielkiej Brytanii, Tony`ego Blaira. To znakomita okazja, by wyrazić naszą wdzięczność za poparcie, jakiego Brytyjczycy udzielają od lat naszym dążeniom. Wielką Brytanię i Polskę łączą silne związki, długie tradycje przyjaźni. Od czterech lat jesteśmy sojusznikami w Pakcie Północnoatlantyckim. Nasze kraje wspólnie, wraz ze Stanami Zjednoczonymi i Australią, skutecznie przeciwstawiły się zbrodniczej dyktaturze Saddama Husajna. Polsko-brytyjski sojusz, wypróbowany w boju, czeka teraz kolejny trudny egzamin: odbudowa Iraku. Polska, tak jak Wielka Brytania, podejmuje się obecnie odpowiedzialnego zadania dowodzenia jedną ze stref stabilizacyjnych. Wierzę, że Brytyjczycy i Polacy poradzą sobie i z tym wyzwaniem, że wspólnie zdołamy stworzyć podstawy politycznej normalności i rozwoju gospodarczego nowego Iraku. Pańską obecność wśród nas, Panie Premierze, traktuję również jako wyraz poparcia dla naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Jest to dla nas szczególnie ważne w obliczu zbliżającego się referendum akcesyjnego – dzieli nas od niego zaledwie tydzień. Dziękuję za to wsparcie – w imieniu własnym i moich Rodaków. Jestem przekonany, że wkrótce Wielka Brytania i Polska razem będą budować wspólny europejski dom. Rozszerzenie Unii jest wielką szansą dla Polski. Liczymy na szybszy rozwój, na cywilizacyjny awans. Ale rozszerzenie jest także wielką szansą dla samej Unii – na zwiększenie potencjału i nową dynamikę. Europejska wspólnota, przyjmując dziesięć nowych krajów, w tym kraje byłego bloku wschodniego, otwiera nowy rozdział w swych dziejach. Świadczy to o wielkiej odwadze i roztropności Europy – śmiałym zmierzeniu się z wyzwaniami XXI wieku. Polska pragnie, aby jednocząca się Europa pozostała przyjazna i otwarta. Aby nie dzieliły jej żadne nowe mury i niewidzialne bariery. Chcemy Europy opartej na partnerstwie, solidarności i współpracy. Europy mającej silne więzi transatlantyckie. Pragnąc dobrego współdziałania ze Stanami Zjednoczonymi nie dbamy wyłącznie o własne bezpieczeństwo. Właśnie jako Europejczycy, którzy tragiczne konsekwencje europejskich konfliktów znają nie tylko z kart podręcznika, upatrujemy w sojuszu Europy i Stanów Zjednoczonych jedynej autentycznej gwarancji pokoju i stabilizacji dla całego globu. Warto zauważyć, że to właśnie Rodak naszego znakomitego gościa, Sir Winston Churchill, już w 1946 roku przedstawił proroczą wizję „swoistych Stanów Zjednoczonych Europy”. Historia niejednokrotnie dowodziła, że gdy oba brzegi Atlantyku wzajemnie się inspirują, płynie z tego wiele dobra. Współczesny świat pełen jest autentycznych konfliktów, które czekają na rozwiązanie – i dlatego potrzebuje zgody, a nie podziałów, między światowymi demokracjami. Panie i Panowie! Jestem głęboko przekonany, że zjednoczona Europa jest zdolna do skutecznego podejmowania wyzwań przyszłości. Dowodzi tego Strategia Lizbońska, jeden z najbardziej ambitnych projektów Unii Europejskiej. Jest to znakomity przykład działania wyrosłego ze wspólnych interesów i wspólnych problemów. Wszystkie kraje Unii Europejskiej stanęły bowiem wobec podobnych zadań: podnoszenia konkurencyjności firm, przeciwdziałania bezrobociu i wykluczeniu społecznemu, unowocześnienia dotychczasowego europejskiego modelu socjalnego. Ale przede wszystkim szybkiego zbudowania gospodarki opartej na wiedzy. Powołanie Polskiego Forum Strategii Lizbońskiej przyjąłem z radością i satysfakcją. Jest to bowiem inicjatywa, która pokazuje, że Polska włącza się w nurt najbardziej ambitnych przemian europejskich. Strategia Lizbońska jest właśnie takim projektem. Dziękuję Panu Profesorowi Szomburgowi, twórcom Polskiego Forum i organizatorom tego Kongresu za tę inicjatywę. Realizacja Strategii Lizbońskiej zadecyduje o miejscu zjednoczonej Europy na światowej scenie, o pozycji naszego kontynentu w gospodarczym i cywilizacyjnym rankingu. Nawet więc, jeśli dziś Polska nie jest w stanie nadawać dynamiki każdej z dziedzin tego projektu – to nie mówimy „nasza chata skraja”. Wiemy, że to jest gra o przyszłość – także naszą przyszłość! Polska uczestnicząc w Strategii może się wiele nauczyć, wierzę, że również i wiele wnieść. W sposób szczególny musimy skupić wysiłki na silniejszym powiązaniu nauki i przemysłu, na rozwijaniu wysoko zaawansowanych technologii. Mamy swoje atuty. Polskie społeczeństwo jest młode, szuka szans w edukacji, w doskonaleniu profesjonalnych umiejętności. Na naszych uczelniach kształci się coraz więcej studentów – obecnie blisko dwa miliony młodych ludzi! Polska nauka jest już praktycznie w Unii Europejskiej. Włączyliśmy się bowiem do tworzenia Europejskiej Przestrzeni Badawczej. Mamy uzasadnione przekonanie, że polscy naukowcy mogą wiele zrobić dla rozwijania prężnej, konkurencyjnej gospodarki europejskiej. Ważnym motywem, aby wziąć aktywny udział w realizacji Strategii Lizbońskiej, jest obecna sytuacja na polskim rynku pracy. Właśnie w przystąpieniu do Unii Europejskiej upatrujemy dodatkowego impulsu, który – w połączeniu z naszymi wewnętrznymi działaniami – pozwoli na znaczące zmniejszenie bezrobocia. Pilnym zadaniem jest stworzenie polskim przedsiębiorstwom jak najlepszych warunków do konkurowania na wspólnym rynku. Wiele z tych działań zapisanych jest w Strategii Lizbońskiej, jak choćby uelastycznienie rynku pracy czy ułatwienia w zakładaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej. Powinniśmy korzystać z doświadczeń krajów Unii Europejskiej. Tego od gospodarczych decydentów oczekują polscy przedsiębiorcy. Pamiętajmy także, że Strategia Lizbońska zakłada aktywny udział środowisk gospodarczych w jej urzeczywistnianiu. Szanowni Państwo! Jest jedno zasadnicze pytanie – czy Polska chce rozwiązywać swoje problemy razem z partnerami w Unii Europejskiej, czy też pozostawiona sama sobie? To jest sedno i referendum, i tego, o czym tu dyskutujemy. Wierzę, że wybierzemy udział w zjednoczonej Europie, udział w Strategii Lizbońskiej, wybierzemy współodpowiedzialność, bez której nie ma wspólnego sukcesu. Cieszymy się, że w tym wielkim dziele mamy tak wspaniałych partnerów i sojuszników, jak nasz dzisiejszy gość, Pan Premier Tony Blair. Jego wystąpienia wysłuchamy z najwyższym zainteresowaniem – nie tylko dlatego, że jest współtwórcą Strategii Lizbońskiej, ale również dlatego, że jest dzisiaj jednym z najważniejszych, najwybitniejszych mężów stanu współczesnej doby. Życzę Państwu owocnych obrad. A nam wszystkim, aby Strategia Lizbońska i projekt zjednoczenia całego kontynentu powiódł się i przyniósł nam wszystkim powodzenie i sukces! Następnie do zebranych zwrócił się premier Tony Blair: Panie Prezydencie, panie Premierze, Panie Profesorze Szomburg, Panie i Panowie, To dla mnie ogromny zaszczyt móc dzisiaj gościć tutaj, w tym wspaniałym wnętrzu. W pewnym sensie jest to symbol przeszłości Europy: chwalebnej i tragicznej, a także symbol jej przyszłości. Polacy odbudowali ten zamek tak jak odbudowali swój kraj po czasach wojny i ucisku. Dali nam lekcję i nadzieję na przyszłe stulecie. Polska to niezwykły kraj; Polacy to niezwykły naród. Jesteście podziwiani i szanowani daleko poza granicami Waszego kraju. Podziw budzi Wasz hart ducha, Wasza wytrwałość w czasach wojny, walki, bólu i rozlewu krwi, łamania polskiego państwa i kultury przez kolejne dyktatury, a także to, że we wszystkich tych nieszczęściach nigdy nie pozwoliliście, aby trudne chwile złamały Waszego ducha. Nigdy nie przestaliście wierzyć w wolność i walczyć o nią. Dla nas Polska to stary przyjaciel w nowej, właśnie powstającej Europie. W Wielkiej Brytanii mieszka 70 000 Polaków. Wojenne pomniki poległych Polaków przynoszą zaszczyt naszym wsiom i miastom. W kościele, w którymmoja rodzina często uczestniczy we mszy, w każdą niedzielę odprawiana jest msza w języku polskim dla lokalnej polskiej społeczności. Pamiętamy wasze bohaterstwo w czasie II Wojny Światowej. Wspominamy polskich pilotów, którzy walczyli i ginęli nad Londynem za wolność Europy. Myślimy o tych, którzy mężnie walczyli w 1939 i 1940 r. a potem przedostali się do Wielkiej Brytanii, aby tam wstąpić do wojska i kontynuować walkę. To Churchill powiedział, że ze wszystkich krajów Europy podbitych przez Hitlera tylko w Polsce nie zdołano znaleźć nikogo, kto współpracowałby z hitlerowskim okupantem. Niestety, po wygranej wojnie, Polska jeszcze ponad 40 lat musiała czekać na nadejście prawdziwej wolności. Dziś Polska stoi z wysoko podniesioną głową, jest wolnym i dumnym narodem; czas tyranii ma już za sobą, przed sobą – nową Europę. Polacy stoją przed wyborem czy wejść do Unii Europejskiej czy nie. Trzydzieści lat temu Wielka Brytania stała przed tym samym wyborem. Oto jesteśmy: dwa podobne narody, podzielające poglądy na wiele spraw, mające wspólną historię, które teraz debatują nad kształtem wspólnej przyszłości. Po co wchodzić do Europy? Jaka właściwie jest ta Europa do której wchodzimy? Brytyjscy eurosceptycy pytają, co dobrego dała nam Europa w ciągu ostatnich 50 lat? Pytanie jest dziwne a odpowiedź nie pozostawia wątpliwości: pokój i dobrobyt. Po stuleciach wojen, w których zginęły miliony ludzi Europa żyje w pokoju. Unia Europejska to największy jednolity rynek ekonomiczny na świecie, poziom życia Europejczyków zdecydowanie się poprawił. Bodźcem do rozwoju Europy była w pewnym stopniu jej niezwykła i burzliwa historia, ale też głęboka determinacja i wola zbudowania innej , lepszej przyszłości po masakrach obu światowych wojen. Dziś coraz ważniejszym bodźcem staje się świadomość charakteru zmian w świecie, który nas otacza. Dlatego właśnie Europa nie tylko musi się dalej rozwijać, musi się też zmieniać. Przez pierwsze półwiecze Unia Europejska skupiała się na sobie i nie bez powodu, gdyż tworzyła nowe instytucje i budowała integrację gospodarczą, aby urzeczywistnić wizję pokojowej Europy. Teraz jednak staje przed dużo większym wyzwaniem, które nakazuje jej zwrócić się na zewnątrz: wyzwaniem globalizacji. W każdym punkcie globu, każdy naród, każdy region odczuwa przemożny wpływ globalizacji na swoją gospodarkę, swoje bezpieczeństwo, nawet na kulturę. Wyzwania związane z bezpieczeństwem pochodzą spoza Europy. Wyzwania gospodarcze nie ograniczają się już do Europy, ale wiążą się z konkurencją ze strony innych gospodarek światowych, zarówno tych rozwiniętych jak i rozwijających się. Masowa komunikacja oraz śmiałe innowacje technologiczne sprawiają, że tempo zmian jest szaleńcze, porywające i przerażające zarazem. W dzisiejszych czasach Stany Zjednoczone są jedynym światowym supermocarstwem. Jednakże same rozmiary i rosnąca potęga gospodarcza Chin i Indii uczynią z nich potężne mocarstwa, podobnie jak zasoby naturalne i warunki geograficzne uczynią potęgą Rosję. Europa nie może więc dalej zajmować się sama sobą. Musi myśleć o swoim miejscu w świecie. Racją istnienia Unii Europejskiej nie jest już tylko zaprowadzenie pokoju w miejsce konfliktów. Stanowią ją także ważne narodowe i strategiczne interesy krajów tworzących Unię, w kontekście nowych wyzwań gospodarczych i politycznych stawianych przez resztę świata. Celem Unii Europejskiej jest zapewnienie nam, poszczególnym tworzącym ją narodom, większej siły ekonomicznej i politycznej. W XIX i przez część XX wieku kluczowe decyzje dotyczące losów świata zapadały w Europie. Dziś w najlepszym razie tylko częściowo pełnimy tę rolę. Moja gorąca wiara w Europę nie bierze się ze słabnącej wiary w Wielką Brytanię. Wręcz przeciwnie, wierzę w Europę, gdyż uważam, że uczestnictwo w strategicznym sojuszu europejskim jest zasadniczą częścią brytyjskiego interesu narodowego. Antyeuropejskość to nie brytyjski patriotyzm. To przestarzałe złudzenie. Myślę, że z Polską jest tak samo. Europa nie jest dla Was zagrożeniem. To Wasza szansa. Pozostawanie poza Unią nie jest oznaką siły Polski. Doprowadziłoby Polskę do osłabienia. W erze globalizacji narody takie jak nasze muszą kroczyć razem jako sojusznicy i kształtować nową Europę w interesie naszym i innych narodów. Otworzyć ją na zewnątrz; uczynić ją ekonomicznie skuteczną a nie słabą gospodarczo; wykorzystać Europę do tego, aby nasz głos w świecie stał się silniejszy i donośniejszy. W trakcie członkostwa w Unii pojawią się trudności, kompromisy, męczące i frustrujące negocjacje. Ale warto zapłacić cenę paru nieprzespanych nocy w Brukseli, aby być częścią olbrzymiego jednolitego rynku i potężnej unii politycznej. Rozczarowania są irytujące. Jednak osiągnięte korzyści mieć będą wymiar historyczny, pod warunkiem, że ta sama wizja i odwaga, które dały początek Unii Europejskiej, pozwolą teraz przekształcić ją i zreformować tak, aby była w stanie wytrzymać i ujarzmić potężne siły globalizacji. Jakiej więc Europy chcemy? Jaka Europa będzie w stanie podjąć wyzwania współczesnego świata? Po pierwsze chcemy Europy narodów a nie federacyjnego superpaństwa, i jest to wizja, którą podziela większość krajów i mieszkańców Europy. Europejskie superpaństwo nie miałoby ani skuteczności ani prawnego umocowania aby stawić czoła globalnym wyzwaniom. Prace Konwentu Europejskiego pod przewodnictwem prezydenta Giscarda d’Estaing zbliżają się do końca. Po nich nastąpi wielomiesięczna debata w ramach Konferencji Międzyrządowej. Nalegaliśmy i nalegamy, aby Polska miała pełne prawo uczestniczenia w tych negocjacjach i tak się stanie. Powód, dla którego należy zmienić reguły rządzące Unią Europejską jest prosty. Już teraz, przy 15 krajach członkowskich, istniejące reguły są przeszkodą na drodze postępu. Przy 25 potem 27 a może nawet 30 członkach obecny system przyniesie tylko paraliż, nie postęp. Jednakże sprawniejsza Unia nie oznacza, że należy przekazać więcej władzy Brukseli. Szczególnie zdecydowanie odrzucam pogląd, że „prawdziwą” Unię znaleźć można tylko w Komisji Europejskiej i w Parlamencie Europejskim. Unia Europejska to równowaga pomiędzy charakterem wspólnotowym a narodowym, wyrażanym przez poszczególne rządy. Musimy wzmocnić Europę tam, gdzie jest to konieczne, na każdym poziomie; ale źródło władzy Unii stanowi zbiorowo wyrażona wolna wola narodów. Niektórzy w Wielkiej Brytanii chcą aby ostateczny rezultat prac Konwentu stał się przedmiotem referendum. Zauważyłem, że w Polsce głosujecie w referendum nad decyzją o członkostwie w Unii, ale nie nad wynikami prac Konwentu. Podobnie u nas, gdybyśmy uznali, że należy wejść do strefy euro, byłby to krok o tak doniosłym znaczeniu gospodarczym i konstytucyjnym, że decyzja o przeprowadzeniu referendum byłaby słuszna i rozsądna. Dlatego zresztą złożyliśmy już takie zobowiązanie. Gdyby wyniki prac Konwentu lub Konferencji Międzyrządowej oznaczały fundamentalne zmiany w brytyjskiej konstytucji lub naszym demokratycznym systemie parlamentarnym, byłby to powód do ogłoszenia referendum. Ale tak nie jest. W rzeczywistości, argumenty wysuwane przez oba nasze kraje, przeciwko europejskiemu superpaństwu zaczynają przeważać. Polityka zagraniczna i obronna ma pozostać w gestii rządów i podlegać jednogłośnym decyzjom. Stwierdzenie, że Wielka Brytania czy Polska nie mogłyby w przyszłości poprzeć akcji wojskowej w Iraku bez zgody Unii Europejskiej jest całkowicie nieprawdziwe. Wysokość stawek podatkowych powinna pozostać i pozostanie w gestii parlamentu brytyjskiego. Zmiany traktatów wymagać będą jednomyślności. Polityka gospodarcza powinna być i będzie podlegać koordynacji pomiędzy rządami. Różne europejskie strachy i fobie, które mają nas przerazić – że Unia to koniec tysiącletniej historii Wielkiej Brytanii, absurdalne przepowiednie, że utracimy nasze dochody z ropy z Morza Północnego, utracimy nasze miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, stracimy dwa miliony miejsc pracy, będziemy musieli jeździć prawą stroną – to tylko ostatnie przykłady typowej propagandy antyunijnej, powtarzanej w kółko na każdym etapie integracji, której prawdziwym celem jest stworzenie klimatu dla wycofania Wielkiej Brytanii z Unii. A to byłaby klęska dla brytyjskiego rynku pracy, dla przemysłu i dla brytyjskich wpływów. Byłaby to także oznaka braku pewności siebie. Taka anty-europejskość wraz z jej najdziwniejszymi przejawami, sama w sobie nie jest objawem narodowej dumy, ale braku wiary w to, jak silna może być i powinna być Wielka Brytania. Wielka Brytania i Polska mogą zwyciężyć w Europie. Ale nie damy rady tego dokonać stojąc z boku. Szczególnie teraz, kiedy Europa ściślej współpracuje, kiedy właściwie cały świat zbliża się do siebie, jeszcze silniejsza staje się potrzeba zakorzenienia wizji Europy w tożsamości narodów, które ją tworzą. Dlatego też z zadowoleniem witam włączenie po raz pierwszy parlamentów narodowych w unijny proces decyzyjny oraz wzmocnienie Rady Europejskiej poprzez utworzenie funkcji stałego przewodniczącego. Rada, której przewodniczący zmieniali się co sześć miesięcy, nie mogła, w Unii liczącej 25 członków, zapewnić Europie i jej narodom tak potrzebnej ciągłości i jasności celów. Słaba Rada i silna Europa są nie do pogodzenia. Potrzebujemy także, co oczywiste, silnej Komisji, zdolnej do tego, aby tam gdzie powierzono jej określone kompetencje egzekwować je zdecydowanie i bezstronnie. Jednak role obydwu tych ciał są różne. Jedno i drugie są Europie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania. W debacie tej nie chodzi o przeciwstawianie dużych państw małym, ale o przeciwstawienie Europy silnej – Europie słabej i niesprawnej. Nam chodzi o Unię Europejską, w której wszystkie kraje – małe i duże, starzy członkowie i nowi – wszystkie będą mieć równy status. Staż członkowski nie ma tu znaczenia. Każdy kraj wnosi do Unii swój wkład. Byłoby błędem gdybyśmy patrzyli na rozszerzenie tak, jakbyście to „wy nowi członkowie” wstępowali do „naszego klubu”. Do nas, obecnych członków Unii, należy pokazanie krajom kandydującym, że jest to także ich klub. Trójkąt Weimarski jest tu doskonałym przykładem – rozszerzamy nasze tradycyjne partnerstwo w duchu przyjaźni i równości. Po drugie, pragniemy Europy gotowej zreformować swoją gospodarkę tak, aby sprostać wyzwaniom globalizacji. W tym właśnie tkwi istota Strategii Lizbońskiej. Konkurujemy dziś na rynkach całego świata. Nie możemy pozwolić, aby debata na temat gospodarki europejskiej przerodziła się w jałowy spór pomiędzy „Europą socjalną” i „Europą elastyczną”. Europa musi mieć swój wymiar społeczny. Ale wymiar społeczny, który usztywnia europejską gospodarkę po prostu pozbawia Europejczyków pracy. Wymiar społeczny to dzisiaj nie tylko podstawowa ochrona przed bezrobociem, chociaż jest ona bardzo istotna, ale także problem szkolenia, zdobywania nowych kwalifikacji, kształcenia nie tylkow wieku szkolnym, ale przez całe życie. Jest to konieczność w globalnej gospodarce XXI wieku. Jeśli spojrzymy wokół przekonamy się, że kraje osiągające największy postęp to te, które inwestują w kapitał ludzki, reformują swoje państwo opiekuńcze, stwarzają zachęty dla małych przedsiębiorstw, wspierają badania naukowe i innowacje technologiczne i starają się być wystarczająco elastyczne aby zmieniać się wraz ze światem, który zmienia się wokół nich. Europa musi je naśladować. Nie ma sensu konkurować wyłącznie między sobą. Musimy być w stanie konkurować na poziomie światowym. Musimy działać w kierunku liberalizacji sektora energetycznego, telekomunikacji i innych sektorów. Musimy zakończyć proces tworzenia jednolitego rynku. Musimy otworzyć nasze rynki na świat poprzez odgrywanie wiodącej, a nie pośledniej roli w negocjacjach Światowej Organizacji Handlu. Kiedy patrzymy na olbrzymie zmiany gospodarcze jakich Polska dokonała, z całym zamieszaniem jakie temu towarzyszyło, widzimy, że zmiany są możliwe jeśli tylko istnieje wola polityczna i że, w ostatecznym rozrachunku, przynoszą one korzyści. Unia Europejska musi zrobić to samo przy pomocy Strategii Lizbońskiej, której realizacja ułatwi tworzenie nowych miejsc pracy i zwiększanie dobrobytu. Ja ze swej strony z zadowoleniem powitałbym współpracę z podobnie myślącym, reformatorskim rządem, takim jak Wasz, przy przeprowadzeniu tego procesu. Po trzecie, pragniemy Europy zdolnej wziąć na siebie część ciężarów związanych z obroną naszego sposobu życia i naszej wolności, ale czyniącej to zgodnie z zasadami naszego członkostwa w NATO. Zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w Polsce NATO pozostanie podstawą obronności. Dlatego też razem przedstawiamy plany reformy tej organizacji tak, aby mogła podejmować różne stawiane jej zadania. Potrzebna nam jednak także znaczna poprawa europejskiej zdolności obronnej, tak abyśmy mogli lepiej wypełniać naszą rolę w NATO, a także podejmować działania samodzielnie tam, gdzie NATO nie chce się angażować. Wreszcie, po wielu zabiegach, europejskie siły obronne działają w Macedonii. Z czasem, pod warunkiem, że uda nam się rozbudować własne siły obronne i nie uwikłać się w instytucjonalne spory, które znowu podzielą Europę, właśnie wtedy kiedy potrzeba jedności, europejskie siły obronne będą mogły zdziałać więcej. Z zadowoleniem witam taką perspektywę. To kolejna dziedzina, w której stosunki brytyjsko polskie są dobre i owocne, i należy je pogłębiać. Po czwarte, oba nasze państwa pragną Europy zdecydowanej utrzymać sojusz transatlantycki. Uważamy Stany Zjednoczone za naszego sojusznika i partnera. Jesteśmy dumni z tego, co wspólnie osiągnęliśmy w walce z tyranią, w obronie wolności w Iraku. Pozwólcie mi Państwo, że powiem szczerze co myślę na temat europejskich dylematów w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi. Polska zna wartość sojuszu z Amerykanami. Kiedy jutro powitacie prezydenta Busha, powitacie go jako prezydenta kraju, który wspierał Was w latach sowieckiego ucisku, który był światłem wolności w ponurych czasach policyjnego reżimu. Dla Was i dla innych krajów Europy środkowej i wschodniej te doświadczenia są jeszcze wciąż żywe i świeże, dlatego wasze przywiązanie do sojuszu jest silne. W głębi duszy cała Europa zdaje sobie sprawę z jego wagi. Istnieje jednak dylemat. Dla was podwójny cel, który motywuje Wasz kraj, zmusza do ciągłego stawiania sobie coraz większych wymagań, to członkostwo i w NATO, i w Unii Europejskiej – sojusz ze Stanami Zjednoczonymi i zjednoczenie z Europą. Wy, podobnie jak my, bardzo nie chcecie, aby cele te były ze sobą sprzeczne, ponieważ oba są Wam, tak jak i nam, niezbędne dla życia w pokoju i dobrobycie. W ostatnich miesiącach pojawił się rozdźwięk pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi. Ukrywanie tego nie ma sensu. I nawet w naszych krajach, które poparły Stany Zjednoczone i gorąco wierzą w słuszność tej decyzji, wywołała ona podziały w społeczeństwie. Chwila obecna jest niezwykle ważna. Jesteśmy w momencie, w którym albo nastąpi pojednanie albo jeszcze bardziej oddalimy się od siebie. W czasie podróży z Kuwejtu do Polski w samolocie przeczytałem krótką książkę Roberta Kagana „Raj i Władza” (Paradise and Power), w której autor przekonuje, iż Europa i Stany Zjednoczone skazane są na pójście każde swoją drogą. Jego zdaniem Europa chętnie pozwala Stanom Zjednoczonym ponosić ciężar utrzymania porządku na świecie, wiedzie sobie wygodne życie, z lekką odrazą patrzy na wojskowa sprawność i pragnie żyć w opartym na sztywnych zasadach świecie, w którym niekończące się negocjacje zastępują działanie. W przeciwieństwie do niej Ameryka jest światowym „szeryfem”, zadowolonym ze swojej roli, i nie ma cierpliwości do rozlazłej Europy. Jest to frapująca teoria, ale jak wszystkie frapujące teorie przedstawia pewną tezę jako jedyną prawdę, podczas gdy w rzeczywistości to tylko jedna z tez, wśród wielu innych, równie prawdziwych. Wielka Brytania i Polska, jak wiele innych państw w Europie, wsparły działania w Iraku; wzięliśmy w nich także czynny udział. Nie mamy nic przeciwko wspólnemu dźwiganiu ciężaru zapewnienia bezpieczeństwa. Trzeba uczciwie stwierdzić, że tak samo postąpiły Francja i Niemcy w przypadku Afganistanu i Kosowa. Francja mogła nie zgadzać się z tym co robiliśmy w Iraku. Stoi jednak na czele tych, którzy chcą budować europejskie siły obronne. Nie jestz zasady przeciwna użyciu siły. Była przeciwko jej użyciu w tym konkretnym przypadku. Prawdziwe pytanie brzmi: czy potrafimy uznać, że nasze interesy są wystarczająco zbieżne aby odbudować i wzmocnić sojusz transatlantycki? Wierzę, że potrafimy. Prawdę mówiąc Europa powinna być i jest zaniepokojona problemem broni masowej zagłady w rękach niestabilnych państw lub międzynarodowych terrorystów. To są współczesne zagrożenia. Są one tak samo niebezpieczne dla Europy jak i dla Stanów Zjednoczonych; i Stany Zjednoczone mają rację twardo się z nimi rozprawiając. Musimy wspierać w tym Amerykę i jeśli gdziekolwiek w Europie są spory na temat Stanów Zjednoczonych trzeba je rozwiązywać ostrożnie, jak przystało na sojuszników, i nie pozwalać aby przeradzały się w dyplomatyczną szarpaninę. Stany Zjednoczone z kolei powinny zrozumieć, iż problem Europy polega na tym, że chce ona być dla Ameryki partnerem a nie służącym. Część ludzi w Europie uważa, że jedyna istniejąca alternatywa to uległość albo rywalizacja. Jednak w ciągu ostatnich kilku tygodni Stany Zjednoczone poczyniły wysiłki, aby zrozumieć problemy innych. W Organizacji Narodów Zjednoczonych znowu wystąpiliśmy razem. Na Bliskim Wschodzie Ameryka poparła ideę porozumienia dotyczącego mapy drogowej – planu działania, będącego rezultatem prac Stanów Zjednoczonych, ONZ, Unii Europejskiej i Rosji. W zeszłym tygodniu prezydent Bush udzielił silnego wsparcia walce z wirusem HIV i AIDS oraz ubóstwem w Afryce i w krajach rozwijających się. Wszystko to pokazuje, że Unia Europejska i Stany Zjednoczone mają wspólne cele. Więc nie rezygnujmy. Nie leży to w niczyim interesie. Jestem przekonany co do wagi sojuszu transatlantyckiego i jestem zdecydowany o niego walczyć. Powyższe rozważania doprowadziły mnie do ostatniego punktu. W Europie trzeba stoczyć walkę. Wszystkie wspomniane tu problemy kryją w sobie różne, konkurujące ze sobą wątki. Z pewnością nie powinno to dziwić w Europie różnych narodów, z których każdy ma swoja historię, kulturę i tożsamość. Są tacy, który szczerze wierzą, że federacyjne państwo europejskie to dobra rzecz; że dzięki rządom jednej Komisji Europejskiej i jednemu Parlamentowi Europejskiemu stanowiącemu prawo uda się sprawiedliwie połączyć słabości jednych krajów i mocne strony innych. Są tacy, którzy obawiają się, że liberalizacja europejskiej gospodarki i uelastycznienie siły roboczej oznacza nieuchronny koniec sprawiedliwości społecznej i czyni afront ludzkiej solidarności. Są tacy, którzy wierzą, że Stany Zjednoczone fundamentalnie różnią się od Europy kulturowo i politycznie, ponad wszystko pragną hegemonii i powinniśmy trzymać się od nich z daleka. Nie są to poglądy ludzi złych. Wyznają je ludzie uczciwi, mający swoje motywy, z którymi akurat się nie zgadzamy. Są oni stroną w europejskiej debacie; debacie, która ciągle trwa. Kiedy Polska, podobnie jak Wielka Brytania, stanie się członkiem Unii Europejskiej ta debata będzie Was bezpośrednio dotyczyć. Pozwólcie, że poradzę Wam jak przyjaciel, żebyście uniknęli błędu, który popełniała Wielka Brytania w swojej polityce wobec Europy przez około pół wieku. Polegał on na tym, że wydawało nam się, iż stojąc z boku, będziemy mogli uniknąć tej debaty; że jeśli włączymy się do niej zostaniemy skażeni przez argumenty strony przeciwnej. A przecież w rzeczywistości i tak bierzemy w niej udział. Europa wpływa na nasze życie, niezależnie czy jesteśmy w niej czy poza nią. Gospodarczo jesteśmy zintegrowani z Unią. Byłoby absurdem uważać, że decyzje Unii nie mająwpływu na nasza sytuację polityczną. Zarówno polska jak i brytyjska strategia powinna być następująca: włączyć się, skorzystać jak najwięcej, w wypadku sporu –wierzyć w siebie, nie bać się. Czy wierzymy, że Europa, której pragnie nasz naród to Europa narodów a nie federacyjne superpaństwo? Tak. Czy wierzymy, że Europa musi zreformować swoją gospodarkę aby osiągnąć sukces? Tak. Czy uważamy, że Europa i Stany Zjednoczone powinny być sojusznikami? Tak. Czy mamy dobre argumenty? Tak. Czy możemy wygrać tę debatę? To zależy od nas. Ale wielkie narody nie chowają się, nie pozostają z tyłu wśród maruderów. Są na przedzie. Wygrywają. Mają pewność siebie, która nie bierze się z arogancji, ale z prawdziwego zrozumienia problemów współczesnego świata. Przekonanie, że Unię Europejską ktoś nam narzucił, że wszyscy dookołacały czas spiskują przeciwko nam, chcą nas oszukać, to przekonanie godne narodu z kompleksem niższości, a nie narodu dumnego, który wie, że jest w stanie wygrać i dowiódł już swojej odwagi i wiary we własne przekonania na przestrzeni dziejów. Wy tu w Polsce i my w Wielkiej Brytanii po raz kolejny myślimy o naszej przyszłości w Europie. Niepokoje naszych społeczeństw związane z Unią Europejską są takie same. Pokonujmy je razem. Nikt nie wie na pewno co przyniesie XXI wiek. Jedno już jednak wiadomo. Będzie zdominowany przez skalę i tempo przemian technologicznych i gospodarczych. Konflikty w jednym rejonie natychmiast będą miały skutki w skali globalnej. Wstrząsy na jednym rynku finansowym natychmiast odbijają się echem na wszystkich innych rynkach. Współzależność jest znakiem naszych czasów. Skoro tak, to jakże którykolwiek naród mógłby, szczerze dbając o swój narodowy interes, zmarnować okazję stania się częścią w największej na świecie unii gospodarczej i politycznej? Zrywanie więzów z Europą to wyrządzanie sobie krzywdy. Jeśli zaś takie więzy już istnieją, należy je wykorzystać. Nauka dla Wielkiej Brytanii i Polski płynie stąd taka sama: trzeba przyjąć Unię Europejską jako element współczesnej rzeczywistości, włączyć się do niej z całym przekonaniem, walczyć o to by stała się gospodarczym i politycznym instrumentem zapewniającym siłę i dobrobyt narodom wchodzącym w jej skład. Postęp i historia były po waszej stronie kiedy zrzucaliście komunistyczne jarzmo; były z nami kiedy razem walczyliśmy przeciwko hitlerowskiej tyranii; i znów są po naszej stronie teraz kiedy pomagamy kształtować i budować wspólny europejski los. (tłumaczenie na jęz. polski Ambasady Wielkiej Brytanii) Treść przemówienia premiera Tony Blair`a w wersji angielskiej oraz audio dostępna jest na stronach Ambasady Brytyjskiej: www.britishembassy.pl