21 maja 2003
21 maja 2003 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski udał się w ramach kampanii poprzedzającej referendum akcesyjne z wizytą do Barzkowic i Drawska Pomorskiego.
Prezydentowi RP towarzyszyli m.in.: Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP Dariusz Szymczycha, Poseł na Sejm RP Artur Balazs, Doradca Prezydenta RP prof. Katarzyna Duczkowska - Małysz oraz przedstawiciele władz wojewódzkich i samorządowych.
W Centrum Doradztwa, Rozwoju Rolnictwa i Obszarów Wiejskich w Barzkowicach Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski spotkał się z rolnikami oraz przedstawicielami organizacji samorządowych i rolniczych. Prezydent RP apelował do rolników o udział w referendum i głosowanie za wejściem Polski do UE. Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski przekonywał, że będzie to dla nich oznaczało zwiększenie możliwości rozwoju, modernizacji infrastruktury, szanse edukacyjne oraz dostęp do bezpośrednich dopłat do produktów. "Wejście Polski do UE będzie oznaczać również większą stabilność polskiej polityki rolnej niż kiedykolwiek" powiedział Prezydent. "Nastąpi otwarcie rynków zagranicznych dla polskich towarów i to pomoże w wykorzystaniu siły tkwiącej w polskich rolnikach" dodał. Prezydent RP stwierdził, że wejście do Unii będzie również oznaczało szansę na wpływanie na kształt polityki rolnej, co najbardziej leży w interesie polskich rolników. "Dlatego wierzę, że 7 i 8 czerwca polscy rolnicy pójdą zagłosować i zagłosują na TAK" zakończył spotkanie z rolnikami Prezydent.
W Barzkowicach Prezydent RP spotkał się również z uczniami Szkoły Podstawowej w Dzwonkowie, którzy podziękowali za ufundowanie pracowni komputerowej w ramach programu "Internet w szkołach - Projekt Prezydenta RP".
Następnie Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski spotkał się w Drawsku Pomorskim z mieszkańcami miasta oraz województwa zachodniopomorskiego.
Zwracając się do uczestników spotkania, Prezydent RP powiedział m. in.:
Witam wszystkich! Szczególnie gorąco witam jednak orkiestrę strzelców włoskich, która wspaniale zagrała polski hymn!
Jest w tym coś symbolicznego. Słuchaliśmy przecież Mazurka Dąbrowskiego, który został przez Józefa Wybickiego skomponowany we Włoszech, w Bolonii. Kilka dni temu był u mnie w Pałacu Romano Prodi. Mówił, że on, urodzony w Bolonii, jako chłopiec w wieku szkolnym musiał pisać wypracowanie na temat polskiego hymnu, bo właśnie tam on powstał. Ta pieśń narodowa mówi o drodze z ziemi włoskiej do polskiej, która kiedyś była marzeniem polskich emigrantów, a która teraz staje się jedną z wielu dróg do wspólnej Europy. Cieszę się bardzo, że właśnie z ziemi włoskiej do Polski przyjechali panowie, którzy korzystają z naszego poligonu i gościnności. Witamy ich w Drawsku Pomorskim, witamy w Polsce.
Jestem rad, że mogę odwiedzić Drawsko Pomorskie, jedno z najstarszych miast Polski i Pomorza Zachodniego. Jeżdżę po Polsce przekonując do UE. Nie sposób dzisiaj, po wizycie w Rzymie, nie powtórzyć słów Papieża, które nam wówczas przekazał. Powiedział rzecz o największym znaczeniu – że Europa potrzebuje Polski, że Polska potrzebuje Europy. Że widzi związek między Unią Lubelską, która oznaczała kilkaset lat pomyślności Polski i rozwoju, wielonarodowego i wielokulturowego, z rozszerzeniem UE właśnie teraz. Choć czas są inne, to nad tą metaforą warto się zastanowić. Bowiem wtedy Unia Lubelska oznaczała szansę rozwoju dla Polski, promieniowania na cały kontynent. Tak teraz UE stwarza możliwość skorzystania z ogromnego europejskiego dorobku, jak powiedział Papież – ubogacenia Europy.
W 1979 roku, kiedy w Polsce nie było ani „Solidarności”, ani nawet nadziei na wielką przemianę, kiedy świat był podzielony między dwa supermocarstwa – Związek Radziecki i Stany Zjednoczone, kiedy w Waszyngtonie nie było jeszcze prezydenta Reagana, wtedy ten człowiek w Gnieźnie powiedział, że ma poczucie, iż wybór Słowianina na Papieża może oznaczać tę unikalną, wyjątkową szansę dla zintegrowania Europy. Powiedział słowa, które wtedy wydawały się utopią. 25 lat później miałem okazję podziękować Papieżowi, nie tylko za tę wizję, ale i za wszystko, co uczynił dla jej urzeczywistnienia. I ta wielka, profetyczna wizja ma okazję spełnić się w roku 2004. Ale żeby mogła się spełnić, trzeba powiedzieć „tak” 7 i 8 czerwca. Nie ma usprawiedliwienia dla tych, którzy powiedzą: mnie to nie interesuje, ja jestem obok. To jest obowiązek każdego z nas. Nieobecność jest nie do wybaczenia. Apeluję: 7 i 8 czerwca nie może zabraknąć waszego głosu w referendum.
Dlaczego warto zagłosować „tak”? W poniedziałek wypowiedział się największy autorytet na ten temat. Ale żeby uporządkować nasze myślenie. Po pierwsze, Polska wkracza w struktury, które nie są nowością, w związku z tym niosą niewiele ryzyka, a dużo pewności. Ta pewność płynie z ponad 50 lat istnienia struktury europejskiej. To historia 50 lat pokoju, bezpieczeństwa i rozwoju Europy zachodniej. To 50 lat poszanowania praw człowieka i godności ludzkie i, poszanowania praw mniejszości narodowych. To 50 lat, przez które te kraje poszły tak bardzo naprzód, iż dzisiaj musimy je gonić. Do takich struktur wkraczamy, takie standardy przyjmujemy.
Argument drugi to to, że – jak powiedział Papież – wejście Europy środkowej i wschodniej do UE jest aktem dziejowej sprawiedliwości. Oto te kraje, które nie z własnej woli znalazły się w bloku wschodnim, pod wpływami radzieckimi, dzisiaj mogą uzyskać te możliwości rozwojowe, które miał Zachód, mogą uzyskać szansę na nadrobienie czasu.
Wejście do UE jest szansą na przyspieszenie rozwoju gospodarczego także dla Polski. Możemy skorzystać z ich doświadczenia, z ich wsparcia. A wzrost gospodarczy to są miejsca pracy, to są także szersze możliwości dla przedsiębiorstw, dla inwestycji – krajowych i zagranicznych, to więcej pieniędzy w budżecie i więcej możliwości dla polityki socjalnej, to są również warunki dla rozwoju ochrony zdrowia i edukacji młodzieży. Polska nie tylko musi się rozwijać, Polska musi nadganiać dystans do wielu krajów Europy. Dzięki wejściu do Unii tę szansę uzyskuje. Kiedy więc pytają mnie bezrobotni, czy wejście do Unii oznacza dla nich większą szansę, odpowiadam, że nie byłoby prawdą, gdybym powiedział, że natychmiast, od 1 maja 2004 roku może coś się zmienić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, że bogaci staną się bogatszymi, bezrobotni znajdą pracę – nie, tak nie będzie. Ale jeżeli spojrzymy na rozwój w długim okresie czasu, to tak jest.
Czy wejście do UE jest szansą dla rolnictwa? Oczywiście. Rolnicy to pierwsza grupa, która skorzysta z bezpośredniego wsparcia. Z dopłat bezpośrednich. Ale to nie tylko dopłaty. To także miejsca pracy, to możliwość stabilizowania polityki rolnej.
I warto sobie zadać pytanie, a co będzie, jeśli powiemy nie. Wtedy jesteśmy, gdzie jesteśmy. Zamykamy sobie drzwi do pomocy bezpośredniej. Apeluję więc do polskich rolników: otwórzcie szeroko oczy, jesteście ludźmi praktycznymi, policzcie to, co już leży na stole i zastanówcie się, czy nie lepiej powiedzieć tak.
Takie regiony, jak Drawsko Pomorskie mają prawo zapytać: a co jest argumentem rozwojowym dla nas. Ten region, o czym już mówiłem, zyskuje możliwość finansowania wielu kwestii. Ale jest to także region znakomitych możliwości turystycznych. Jeżeli stworzymy warunki, w której rozwiną się ciekawe oferty turystyczne, to ta część Polski będzie mogła skorzystać z ogromnych walorów, które stworzyła przyroda. Mamy też możliwości rozwoju niektórych dziedzin przemysłu. Inny, równie ważny element, to ten, iż w Unii są dotacje regionalne, które mają niwelować różnice między wysoko i nisko rozwiniętymi regionami. To zostało wypraktykowane w Hiszpanii, w Portugalii. To znajdzie zastosowanie także w Polsce. Na tym bardziej skorzysta Drawsko Pomorskie niż Warszawa.
Pojawia się pytanie, czy Polacy będą umieli skorzystać z szansy, jaką daje Unia. Jeśli coś leży na stole, a ja nie potrafię z tego skorzystać, to wystawiam sobie świadectwo, iż jestem niezdolny, leniwy. Nie zgadzam się z opinią, iż Polacy są niezaradni, za mało pracowici, za mało przedsiębiorczy! Żyliśmy w czasach trudniejszych, kiedy te wartości były ogromnie potrzebne, kiedy zaradność i przedsiębiorczość były przymiotami tępionymi, ale Polacy dawali sobie radę i w czasach okupacyjnych, i powojennych, i dramatycznych, i straszliwie skomplikowanych. Więc dzisiaj, kiedy jest możliwość skorzystania z pomocy, mamy sobie nie dać radę?! Mogli Hiszpanie, Portugalczycy, Grecy, a Polacy – nie? Dlaczego? Odpowiadam tym wszystkim, którzy w takie kompleksy chcą nas wpędzić: nie czyńcie tego, mówcie to najwyżej w swoim imieniu, ale nie w imieniu milionów zaradnych Polaków, którzy dadzą sobie radę.
Wiele jest obaw o naszą narodową tożsamość. O polską tradycję, kulturę, język. Zastanówmy się, dlaczego w Europie, która z takim pietyzmem traktuje odrębności, miałoby się coś zmienić. 50 lat Unii Europejskiej, w której są Włosi i Norwedzy, Niemcy i Francuzi nie spowodowało, by zatracili oni swój język, swoją kulturę, swoje możliwości wzmacniania ducha narodowego. Unia od początku zrozumiała, że jej siła płynie z różnorodności. Jej bogactwo tkwi w tym, że mówimy w tylu językach, że mamy tak bardzo różną tradycję, że mamy różne zwyczaje, że jedni mają taką kuchnię, a inni inną. Ta różnorodność stanowi europejskie bogactwo i my ze swoją tradycją, ze swoją tożsamością będziemy Europę wzbogacać. Nie ma powodu, by sądzić, iż coś możemy stracić. Musimy mieć głębokie przekonanie, że możemy coś dać, coś zaproponować. Polska będzie obecna w UE pod biało-czerwoną flagą. Nie ma takiego planu, by Polska musiała zrezygnować z czegoś, co nas wyróżnia. To samo dotyczy innych narodów, mniejszych. Słoweńców z dwoma milionami ludzi, Litwinów z czterema milionami, Łotyszy z dwoma milionami, Estończyków z dwoma milionami... Oni już powiedzieli tak nie lękając się, iż stracą cokolwiek ze swojej odrębności. Dlaczego więc czterdziestomilionowy naród o tysiącletniej historii, o własnym języku, z wielkim dorobkiem literatury, z Nagrodami Nobla ma się obawiać rozmycia w Unii? Nie ma powodu do takich obaw. Więcej – namawiam do poczucia przekonania, iż Polska coś może zaproponować – i zaproponuje w Unii. Polska będzie tą samą Europą z nową energią.
Decyzja, którą podejmujemy, nie jest porównywalna z innymi wyborami. To decyzja, którą podejmujemy w imieniu Polski na długie lata. Kiedy mówię „w imieniu Polski”, to mam na myśli młode pokolenie, tych, którzy dzisiaj głosować nie mogą, którzy rodzą się, bądź się urodzą. To dla nich naszym obowiązkiem jest wykupić ten bilet, dać im przepustkę do zjednoczonej Europy. Szczególnie mówię to do babć, bo one odgrywają ważną polityczną rolę w polskich rodzinach – musicie tę decyzję podjąć dla następnego pokolenia Polaków. Oni tego potrzebują. Im się to należy. Oni powinni od nas otrzymać pokój, dobre wychowanie, dobre nauczanie, poznanie Europy. Wtedy będziemy mieć do czynienia nie tylko ze zdolnymi Polakami, ale również ważnymi Europejczykami. Mówiąc „tak” będziemy mieć poczucie, że zrobiliśmy dla Polski to, co należało – że zmieniliśmy ustrój, stworzyliśmy młodym ludziom warunki demokratyczne, że jesteśmy wśród sąsiadów, z którymi pozostajemy w dobrych relacjach, i do tego dodajemy wielką przyszłość w Unii Europejskiej. To zadanie naszego pokolenia. To dajemy młodym ludziom, żeby jak najmądrzej korzystali.
Proszę, żeby nie zabrakło głosu każdego z Was. Żeby województwo zachodniopomorskie mocnym gromkim głosem opowiedziało się za Unią Europejską.