31 lipca 2004
31 lipca 2004 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski, w przeddzień 60. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, wziął udział we mszy świętej polowej i w Apelu Poległych na pl. Krasińskich przed Pomnikiem Powstania Warszawskiego.
Zwracając się do uczestników uroczystości prezydent Aleksander Kwaśniewski powiedział:
Należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga z brylantów – te gorzkie słowa Stanisława Pigonia najlepiej chyba oddają tragizm sytuacji powstańców warszawskich przed sześćdziesięciu laty.
Byli bardzo młodzi, byli bardzo odważni. Wykształceni i utalentowani. Wspaniali. Ich serca przepełniał głęboki patriotyzm. Z wciąż rosnącą niecierpliwością czekali na najwłaściwszy moment, w którym można będzie dać odpór znienawidzonemu najeźdźcy. Doskonale wiedzieli, że były w historii narodu wydarzenia, które zmieniły jej bieg; daty, które otwarły nowe karty dziejów. Wierzyli, że ich czyn również będzie przełomem. Bez wahania i bez lęku stanęli ramię w ramię, by walczyć o wolną Ojczyznę.
Takich wydarzeń, jak Powstanie Warszawskie, nie ma w kronikach innych stolic Europy i świata. O jego wyjątkowości przesądziły nie tylko powszechność udziału i bezprzykładne męstwo mieszkańców oraz skala zniszczeń. Ten heroiczny zryw był buntem przeciwko zarysowującemu się coraz wyraźniej powojennemu porządkowi, był walką o niepodległą Polskę. Bijąc się o stolicę, powstańcy walczyli o niepodległość kraju.
Na ulicznych barykadach stanęli obok siebie kobiety i mężczyźni, poeci i inżynierowie, pielęgniarki i tramwajarze, ludzie różnych wyznań i różnych poglądów. Ludzie należący do różnych organizacji, solidarni, zjednoczeni wielkim, nieposkromionym pragnieniem wolności. Tak stanęli obok siebie, by walczyć o najważniejsze – o wolność. W śmiertelny bój przeciw narzuconej przez najeźdźcę przemocy, deptaniu godności człowieczej i moralnym zniewoleniu, włożyli bezmiar poświęcenia i bohaterstwa. Opisywali to poeci, zachowało się to w naszej wspólnej, także tej dzisiejszej pamięci. To wszystko uczyniło ich czyn nieśmiertelnym.
Największym dramatem Powstania Warszawskiego było jego osamotnienie i ostateczna bezsilność wobec okrucieństwa i miażdżącej przewagi wroga. Ale tragiczny okazał się też los tych, którzy ocaleli z pożogi. Powojenna Polska nie była dla nich sprawiedliwą i serdeczną matką. Zamiast docenić zasługi swych warszawskich dzieci – oskarżała je. Zamiast uhonorować - spychała w cień, a nawet w mrok więziennych cel. Pamięć o ich dokonaniach stała się przedmiotem manipulacji i zafałszowań. Trzeba było wielu lat i wielu zmian, aby ludzi Powstania i ich czyn otoczyć należytą troską i chwałą.
Dziś, w wigilię sześćdziesiątej rocznicy pamiętnego zrywu, jako Prezydent Rzeczypospolitej pragnę głęboko pokłonić się wszystkim jego bohaterom. Składam najwyższy hołd poległym i pomordowanym w czasie długich 63 dni heroicznych walk. Składam hołd więzionym, szykanowanym i zamordowanym. Składam hołd zapomnianym i skazanym na niebyt. Chylę czoła przed siłą ducha mieszkańców powstańczej Warszawy.
Jesteście tu dzisiaj z nami wszyscy! Bo my wszyscy, jesteśmy dzisiaj także z Was. Danina Waszej krwi i męstwo nie poszły na marne. Wartości, za które przyszło Wam ginąć okazały się nieśmiertelne, trwalsze od kul i przemocy. Ten czyn scalił naród mocniej niż niejedno zwycięstwo, niejedna wiktoria. Stał się źródłem siły, tak potrzebnej następnym pokoleniom w drodze ku wolności.
Ziarno posiane w wielkim trudzie sześćdziesiąt lat temu wydało piękny owoc – dumną, niezawisłą i suwerenną III Rzeczpospolitą. Silną Polskę w silnej, solidarnej Europie. Państwo liczące się w świecie, cenione i szanowane przez międzynarodową społeczność. O takiej przecież Ojczyźnie marzyli powstańcy w tragicznych dniach 1944 roku. Za taką Ojczyznę oddawali życie.
Dzisiaj, na tym apelu poległych, z podniesionym czołem możemy im wszystkim powiedzieć: sens Waszej ofiary wypełnił się. Wasza sprawa zwyciężyła. Polska o Was pamięta. Polska jest z Was dumna! Polska z całego serca dziękuję Wam – Żołnierze powstańczej Warszawy!