17 czerwca 2004
17 czerwca 2004 roku Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski spotkał się z dziennikarzami. Prezydent RP powiedział:
Wiadomość, która dotarła do nas rano jest nadzwyczaj zasmucającą. Odszedł wielki człowiek, osoba nadzwyczajna, odważna, dzielna, wrażliwa, bardzo lubiana. Jacek Kuroń ma zasługi, których nawet nie da się opisać w polskiej drodze do demokracji, do wolności. Jacek Kuroń ma swoje miejsce za to, co czynił, aby Polska, a także i świat był bardziej sprawiedliwy, żeby nie było ludzi odrzuconych, żeby nie było wielkich stref biedy, zagubienia. Za to wszystko jesteśmy mu wdzięczni.
Niewielu jest ludzi, a szczególnie tych, którzy działają w polityce, czy na niwie społecznej, którzy pozostawiają po sobie zarówno wielkie miejsce w historii, jak i wielkie miejsce w sercach Polek i Polaków. Jacek Kuroń był takim człowiekiem. Jego miejsce w historii jest nadzwyczajne, jego miejsce w sercach Polek i Polaków jest nie do zapomnienia. To może był przypadek, że przed chwilą wręczałem odznaczenie Edmundowi Hillaremu, pierwszemu zdobywcy Mont Everestu, za to co uczynił wtedy i później dla działalności społecznej, dla poprawy sytuacji w wielu krajach. I tak przez chwilę pomyślałem sobie, że w jakimś sensie Jacek Kuroń był tym człowiekiem, który zdobywał taki polityczny, demokratyczny, społeczny Mont Everest. Co wydawało się niemożliwe, co wydawało się nierealne, co wydawało się idealistyczną wizją wyłącznie, stało się. Z trudnościami i jak widać z wielkimi kosztami, bo przecież Jacek odszedł za wcześnie. Udało się, on zdobył ten demokratyczny Mont Everst wolności, ale nie udało mu się, a walczył bardzo o to, żeby jeszcze ten Mont Everest oznaczał również szczyt sprawiedliwości i społecznej wrażliwości. Ale za wszystko co uczynił, ja osobiście jestem mu bardzo wdzięczny. Jestem przekonany, że Polska jest mu wdzięczna i taką osobę, taką postać, takiego dobrego ducha naszych przemian, naszych marzeń, zachowamy na zawsze w pamięci.
Czy o coś jeszcze chcecie zapytać?... Ja myślę, że ta cisza, ta chwila skupienia należy się Jackowi. Do końca, żebyście wiedzieli, wierzył, może mniej we własne zdrowie, ale w to, że wiele spraw można naprawić. W związku z tym dzwonił, w związku z tym pisał listy, starał się pisać książkę. To był dobry, niespokojny duch do samego końca.