19 października 2004
19 października 2004 roku w Pałacu Prezydenckim odbyła się - z udziałem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Aleksandra Kwaśniewskiego - Konferencja „Reforma „państwa opiekuńczego: Wizja dla Polski, dążenie Międzynarodowej Organizacji Pracy do sprawiedliwej globalizacji”.
W konferencji uczestniczyli m.in.: Dyrektor Generalny Międzynarodowego Biura Pracy Juan Somavia, przedstawicieli parlamentu, przedstawiciele rządu, stronnictw politycznych, organizacji biznesu i finansów, organizacji pozarządowych oraz nauki i mediów.
Otwierając obrady konferencji Prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział:
Panie Przewodniczący, Panie Dyrektorze Generalny, Szanowni Państwo!
Witam serdecznie wszystkich gości przybyłych na konferencję poświęconą reformie państwa opiekuńczego. Witam przedstawicieli rządu, parlamentu, partii politycznych, organizacji pozarządowych - widzę dużo znajomych twarzy, z czego się cieszę - reprezentantów związków zawodowych i pracodawców, witam media – wszystkich najważniejszych partnerów dialogu społecznego. Pozwólcie Państwo, że już oficjalnie w imieniu Rzeczypospolitej przywitam gościa honorowego, pana Juana Somavia, Dyrektora Generalnego Międzynarodowego Biura Pracy. Bardzo serdecznie witamy, życzymy miłego pobytu w Polsce.
To jest kolejne wydarzenie, które ma miejsce w tej historycznej sali. Przed chwilą z Panem dyrektorem Somavia rozmawiałem przypominając, że ta sala jest świadkiem historii. Nie będę wracał do bardzo dawnej historii, ale zacznę może od nowszej. To tu w 1989 roku odbywały się obrady „Okrągłego Stołu”, które jakże bardzo zmieniły Polskę, Europę i świat. Tu także w 1955 roku, w tej samej sali był podpisywany Układ Warszawski. I wszystkim muszę tłumaczyć, że układ nazywał się warszawski nie dlatego, że Polacy bardzo go chcieli, ale tylko dlatego, że był podpisany w Warszawie.
Cieszę się, że to wydarzenie, to spotkanie, ta konferencja wpisuje się w ciąg ważnych wydarzeń, które tu odbywają się i które mają znaczenie dla kształtowania tym razem już ładu XXI wieku.
Dzisiejsza konferencja dotyczy problemów nie tylko wynikających z naszego podwórka - każdy kraj ma to do siebie, że lubi często w sposób bardzo zaangażowany, niepotrzebnie tracąc tak wiele sił zajmować się swoimi wewnętrznymi sprawami - ale dotyczy wyzwań, które wynikają właśnie z procesów globalizacji oraz z rozszerzenia Unii Europejskiej. Chciałbym, żeby tym głosem bardzo wyraźnym, który płynie stąd, z tej konferencji było to, że nie da się dzisiaj żadnego problemu wewnętrznego, żadnej kwestii dotyczącej spraw ekonomicznych, czy społecznych rozpatrywać w oderwaniu od tych procesów międzynarodowych, od procesów globalizacji, które mają miejsce. Dlatego tak ważne jest, że nasza konferencja odbywa się z udziałem przedstawicieli Międzynarodowej Organizacji Pracy, którzy konsekwentnie upominają się o powszechną reformę polityki socjalnej i o „globalizację solidarności”. To hasło „globalizacja solidarności” w uszach Polaków brzmi szczególnie, bo to właśnie nam było dane niemal ćwierć wieku – w przyszłym roku będzie 25 lat tego wydarzenia – przeżyć zryw milionów ludzi w walce o swobody obywatelskie, ale także o godność pracowniczą, o godność człowieka pracy, które odbywały się pod sztandarami „Solidarności”.
Szanowne Panie, Szanowni Panowie!
Idea „państwa opiekuńczego” jest jedną z najbardziej istotnych koncepcji politycznych i ekonomicznych minionego wieku. Termin ten pojawia się zarówno w podręcznikach ekonomii, jak i w pracach politologów. Wypowiadało się o nim wiele wybitnych osobistości, także nasz wielki rodak Jan Paweł II w swojej encyklice „Centesimus annus” i wielu późniejszych wypowiedziach, które zwracały uwagę na istotę „państwa opiekuńczego” i godności pracy. Ale też musimy powiedzieć, że historia zna różne modele „państwa opiekuńczego”, każdy z nich miał swoje zalety i wady, i jak później okazało się żaden nie okazał się rozwiązaniem idealnym. Nie sprawdził się tak jak autorzy sądzili na samym początku.
Dziś termin ten wywołuje liczne emocje nie tylko wśród polityków. O „państwie opiekuńczym” poważne rozmowy toczone są na ten temat w wielu krajach i organizacjach międzynarodowych, także w Unii Europejskiej i w Radzie Europy. Myślę, że nadszedł właściwy moment, by i u nas w centrum publicznej debaty, która angażuje główne siły polityczne, partnerów społecznych oraz znane autorytety, stanęły pytania o polski wymiar „państwa opiekuńczego”. O to, jak optymalnie łączyć konieczność szybkiego rozwoju gospodarczego ze skuteczną realizacją celów społecznych. I jak osiągnąć polityczny konsensus oraz przyzwolenie społeczeństwa na niezbędne reformy.
Dzisiaj już wiemy, że żadne państwo nie jest w stanie udźwignąć wszystkich kosztów utrzymania, jakie łączą się z tradycyjnym modelem „państwa opiekuńczego”. Doświadczenia wielu, nawet bogatych europejskich krajów, jak Niemcy czy Francja, pokazują, że tradycyjne „państwo opiekuńcze” stało się również w jakimś sensie barierą rozwoju. Jego koszty ograniczają inicjatywę gospodarczą, hamują inwestycje, zagrażają równowadze finansów publicznych. Z drugiej strony, stagnacja gospodarcza i niewydolność ekonomiczna państwa pogłębia społeczną frustrację i otwiera drogę populizmowi. Niezbędne są zatem reformy, taka modyfikacja „państwa opiekuńczego” – jeżeli chcemy trwać przy tym określeniu – aby było i opiekuńcze, a jednocześnie utrzymało zdolności rozwojowe.
Przed taką koniecznością staje także Polska, kraj niezamożny, starający się nadrobić w przyspieszonym tempie wieloletnie zapóźnienia. Obecnie przeżywamy okres wzrostu gospodarczego, uzyskujemy dobre wskaźniki makroekonomiczne, które stawiają nas w czołówce najszybciej rozwijających się krajów gospodarki. Sądzimy, że w bieżącym roku wzrost PKB w Polsce to będzie około 6 procent, jeden z najwyższych wskaźników w Europie. Chciałbym tu powiedzieć, szczególnie polskim partnerom, że moment tego wzrostu jest niewątpliwie najlepszym czasem na przeprowadzenie niezbędnych reform. Wczoraj uczestniczyłem w ważnym wydarzeniu. Oto polscy rolnicy po raz pierwszy skorzystali z dopłat bezpośrednich, pierwsze pieniądze wpłynęły na konta. Wpłynęły na konta również tych, którzy w referendum europejskim głosowali przeciwko wejściu Polski do UE i to jest dowód jak bardzo, z jednej strony uzyskujemy nowe instrumenty, ale z drugiej strony obowiązek, jak z tych instrumentów jak najlepiej skorzystać. Sądzę więc, że właśnie wysoki wzrost gospodarczy, który mamy i te możliwości uzyskania i wykorzystania środków europejskich, które otwierają się przed Polską obecnie, to są dwa elementy, które powinny nas skłaniać do większej odwagi w podejmowaniu decyzji i reform, aniżeli osłabiać nasze zaangażowanie i determinację.
Szanowni Państwo!
Polska podjęła, już 15 lat temu trud bardzo głębokich reform. Ale te reformy trwają. Bo reforma ma to do siebie, że jest właściwie procesem, nie jest dziełem skończonym. Ważne dla polskiej sytuacji gospodarczej i społecznej były reformy ogłoszone w ubiegłym roku w planie wicepremiera Jerzego Hausnera. Te propozycje dyskutowane podlegają modyfikacjom, w Sejmie są czasami łagodzone, czasami podtrzymywane, ale przecież co najważniejsze w większości są wprowadzane w życie. To spójny, śmiały i zasługujący na poparcie program działań, jaki od lat przedstawiono w Polsce. Pierwsze efekty już widać – przewidziany w projekcie budżetu na 2005 rok deficyt jest o ponad 10 miliardów złotych niższy niż tegoroczny. Niebezpieczeństwo kryzysu finansów publicznych – jak mówił niedawno o tym premier Marek Belka – zostało zażegnane. Jednocześnie rząd postawił sobie jasne zadania w polityce społecznej: lepsze adresowanie pomocy do grup najbardziej jej potrzebujących; wyrównywanie szans różnych środowisk, szans edukacyjnych dzieci i młodzieży; gromadzenie środków z różnych źródeł, nie tylko budżetowych, i wspieranie tymi środkami najuboższych, bezradnych, głodnych. Chcę również podkreślić, że w przyszłorocznym budżecie istotnie zwiększą się wydatki państwa na pomoc społeczną.
Ale przecież też muszę państwu powiedzieć, że nie mamy jednolitej, powszechnej aprobaty, czy politycznego konsensusu dla kontynuacji tych koniecznych reform. Szczególnie teraz, na kilkanaście miesięcy przed wyborami często ten społeczny dyskurs zastępowany jest demagogicznymi hasłami. Powoduje to zamęt. Obywatele gubią się w ocenach, nie są w stanie stwierdzić, które informacje są wiarygodne, co w dłuższej perspektywie przyniesie im więcej korzyści. Myślę, że jest to oczywiście element przedwyborczej gorączki, ale także, co już jest poważniejszym zadaniem to wynika z braku wiedzy i niezbyt skutecznej działalności informacyjnej i edukacyjnej państwa w tym czasie. Jeśli chcemy, aby społeczeństwo zaakceptowało wyrzeczenia, żeby rozumiało cele reform, trzeba włożyć naprawdę dużo więcej wysiłku w jasne, czytelne, publiczne wyjaśnianie tych spraw.
Panie i Panowie!
Rozszerzenie UE było jedną z najważniejszych decyzji, jakie podjęto w ostatnich latach. Kraje nowe Europy Środkowej i Wschodniej udowodniły, że posiadają wielki potencjał. Umiały podjąć reformy często wychodząc z niezwykle głębokich zapóźnień i z zupełnie innego systemu politycznego i gospodarczego. Ale potrafiły elastycznie dopasować się do nowych zadań. Jestem również przekonany, że jesteśmy w stanie znaleźć równowagę między rynkiem i państwem i budować takie systemy i takie podejmować decyzje, które będą łączyć efektywność gospodarczą z niezbędną aktywnością i troską społeczną. Prawdopodobnie potrzebny jest nam czas i potrzebna nam jest dobra rada. Wierzę, że to właśnie spotkanie będzie właśnie taką dobrą radą. Będzie nam pomagało znaleźć społeczny ład, który będzie zbudowany na solidarności i odpowiedzialności. Że dzięki takim spotkaniom jak dzisiejsze będzie nam łatwiej znaleźć harmonię między polityką gospodarczą a polityką społeczną, która daje człowiekowi pewność codziennej egzystencji. Nie wiem, czy dzisiaj samo hasło „państwo opiekuńcze” jest wystarczające. Rozwiązywanie problemów nędzy i wykluczenia potrzebuje już nie tylko „państwa opiekuńczego”, czy instytucji państwa, które kieruje środki i uwagę na środowiska zagrożone i zaniedbane, ale być może trzeba dzisiaj sformułować inną opinię, że potrzebujemy „społeczeństwa opiekuńczego”, potrzebujemy większej aktywności ze strony organizacji pozarządowych i indywidualnych osób, które będą w duchu solidarności, szacunku dla ludzkiej godności, dla wolności, równości, praworządności i poszanowania praw człowieka pomagać innym w trudnym momencie życiowym, w którym się znaleźli. Cieszę się, że te wartości nas nie dzielą. One nas nie dzielą w UE. One zostały zapisane w preambule konstytucji Traktatu Konstytucyjnego, one są również fundamentem działalności Międzynarodowej Organizacji Pracy. Również do tych zasad odwołują się zwolennicy koncepcji „zrównoważonego rozwoju”, którzy mówią o konieczności zlikwidowania, czy ograniczenia przestrzeni biedy i niesprawiedliwości, które stanowią istotne źródło konfliktów, terroryzmu itd.
Szanowni Państwo!
Ta konferencja ma większe znaczenie, niż wynika to z rutyny tego rodzaju spotkań, bowiem i moment i sytuacja, a także grono osób tu zgromadzonych daje szanse, żeby efekt tych rozmów był naprawdę dalekosiężny i żeby koncepcje, projekty, które się tu pojawią mogły wychodzić bardzo w perspektywę tych wydarzeń i tych problemów, z którymi stykamy się dzisiaj.
Pozwólcie, że powiem, iż to spotkanie i ta rozmowa kojarzy się nierozłącznie z postacią bardzo szczególnego człowieka, który odszedł od nas w tym roku – Jacka Kuronia. Zdefiniowanie Jacka Kuronia stanowi trudność samą w sobie, bo trzeba by było mówić o wielkiej osobowości człowieka zaangażowanego może nawet bardziej w to „społeczeństwo opiekuńcze”, aniżeli „państwo opiekuńcze”. Człowieka, który na różnych frontach i politycznych i później rządowych walczył o to, żeby nie zgubić człowieka, jego osoby, jego godności w tych wszystkich wielkich procesach społecznych, które mają miejsce. A jednocześnie animatora dialogu i człowieka, który niezwykle potrafił dialog prowadzić.
Szanowni Państwo!
Dzisiaj rozmawialiśmy z Panem dyrektorem Juanem Somavia o możliwości i konieczności wręcz, naszym moralnym obowiązku ustanowienia nagrody im. Jacka Kuronia, która byłaby nagrodą międzynarodową „za działalność na rzecz wolności zrzeszania”. Jestem przekonany, że ta nagroda, która mogłaby być przyznawana osobom i organizacjom pod patronatem Międzynarodowej Organizacji Pracy, ale organizowana w Polsce, byłaby swoistym naszym spłaconym, choć tylko w drobnej części długiem wobec Jacka Kuronia i tego wszystkiego, co dla Polski uczynił przez lata. Chcę państwu powiedzieć, że jestem wzruszony, że na sali jest z nami Danuta Kuroń, żona Jacka, którą witam, z którą rozmawialiśmy również o tej nagrodzie i która w imieniu rodziny wyraziła zgodę, żeby tak to czynić. Rozmawiałem z panem dyrektorem generalnym, który jest też przekonany, że właśnie pod patronatem Dyrektora Generalnego Międzynarodowej Organizacji Pracy ta nagroda powinna być przyznawana. Jestem przekonany, że w ten sposób będziemy nie tylko kontynuować misję służenia ludziom, sprawom demokracji, godności pracy, ale będziemy również przypominać osobę, która tak bardzo zasłużyła się nie tylko Polsce, nie tylko ludziom w Polsce, ale także pokazywała cele, pokazywała wektory, drogowskazy działań dla wielu ludzi na świecie.
Drodzy Państwo!
Witam na konferencji w Warszawie. Życzę owocnej dyskusji. Jestem przekonany, że będzie to bardzo otwarta, bardzo szczera rozmowa o tych problemach, gdzie zapewne jest więcej pytań, niż gotowych odpowiedzi. Ale, żeby szukać tych odpowiedzi, trzeba rozmawiać i cieszę się, że Pałac Prezydencki w Warszawie jest miejscem takiej właśnie szczerej, otwartej i nieskrępowanej rozmowy. Życzę dobrych i zapamiętanych na długo obrad.