03 września 2004
Polska wizja UE
Polska domaga się członkostwa dla Turcji i Ukrainy
Warszawa. Polska, świeży – bo od czterech miesięcy – członek Unii Europejskiej ma wkrótce podjąć energiczną kampanię na rzecz wprowadzenia Turcji, a następnie Ukrainy, do UE jako partnerów „pluralistycznej, otwartej i nowej Europy,” jak to ujął Prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Wydaje się pewne, że polityka polska, naszkicowana International Herald Tribune przez Kwaśniewskiego w godzinnym wywiadzie, wywoła poruszenie wśród sojuszników europejskich i biurokratów w Brukseli, jak też u wschodniego sąsiada Polski, w Rosji.
„Bardzo ważną kwestią jest to, jak widzimy przyszłość Europy i kim będą nasi partnerzy w nadchodzących latach,” mówił Kwaśniewski, zrelaksowany w swym biurze w pałacu, w centrum Warszawy, po długim, wypełnionym spotkaniami dniu.
W działaniach Polski, mających na celu poparcie Ukrainy, która pod rządami Leonida Kuczmy jest postrzegana przez wielu zachodnich oficjeli jako kraj skorumpowany i odległy od demokracji, dyplomaci unijni widzą próbę przesunięcia agendy europejskiej w kierunku wschodnim.
Dwadzieścia pięć państw członkowskich już gotuje się do długiej, intensywnej – jeśli nie zaciekłej – debaty nad nowym budżetem Unii Europejskiej, w którym Polska, jak twierdzi, jest zdeterminowana podjąć twardą walkę o dużą część funduszów regionalnych, przeznaczonych na modernizację infrastruktury.
Przy tym Polsce nie są obce różnice poglądów z państwami członkowskimi UE. Bez skrupułów przystąpiła do prowadzonej pod przywództwem USA wojny przeciw Irakowi, za co spotkała ją ostra krytyka ze strony Francji i Niemiec.
Zdecydowała się na kupno boeingów* zamiast europejskich airbusów, co Francja potraktowała jako przejaw niewdzięczności i braku solidarności. Zeszłego grudnia Polska połączyła siły z Hiszpanią, żeby zablokować porozumienie w sprawie nowej konstytucji europejskiej, który to dokument ostatecznie przyjęto w czerwcu.
Kwaśniewski wyraźnie dał do zrozumienia, że ma zamiar wykorzystać czas, jaki mu jeszcze został, żeby zrealizować ostatnią z wielkich ambicji, które miał obejmując urząd. Teraz ma 49 lat, a koniec swej drugiej piecioletniej kadencji osiągnie w 2005 roku.
„Doprowadziłem do przyjęcia nowej konstytucji, która stworzyła ważne podwaliny oraz instytucje demokracji politycznej,” powiedział. Zgodnie z tą konstytucją prezydent ma znaczną władze polityczną.
W 1999 r., powiedział, Polska wstąpiła do NATO i, w rezultacie, „po raz pierwszy od Drugiej Wojny Światowej czujemy się bezpieczni.” „A teraz, jako że jesteśmy w Unii Europejskiej,” dodał, „jest szansa, żeby pójść naprzód. Dzisiaj kwestią jest to, jak widzimy przyszłość Europy i kim będą nasi partnerzy w ciągu następnych paru lat. Przed nami bardzo trudne dyskusje – pierwsza to o Turcji, a druga o Ukrainie. To będzie walka.”
I rzeczywiście, może to być walka zważywszy, że opinia publiczna w Europie podchodziła sceptycznie nawet do majowego rozszerzenia Unii Europejskiej z 15 do 25 krajów. Dyplomaci unijni skarżą się, że ostatnia runda poszerzenia nie na wiele się przyda integracji politycznej – i to mimo nowej konstytucji, która ma być dopiero ratyfikowana przez wszystkie państwa członkowskie.
Co więcej, perspektywa rozpoczęcia rozmów akcesyjnych z Turcją – nie mówiąc o Ukrainie, która w tej chwili jest nawet poza perspektywą członkostwa – już została poddana krytyce przez kilka konserwatywnych partii politycznych, w tym znajdujących się w opozycji w Niemczech Chrześcijańskich Demokratów.
Kwaśniewski, prezydent zagorzale katolickiego kraju, jednego z najbardziej chrześcijańskich w Europie mówi, że niektóre z krajów UE „mają wiele obaw związanych z Turcją,” krajem w przeważającym stopniu muzułmańskim, choć świeckim. „Ale i wiele krajów w Europie ma obawy co do Ukrainy,” dodał.
„Niektórzy widzą Ukrainę tam, gdzie funkcjonują wpływy rosyjskie, niż jako część struktury europejskiej,” powiedział.
O ile planowane zmiany w Turcji nie poniosą jakiejś poważniejszej porażki oczekuje się, że przywódcy Unii Europejskiej w czasie grudniowego szczytu w Brukseli udzielą poparcia rozpoczęciu negocjacji akcesyjnych z Turcją. Została jeszcze do uzgodnienia dokładna data rozpoczęcia owych rozmów, które mogłyby zająć do dziesięciu lat.
Kwaśniewski upiera się przy tym, by na Turcji poszerzenie nie zakończyło się.
„Jestem absolutnie za członkostwem Turcji w Unii Europejskiej,” powiedział. „Będziemy je popierać. Ale trzeba powiedzieć, że sprawa Turcji to sprawa otwarta dla nas wszystkich. O przyszłości Europy musimy dyskutować, ponieważ jeśli Turcji powiemy ‘tak’, a jest rzeczą ważną, żeby tak powiedzieć, powstanie pytanie co powiemy Ukrainie.”
Dyplomaci w Brukseli nie mieli ochoty nawet wspominać o perspektywie członkostwa Ukrainy w UE, choć padały sugestie podjęcia stosunków gospodarczych gdyby na Ukrainie wprowadzono zmiany, w wyniku których stałaby się ona krajem rządzonym bardziej przejrzyście.
Na wiosnę Kuczmę czekają wybory, a opozycja szuka kandydata, który miałby w nich szanse powodzenia.
Kwaśniewski powiedział, że Unia Europejska nie zaoferowała opozycji na Ukrainie żadnych zachęt.
Podejście Brukseli jest błędne, powiedział. „Bruksela mówi, ‘przeprowadźcie reformy, a potem was wesprzemy.’
„Moim zdaniem najpierw trzeba udzielić wsparcia i dopiero wówczas wysiłek zostanie podjęty. Czy da się znaleźć nowych ludzi, nowe projekty, czy wytworzyć nową mentalność przy pasywnym podejściu do sprawy?”
Prezydent również wyraził się jasno co do tego, że Polska, która sama, w bloku sowieckim, przez dziesięciolecia walczyła o własną niepodległość, a przez stulecia z dominacją zewnętrzną, będzie popierać walkę Ukrainy, zwłaszcza w okresie, gdy dominacja ekonomiczna Rosji nad tym wielkim słowiańskim krajem, zamieszkałym przez 50 milionów ludzi, jest obecnie jak zawsze silna.
Poparcie dla Ukrainy ma w Polsce szeroki rezonans. Jak wyjaśniali polscy dyplomaci, Polacy darzą głęboką nieufnością ekonomiczną kontrolę, jaką Moskwa sprawuje nad Ukrainą oraz jej wpływy polityczne na Białorusi. Mówią, że ukazują one rosyjskie ambicje, ukierunkowane na podjęcie próby odbudowania części imperium, które runęło w 1991 r.
Jednocześnie niewielu Polaków cieszy myśl o nowej Żelaznej Kurtynie zaciągniętej na nowej wschodniej granicy Unii Europejskiej. „To jedynie wywołałoby poczucie braku bezpieczeństwa,” powiedział wysoki rangą polski dyplomata, szybko oddalając sugestię, że Polska chce, żeby Ukraina stanowiła bufor między nią a Rosja.
Sam Prezydent Kwasniewski mówi, że Rosja musi jeszcze pogodzić się z upadkiem swego imperium.
Sprawa Ukrainy zostanie podniesiona w czasie tak zwanego Trójkąta Weimarskiego w przyszłym miesiącu we Francji – spotkania przywódców Polski, Francji i Niemiec, jednego z serii spotkań na szczycie przywódców europejskich, szkicujących twarz nowej Europy.
Prezydent Francji Jacques Chirac i kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder w tym tygodniu spotkali się w Soczi, rosyjskim kurorcie nad Morzem Czarnym, z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. W przyszłym tygodniu przywódcy Francji i Niemiec mają się spotkać w Madrycie z premierem Hiszpanii, Jose Luisem Rodriguezem Zapatero.
Kwaśniewski powiedział, że w czasie szczytu we Francji ma nadzieję omówić sprawy związane z Rosją, Irakiem i stosunkami transatlantyckimi.
„Moim zdaniem, a jest to zdanie bardzo osobiste, Rosja ma problemy z dawnymi krajami radzieckimi – i to nie tylko tymi, które znajdowały się w ramach ZSRR, ale i z nami,” powiedział w odniesieniu do dawnych wschodnioeuropejskich krajów satelickich. „Rosja nie jest gotowa do zaproponowania nowego rozdziału w swych stosunkach z nami – z Republiką Czeską, Słowacją, Polską, Rumunią. Stosunkom tym potrzeba zmian. Myślę, że Putin zdaje sobie z tego sprawę.”
Kwaśniewski, który ma złożyć w Moskwie wizytę w nadchodzących tygodniach, nie chce odkładać sprawy Ukrainy na później, do czasu gdy Putin zmieni kurs.
Polski przywódca nalega by przyjąć postawę elastyczną
Warszawa. Prezydent Polski, jednego z najbliższych sojuszników Ameryki w Europie, zwrócił się do Waszyngtonu z rzadko spotykanym, żarliwym apelem o „elastyczność, otwartość i sympatię (flexible, open and gracious).”
Poddając politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych zawoalowanej krytyce, prezydent, Aleksander Kwaśniewski, powiedział, że nie chce patrzeć, jak „Ameryka przyjmuje neokonserwatywne idee izolacjonizmu by w pełni dominować nad światem, uprawiając politykę dziel i rządź. To błąd.”
Prezydent poczynił te uwagi po udzieleniu długiego wywiadu, w którym przedstawił rolę Polski w Europie i jej stosunki ze swoimi wschodnimi sąsiadami, a zwłaszcza z Ukrainą i Rosją.
Zapytany o Irak i Stany Zjednoczone, prezydent wpadł w nastrój bardziej refleksyjny i osobisty.
Decyzja o udzieleniu poparcia wojnie przeciw Irakowi, w której USA grały rolę wiodącą, była dla niego jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu.
„Ale jestem pewien, że była to decyzja słuszna,” powiedział.
Zapytany czy jej czasem żałuje, odpowiedział: „Proszę o następne pytanie.”
I gdy 70 procent ludzi w Polsce domaga się sprowadzenia wojska do domu, Kwaśniewski powiedział, że woli poczekać, aż w Iraku zainstaluje się nowy rząd. „Wtedy zmieni się rola wojska – z okupacyjnej na pokojową” * powiedział sugerując, że innym krajom byłoby wtedy łatwiej posłać tam żołnierzy, a część kontyngentu polskiego mogłaby wrócić do domu.
Bez względu na to, jak bardzo prezydent będzie w dalszym ciągu popierał politykę Stanów Zjednoczonych wygląda na to, że ostatnich kilka miesięcy znacznie zaciążyło na tej popularnej postaci, której poprzednia kariera komunistycznego przywódcy młodzieżowego i ministra przypadła na okres, gdy Polska była wciśnięta pomiędzy dwa supermocarstwa.
„Ameryka nie jest pierwszym poznanym przez nas supermocarstwem,” zauważył. „Czasem jednak charakter supermocarstwa stanowi problem – nie tyle dla nas, co dla samych Amerykanów. Problemem tym jest zrozumienie, że są wystarczająco silni, wystarczająco mądrzy, dysponują wystarczającymi wpływami i są na tyle kreatywni by można było zaakceptować ich jako supermocarstwo.”
Krytyka ta, nawet w sposób umiarkowany wyrażona, była czymś nad wyraz rzadko spotykanym jak na kraj, który jest oddanym (staunch) sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Dwa wydarzenia: wstąpienie Polski do Unii Europejskiej i wprowadzenie przez Stany Zjednoczone obowiązku wizowego dla Polaków, wywołały w pałacu prezydenckim nad wyraz głębokie przemyślenia (soul-searching) na temat przyszłości stosunków transatlantyckich.
Kwaśniewski powiedział, że czuje się urażony (hurt) decyzją dotycząca wiz. „Oczywiście, jako polityk-realista rozumiem sytuację,” powiedział. Ale jako człowiek, istota ludzka, przyjaciel Ameryki, nie rozumiem tego. Moim zdaniem, taki wielki kraj powinien być otwarty, czasami bardziej elastyczny, bardziej sympatyczny.”
Będąc teraz w Unii Europejskiej Polska widzi, że Europa musi i powinna odegrać poważniejszą rolę w sprawach dotyczących bezpieczeństwa transatlantyckiego i w kwestiach wojskowych.
Kwaśniewski najwyraźniej odbiera niedawną decyzję Stanów Zjednoczonych o wycofaniu dziesiątków tysięcy żołnierzy z Europy nie tylko jako sygnał końca zimnej wojny, ale również jako sposób zmuszenia Europy by wydawała więcej pieniędzy na obronę swoich własnych interesów.
„Europa ma pełne prawo do własnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa,” powiedział.
„Polityka ta oznacza, że należy wydawać więcej pieniędzy na rozwiązywanie problemów Europy, a nie czekać na Amerykanów na Bałkanach, lub w Mołdowie albo, że przyniosą demokrację Białorusi. To jest nasze zadanie.”
Podkreśla jednak z naciskiem, że bardziej asertywna Europa nie osłabi stosunków transatlantyckich, ponieważ obie strony potrzebują się nawzajem.
Odnosząc się do niedawnego poszerzenia Unii Europejskiej o osiem kiedyś komunistycznych krajów powiedział: „Istnieją szanse na to, że składająca się z dwudziestu pięciu krajów Unia Europejska będzie prowadzić bardziej transatlantycką politykę i będzie znacznie silniejsza niż Unia złożona z piętnastu krajów.”
* chodzi o samoloty Lockheed Martin F16
* Aleksander Kwaśniewski (zapis ze stenogramu rozmowy): "For us to be in Iraq it means to change this mission as soon as possible for peacekeeping mission" („Dla nas obecność w Iraku oznacza zmianę misji – tak szybko jak to możliwe – na misję pokojową”)