18 maja 2004
18 maja 2004 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski z Małżonką wziął udział w uroczystościach na cmentarzu żołnierzy polskich pod Monte Cassino.
Zwracając się do zebranych Prezydent RP powiedział:
Monte Cassino - to miejsce należy do sanktuarium naszej historii. Sześćdziesiąt lat temu rozegrała się tutaj jedna z najważniejszych bitew drugiej wojny światowej. W przejmujący sposób splotły się tu losy Polski i Europy.
Ci, którzy wiosną 1944 roku, w szeregach II Korpusu Polskiego, stanęli na ziemi włoskiej, mieli za sobą długą drogę. Nieśli w sobie tragiczne wspomnienia. Gorycz września 1939 roku. Traumę sowieckich łagrów i zsyłek. Niektórzy z nich tylko cudem uniknęli śmierci w Katyniu. Generał Władysław Anders prowadził te „ludzkie cienie w łachmanach” przez Iran i ziemie Bliskiego Wschodu. Tutaj, we Włoszech, nad Sangro i Rapido, znaleźli się z nadzieją, że w zwycięskich bojach niedługo dojdą do Ojczyzny. Chcieli zaświadczyć, tak jak kiedyś legioniści Dąbrowskiego, że „jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy”.
Monte Cassino stanowiło kluczowy punkt na froncie włoskim. Od zdobycia tego bastionu zależało powodzenie całej kampanii i otwarcie drogi na Rzym. Front jednak stał od wielu miesięcy. Trzy poprzednie szturmy aliantów były bezskuteczne.
Wtedy podjęli się tego zadania Polacy. Miał to być wysiłek militarny niezwykłej wagi, wymagający męstwa i mistrzostwa. Miał to być także znak. Krzepiące przesłanie do Ojczyzny. Mocny dowód wobec sojuszników, że Polska walczy i uparcie dąży do niepodległości; że wiele znaczy w alianckich szeregach. A był to już czas między Teheranem i Jałtą. Na politycznym horyzoncie nad polską przyszłością zbierały się chmury. Szturm na Monte Cassino stawał się więc bitwą o najwyższą stawkę.
Tak pisał o tym pułkownik Klemens Rudnicki, uczestnik tamtych zmagań: „Żołnierz polski to zrozumiał, zwarł w sobie, włożył w to zadanie całą swoją duszę i serce żołnierskie, wydobył z siebie nieprawdopodobne wprost siły i zaciętość, aż wreszcie po sześciodniowej walce, idąc krok po kroku, Cassino zdobył!”
Dziś chylimy czoło przed wszystkimi bohaterami tego zwycięstwa. Przed tymi, którzy w piekielnej nawale ognia szturmowali wzgórze „Widmo”, „575”, „San Angelo”. Przed wszystkimi, którzy sprawili, że 18 maja 1944 roku nad Monte Cassino załopotał biało-czerwony sztandar.
Po tym wielkim tryumfie przyszły następne. Zwycięska batalia o Piedimonte, Monte Cairo, Ankonę; jeszcze później wyzwolenie Bolonii. Także inne nasze formacje na Zachodzie, jak 1 Polska Dywizja Pancerna, Polska Brygada Spadochronowa, polskie lotnictwo, marynarka wojenna – okryły się chlubą. Historyczne losy sprawiły, że inne jeszcze szlaki bojowe poprowadziły naszych rodaków drogami ze Wschodu przez Lenino do Berlina. Walczył ruch oporu w kraju. Im wszystkim dzisiaj też składamy pokłon. Wkład Polaków w zwycięstwo odniesione w drugiej wojnie światowej był ogromny. W siłach sojuszniczych stanowiliśmy czwartą co do liczebności armię.
Stajemy wśród mogił bohaterów. Ten polski cmentarz przemawia do nas słowami wziętymi spod Termopil: „Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w Jej służbie”. Do tego sanktuarium przez minionych sześćdziesiąt lat pielgrzymowały rzesze Polaków. Przybywał wielokrotnie do swoich żołnierzy, zanim sam wśród nich spoczął, generał Władysław Anders. Pielgrzymował tu Ojciec Święty Jan Paweł II. Pielgrzymowali prezydenci Rzeczypospolitej. Jesteśmy tu dzisiaj, aby w imieniu wolnej Ojczyzny złożyć hołd poległym bohaterom. My, Polacy – może nawet bardziej niż inni – rozumiemy, że „wolność krzyżami się mierzy”. Jesteśmy wdzięczni i pamiętamy! I zawsze będziemy pamiętać!
Myślimy z czcią o wszystkich ofiarach spośród naszych sojuszników. W walkach o Monte Cassino zginęło wielu Amerykanów, Brytyjczyków, Francuzów; wielu Kanadyjczyków, Hindusów, Nowozelandczyków. Liczne tutejsze cmentarze są ciągle wstrząsającym wspomnieniem o tej „bitwie narodów”.
Dzisiaj, gdy wygasł już gniew i nienawiść, w zadumie stajemy także nad mogiłami niemieckich żołnierzy. To miejsce krwawych starć staje się teraz, w coraz większym stopniu, miejscem wybaczenia i pojednania między dawnymi wrogami. Ta przerażająca, zaciekła bitwa była bitwą rycerską. To potrafią przyznać uczestnicy zmagań po obu stronach. Coraz więcej wyciągniętych do pojednania dłoni znajduje dzisiaj odwzajemnienie.
Trudno myśleć o Monte Cassino w oderwaniu od zawiłości polskiej historii. Są w nas refleksje, które wywołują żal i gorycz. Nie sposób zapomnieć, że polskim zwycięzcom spod Monte Cassino, którzy otworzyli drogę na Rzym, odmówiono wejścia do Wiecznego Miasta wraz z sojusznikami, jak też uczestniczenia w rzymskiej paradzie zwycięstwa. Kiełkował już porządek jałtański. Na szachownicy światowej polityki brały górę interesy, a bladły sentymenty.
Powojenna historia Polski to także walka w ramach autorytarnego systemu o pamięć o Monte Cassino i o dokonaniach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. To czasy ponure, gdy powracających do Ojczyzny bohaterów czekały więzienia i prześladowania, gdy generałów Andersa i Maczka pozbawiano polskiego obywatelstwa. Suwerenna i demokratyczna Rzeczpospolita upomniała się o swych wiernych synów. Dziś jedna z głównych ulic Warszawy nosi imię generała Andersa, a przy niej stoi pomnik poświęcony bohaterom spod Monte Cassino.
Skłaniam głowę przed Wami, Czcigodni Weterani! Walczyliście „za wolność naszą i waszą”. Jest szczególnym symbolem, że tak chlubne zwycięstwo odnieśliście właśnie w tym miejscu, z którego wyrastają duchowe korzenie Europy.
Monte Cassino to pamięć o świętym Benedykcie. Przed piętnastoma wiekami ten patron Europy założył tutaj sławny klasztor. Dzieła zakonu benedyktynów stały się filarami europejskiej kultury; także w Polsce, od samych początków naszej państwowości. Można powiedzieć, że żołnierze II Korpusu Polskiego spłacili tutaj w imieniu Ojczyzny jakiś wielki duchowy dług. Z najwyższym poświęceniem broniliście tych europejskich wartości, które nasz naród zaczerpnął stąd, z Monte Cassino, jak ze źródła. Wasze zmagania były bojem o Polskę i bojem o Europę, o kształt europejskiej cywilizacji. Dzisiaj, bardziej jeszcze niż kiedykolwiek, pojmujemy wielkość Waszego zwycięstwa!
Legenda tej bitwy, legenda „czerwonych maków pod Monte Cassino”, prowadziła nas przez wszystkie trudne lata polskiej historii. Była lekcją patriotyzmu i narodowej dumy. To ona – podobnie jak pamięć o Armii Krajowej, o Powstaniu Warszawskim – umacniała Polaków w przekonaniu, że stać nas na czyny niezłomne i że warci jesteśmy lepszego losu. W wielkim stopniu to właśnie stąd polski naród wziął siłę, aby upomnieć się o wolność i ludzką godność w 1980 roku; aby pokojowo, przy „okrągłym stole” rozmontować dawny system, zastąpić go państwem prawa i demokracji; wreszcie, aby zainspirować inne narody i przyczynić się do obalenia murów w Europie. Istnieje historyczna nić, która łączy biało-czerwoną flagę nad zdobytym Monte Cassino, z biało-czerwoną flagą radośnie powiewającą wśród innych flag wspólnoty przed Parlamentem Europejskim.
Dzisiejsza Europa – bezpieczna, jednocząca się i solidarna – wiele Wam, Czcigodni Kombatanci, zawdzięcza. Powstała z Waszego męstwa, z Waszej krwi – i z Waszych marzeń. Teraz dopełnia się Wasze zwycięstwo. Ten maj, 2004 roku, jest radośniejszy niż naznaczony bitewnym tryumfem maj sprzed lat sześćdziesięciu. Rzeczpospolita w Unii Europejskiej i w NATO – to odwrócenie karty polskiego losu. To przerwany dramat pokoleń, to skończona walka. Jesteśmy wolni wśród wolnych, bezpieczni wśród bezpiecznych, równi wśród równych. Jesteśmy w europejskiej wspólnocie i wraz z nią możemy z ufnością patrzeć w przyszłość.
Przyjmijcie naszą wdzięczność i hołd, Drodzy Kombatanci. Żołnierze wolnej Polski, żołnierze zjednoczonej Europy – dziękujemy! Cześć Waszej walce i poświęceniu! Cześć pamięci bohaterów!