Menu rozwijane

28 maja 2003
28 maja 2003 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski, w ramach kampanii referendalnej, złożył wizytę w Kędzierzynie Koźlu. Prezydentowi RP towarzyszyli Minister Spraw Zagranicznych RFN Joschka Fischer i Minister Spraw Zagranicznych RP Włodzimierz Cimoszewicz. Gośćmi Prezydenta byli również senator Genowefa Grabowska i Sekretarz Stanu w KPRP Dariusz Szymczycha. Zwracając się do uczestników spotkania, Prezydent RP powiedział: Gratulacje za tytuł mistrza Polski w siatkówce! Bodajże dwa lata temu na drodze do europejskiego czempionatu Kędzierzyn-Koźle pokonał dobrą drużynę z RFN, ale Pan Joschka Fischer nie ma z tego powodu żadnych pretensji. Dzisiejsze spotkanie będzie nieco inne, aniżeli te, które w kampanii przedreferendalnej miałem okazję do tej pory prowadzić, gdyż chciałem, by w pierwszej kolejności wysłuchać naszych znakomitych gości. Jest niewątpliwie symbolem, iż w naszej kampanii bierze udział minister spraw zagranicznych RFN. To, że spotykamy się tutaj, na Opolszczyźnie, także urasta do rangi symbolu, bowiem jesteśmy w mieście, które jakże jest bogate historią Polski i Niemiec, połączoną historią naszych narodów, historią pełną chwil wzniosłych i dramatycznych, i tragicznych. Dzisiaj, przed referendum, jesteśmy w Kędzierzynie-Koźlu na Opolszczyźnie, gdzie żyjemy w pokoju i zgodzie, gdzie we władzach są przedstawiciele mniejszości niemieckiej, gdzie wspólnie rozwiązujemy problemy. Jesteśmy radzi, że stąd, z Opolszczyzny płynie dobry znak, iż zgoda buduje, że można z ufnością patrzeć w przyszłość niezależnie od historii i można czynić to w zgodzie z najlepszymi europejskimi przykładami i standardami. Jeżeli chcemy przyszłości zapewnić taki właśnie kształt, to bardzo proszę z tych doświadczeń najnowszych korzystać. Po wystąpieniu ministra spraw zagranicznych RP, Włodzimierza Cimoszewicza Prezydent Aleksander Kwaśniewski poprosił o zabranie głosu ministra spraw zagranicznych RFN, Joschkę Fischera mówiąc: Zawsze mogliśmy liczyć na zrozumienie i wsparcie, na pozycję życzliwego adwokata ze strony RFN. W ostatnim okresie była to współpraca z kanclerzem Schroederem, ministrem Fischerem, którą bardzo sobie cenimy i bez której trudno byłoby nam osiągnąć to, co udało się zrobić. Jesteśmy wdzięczni Niemcom za taką postawę. Jesteśmy przekonani, że ona nie kończy się wraz z naszym referendum i procedurami ratyfikacyjnymi w Niemczech czy Europie, że oto razem rozpoczynamy wielki etap budowania wspólnej Europy dwudziestu pięciu. Europy otwartej na kolejne kraje, Europy, dla której współpraca polsko-niemiecka będzie miała ogromne znaczenie. Europy, do której wnosimy nie tylko nasze sąsiedztwo i historię, ale także wielki dorobek polsko-niemieckiego pojednania i przekonania, że dwa wielkie narody, Niemcy i Polacy, mają sobie nawzajem i Europie wiele ważnego i potrzebnego do zaoferowania. Minister Fischer powiedział m. in.: Kiedy w 1998 r. zostałem ministrem spraw zagranicznych Niemiec, jedną z pierwszych wizyt oficjalnych złożyłem w Polsce. Wówczas rozmowy toczyły się głównie wobec terminu przystąpienia Polski do UE. Pytano mnie, czy na pewno macie zamiar nas przyjąć, czy nie zamierzacie wydłużać tego terminu. Dziś można powiedzieć, że to, czy Polska przystąpi do Unii, leży w Waszych rękach. To Wy zdecydujecie, jeśli głosować będziecie na „tak”, że Polska przystąpi do UE i zostanie równoprawnym członkiem Unii. Pan Prezydent Kwaśniewski przypomniał, że Niemcy zawsze opowiadały się za przystąpieniem Polski zarówno do NATO, jak i UE. Możecie zapytać, dlaczego, czy Niemcy stały się nagle bezinteresownym narodem. Chciałbym krótko wyłożyć przyczyny takiej naszej postawy. Po pierwsze, wyciągnęliśmy wnioski z naszej wielusetletniej historii, pełnej wojen i konfliktów. Zwłaszcza w tym regionie mieszkańcy wiedzą, co to znaczy wojna, co oznaczają nacjonalizm i wzajemna nienawiść. My, Niemcy, nigdy nie zapomnimy, co Rzesza niemiecka, co niemieccy nacjonaliści z Hitlerem uczynili Polakom. Ponosimy historyczną odpowiedzialność. Jesteśmy tego świadomi. Jesteśmy też świadomi, że trzeba pokonać historyczne podziały. Pamiętamy o zbrodniach, a także o ciężkich czasach, przez jakie mniejszość niemiecka w tym regionie przechodziła. Ja sam należę do mniejszości niemieckiej, moja rodzina przez dwieście lat żyła jako mniejszość w Budapeszcie. Przez wojny i wypędzenia wielu ludzi ucierpiało. Kiedy byłem we Wrocławiu na szczycie polsko-niemieckim, dowiedziałem się, że w tej części Polski żyje również bardzo wiele osób, które zostały wypędzone z Galicji, z terenów, które już dzisiaj nie należą do Polski. Ale to jest przeszłością. Powinniśmy pokonać ją i zadbać o to, by nie nienawiść i wojna rządziły naszym światem, by skupić się na współpracy we wspólnej UE. Chcę również powiedzieć, że nie mają Państwo żadnego powodu do wdzięczności. Największa tragedia naszego kontynentu – w 1939 roku, kiedy nazistowskie Niemcy napadły na Polskę, co przyniosło Polakom ogromne cierpienia: ale Polacy nigdy nie poddali się. Kiedyś powiedziałem, że jeżeli wolność Polski jest zagwarantowana, to nie musimy się martwić o wolność Europy. I odwrotnie: jeżeli wolność Polski jest zagrożona, to musimy się martwić o wolność Europy. To Polska w znacznym stopniu przyczyniła się do upadku Związku Radzieckiego i tym samym przyczyniła się w znacznym stopniu do wolności podzielonych wówczas jeszcze Niemiec. W moim przekonaniu, wiedzie prosta droga od „Solidarności” do zjednoczenia Niemiec, do wolności we wschodnich landach niemieckich. Za to chcielibyśmy Polsce serdecznie podziękować. Wolność w Europie polegała dla nas zawsze na dwóch podstawowych elementach. Pierwszy, to stosunki transatlantyckie, z USA. Jestem przekonany, że bez decyzji USA o pozostaniu po 1945 r. w Europie nie uzyskalibyśmy wolności dla zachodniej części Europy, ani ta wolność w tej części kontynentu dziś nie byłaby możliwa. Drugi, to przekonanie, że musimy się spotkać w Unii Europejskiej. Wspólna Europa nigdy nie będzie tworem doskonałym, o jednej strukturze, Jestem przekonany, że Polacy zawsze pozostaną Polakami, tak jak Niemcy zawsze pozostaną Niemcami ze wszystkimi plusami, minusami, charakterystycznymi cechami. To dotyczy także mieszkańców Luksemburga, Francuzów, Litwinów... Dobrze, że tak jest. To stanowi o bogactwie kulturowym Europy. Jednocześnie powinniśmy dążyć również do tego, by się zbliżać w prowadzeniu wspólnej polityki. Będziemy mieli wspólną politykę obronną, wspólny rynek. Na tym polega przyszłość Europy: różnorodność, szacunek dla mniejszości i jednocześnie coraz ściślejsza współpraca w dziedzinie gospodarki. Można sobie zadać pytanie, dlaczego UE jest tak wspaniałomyślna, dlaczego chce inwestować i dawać ogromne pieniądze, wspierać rolnictwo, budować infrastrukturę. Sytuacja w Polsce, jak myślę, jest podobna pod tym względem do niemieckiej: nieufność wyborców co do wspaniałomyślności czy bezinteresowności polityków istnieje rzeczywiście. Przyczyna jednak jest prozaiczna. To nie jest wspaniałomyślność, to po prostu egoizm. Poprzez to, że czynimy coś dobrego, również sobie samym pomagamy. Robimy coś wspólnie w Europie i to nam wszystkim na dobre wychodzi. Pamiętam jedną ze swych pierwszych wizyt w Grecji, byłem również w Hiszpanii, Portugalii. Jeśli teraz spojrzymy na te kraje i spróbujemy porównać, to trzeba przyznać, że rozwój jest naprawdę ogromny. Ale ten rozwój, w ostatnich trzydziestu latach, przysporzył również takim krajom jak Niemcy, Francja, kraje skandynawskie, nowe miejsca pracy. Chcielibyśmy powtórzyć ten sukces. Chciałbym do Państwa zaapelować – nie jako minister spraw zagranicznych Niemiec, ale jako Europejczyk – żebyście Państwo poszli jak najliczniej na głosowanie w referendum i zagłosować oczywiście na „tak”. I ponownie głos zabrał Prezydent RP: Dziękujemy ministrowi Fischerowi za ważne słowa. Raz jeszcze wyrażam naszą wdzięczność dla polityków RFN za wsparcie. Chciałbym jeszcze powiedzieć, że wraz z nami jest także Pani Genowefa Grabowska – jest szefową komisji europejskiej w Senacie, a jednocześnie zastępcą członka Konwentu Europejskiego. Jest także Pani Wojewoda Elżbieta Rutkowska, którą witam. Szanowni Państwo, Opolszczyzna jest zdecydowanie proeuropejska. Odsetek osób, które chcą naszej obecności w UE, jest tu najwyższy. Byłbym zdziwiony, gdyby było inaczej. To miejsce – na granicy Polski z Niemcami, które jest historycznie związane z Polską, Niemcami, Czechami, z wielokulturowością Europy, nie może przecież inaczej myśleć, jak w kategoriach europejskich i otwartości, nie może mieć innego przekonania, jak to, że różnorodność jest bogactwem Europy. Czasem rodziła ona konflikty i dramaty, ale w długiej, ponad tysiącletniej naszej historii różnorodność wzbogacała nas nawzajem, tworzyła wielkie dzieła kultury, architektury, nauki i ludzkiego współdziałania. Dlatego nie dziwię się, iż na Opolszczyźnie jest tak wielu przekonanych o UE. Proszę tylko, byśmy 7 i 8 nie zapomnieli o swoich poglądach i oddali głos. Wierzę, że na Opolszczyźnie myśl europejska będzie głęboko wyrażona. Z tych samych danych wynika, że jeśli chodzi o frekwencję, jest dużo gorzej. To mnie dziwi. Opolszczyznę znam jako region ludzi bardzo dobrze zorganizowanych, zdyscyplinowanych i patriotycznych, bardzo zaangażowanych we wszystkie sprawy, które dzieją się we współczesnej Polsce i świecie. Dlatego wierzę, że tak jak sondaże mówią prawdę o Waszej proeuropejskiej postawie, tak jestem przekonany, że mylą się, gdy mówią o niskiej frekwencji na Opolszczyźnie. Apeluję: przekonajcie tych jeszcze nie przekonanych, lub którzy uważają, iż sprawy są już rozstrzygnięte - że nie mają racji! Nikogo z Was nie może zabraknąć 7 i 8 czerwca. To nie przypadek, że zapis konstytucyjny mówi o tak wysokim progu frekwencji w referendum. Czyniliśmy to z przekonaniem, że taka obecność, decyzja o takiej wadze, musi mieć silną demokratyczną pieczęć całego narodu. Że nie może być innego sposobu, innej procedury. Referendum ogólnonarodowe jest najbardziej demokratycznym sposobem podejmowania decyzji. To są te dwa dni, 7 i 8 czerwca, gdy Prezydent i prymas, minister i robotnik, każdy urzędnik, osoba, która ma pracę i która jest bezrobotna, każdy z nas, który skończy 18 rok życia, ma identyczne prawo: jeden głos w decyzji o Polsce i jej przyszłości. Nie można zrezygnować z takiej władzy, z takiej możliwości, jaką uzyskujemy 7 i 8 czerwca. Proszę, przekażcie to wszystkim, którzy nie wiedzą jeszcze, czy pójść głosować. To najbardziej demokratyczna procedura, jaką możemy zaoferować kiedykolwiek. Tego dnia Polska musi własnym głosem, suwerennie i demokratycznie powiedzieć, co sądzi o przyszłości nie liczonej w miesiącach czy latach, ale na całe dekady. 7 i 8 czerwca spotykamy się w punktach wyborczych! Spotykamy się na europejskim referendum! Zwracam się do młodych ludzi, żebyście wzięli udział w wielkiej historii, która się tworzy nie tylko dla Was, ale z Waszym udziałem, z Wami. Nikt z poprzednich pokoleń, Waszych ojców i dziadków, nie miał tak komfortowych warunków decydowania, jakie Wy otrzymujecie wraz z referendum. Bowiem albo trzeba było walczyć o wolność i suwerenność, o własny los, albo byliśmy ograniczeni, bez pełnej suwerenności. Dziś możecie zadecydować o swojej przyszłości. Skorzystajcie z tego prawa. Tym bardziej, że to wśród ludzi młodych jest najwięcej odważnego myślenia proeuropejskiego. Jestem przekonany, że świetnie sobie dacie radę w nowej Europie, jesteście do tego przygotowani, wykształceni, jeździliście już po tej Europie. Wy się jej nie boicie, Wy ją kochacie, Wy jesteście już w niej i teraz potwierdźcie to tylko swoim głosem! Skorzystajcie z tej nadzwyczajnej możliwości, że zadecydujecie o swoim losie. Zwracam się również do tego pokolenia, które zadaje na spotkaniach pytanie, a co my z tego mamy, to nas już nie dotyczy, niewiele z tych korzyści będzie dla nas dostępnych. Apeluję do starszego pokolenia, do babć i dziadków, ale szczególnie do babć, bo wiem, że w polskich domach odgrywają nadzwyczajną rolę polityczną: jeżeli nawet na te pozytywne skutki przyjdzie czekać długo, albo są tak odległe, że nawet trudno myśleć o nich dzisiaj, to jest wielkim naszym wspólnym obowiązkiem, aby te drzwi Europy zjednoczonej, tę przepustkę do dobrej przyszłości dać młodym ludziom. Żebyśmy temu pokoleniu, które już przychodzi za nami i dziś nie ma jeszcze prawa udziału w wyborach, i tym, którzy się rodzą, otworzyć drzwi szeroko. To jest historyczna szansa. Polska ją uzyskuje po wielkim trudzie, po wielu latach. Spełnia się to, co Papież nazwał na placu Świętego Piotra sprawiedliwością dziejową wobec krajów Europy środkowej i wschodniej, krajów Słowiańszczyzny. My tę przepustkę musimy młodemu pokoleniu dać, ten bilet wykupić, otworzyć te drzwi do Europy. To nasz obowiązek – nas, pokolenia ludzi dorosłych, nas, pokolenia tego, które wie, że przede wszystkim wobec młodych Polaków jesteśmy winni taką decyzję. Ufam, wierzę i proszę: 7 i 8 bierzemy udział w głosowaniu, a decyzja będzie dobrą nowiną dla Polski, dla Polaków, a w szczególności dla młodzieży. Europa jest gotowa na przyjęcie nowych państw. Europa mówi „tak” całej dziesiątce. Europa mówi to szczególne „tak” dla Polski. Ze względu na naszą historię, ale i na pozycję, którą zajmujemy – Polska to połowa ludności dziesiątki przystępującej, połowa PKB tych państw, to ważne położenie geograficzne i kraj, bez którego każde rozszerzenie UE byłoby niepełne – Europa więc w Atenach powiedziała „tak”. Dziś od nas zależy, czy próg Unii przekroczymy. Europa powiedziała już więcej, aniżeli to, co zostało potwierdzone w Atenach przez podpisanie Traktatu Akcesyjnego. Europa – ta najbliższa nam, mówi „tak” dla UE. Powiedzieli to Węgrzy, Słoweńcy, Litwini, Słowacy. Po nas zapewne powiedzą również Czesi. Musimy mieć świadomość, że najbliższe nam kraje, cała dziewiątka mówi „tak” dla UE. Byłoby zdumiewające, gdyby z Polski popłynął inny głos, czeka bowiem na nas nie tylko Unia, czekają również sąsiedzi. Wchodząc wspólnie, stajemy się wielką szansą dla UE, stwarzamy możliwości zbudowania przestrzeni społecznej, politycznej, ekonomicznej, która będzie liczyła 450 milionów ludzi, która będzie jednym z najważniejszych centrów cywilizacyjnych współczesnego świata. Tym bardziej więc na nas spoczywa ogromna odpowiedzialność, nie tylko za los własnej rodziny, nie tylko za los młodego pokolenia, ale za Europę, za wielki zjednoczeniowy projekt, za to, że we współczesnym świecie będziemy liczyli się bardziej czy mniej. Chciałbym, żeby styl, w jakim wchodzimy do UE, był jak najlepszy. Aby z Polski 7 i 8 czerwca popłynął dobry sygnał za zjednoczoną Europą, za mocną obecnością Polski w tych strukturach, za wiarą w wartości europejskie, za przekonaniem, że razem możemy lepiej budować to, co legło u podstaw UE – pokój, bezpieczeństwo, rozwój, prawa człowieka, poszanowanie ludzkiej godności i prawa mniejszości. To wszystko stanowi wielki dorobek UE. Dziś mamy szansę poprzez nasze „tak” wzmocnić to. To jest ważne, co powiedział Papież: Europa potrzebuje Polski, Polska potrzebuje Europy. To jest święta prawda! Prawdą jest to, że my wzbogacamy UE. Jestem wdzięczny za słowa ministra Fischera, że my Europę wzbogacamy i naszą ponad tysiącletnią tradycją, i historią, i kulturą, i dorobkiem naukowym, wielkim dziedzictwem narodowym społeczeństwa, które przeżyło chwile wzniosłe i upadku. To wnosimy do wspólnej Europy jako nasz dorobek oraz wartość, która będzie promieniowała również na zjednoczoną Europę w przyszłości. Dlatego jestem przekonany, że to, co czynimy, jest nie tylko związane z naszym egoizmem, z poczuciem własnego interesu, ale że jest w tym i nasz wkład w myśl europejską, Europy XXI wieku, która jest w tej chwili wraz z nami kształtowana. Budynek europejski nie jest skończony. Ma solidne fundamenty, tkwiące w tysiącletniej historii, w tradycjach chrześcijańskich i dorobku pięćdziesięciu lat UE. Budynek ten wymaga poważnej konstrukcji. O jednej z nich traktuje praca Konwentu Europejskiego nad kształtem konstytucji. W tym konstruowaniu Polska będzie również miała swój udział. Rozważając wszystkie „za” i „przeciw”, pora najwyższa, żeby wsłuchać się w głosy ludzi, którzy dobrze nam życzą, którzy patrzą na Europę nie przez pryzmat swoich własnych, bardzo wąsko pojętych interesów, ale w wymiarze uniwersalnym. Kiedy wsłuchujemy się w głos Jana Pawła II, w głosy wybitnych polityków UE, czy w te głosy, które tu usłyszeliśmy w Kędzierzynie-Koźlu, to wynika z nich jeden wniosek: Europa stoi przed wielkimi decyzjami. Przed ogromnymi możliwościami. Rozszerzenie jest krokiem we właściwą stronę. Powinno nam to przynieść więcej bezpieczeństwa i dużo lepsze szanse rozwoju. Jeżeli tak mówią autorytety, ludzie, którzy się na tym znają, którzy przeczytali znacznie więcej, aniżeli ci, którzy twierdzą, że przeczytali Traktat Akcesyjny – mówię tu oczywiście o jednym z posłów – to zaufajmy ich wiedzy, przekonaniu i doświadczeniu. To jest argument za tym, żeby 7 i 8 powiedzieć nie tylko „tak” w referendum, ale powiedzieć zdecydowane „tak”, a później uczynić wszystko, by ten projekt powiódł się przy walnym udziale Rzeczypospolitej i Polaków. Wierzę, że tak zdecydowany głos, wielkie „tak” z Opolszczyzny, z Kędzierzyna popłynie. Kampania się kończy, warto więc w kilku słowach powiedzieć o tych lękach, wątpliwościach, które się pojawiają. One nie są już tak silne, jak jeszcze kilka miesięcy temu, bowiem długi był czas na informację. Informacja europejska jest w Polsce w pełni dostępna, jestem zbudowany ilością i jej dostępnością. W mojej broszurze, którą przekazałem do każdej polskiej rodziny, są na ostatnich stronach podane adresy, pod które można się zwracać po informacje. Moja broszura zawiera również kartę pocztową, która pozwala wysłać pytanie do mojej Kancelarii. Cieszę się, że te pytania napływają, dzisiaj nawet min. Szymczycha przyniósł mi jedną z tych kart, w której w rubryce na pytanie napisano: „Kocham Pana, Panie Prezydencie. Tak trzymać!” – napisała Pani Danuta, nazwiska nie zdradzę, dodając „mój rocznik – 1931”. Rocznik świadczy o tym, że ta miłość jest bardzo dojrzała. Z tych pytań, które do mnie docierają, zasadnicze brzmi: czym jest wejście do UE poza tymi kwestiami zasadniczymi, o których była już mowa. Argumentem bardzo istotnym, także tu w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie bezrobocie wynosi blisko 15 procent, gdzie jest wiele niepokojów w firmach co do przyszłości, jest to, że wejście Polski do UE daje szansę na rozwój gospodarczy i społeczny Polski. Ta szansa jest udowodniona poprzez rozliczne ekspertyzy ekonomistów, którzy mówią, że wejście do Unii oznacza możliwość przyspieszenia rozwoju do 5 procent. Przypominam, że w tym roku liczymy na 3 procent, w zeszłym był 1 procent. Że po 15 latach polskiej transformacji byśmy wyczerpali te rezerwy rozwojowe, które tkwiły w polskiej gospodarce, a związane ze zmianą ustroju politycznego, gospodarczego, zmianą systemu gospodarowania z gospodarki silnie scentralizowanej do gospodarki sprywatyzowanej, ze zmianą kierunków eksportu, który jeszcze 15 lat temu w 70% trafiał na rynki wschodnie, a dziś w tej wielkości trafia do UE. To wszystko wykorzystaliśmy nieźle, a dziś potrzeba nowego impulsu rozwojowego. Z całą mocą stwierdzam, że ten impuls jest związany z UE. Dzięki UE mamy szansę przyspieszyć rozwój, stworzyć miejsca pracy. Wchodząc do Unii jesteśmy bardziej interesującym partnerem dla inwestorów zagranicznych. Wejście do UE oznacza wielki projekt infrastrukturalny – Polska musi być połączona sieciami dróg, kolei z Europą wschodnią, północną i południową. To wielkie projekty autostrad, infrastruktury telekomunikacyjnej, ochrony środowiska, to są również miejsca pracy i możliwość zwiększenia eksportu. Uzyskujemy impuls rozwojowy, którego inaczej uzyskać się nie da. Wszystkim, którzy UE mówią „nie”, odpowiadam: to co proponujecie. Gdzie ma być szansa rozwoju? Dla rynków wschodnich UE zawsze będzie bardziej interesującym partnerem. Jeżeli ktoś mi mówi o USA, to też zawsze odpowiadam, że UE jest partnerem dla USA, a Polska poza Unią nie jest aż takim partnerem. Nie mówię, że marginalnym, ale nie takim gospodarczo, by można było w tę perspektywę wierzyć w dłuższym czasie. Po pierwsze więc – rozwój. Jeśli pytają mnie ci, którzy mają niskie emerytury, co dla nich, odpowiadam uczciwie: to nie zmieni się wraz z wejściem do UE. Ani emerytury, ani płace, ani podatki nie są sprawami UE, to nasze wewnętrzne decyzje. Natomiast rozwój jest szansą i nadzieją – dla młodzieży, która kończy szkołę, ale i dla emerytów, że emerytury będą większe, że można będzie w sposób bardziej sensowny prowadzić politykę socjalną. Unia oznacza rozwój. Wystarczy spojrzeć na przykłady Hiszpanii, Portugalii, Grecji, Irlandii, żeby wiedzieć, że te kraje uzyskały wielkie szanse rozwojowe poprzez wejście do UE. Jest to szansa i należy z niej skorzystać. Druga istotna wątpliwość dotyczy kwestii ziemi. Wiele z tych obaw ma charakter sztuczny. Dzięki inicjatywie PSL-u przed Atenami podpisałem ustawę o ustroju rolnym, która powoduje, że stosunek własnościowy jest na Ziemiach Zachodnich uregulowany, dotychczasową dzierżawę wieczystą będzie można zamieniać na prawo własności. Co może najbardziej istotne dla tych, którzy mają takie obawy, to informacja, że od roku 1991 cudzoziemcy wykupili w Polsce jedną tysięczną obszaru. Więc nie ma co formułować tego rodzaju obaw, straszyć wykupywaniem ziemi przez niemieckich sąsiadów, czy przez Holendrów. Po okresach przejściowych będzie w UE działał rynek i on będzie decydował, jak sprawy ziemi będą regulowane. Jestem przekonany, że nie ma żadnego zagrożenia. Jest wiele obaw związanych z rolnictwem. Wydaje się paradoksalne, że niskie poparcie dla UE jest w środowiskach wiejskich, które w istocie pierwsze w największym stopniu skorzystają z obecności w UE. Rolnicy będą jedną grupą zawodową, która uzyska bezpośrednie wsparcie w postaci dopłat bezpośrednich. Ale nie tylko to. Wejście Polski do UE oznacza inwestycje w infrastrukturę wiejską, nowe miejsca pracy na wsi, stabilność polityki rolnej, zejście z huśtawki od nadprodukcji do kryzysów niedoborów. Będzie możliwość uregulowania rynku. Polscy rolnicy powinni nie tylko przejrzeć warunki akcesji, ale przede wszystkim uwierzyć, że to dla nich ogromna szansa. Szansa, która nie powtórzy się, jeśli do Unii nie wejdziemy. To nie jest tak, że nie wchodząc do Unii uzyskamy gdzieś indziej lepsze warunki. Rolnicy mylą się, jeśli sądzą, że ktoś im te dopłaty zrefunduje, na przykład z budżetu państwa. To niemożliwe – mówię o dopłatach bezpośrednich, które można dziś uzyskać z UE. Nie mają też racji ci, którzy mówią, że być może kiedy indziej uzyskamy lepsze warunki, dlatego, że traktat podpisany w Atenach jest tak dobry, jak to było możliwe w tym momencie. Czy Litwini, czy Węgrzy, którzy wejdą do UE, nie będą mieli żadnego powodu, by za kilka lat składać Polsce warunki lepsze od tych, jakie sami uzyskali. Nie mówię już o tym, że każde kilka lat to istotny czas z punktu widzenia rozwoju Polski. Jest wiele obaw związanych z tożsamością. Europa jest zbudowana na różnorodności. Jeżeli Luksemburg może zachować swoją tożsamość, to czego się obawia 40-milionowa Polska ze swoją tradycją, kulturą i językiem. Jeżeli gdzieś tracimy swoją tradycję, swoją kulturę regionalną, to nie z powodu UE. To się dzieje w naszych głowach, w naszym systemie wychowania, w naszych rodzinach, szkołach. Tu jest tradycja. Unia niewiele do tego ma. UE nie tylko, że w niczym nam nie przeszkodzi, to jeszcze przez programy regionalne będzie wspomagała regionalizmy, ochronę wartości związanych z regionami. Swoją odrębność zachowali i Baskowie, i Katalończycy, nie będę wspominał o Flamandczykach, bo też są wystarczająco odrębni. Tradycja jest naszym obowiązkiem, UE może co najwyżej nam pomóc. Nikt za nas tradycji nie obroni. Nie lękajmy się – polska kultura, tradycja jest zakorzeniona silnie, tak silnie, że przetrwała dwa wieki braku państwowości. Drodzy Państwo, decyzja, którą podejmiemy 7 i 8 czerwca, ma wiele wymiarów – gospodarczy, społeczny – i będzie decydowała o naszej pozycji w Europie i w świecie. Ale ona jest ważna nie tylko dlatego, że będzie określała perspektywę młodego pokolenia. Ona wynika z bardzo praktycznego względu. Polska jest narodem młodym. Kształci się u nas 2 miliony studentów – to mniej więcej ludność krajów nowowstępujących, jak Estonia, Łotwa czy Słowenia. Mamy 7 milionów młodzieży szkolnej. Jeżeli chcemy, by ta młodzież mogła lepiej wykorzystać swoje wykształcenie, to UE jest jedyną sensowną odpowiedzią, jaką możemy tym młodym ludziom dać. Jeżeli patrzymy na historię Polski, jeżeli patrzymy, czy nie byłoby drenażu z Polski w warunkach UE, to moja odpowiedź dla tych, którzy się obawiają tego: Niemcy mieli program zatrudnienia 25 tysięcy specjalistów komputerowych i okazało się, że wśród tych 25 tysięcy tylko sto kilkadziesiąt osób przyjechało z Polski. Nie dlatego, że u nas nie ma komputerowców, lecz dlatego, że oni mają dobrą pracę w Polsce, mają całkiem dobre płace i żyją w swoim środowisku. Największe fale wyjazdów z Polski zawsze były związane z kryzysami politycznymi, gospodarczymi, wojnami, brakiem perspektyw. Ostatnia wielka fala to był stan wojenny. Polacy, którzy uzyskują nadzieję, nie dość, że zostają w kraju, to i wracają do kraju. W tym tkwi odpowiedź: Polakom dać nadzieję, warunki rozwoju, a wtedy zostają u siebie w domu, pracujemy tu i chcemy tu pracować, działać, tu budować przyszłość swoją i swoich rodzin. „Tak” dla Unii oznacza, że w takiej Polsce będziemy żyć. Dlatego tu na Opolszczyźnie, tu w Kędzierzynie-Koźlu mówię: trzeba zagłosować, trzeba powiedzieć „Tak dla Polski”, „Tak dla Europy”, „Tak dla młodego pokolenia”, „Tak dla Opolszczyzny i tak dla Kędzierzyna-Koźla”. Wspólna Europa jest wielką ideą, ideą, gdzie Polacy będą mieli ważne, liczące się miejsce. 40-milionowa Polska jest oczekiwana w Europie, w której powinna zająć właściwe miejsce. Nie lękajmy się powiedzieć „Tak dla Polski”, „Tak dla Europy”, „Tak dla nas wszystkich”. Po spotkaniu z mieszkańcami Prezydent RP odbył bilateralne spotkanie z Ministrem Spraw Zagranicznych Joschką Fischerem, a następnie spotkał się z samorządowcami.