Menu rozwijane

26 czerwca 2004
26 czerwca 2004 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski wziął udział w ceremonii żałobnej ku czci Jacka Kuronia. Zwracając się do zebranych Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski powiedział m.in.: Chciałbym, nim pożegnamy Go na zawsze, powiedzieć, że był Człowiekiem, który swym życiem i działaniem zaprzeczał znanej prawdzie, jakoby nie było ludzi niezastąpionych. Myślę, że był i pozostanie niezastąpiony. W powodzi wspomnień o Nim, dających się słyszeć i czytać po Jego śmierci, a więc w ocenach formułowanych spontanicznie, pod wpływem żalu i wzruszenia, najczęściej powtarzała się opinia, że nasze czasy, nasza epoka, nasza dzisiejsza Polska byłaby inna, gdyby nie On. Co w Nim było tak niezwykłe? Właściwie wszystko. W tym Człowieku, którego mądrość i dobroć, patriotyzm i odwagę, niezawisłość ducha i umysłu, wrażliwość na sprawy ogółu i każdego z osobna, inteligencję, wyobraźnię i idealizm, uczciwość i skromność podziwialiśmy zgodnie – każdy odnajdywał coś szczególnie dla siebie cennego. Mógł z tej postaci czerpać garściami. I wielu tak czyniło. W marcu 1998 roku miałem honor dekorować Go, i Karola Modzelewskiego, najwyższym polskim odznaczeniem – Orderem Orła Białego. Powiedziałem wówczas, że dzięki takim ludziom Polska spokojniej może patrzeć w lustro. Było to w trzydziestą rocznicę marca 1968, za który, jako „inspirator” tych wydarzeń, Jacek Kuroń zapłacił aresztowaniem i trzyipółletnim więzieniem. Wcześniej, ledwie przed dziesięcioma miesiącami warunkowo zwolniono Go z poprzedniego uwięzienia, za współautorstwo, z Karolem Modzelewskim, historycznego „Listu otwartego do członków PZPR”. Już ta pierwsza, otwarta manifestacja niezależnego poglądu ujawniała cechę, która zawsze wyróżniała Go jako człowieka i polityka. Jacek Kuroń czuł więcej i patrzył dalej. Wcześniej niż inni dostrzegał zagrożenia. Nie godził się na nie i ostrzegał przed nimi, choć świadom był dramatycznych konsekwencji swojego wyboru. Miał odwagę płynąć pod prąd utartych przekonań, ale i nie wahał się, analizując rozwój wydarzeń, dokonywać korekt w swoich poglądach. Głosił prawdy niepopularne i ryzykowne, i czynił to niejeden raz, w różnych czasach i warunkach. Dziś wiemy, że to Jemu historia przyznała rację. Był naturą żywiołową, głęboko zaangażowaną w swój czas. Myślał, mówił i żył z pasją. Tą pasją, przedmiotem jego patriotycznej troski była Polska – wolna, demokratyczna i sprawiedliwa. Jej oddał wszystkie moce swojego niezwykłego umysłu i charakteru. Tą pasją, przedmiotem jego osobistej troski był człowiek. Sąsiad, współmieszkaniec, współobywatel. Tą pasją byli ludzie i każdy człowiek z osobna, którym oddawał wszystkie moce swojego wielkiego serca. Sprawom Polski i Polaków – służył. Tak właśnie traktował swoją niegdyś opozycyjną, a potem otwartą, publiczną i państwową działalność. Przekonany o konieczności przemian, inspirował je, i brał w nich czynny udział. Tak było zawsze, póki starczyło Mu sił i zdrowia. Tak było w latach siedemdziesiątych – przy okazji poprawek do Konstytucji, wypadków radomskich 1976 roku, przy zakładaniu Komitetu Obrony Robotników i Towarzystwa Kursów Naukowych. Tak było i później, gdy rodziła się „Solidarność”, gdy powstawał Komitet Obywatelski przy Lechu Wałęsie, obradował Okrągły Stół i także wtedy gdy trzeba było podjąć obowiązki posła i członka rządu. A mimo romantycznego wyrazu i formatu działalności, którą podejmował, był upartym poszukiwaczem rozwiązań realnych, które dawałyby się urzeczywistnić i przyniosły prawdziwą poprawę. Wobec każdego zadania przyjmował postawę konstruktywną. Kazał myśleć. I nie dla polityki uprawiał politykę. Uprawiał ją dla Polski, dla ludzi i ich życia. W swoim zbyt wcześnie zakończonym życiu przeżył kilka epok. Jego głosu nie brakowało nigdy w sprawach dla kraju najważniejszych. Słuchano Go z uwagą, czasami z uwagą niewystarczającą, ale Jacek mówił dalej, a gdy zdarzało Mu się mylić także potrafił otwarcie przyznać się do porażek. I zaraz dodawał, że uczy się na nich, bo z tego dopiero jest jakaś korzyść, a nie tylko sama strata. Powiedział kiedyś - „co zrobiłeś – nie odstanie się, ale w dalszym działaniu możesz tę swoją winę naprawić. Przynajmniej w jakimś stopniu”. Dziękujemy za te myśli Jacka Kuronia i za te, które choćby przed chwilą wysłuchaliśmy, za wiele mądrych przesłań, które nam Jacek pozostawia, a które powinny być przydatne ludziom służby publicznej, politykom. Z tych, które przekazuje jedna jest bardzo szczególna, a mówi o nim bardzo wiele jako o człowieku – oddawał innym ludziom prawo do błędów. Wierzył, że błąd da się usprawiedliwić jeżeli intencje, którymi ludzie się kierują są dobre, jeżeli w ich postępowaniu pełnią rolę decydującą. Za wszystko Jackowi Kuroniowi dziękujemy bowiem cokolwiek robił, cokolwiek mówił był autentyczny i szczery, a takim ludziom się ufa. Dla polityka zaufanie społeczne jest wartością najwyższą. Trudną do zdobycia, jeszcze trudniejszą do utrzymania, ale przecież to zaufanie społeczne jest jedyną wartością, która czyni go godnym zaszczytnego tytułu autorytetu moralnego. Jacek Kuroń tym autorytetem moralnym był i pozostanie. A ten tytuł zdobył ze szczerego i szerokiego społecznego upoważnienia. Wdzięczny jestem, że los i historia dała mi możliwość poznania Jacka Kuronia. Mogłem doświadczyć Jego życzliwości, wysłuchać Jego zdecydowane opinie i także przestrogi. Dziękuję Jacku za to wszystko bardzo osobiście. Dziękuję w imieniu Rzeczypospolitej Jackowi Kuroniowi za to co uczynił dla Polski i Polaków, dla naszej dobrej, lepszej, a przede wszystkim mądrej przyszłości. Wdzięczny jestem za Jego wkład w dzieło pojednania polsko-ukraińskiego i polsko-żydowskiego. Dziękuję Jackowi Kuroniowi za serce, które okazywał nam wszystkim. Polska jest ci wdzięczna Jacku! Jest ci wdzięczna i zobowiązana. Polska zachowa Jacka Kuronia w pamięci, na kartach historii, a może jeszcze ważniejsze – Polska zachowa Cię Jacku w sercach wszystkich ludzi dobrej woli. Po ceremonii żałobnej Prezydent RP wziął udział w uroczystościach pogrzebowych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.