16 września 2003
16 września 2003 roku podczas oficjalnej wizyty w Królestwie Norwegii Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski wygłosił w Instytucie Nobla wykład pt. "Jak wygrać pokój we współczesnym świecie - polski punkt widzenia".
Szanowni Państwo!
Mówić w Instytucie Nobla o pokoju - to dla mnie wielki zaszczyt. To miejsce ściśle związane jest z nagrodą przyznawaną ludziom, którzy przyczynili się do budowy lepszego, bezpieczniejszego świata. Chylę czoło przed dokonaniami osób, które swym życiem i działaniem dowiodły, że pokój nie jest dla nich jedynie wzniosłym słowem.
Występując w tej sali, myślę o wielu wybitnych postaciach, które otrzymały nagrodę pokojową. Ale również i o tych, którzy - jakkolwiek nie dostąpili tego zaszczytu - bez wątpienia mają ogromne zasługi. Wspomnę tu nazwiska wielkich Polaków, których dokonania wraz z upływem czasu stają się coraz bardziej znane i cenione w świecie. Mam na myśli człowieka biznesu, a zarazem wybitnego myśliciela Jana Blocha. Jego sześciotomowe dzieło "O przyszłej wojnie", wydane w latach 90. XIX wieku w Warszawie, jest dziś uważane przez wielu badaczy spraw pokoju i wojny za fundament zapobiegania konfliktom zbrojnym. Blocha określano mianem "ojca duchowego" I Pokojowej Konferencji Haskiej, a jego najbliższa współpracowniczka - Bertha von Suttner - otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla w 1905 roku. Inną wielką postacią jest urodzony w Polsce, wybitny prawnik, Raphael Lemkin. Zawdzięczamy mu zdefiniowanie pojęcia ludobójstwa [genocide] jeszcze podczas II wojny światowej oraz uznanie ludobójstwa za zbrodnię międzynarodową. To on opracował Międzynarodową Konwencję ONZ w Sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa. W Polsce urodził się również przewodniczący organizacji Pugwash, wybitny fizyk i radiobiolog Joseph Rotblat, uhonorowany wraz ze wspomnianą organizacją Pokojową Nagrodą Nobla w 1995 roku. Wśród laureatów nagrody jest także słynny przywódca "Solidarności", mój poprzednik na stanowisku Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, Lech Wałęsa.
Panie i Panowie!
Wbrew pozorom trudno pojęcie pokoju ująć w proste polityczne recepty. Z drugiej strony nie powinniśmy dopuścić, by fakty i wydarzenia dyktowały nam sposób działania. Dlatego nie wolno unikać intelektualnej próby zmierzenia się z tym pojęciem, ze znaczeniem, jakie pokój ma dla nas - tu i teraz.
Pokój to coś więcej niż brak wojny. Pokój oparty na równowadze strachu jest tylko przerwą między jednym konfliktem zbrojnym a kolejnym, który następuje w wyniku zachwiania tej równowagi. Dlatego pokój nie może być jedynie konstelacją zastraszania i odstraszania; niestabilną sytuacją "szachowania" tych, którzy pragną wojny. Jeśli chcemy zrealizować Kantowskie marzenie o "wiecznym pokoju", musimy dążyć do osiągnięcia czegoś więcej. Musimy zbudować świat, w którym siła prawa będzie jedyną liczącą się siłą.
Takiego świata jeszcze nie ma, choć niewątpliwie w wielu rejonach globu może się wydawać, że on już istnieje. Duża część Europy, Ameryka Północna i kilka innych wysp stabilności i dobrobytu wywoływać mogą złudzenie, że pokój trzeba tylko pielęgnować, utrzymywać. Wystarczy jednak spojrzeć na świeżo wygaszone ognisko bałkańskie, przypomnieć sobie tragedię 11 września, by zrozumieć, że nawet na tych szczęśliwych wyspach pokój nie jest czymś danym raz na zawsze. Trzeba o niego aktywnie zabiegać, ciężko pracować dla jego osiągnięcia, często nawet narażać zdrowie i życie. Alfred Nobel stwierdził kiedyś: "Same pobożne życzenia nie zagwarantują pokoju" ["Good wishes alone will not ensure peace"].
Współczesne życie publiczne, tak bardzo uzależnione od siły medialnego przekazu, może wywoływać pokusę bagatelizowania zagrożeń dla pokoju w imię "świętego spokoju". Taki "bierny pacyfizm", którego mottem jest hasło: "Żadnej wojny!" często paradoksalnie czyni konflikty o wiele bardziej prawdopodobnymi. Odwracanie oczu od zagrożeń bynajmniej ich nie zmniejsza. Przed 64 laty Polacy na własnej skórze przekonali się, do czego prowadzić może bierny pacyfizm. Wkrótce przekonał się o tym cały świat, tracąc miliony istnień ludzkich na wojnie z dyktatorem, który korzystał z każdego ustępstwa czynionego w imię "ratowania pokoju" za wszelką cenę.
Pokój trzeba wygrać - tak brzmi hasło aktywnego pacyfizmu. Ten ostatni czyni swym ostatecznym celem zbudowanie świata, w którym rządzi prawo, a nie przemoc. Ale nie boi się zarazem przyznać, że użycie przemocy może być niekiedy nieuniknione, by do tego świata dotrzeć. Nie znaczy to, że pokój można po prostu wywalczyć. Zbudowanie międzynarodowej architektury pokoju to zadanie o wiele bardziej złożone. Konieczne jest promowanie zrównoważonego rozwoju, by nie powstawały przestrzenie biedy i wyrastającej z niej nienawiści. Potrzebna jest pomoc gospodarcza i polityczna, wspieranie procesów demokratyzacji, wymiana naukowa i kulturalna. Potrzebna jest skuteczna dyplomacja, poszukiwanie kompromisów. Do zapewnienia pokoju na świecie nie wystarczy sama potęga militarna, tak jak poleganie jedynie na sile dyplomacji i gospodarki jest niewystarczające, aby spowodować zmianę agresywnej polityki wielu państw. Dlatego nie powinno być nigdy wątpliwości, jak wielka jest nasza determinacja, by zapobiec wybuchowi kolejnych konfliktów. Znalezienie rozsądnego kompromisu między niechęcią do siłowego działania w polityce światowej, a koniecznością posiadania takiej możliwości w sytuacjach wyjątkowych, jest dziś niezwykle ważne.
Z drugiej strony: tym, co trzeba wygrać, jest pokój, nie zaś wojna. Wygrana przez demokratyczne państwo wojna jest zaledwie początkiem długiego procesu ustanawiania pokoju. Tak było w przypadku Japonii. Tak było w przypadku Niemiec. Pokonując III Rzeszę, państwa koalicji antyhitlerowskiej, osiągnęły sukces nie do przecenienia. Nie tylko wygrały pokój na ziemi naszego zachodniego sąsiada, ale też z niego samego uczyniły kraj oddany pokojowi, zaangażowany w proces europejskiej integracji. Historia dowodzi zatem, że pokój można wygrać.
Panie i Panowie!
O tym, że konieczny jest dziś pacyfizm aktywny, świadczy wyłonienie się nowego przeciwnika. Ten przeciwnik to nie łatwe do zlokalizowania państwo, lecz raczej typ postawy, wyrosły na gruncie frustracji, cynicznie wykorzystujący biedę i poczucie krzywdy. Międzynarodowy terroryzm nie jest tylko przeciwnikiem tego czy innego kraju, tej czy innej kultury - lecz wrogiem pokoju jako takiego. Dąży do wywołania niepokoju, chce, by ludzie żyli w nieustannym strachu. Dla osiągnięcia tego celu nie cofa się przed niczym. Nie odróżnia celów wojskowych od cywilnych, nie ma żadnych względów dla ludzkiego życia. W miejsce otwartego, przyjaznego świata, chce ustanowić dyktaturę lęku: jednorodny, zamknięty porządek, oparty na nienawiści do wszystkiego, co inne. Nie jest gotowy do negocjacji czy kompromisów, nie kalkuluje zysków i strat. Dąży do zupełnego zniszczenia.
Terroryzm to oczywiście nie jedyne źródło zagrożeń dla pokoju we współczesnym świecie. Takim zagrożeniem są agresywne dyktatury, jak reżim Saddama Husajna. Niebezpieczeństwo stanowią także państwa słabe i upadające [failing and failed states]. Na ich terytorium rozwijają się przestępcze struktury o ponadnarodowym charakterze, kwitnie handel bronią i narkotykami. Stanowią one potencjalne zaplecze terrorystów, którzy wykorzystują niezborność władz dla swoich celów. Wreszcie sam terroryzm jest zjawiskiem o wielu formach. Wszystkie te formy mają jednak pewien wspólny mianownik, który ujawnia się w chwilach takich, jak niedawne ataki na siedzibę ONZ w Bagdadzie, niszczenie infrastruktury, uderzające najbardziej w samą ludność iracką, czy zamach na duchowego przywódcę szyitów. Otóż staje się jasne, że nie tyle mamy tu do czynienia z osławionym "zderzeniem cywilizacji", ile raczej ze zderzeniem wszystkich światowych cywilizacji z brutalną agresją i dążeniem do wywołania permanentnego chaosu.
Tej żądzy destrukcji kraje przywiązane do wolności i pokoju przeciwstawiły koalicję antyterrorystyczną. Dziś wielu poddaje w wątpliwość jedność tej koalicji. Zwłaszcza w obliczu podziałów transatlantyckich czy różnic zdań w samej Europie, narosłych wokół konfliktu irackiego. Proszę mi jednak pozwolić powiedzieć z pełnym przekonaniem: tej jedności nie możemy porzucić, jeśli naprawdę chcemy wygrać pokój dla świata. Nikt w pojedynkę nie poradzi sobie z zagrożeniami, wobec których stajemy u progu XXI wieku. Nie dopuśćmy więc, by ze sporów między państwami wychowanymi na kulturze dyskusji zwycięsko wyszła fundamentalistyczna ideologia, która dyskusji nie rozumie i nie potrzebuje. Zbyt często zapominamy, iż to, co jest siłą demokracji - jawność życia publicznego, poszanowanie praw człowieka i rozwiązywanie problemów na drodze dyskursu publicznego - w zetknięciu ze światem niedemokratycznym staje się jej słabością.
Prawdą jest, że utrzymanie jedności wśród państw szanujących różnorodność nie jest łatwe: w obliczu zagrożeń staje się jednak nieuniknione. Receptą na relacje w rodzinie demokratycznych krajów może być uświadomienie sobie kolosalnej różnicy między określeniami: tak samo [the same] i razem [together]. Nie musimy tak samo myśleć i mówić. Powinniśmy jednak razem postanawiać i razem działać. A przede wszystkim: nie mówiąc koniecznie tego samego, zawsze mówić do siebie: rozmawiać.
Pozwólcie Państwo, że opiszę cztery przestrzenie owego dialogu i opartego na nim wspólnego działania. Przestrzenie z polskiego punktu widzenia najważniejsze. Ich kolejność związana jest z zasięgiem, nie zaś z doniosłością. Jestem przekonany, że wszystkie one są tak samo istotne dla wygrania pokoju we współczesnym świecie. Te przestrzenie to: Organizacja Narodów Zjednoczonych, Sojusz Północnoatlantycki, Unia Europejska i struktury współpracy regionalnej.
ONZ to jedyna organizacja o zasięgu światowym, ucieleśniająca ideał międzynarodowego ładu opartego na prawie. Pragnę podkreślić, że mimo wielu kasandrycznych przepowiedni dotyczących jej erozji, żadne z państw nie poddało w wątpliwość zadań i celów tej organizacji. Oczywiście, Narody Zjednoczone, podobnie jak wiele innych struktur międzynarodowych, wymagają reform. Powinny stać się w o wiele większym stopniu zdolne do podejmowania szybkich i zdecydowanych działań. Pamiętajmy, że dla systemu Narodów Zjednoczonych nie ma alternatywy: nikt nie chce powrócić do stanu natury w relacjach między państwami. Jednak z drugiej strony, równie niebezpieczne, może czasem niebezpieczniejsze niż chaos, jest istnienie prawa, z którego można się do woli naigrywać. Problem sankcji w prawie międzynarodowym nie jest zagadnieniem nowym. Musimy sobie jednak zacząć z nim radzić, jeśli chcemy we współczesnym świecie zapewnić prawu międzynarodowemu należny autorytet.
Nie do przecenienia jest ogromna praca Narodów Zjednoczonych, codzienne, żmudne budowanie trwałej architektury pokoju poprzez pomoc humanitarną, misje pokojowe czy ochronę dóbr kultury. To są pola, na których bez szczęku oręża, bez spektakularnych manewrów, wygrywane są często największe bitwy na rzecz pokoju. ONZ powinna w większym niż dotychczas stopniu stać się koordynatorem światowej polityki zrównoważonego rozwoju. Globalizacja jest procesem nieodwracalnym - musimy uczynić wszystko, aby jej owoce służyły jak największej liczbie ludzi; aby nie tworzyły nowych podziałów i kontrastów społecznych; aby zapewniły wszystkim mieszkańcom naszego globu dostęp do podstawowych świadczeń, edukacji i pracy. Nie trzeba dodawać, że działania takie mają absolutnie fundamentalne znaczenie dla prewencji konfliktów i przeciwdziałania międzynarodowej przestępczości i terroryzmowi. Wreszcie należy podkreślić, że zaangażowanie Ameryki i Europy w stabilizację światową również ma swoje ograniczenia. Koszty finansowe operacji pokojowych, a także pomocy gospodarczej, są dzisiaj tak ogromne, że nawet najbogatsze państwa mogą stanąć u progu wyczerpania swych zasobów. Dlatego w dobrze pojętym interesie świata Zachodu jest włączanie do współpracy tych aktorów polityki międzynarodowej, których zaangażowanie jest zdecydowanie poniżej ich możliwości. To zaś można osiągnąć tylko poprzez zwiększenie znaczenia Narodów Zjednoczonych.
Drugą przestrzenią wspólnego działania na rzecz pokoju musi pozostać Sojusz Północnoatlantycki. To chyba pierwszy sojusz wojskowy w historii, do którego państwa przystępują nie w nadziei na podboje czy też powodowane strachem przed silniejszym. Dołączają, bo chcą się znaleźć wśród państw demokratycznych, szanujących prawa człowieka i międzynarodowe normy. Państw, które gotowe są do obrony tych wartości. Ten sojusz pozostaje otwarty dla wszystkich, którzy chcą budować świat pokoju, nie zaś świat konfliktów. Dlatego Polska, członek NATO od czterech lat, z radością powitała podjęte w Pradze decyzje o rozszerzeniu paktu o siedem nowych krajów. Od lat konsekwentnie opowiadaliśmy się za polityką otwartych drzwi. Jesteśmy przekonani, że podobnie jak poprzednie rozszerzenie, także i to przyczyni się do wzrostu stabilności na naszym kontynencie. Oczywiście nieunikniona jest reforma Sojuszu, który musi zmierzyć się z nowymi zagrożeniami dla światowego porządku. Fakt, że reformy te są podejmowane, świadczy o tym, iż Sojusz nie zamierza zaprzepaścić światowego bezpieczeństwa, popadając w apatię. Chce wygrać pokój, reagując na nowe wyzwania.
Mówiąc o Sojuszu Północnoatlantyckim, nie mogę nie wspomnieć doskonałej współpracy polsko-norweskiej, rozwijanej w jego ramach. Nasze kraje, związane przyjaznymi więzami, kształtowanymi na przestrzeni tysiąca lat, mogą dziś wspólnie budować przyszłość kontynentu. Łączy nas nie tylko wspólnota interesów obronnych, ale przede wszystkim wspólna troska o ustanowienie trwałego, sprawiedliwego pokoju na świecie.
W dobie dyskusji na temat relacji transatlantyckich pragnę podkreślić fakt, który z polskiej perspektywy jawi się może wyraźniej niż z punktu widzenia Europy Zachodniej. Przez niemal pół wieku Polacy zmuszeni byli zza żelaznej kurtyny przyglądać się biernie największemu chyba cudowi politycznemu, jaki od setek lat wydarzył się na naszym kontynencie. Amerykańska obecność w Europie pozwoliła przemienić kontynent nieustannych, wyniszczających wojen w obszar niespotykanej w dziejach integracji. Narodziła się wspólnota, oparta na wzajemnym zaufaniu i szacunku, coraz ściślej współpracująca dla dobra swych obywateli i światowego pokoju. To, co dla Europejczyków z Zachodu stało się oczywistością, dla Polaków było pięknym marzeniem. Może właśnie dlatego to my, nowi członkowie NATO i wkrótce Unii Europejskiej, jesteśmy dziś tymi, którzy przypominają historię amerykańsko-europejskiego sukcesu. My jeszcze nie zdążyliśmy się z nim oswoić - i wcale tego nie chcemy. Związki transatlantyckie wymagają bowiem wzmacniania właśnie przez przypominanie tego bezprecedensowego osiągnięcia, uzyskanego dzięki współdziałaniu. Dlatego nieodzowne jest utrzymanie wspólnoty interesów bezpieczeństwa między Ameryką i Europą. Świat, w którym zapomnielibyśmy, że kłopoty Europy są kłopotami Ameryki, a kłopoty Ameryki są kłopotami Europy, stałby się bardzo niestabilny.
Trzecią przestrzenią dialogu i wspólnego działania jest Unia Europejska. Już wkrótce mój kraj włączy się w ten wyjątkowy projekt integracji tak różnorodnych państw i kultur. Polska wniesie do wspólnoty wiele optymizmu i ogromny entuzjazm dla idei europejskiej. Przystępujemy do rodziny narodów, które w dyskutowanym obecnie projekcie konstytucji jako jeden ze swych celów zapisały dążenie do "pokoju, solidarności i sprawiedliwości na całym świecie" ["peace, justice and solidarity throughout the world"]. To dowodzi, że Europa nie chce zamykać się w murach wewnętrznego bezpieczeństwa i dobrobytu. Chce pozostać otwarta i gotowa do radzenia sobie z wyzwaniami współczesności. Polska, od tysiąca lat związana z losami kontynentu, z radością włączy się w budowanie Europy - opartej na pojednaniu i solidarności, odważnie patrzącej w przyszłość i nie stroniącej od reform.
Dlatego pragnę właśnie na tym forum podkreślić, że Polska patrzy dziś na historię - tak własną, jak i historię swoich sąsiadów - jako część historii Europy. Nie kieruje nami chęć narodowego rewanżu. Dlatego nie jesteśmy, na przykład, przeciwni upamiętnieniu losów Niemców wysiedlonych w wyniku II wojny światowej. Jednak w imię prawdy historycznej, ale też w imię wspólnej przyszłości Europy pragniemy, by kwestia ta była rozpatrywana z zachowaniem właściwych proporcji oraz w duchu pojednania. Pozwólmy, by obywatele Europy wspólnie, a nie w atmosferze narodowych podziałów i nieufności, uczyli się europejskiej historii. Tylko w ten sposób będziemy w stanie zbudować Europę opartą na autentycznym zaufaniu i zdolną do ścisłego współdziałania.
Obecnie często mówi się o konieczności zwiększenia europejskiego udziału w stabilizowaniu świata. Warto podkreślić, że już dziś Europa daje swym amerykańskim sojusznikom - i szerzej: sprawie światowego pokoju - bardzo wiele. Daje im pokój w Europie. Jeśli spojrzeć na karty historii, to niemało. Cieszę się, że w projekcie Konstytucji zawarte jest dążenie do mówienia jednym europejskim głosem w sprawach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. To na pewno krok we właściwym kierunku. Może on przyczynić się do wzrostu autorytetu Europy na arenie międzynarodowej. Pozwoli też w przyszłości uniknąć niepotrzebnych dysonansów między krajami Unii. Z zadowoleniem powitamy działania zmierzające do zmniejszania dystansu technologicznego i militarnego, dzielącego Europę od Ameryki. Ważne jest przy tym, by wzmacnianie pozycji Unii rozumieć jako umacnianie siły relacji transatlantyckich, nie zaś ich osłabianie.
Czwartą przestrzenią współdziałania pozostają regionalne formy współpracy. Każdy kraj zobowiązany jest przede wszystkim do budowania infrastruktury pokoju wokół siebie. Ile istnień ludzkich na Bałkanach można było ocalić, gdyby ta myśl przedarła się poprzez kakofonię nacjonalizmów i ksenofobii! Polska od początku swojej drogi ku wspólnocie europejskiej prowadzi politykę pojednania i otwartości wobec swoich sąsiadów. Działania te przynoszą efekty nie do przecenienia: pojednanie polsko-niemieckie, współpraca polsko-ukraińska, inicjatywy takie, jak Grupa Wyszehradzka czy Inicjatywa Ryska. Ważnym osiągnięciem w tej dziedzinie pozostaje rozwijanie współpracy w ramach Rady Państw Morza Bałtyckiego, w której uczestniczą Polska i Norwegia. Nasze tradycyjnie dobre kontakty zostały w istotny sposób wzbogacone dzięki współpracy w ramach tej struktury. Pragnę podkreślić, że przywiązując wielką wagę do współpracy regionalnej, Polska również w przyszłości, jako członek Unii Europejskiej, zamierza ją rozwijać i ubogacać. Chcemy współtworzyć "wschodni wymiar" Unii, zgodnie z duchem polityki otwartych drzwi i przyjaznych granic. Środkowoeuropejska stabilność, którą i Polska w poważnym stopniu współtworzyła, to ważne wiano, które wniesiemy do europejskiej wspólnoty.
Wymieniłem cztery przestrzenie dialogu i wspólnego działania. Nie wykluczają się one wzajemnie i nigdy nie powinny się wykluczać. Stanowią one niejako cztery siatki bezpieczeństwa: od porządku regionalnego, przez pokój na kontynencie, współdziałanie transatlantyckie, aż po światowy ład.
Szanowni Państwo!
Nieuniknione i fundamentalne jest pytanie: Jaki pokój chcemy wygrać? Czy celem naszych działań w zapalnych rejonach świata ma być stabilizacja: doprowadzanie do sytuacji, w których zagrożenia będą minimalizowane bez oglądania się na rodzaj powstałych na miejscu rządów? Czy też celem jest demokratyzacja, która w dłuższej perspektywie przynosi trwały pokój, ale wymaga większych nakładów i większego zaangażowania?
Praktyka często rządzi się raczej tym pierwszym. Myśląc o ładzie światowym opartym na równości państw i poszanowaniu prawa międzynarodowego nie wolno zapominać, iż będzie on skuteczny jedynie wtedy, gdy poprawie ulegnie sytuacja społeczeństw Azji, Afryki czy Ameryki Łacińskiej. Przeciwdziałanie biedzie, umożliwienie dostępu do podstawowych świadczeń, stworzenie godnych warunków życia i rozwoju - to działania konieczne, ale niewystarczające. Ostatecznym celem powinno być wspieranie rozwoju krajów biednych, pomoc w budowaniu zdrowej, konkurencyjnej gospodarki. Nie najmniej ważny jest tu argument pragmatyczny, kalkulacja zysków i strat. Zamożne społeczeństwa trudniej zmobilizować do prowadzenia wojny, a bogatych obywateli niełatwo przemienić w terrorystów. Nie zapominajmy, że wiele współczesnych zagrożeń dla pokoju rodzi się z braku perspektyw: z przekonania, że nie ma już nic do stracenia.
Ale ten ekonomiczny argument, choć ważny, nie może być argumentem ostatecznym. Najpewniejszą gwarancją pokoju jest poszanowanie prawa w każdym kraju, demokratyczna struktura władzy, wolność słowa i przekonań. Dla Polski niezwykle ważny był fakt, że Stany Zjednoczone i Zachodnia Europa nigdy nie porzuciły przekonania, iż społeczeństwa zamknięte za żelazną kurtyną są zdolne do zbudowania demokratycznego państwa prawa. Zachowując tę niezachwianą wiarę we wdzięcznej pamięci, dziś my sami odnosimy ją do innych części świata.
Jesteśmy zatem przekonani, że nie ma takiego społeczeństwa, które z powodu swej tradycji czy religii byłoby fundamentalnie niezdolne do zbudowania społeczeństwa otwartego i przyjaznego. Nie zawsze muszą to być demokracje w zachodnim rozumieniu tego słowa. Zmarły niedawno wybitny filozof amerykański John Rawls ukuł termin "ludy przyzwoite" [decent peoples] na określenie społeczeństw, które dysponują jakimiś formami partycypacji obywateli w podejmowaniu ważnych decyzji oraz których rządy nie prowadzą agresywnej polityki i przestrzegają prawa międzynarodowego. Dążenie do zbudowania świata samych demokracji może być mało realistyczne czy nawet narażać na zarzut arogancji albo uniformizacji. Jednak na pewno możliwe jest zbudowanie międzynarodowej wspólnoty liberalnych demokracji i państw przyzwoitych. To silne przekonanie, głęboko zakorzenione w polskiej historii, daje nam siłę do udzielenia pomocy Irakowi. Wierzymy, że Irakijczycy są w stanie, przy wsparciu społeczności międzynarodowej, zbudować przyjazne własnym obywatelom oraz sąsiadom państwo. Podjęliśmy się niełatwej i ryzykownej misji, by przywrócić Irak jego mieszkańcom.
Wspólnota demokracji, państw otwartych i praworządnych, otwiera perspektywę unikania konfliktów i wojen w tradycyjnym znaczeniu. Ale taka wspólnota zwiększa też szanse na zwalczanie niebezpiecznych zjawisk: międzynarodowego terroryzmu, zorganizowanej przestępczości, przemytu broni i narkotyków. Wreszcie stwarza ona szansę na trwałe zaufanie oraz autentyczne przestrzeganie zapisów prawa międzynarodowego przez wszystkie kraje.
Panie i Panowie!
Wierząc, że zbudowanie wspólnoty państw demokratycznych i państw przyzwoitych jest możliwe, ufam zarazem w możliwość ustanowienia trwałego pokoju jako ostatecznego celu działań politycznych. Ustanowienia pokoju, który nie zostanie zdmuchnięty przez kolejny powiew "wiatru historii". Pokoju, który można będzie zinstytucjonalizować i wzmacniać.
Zanim to jednak nastąpi, konieczne jest zrozumienie, że pokój nie jest stanem, lecz procesem. Polacy pojmują to bardzo dobrze na przykładzie swojej własnej najnowszej historii. Społeczny pokój, który zdobyliśmy i rozwijamy od trzynastu lat, jest efektem długiego procesu. Konieczne było porozumienie Okrągłego Stołu, liczne debaty i spory, droga błędów i procesów naprawczych, reform gospodarczych i politycznych, by osiągnąć stan dzisiejszy.
Równie istotne jest zrozumienie, że we współczesnym świecie pokój jednych nie da się pogodzić z zagrożeniem innych. My, Polacy, mamy piękną tradycję walki pod sztandarami "Za Wolność Naszą i Waszą". Dowiedli tego także polscy żołnierze podczas ciężkich bojów o Narwik, gdzie wielu z nich oddało życie za wolność Norwegii. W ostatnich 50 latach w misjach pokojowych na całym świecie wzięło udział ponad 45 tys. polskich dyplomatów i wojskowych. Proszę nie poczytać tego za przejaw narodowej megalomanii, jeśli powiem, że dziś, u progu XXI wieku, ta dewiza - "Za Wolność Naszą i Waszą" - powinna przyświecać działaniom wszystkich demokratycznych krajów. Żyjemy w czasach, w których w obliczu zjawiska globalizacji i gwałtownego rozwoju technologii, nie można skutecznie odgrodzić się od jakiegoś obszaru świata. Nasze bezpieczeństwo kształtuje się często tysiące kilometrów od naszych granic. Dlatego właśnie na pokój nie można czekać z założonymi rękoma, bo wówczas do drzwi zapukać może wojna.
Pokój - wspólne dzieło wielu pokoleń - wymaga nieustannej troski i wysiłku. Jako Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej, tu w Instytucie Nobla, chcę wyrazić mój najgłębszy szacunek wszystkim ludziom, którzy nie szczędzą sił, aby pokój zapanował na całym świecie. Pragnę zapewnić, że w tym dziele nigdy nie zabraknie nas, Polaków!