11 maja 2003
11 maja 2003 roku Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski udał się w ramach kampanii referendalnej do Rybczewic w województwie lubelskim.
Prezydentowi RP towarzyszyli m.in. Minister Sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk, Minister, członek Rady Ministrów Lech Nikolski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Dariusz Szymczycha, prezes PSL Jarosław Kalinowski, prezes PLD Roman Jagieliński oraz przedstawiciele władz wojewódzkich i samorządowych.
Podczas wizyty prezydent Aleksander Kwaśniewski spotkał się z rolnikami w ramach obchodów święta Kwitnących Sadów. Prezydent RP podziękował rolnikom za całoroczny trud wkładany w pracę: „ Wasz wysiłek i rolniczy trud przynoszą wspaniałe efekty” - powiedział prezydent. Zaapelował również do rolników o udział w referendum: „Jesteśmy przez Europę oczekiwani...To co się stało przez ostatnich kilkanaście lat pokazuje, że Europa jest otwarta i czeka na nowe kraje. Będziemy tam dobrze przyjęci” – powiedział.
Prezydent Aleksander Kwaśniewski podziękował prezesowi PSL Jarosławowi Kalinowskiemu za udział w negocjacjach akcesyjnych: „ wynegocjonowane warunki są dla polskiego rolnictwa i dla Polski lepsze, niż dla innych krajów - stwierdził. „ Polska nie będzie w UE płatnikiem netto. Polska będzie beneficjentem Unii Europejskiej. Wchodząc do Unii będziemy mogli współtworzyć wspólną politykę rolną” – dodał. Prezydent RP podkreślił również rolę jako Polska będzie mogła odgrywać jako członek Unii w relacjach UE – Wschód.
Następnie prezydent Aleksander Kwaśniewski otworzył w Zespole Szkół Ogólnokształcących w Rybczewicach pracownie komputerowa w ramach programu „Internet w szkołach projekt Prezydenta RP”.
Pełny tekst wystąpienia Prezydenta RP w ramach obchodów święta Kwitnących Sadów:
Witam wszystkich Państwa i chcę od razu powiedzieć, że nie jest to moja pierwsza wizyta w Rybczewicach. Poznałem to miejsce dość dobrze dawno temu, była to końcówka lat 70., kiedy tu w ośrodku zdrowia w Rybczewicach pracowała siostra mojej żony jako lekarz stomatolog. Z tego, co się dowiedziałem, ośrodkiem nadal kieruje pan doktor Krawczyk, serdecznie go pozdrawiam. Z tamtych czasów Rybczewice świetnie pamiętam, bo spędzaliśmy tu trochę miłych dni. Pamiętam maliny, które rosły obok ośrodka zdrowia, i znakomity chleb z tutejszej piekarni. Pamiętam urodę tej gminy i życzliwość wszystkich jej mieszkańców. W jakimś sensie więc dzisiejsza moja wizyta jest wizytą sentymentalną i dlatego wszystkich Państwa, wszystkich mieszkańców Rybczewice i okolic chcę serdecznie pozdrowić.
Chcę również pozdrowić wszystkich uczestników odbywającego się po raz czwarty Święta Kwitnących Sadów. Chcę podziękować za wysiłek i rolniczy trud, który przynosi wspaniałe efekty. Jak poinformowano mnie, Zrzeszenie Producentów Owoców odnosi wielkie sukcesy, uzyskało poważną pozycję na rynku, także eksportują swoje wyroby. Jest to więc nie tylko święto, ale i moment, kiedy możemy sobie podziękować za wysiłek, za osiągnięcia. Chcę to uczynić zarówno w stosunku do sadowników tej części województwa lubelskiego, jak i wszystkich sadowników lubelskich – i tych z okolic Annopola, i Powiśla.
Chciałbym skorzystać z tej okazji, żeby porozmawiać o zasadniczych kwestiach związanych zarówno z integracją europejską, jak i decyzją, jaka nas czeka 7 i 8 czerwca. Chcę jeszcze powitać w naszym gronie nie tylko zwolenników UE, ale i jej przeciwników, którzy są tutaj pod ładnie namalowanym plakatem „Unii – nie”, gdzie Unię uwieczniono w postaci muchomora – jak rozumiem trującego, choć przyznać trzeba, iż urodziwego. Pozdrawiam wszystkich i apeluję, by również przeciwnicy UE wzięli udział w referendum i wyrazili swoją opinię.
7 i 8 czerwca podejmujemy decyzję, której ranga wykracza poza tą, do której się przyzwyczailiśmy To nie są kolejne wybory parlamentarne czy prezydenckie. To decyzja, która ma istotny wpływ na naszą przyszłość – nie tylko na najbliższe lata, ale dziesiątki lat. Nie tylko na los współczesnych, ale i pokoleń, które dopiero narodzić się mogą. To decyzja, która ma istotny wpływ na los całej Europy. Czy chcemy powiedzieć „tak” czy „nie”, to nasza odpowiedzialność i nasza wyobraźnia państwowa powinna podpowiadać udział w tym referendum. Wierzę, że tak będzie, że wszystkie obawy dotyczące frekwencji okażą się nieuzasadnione. A problem jest, dlatego że Polacy w swojej postawie demokratycznej wykazują dwoistość. Jeśli zapytać Polaków, czy chcą demokracji, to ogromna większość powie, że tak, ale jak ta demokracja już jest, to na wybory chodzi mniej niż połowa uprawnionych. Najwyższa pora, żebyśmy byli bardziej konsekwentni, żebyśmy z instrumentów demokratycznych skorzystali w pełni. Do takich instrumentów należy referendum, dlatego i zwolenników i przeciwników namawiam, apeluję, by wzięli udział w referendum.
Jestem przekonany – i nie jest to przekonanie tylko Prezydenta Rzeczypospolitej, ale także obywatela, człowieka, polityka, że dla Polski najlepszą odpowiedzią w tym referendum jest oczywiście „tak”.
Wszyscy ci, którzy zastanawiają się, czy warto, powinni wziąć pod uwagę, do jakiej struktury wchodzimy. To nie jest struktura nowa, nie niesie za sobą jakiegoś ryzyka wynikającego stąd, iż coś na naszych oczach dopiero powstaje i nie wiadomo, w którą stronę pójdzie. Nasze wejście do UE jest włączeniem się do struktury, która ma już za sobą ponad 50 lat doświadczeń. Struktura ta wyrosła z najgłębszego przekonania, iż integracja europejska jest najlepszą odpowiedzią na podział Europy, na dramaty, na tragedie, wtedy jeszcze bardzo żywe, wynikające z II wojny światowej. Pokój legł u podstaw tworzenia Unii. Stanęli naprzeciwko siebie ludzie, którzy byli reprezentantami narodów, w czasie wojny walczących ze sobą, mordujących się wzajemnie. Wchodzimy więc do UE, która nie dość, że ma takie podstawy, to jeszcze przez 50 lat swojego istnienia wykazała umiejętność obrony pokoju, zapewniła swoim narodom bezpieczeństwo, dobre warunki współpracy, dała szanse na rozwój wszystkim narodom, wielkim i małym. Polska ma 7 i 8 czerwca odpowiedzieć na pytanie, czy chcemy być w tej strukturze, która przez 50 lat istnienia wykazała się takimi cechami, jak zapewnienie bezpieczeństwa swoim narodom, jak obrona pokoju, jak respektowanie zasad demokracji, praw człowieka, szacunku dla mniejszości, tolerancji, a także rozwoju ekonomicznego.
Jesteśmy przez Europę oczekiwani. Często przeciwnicy mówią, że ona na nas nie czeka. To po części jest prawda. Byłoby z naszej strony naiwnością sądzić, iż Europejczycy nie mają pokładów egoizmu w sobie, że wszyscy myślą identycznie. Ale chcę Państwu powiedzieć, że wszystko, co stało się w ostatnich kilkunastu latach, jest dowodem, że Europa jest otwarta i czeka na nowe kraje. Jestem pod wrażeniem rozmów, które odbywaliśmy przed dwoma dniami we Wrocławiu z kanclerzem Niemiec, z prezydentem Francji. W wielu sprawach nasze stanowiska nie są identyczne, ale sprawa, która nas łączyła i gdzie nie było żadnej rysy, to była kwestia UE i rozszerzenia. Jednoznacznie brzmiało ze strony wielkich państw europejskich, Francji i Niemiec, to zainteresowanie, żeby Polska dołączyła do ich grona, żeby była we wspólnej Europie. Mówili o tym bardzo zdecydowanie pokazując, że gdyby Polska powiedziała „nie”, to Europa w istocie nie byłaby pełna, nie mogłaby w pełni skorzystać z tego potencjału, jakim dysponuje. A więc nasze wejście jest przez Europejczyków oczekiwane. Być może zbyt obrazowo powiedział o tym przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Pat Cox, kiedy u mnie, w Pałacu Prezydenckim – zapytany, a co by było, gdyby Polska powiedziała „nie” – powiedział, że to Europa by wyglądała jak człowiek z dwoma wybitymi przednimi zębami, mógłby żyć, ale na pewno nie byłaby to twarz, którą byśmy chcieli, żeby Europa miała.
Jest istotne pytanie, dotyczące tożsamości narodowej. Czy nie utracimy polskiego charakteru, cech, które obroniły polskość w najtrudniejszych czasach, które spowodowały, że Polska jest swoistym fenomenem narodu, który nie dysponując przez 123 lata strukturą państwową zachował swój charakter, identyczność, język i kulturę. Dziś rano otwierałem konferencję, która poświęcona jest tym właśnie problemom. Z wielu głosów jasno wynika, że właśnie to, co jest europejskim fenomenem, to różnorodność, to poszanowanie tej różnorodności, traktowanie jej jako siły, a nie słabości. Tym Europa w ostatnich 50 latach różni się od wielu regionów w świecie, że różnice, języki, kultury nie powodują konfliktów, wojen, przemocy, lecz są uznawane i traktowane jako wspólny europejski dorobek. Po 50 latach integracji europejskiej Francuzi mówią po francusku, Hiszpanie po hiszpańsku, Portugalczycy po portugalsku, wszyscy mówią w swoich językach i zachowali swoje tradycje. Więcej, nawet w ramach tych państw różne regiony autonomiczne są bardziej silne, aniżeli mniej, zachowują swoje odrębności bardziej, aniżeli kiedykolwiek wcześniej. Nic nie zagraża naszym narodowym cechom, jeżeli sami nie będziemy zagrażać tym wartościom, które reprezentujemy. Dlatego chciałbym powiedzieć do tu obecnych, do mieszkańców województwa lubelskiego, do polskich rolników, którzy mają prawo pytać się o to i lękać, czy nie zostaniemy wchłonięci przez wielką europejską siłę jaką są struktury Unii: jeżeli będziemy sami mądrze działać, jeżeli będziemy wierni wartościom najbardziej tradycyjnym, swojej kulturze i językowi, to nie dość, że to wszystko zachowamy, to jeszcze naszymi cechami wzbogacimy wspólną Europę. Chciałbym apelować do moich rodaków, aby nie lękać się, ale mieć pewność, że polska kultura, polska literatura, polska muzyka, ale także my, jako Polacy, którzy żyjemy w różnych miejscowościach, w różnych miastach i wsiach Polski, jesteśmy tymi właśnie depozytariuszami naszych wartości, które wnosimy do wspólnej Europy, jako naszą siłę, nasz atut, a nie jakikolwiek problem. To samo dotyczy kwestii religijnych, światopoglądowych – one nie są regulowane jakimikolwiek standardami, nie ma prawa europejskiego, nie ma norm europejskich – one mogą być regulowane tak, jak chcemy, pod warunkiem, że będzie to zawsze związane z poszanowaniem odrębności innych, szacunkiem dla osoby ludzkiej, dla jej poglądów, że będzie to tolerancyjne wobec różnic, które w Europie występują. Polacy nie muszą tłumaczyć się ze swojej postawy, ponieważ tolerancja jest częścią naszej historii i to nie przypadek, że na obszarach Polski znajdowali swoje miejsce i swój azyl innowiercy, przedstawiciele różnych narodów, że Polska była współtwórcą jednej z pierwszych umów unii europejskiej – bo przecież państwo Jagiellonów było protoplastą związków europejskich między narodami. Polska była krajem otwartym wobec różnych grup kulturowych i nie z naszej winy, nie z naszej woli stało się to wszystko, co miało miejsce w czasie II wojny światowej i wskutek przesunięcia granic: exodus mniejszości narodowych i tragedia holocaustu. Chcę więc powiedzieć i zapewnić Państwa, że nie mam żadnych wątpliwości, iż będziemy mogli utrzymać naszą odrębność, tradycję, nasze przywiązanie do wartości chrześcijańskich i katolickich i że tak, jak mówiliśmy na wielu spotkaniach: Polska wejdzie do UE pod biało-czerwoną flagą! Ta biało-czerwona flaga wzbogaci różnobarwną Unię Europejską. Drodzy Państwo, nie lękajmy się, to będzie nasza mocna obecność blisko 40-milionowego narodu w strukturach unijnych.
Chciałbym jeszcze powiedzieć o wydarzeniu, które musimy mieć na uwadze, kiedy będziemy decydować, co czynić. To jest pytanie o nasze miejsce w świecie, o to, co dzieje się wokół nas. Do UE zdecydowało się przystąpić 10 krajów. Część z nich już powiedziała „tak” – to są Słoweńcy, Węgrzy, Maltańczycy, Cypryjczycy (nie będą przeprowadzać referendum), dzisiaj odbywa się referendum na Litwie, inne kraje również wypowiedzą się w tej formie. Należy liczyć się z tym, że wszystkie one powiedzą „tak dla UE”. Jeżeli w Unii znajdą się kraje, które z nami sąsiadują, to nie można nie zadać sobie pytania, gdzie Polska znajdzie się, gdybyśmy powiedzieli tak, jak na tym plakacie: nie dla UE. Z całej mojej wiedzy politycznej, z doświadczenia wynika, iż powiedzenie „nie” oznacza, że Polska znajdzie się w bardzo trudnym do zdefiniowania miejscu. Będziemy krajem, który zafunduje sobie swoistą próżnię polityczną, gospodarczą i społeczną. Będziemy z trzech stron otoczeni krajami unijnymi, na wschodzie będziemy mieli partnerów, którzy inaczej lokują swoje zainteresowania integracyjne. Będziemy krajem, któremu bardzo trudno będzie działać samodzielnie, który będzie musiał liczyć się z bardzo wieloma ograniczeniami, z faktem, że właśnie nieobecność w UE to brak możliwości skorzystania z szans, jakie Unia stwarza, to powrót do barier celnych, do ograniczenia w dostępie do rynku europejskiego, gdzie dziś lokujemy prawie 75 proc. eksportu, to granica Unii nie na Bugu, jak by było w przypadku naszego członkostwa, lecz na Odrze ze wszystkimi utrudnieniami w ruchu. Polska, która nie wejdzie do UE, będzie niezrozumiałym partnerem dla naszych sąsiadów i sojuszników. Mówię o tym tak jasno, bo nie mam wątpliwości przy całej swojej wiedzy, z rozmów, które prowadzę z partnerami europejskimi, że ten scenariusz jest po prostu nie do usprawiedliwienia. Dlatego kładę to do serca przeciwnikom Unii. Zastanówcie się, co nam proponujecie, jaka jest alternatywa. Zastanówcie się, co tak naprawdę oznacza „nie dla UE”. Bo jeśli to oznacza, że wejdziemy za czas jakiś, ale na lepszych warunkach, to jest to teza z jednej strony ryzykowna, z drugiej strony nieprawdziwa. Jeśli chcecie Polsce i młodym Polakom zafundować swoistą próżnię polityczną, to przestrzegam i chcę powiedzieć to jasno: muchomorem nie jest UE, taki trujący może być wasz sposób myślenia. Bardzo przed tym przestrzegam.
Traktat Akcesyjny, uzgodniony w Kopenhadze i podpisany w Atenach, jest traktatem dobrym. Polska uzyskała tyle, ile to było możliwe, uzyskała więcej od innych krajów przystępujących. Chcę podziękować wszystkim, którzy negocjowali ten traktat, wszystkim kolejnym rządom, a w szczególności rządowi pana premiera Millera. Chcę także skorzystać z obecności pana prezesa Kalinowskiego, który w tym czasie pełnił funkcję wicepremiera i ministra rolnictwa, i powiedzieć, że jego bardzo twarda postawa, zdecydowanie do ostatniej minuty spowodowało, że warunki dla rolnictwa, a to znaczy także dla Polski, są lepsze i są najlepsze ze wszystkich krajów przystępujących. Korzystam z tej okazji, żeby panu prezesowi Kalinowskiemu powiedzieć oficjalnie „Dziękuję”.
Ta faza rozszerzenie Unii jest inną niż wszystkie poprzednie. Nigdy nie przystępowało 10 państw. Poza tym przystępują kraje, które będą wymagała wsparcia, a nie będą płatnikami netto. Dlatego warunki finansowe nie mogą być takie zupełnie fantastyczne. W tych warunkach to, co udało nam się wynegocjować, jest naprawdę bardzo dobre.
Jeżeli ktoś chce postawić tezę, że jeśli dziś nie wejdziemy, to za kilka lat uzyskamy znacznie lepsze warunki, może się na takim myśleniu bardzo sparzyć. Jeśli Polska nie wejdzie do UE, to pozostała dziewiątka wejdzie. Czy będziemy mieli szansę uzyskać od tej dziewiątki lepsze warunki, niż te, które oni uzyskali w 2004 roku? Jeśli dodatkowo o akcesję ubiegać się będą takie kraje, jak Bułgaria i Rumunia, to nie ma co marzyć o uzyskaniu lepszych warunków, a niżeli te, które rząd SLD-PSL uzyskał w Kopenhadze.
Polska nie będzie płatnikiem netto. Polska będzie beneficjentem UE. Pytanie, czy potrafimy pozyskać unijne fundusze. Jest to ważne pytanie, ale ja jako prezydent, mam tylko jedną odpowiedź: trzeba zrobić wszystko, by jak najbardziej z tego skorzystać. Gdybyśmy pokazali jako naród, że nie potrafimy skorzystać z pieniędzy, które leżą na stole, to zastanówmy się, jakie świadectwo sobie wystawiamy. Przedstawiamy siebie samych jako ludzi niezdolnych, nieinteligentnych, mało pracowitych, mało zaradnych. Polacy nie po to wykazywali nadzwyczajne umiejętności w czasach niebywale trudniejszych, kiedy trzeba było krążyć między różnymi przepisami, walczyć z nieprzychylną władzą, z okupantami, z obcymi mocarstwami w czasach rozbiorów, żeby w warunkach nieporównanie lepszych, kiedy mamy suwerenność, mamy demokratyczne państwo, nie móc nie sprostać temu, by skorzystać ze środków unijnych. Są oczywiście różne przypadki. Mówi się o Hiszpanii jako pozytywnym przykładzie wykorzystania tych środków i o Grecji jako mniej udanym. Ale nawet Grecja – byłem tam podpisując traktat akcesyjny – odniosła wielki sukces. Przytoczę słowa premiera Grecji, Costasa Simitisa, który dwa dni temu był u mnie w Pałacu Prezydenckim: „Ja sam byłem przeciwko Unii. Ale dzisiaj mówię z całą mocą, że była to jedna z najlepszych decyzji, jakie Grecja podjęła. Stworzyła wielkie szanse dla mojego kraju. Takie same stworzy Polsce”. A pamiętajmy, że mówi to szef kraju, który gorzej potrafił skorzystać ze środków akcesyjnych. Dlatego ja chcę przekonać moich rodaków, tutaj w Rybczewicach, mieszkańców województwa lubelskiego i wszystkich w Polsce – nie bądźmy tacy, którzy nie potrafią skorzystać z możliwości. Polacy nie raz ujawniali swoje talenty. Jestem przekonany, że tak będzie i teraz. Jeśli do tego dołożymy odpowiednie przygotowanie struktur administracyjnych i samorządowych, to jestem przekonany, że Polska skorzysta ze środków, które możemy z UE mieć. A to oznacza środki na budowę dróg, poprawę stanu środowiska, na tworzenie miejsc pracy, na system edukacji, to oznacza bardzo wiele możliwości. Wejście Polski do UE zapewnia nam szanse rozwojowe. Wg opinii ekspertów o różnych poglądach politycznych wynika, że Polska w Unii to szansa na rozwój co najmniej w tempie 5 proc. PKB rocznie. To zarazem odpowiedź na pytania, które i tutaj się pojawiają. Czy Unia pomoże nam w sprawie bezrobocia. W tym sensie pomoże. Unia nie tworzy miejsc pracy, ale daje możliwości rozwojowe, żeby te miejsca pracy były. Pieniądze unijne to także wielka szansa dla młodzieży. To nadzieja, że będziemy potrafili zaabsorbować tych, którzy kończą dzisiaj szkoły wyższe lub wychodzą ze szkół średnich.
Jest kwestią nadzwyczajnej wagi: wykorzystanie potencjału młodzieży. Wiem, jakie wrażenie zrobiło na wielu moich rozmówcach z zagranicy, kiedy mówię: Polska to nie tylko 40 milionów ludności, to jedno z najmłodszych europejskich społeczeństw. Tylko w szkołach wyższych mamy 2 miliony ludzi. Od szkół podstawowych do średnich mamy 7 milionów. To populacja powiedzmy Słowacji i Słowenii razem. W przedszkolach mamy 600 tysięcy dzieciaków. To więcej, niż populacja Malty. To pokazuje, jak ogromny potencjał energii wkracza do wspólnego obszaru, jakim będzie UE, ale to również pokazuje, jaką ponosimy odpowiedzialność, żeby tej młodzieży zapewnić zarówno dobrą edukację, jak i pracę, jak i stabilność i bezpieczeństwo. Ponosimy za to odpowiedzialność, wy ponosicie odpowiedzialność, ci, którzy pójdą głosować, i ci, którzy nie pójdą – oni odpowiadają w jeszcze większym stopniu, szczególnie wobec tej młodzieży, która jeszcze głosować nie może.
Region lubelski, tak zwana ściana wschodnia to region, który odstaje nieco od średniej w Polsce. Ale tu także otwiera się nadzieja. UE stworzyła jeden z najbardziej rozwiniętych systemów wyrównywania różnic między regionami. Zaczęło się to od południa Włoch, to samo dotyczyło Hiszpanii, Portugalii, Francji. Po to, żeby Europa była bardziej zintegrowana. Ta polityka będzie prowadzona także tu, w stosunku do Polski. Takie regiony jak Lubelszczyzna, mogą na akcesji skorzystać więcej. Mogą wiele swoich opóźnień nadrobić. Uzyskać więcej środków na rozbudowę swojej infrastruktury. Po tym kątem patrząc na akcesję, to najwięcej obaw powinno być w Warszawie, która może nie skorzystać z tych środków, a najmniej w takich regionach jak Lubelszczyzna.
Wreszcie – wieś. Nie jest ona w Unii traktowana jako tylko problem ekonomiczny. Jest traktowana jako cały kompleks spraw kulturowych, społecznych. Wspólna Polityka Rolna to coś więcej aniżeli sprawy dopłat, limitów, kwot. To koncepcja, co zrobić, żeby te wrażliwe i trudne środowiska uczestniczyła w wielkim procesie modernizacyjnym, a jednocześnie, żeby proces ten nie powodował konfliktów na tle tradycji, kultury. Kraje UE też mają kłopoty z rolnictwem. To nie jest tak, że tylko Polska. Będziemy w tej polityce rolnej uczestniczyć i wchodząc do Unii – współkształtować. To powód, dla którego polska wieś powinna chcieć w referendum powiedzieć „tak dla UE”, gdyż powinno nam zależeć, by w większym stopniu współkształtować tę politykę. A ta polityka rolna zakłada strategię rozwojową, kończy stan niepewności, pozwala myśleć o produkcji w kategoriach wieloletnich. Na wejściu do UE mogą skorzystać właśnie sadownicy, dla których zniesione zostaną bariery na rynku europejskim. Jeśli chodzi o polskie jabłka, to nie musimy obawiać się żadnej konkurencji, bo polskie jabłka pod względem kwasowości są najlepsze. O tym decydują warunki klimatyczne. A więc warto uwierzyć, że jest szansa. Ale to wymaga wysiłku z waszej strony. To wymaga tworzenia grup producenckich, odpowiedniej koncepcji sprzedaży, to wymaga budowy chłodni, zakupu maszyn. Jestem przekonany, że polscy rolnicy dadzą sobie w tym wszystkim radę.
Chciałbym przekonać tych, którzy jeszcze wątpią, żeby podjęli to ryzyko, bowiem jak pokazują przykłady innych, udało się. Nie jest tak, że jakikolwiek kraj UE dzisiaj może pokazać, że eksperyment europejski nie powiódł się. On ma wiele ryzyka, związanego z wysiłkiem, bo nie jest to manna z nieba, żadna czarodziejska różdżka. Przestrzegam przed takim myśleniem, wyrażanym czasem przez euroentuzjastów, że od 1 maja 2004 roku wszystko się zmieni. Nie, bo to jest proces na wiele lat. W długim okresie niewątpliwie mamy szansę na rozwój, także rolnictwa, na modernizację Polski i wsi, na doganianie tych krajów, które dzisiaj są od nas wyżej rozwinięte.
Ale z całą pewnością stwierdzam, że nie mają racji eurosceptycy spod znaku muchomora, którzy chcą stwierdzić, że od 1 maja Polska, wchodząc do Unii, będzie ponosiła nadzwyczajne koszty, że wzrosną ceny. Nie ma powodu do radykalnego wzrostu cen. Ale także do radykalnego wzrostu płac czy emerytur. Tu nie ma takiego mechanizmu. Nie ma to także żadnego wpływu na system podatkowy. Wiele z tych obaw jest całkowicie nieuzasadnionych, ale oczywiście trzeba o nich poważnie mówić.
Kończąc chcę tu w Rybczewicach powiedzieć wspaniałym mieszkańcom Ziemi Lubelskiej, rolnikom, sadownikom, aby w rachunku, jaki jeszcze przeprowadzą przed 7 i 8 czerwca uwzględnili argumenty, jakie przedstawiłem, żeby dopytali się jeszcze o to, czego nie wiedzą, bo w Polsce informacji jest dużo. W broszurze, którą przekazuje do każdego domu, na ostatnich stronach jest spis miejsc, gdzie można otrzymać informacje. Przeliczcie to wszystko i niech 7 i 8 czerwca nie zabraknie was przy urnach, dlatego że naprawdę będziemy decydować o polskiej przyszłości, o tym, czy otworzymy nowe szanse dla nas samych, a przede wszystkim, dla pokolenia naszych dzieci. Jestem pewny, że to jest właściwa droga, że „tak”, które powiemy 7 i 8 czerwca, to jest „tak” dla Polski, „tak” dla Europy, „tak” dla nas, tu żyjących i tych, którzy będą po nas, którzy dziś są w szkołach i przedszkolach, dla kolejnych pokoleń Polaków. Dlatego raz jeszcze apeluję, drodzy Państwo, 7 i 8 czerwca: „tak” dla nas wszystkich, „tak” dla Polski, „tak” dla Europy!