Menu rozwijane

08 października 2004
8 października 2004 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski udał się do Passau gdzie wraz z Prezydentem Niemiec Horstem Koehlerem wziął udział w forum dyskusyjnym „Ludzie Europy”. Zwracając się do zebranych Prezydent RP powiedział: Chciałbym wszystkich Państwa przywitać i wyrazić słowa gratulacji za pierwsze 100 dni Prezydenta Koehlera na urzędzie. Dobry początek zawsze jest ważny. Chcę podziękować również za to, że pierwszą wizytę złożył Pan w Polsce. Traktuję to jako wielki gest. Każda moja rozmowa z Prezydentem Koehlerem świadczy wybitnie o tym, jak bardzo zaangażowany jest w sprawy polsko-niemieckie i w jak najlepszą obecność i Polski, i Niemiec w rozwijającej się Europie. Za to wyrażam moją serdeczną wdzięczność. Chciałbym wyrazić również szacunek dla Neue Passauer Presse – koncernu, który zdecydował się bardzo aktywnie włączyć w przemiany w państwach nowych demokracji w Europie Środkowej. To wszystko są miłe znaki. Pozwólcie Państwo, że w swoim wystąpieniu bardziej skupię się na wymiarze polsko-niemieckim we współczesnej Europie, a może mniej na wielu sprawach, które podejmował Pan Prezydent RFN, bo słuchając go stwierdziłem, że w ogromnej ilości punktów nasze stanowiska są albo identyczne, albo bardzo zbieżne. I to tym bardziej daje nam szansę dobrej współpracy w różnych, często niełatwych kwestiach europejskich i globalnych. Poeta rosyjski Fiodor Tiutczew, tworzący w XIX w. stwierdzał: „Szczęśliwy, kto oglądał świat w chwilach przełomu. Bogowie go do swego domu wezwali, by do uczty z nimi siadł”. Warto się zastanowić, czy nasze społeczeństwa, które witały z entuzjazmem upadek berlińskiego muru i zwycięski, wolnościowy zryw narodu polskiego, mają świadomość, iż przyszło nam żyć w czasach niezwykłych, z wszystkimi blaskami i cieniami epoki zmian? Nieczęsto zdarza się bowiem w dziejach politycznych, by w ciągu kilku zaledwie lat zmianie uległy wszystkie czynniki warunkujące sąsiedztwo dwóch państw. Oto na naszych oczach spełniły się racje moralne i polityczne marzenia. Polska i Republika Federalna Niemiec spotkały się na granicy dwóch byłych bloków, na przełomie dwóch stuleci i tysiącleci po raz pierwszy w dziejach swego sąsiedztwa jako państwa demokratyczne, wyemancypowane z ograniczającej suwerenność zależności od obcych mocarstw, z uregulowanymi w sensie prawnomiędzynarodowym granicami i unormowanymi stosunkami z wszystkimi sąsiadami. Członkostwo obu państw w Unii Europejskiej i NATO wyznacza wspólną miarę orientacji i politycznych wartości. Świadomość tego epokowego wydarzenia jest dla nas mimo wielu trudności i różnicy zdań najważniejszym kompasem wyznaczającym wspólny kierunek w przyszłość. Oto dokonał się prawdziwy cud. Dzisiaj Polacy i Niemcy są w tym samym bloku militarnym, są obok siebie w bloku politycznym i ekonomicznym – w Unii Europejskiej. To jest rzeczywiście zupełnie nowa jakość. Czasami mam wrażenie, że uznajemy ją za oczywistą, a przecież droga do tej oczywistości trwała bardzo długo. Poszerzenie Unii Europejskiej zmienia charakter sąsiedztwa polsko-niemieckiego; stwarza potencjał nadziei, jednocześnie zaś stanowi wyzwanie dla polityków i zwykłych obywateli w sercu Starego Kontynentu. Na fali entuzjazmu wynikającego z demokratycznych przeobrażeń w Polsce i zjednoczenia Niemiec stworzona została w stosunkach między obu narodami sieć powiązań instytucjonalnych oraz więzi międzyludzkich, stanowiących bazę współpracy we wszystkich dziedzinach życia. Polacy i Niemcy, starzy, nowi sąsiedzi szukają jednak dróg partnerstwa na tym etapie integrowania Europy, kiedy ciągle mamy kłopot, bo brak nam sprecyzowanej wizji i koncepcji końcowego kształtu tego projektu czy procesu europejskiego. Przyjmijmy, że kiedy toczy się dyskusja o tym końcowym efekcie, to ścieranie się poglądów jest elementem naturalnego procesu dochodzenia do konsensu. Wierzę, że mamy świadomość wspólnych wyzwań, przed którymi stoimy i to powinno nas zbliżyć. Niezwykłe przyspieszenie historii, nieprzejrzystość, nieprzewidywalność i niecierpliwość czasów, w których nam przyszło żyć, nowe, trudno definiowalne zagrożenia zewnętrzne, przy jednoczesnej kumulacji problemów wewnętrznych powodują, iż po wstępnym etapie budowania zrębów „dobrego sąsiedztwa i przyjaznej współpracy” w stosunkach polsko-niemieckich, nastąpił teraz okres trudnej realizacji tej właśnie „wspólnoty interesów”. Konieczność odchudzania państwa niemieckiego i potrzeba kontynuowania transformacji w Polsce cały czas wymagają ogromnych wyrzeczeń społecznych. Koszty i obawy związane z pogłębianiem i poszerzaniem Unii, groźba populizmu i nacjonalistycznych uniesień po obu stronach granicy na Odrze i Nysie zmuszają do wspólnej refleksji i do wspólnych działań. Tym bardziej, iż sytuacje kryzysowe sprzyjają eksponowaniu negatywnych ubocznych skutków zmian, widocznych szybciej, podczas gdy na te dobre konsekwencje trzeba czekać dłużej, niekiedy dłużej niż sięga życie jednej generacji. Wraz z zakończeniem zimnej wojny w gruzach legł stary zaufany świat; utrata zaś dawnej pewności orientacji powoduje wzrost oczekiwań wobec państwa i polityki. Musimy odpowiedzieć sobie, czy jesteśmy przygotowani i gotowi do spełnienia tych oczekiwań i do zdefiniowania tej nowej sytuacji. My doceniamy te wielkie gesty, które stanowią te znaki rozpoznawcze relacji polsko-niemieckich, na miarę przyklęknięcie kanclerza Willy Brandta w Warszawie, czy wspólnej mszy Helmuta Kohla i Tadeusza Mazowieckiego w Krzyżowej, pamiętamy wystąpienia prezydentów Niemiec, Deklarację Gdańską, ważne wystąpienie 1 sierpnia w 60. rocznicę Powstania Warszawskiego Kanclerza Schroedera. To wszystko jest ważne, ale musimy zdawać sobie sprawę, że to nie wyczerpuje całej palety działań podejmowanych między naszymi narodami. Odświętność dawnych rytuałów trzeba nam zastąpić codziennym wysiłkiem na rzecz zbliżenia i wzajemnego poznania. Musimy pamiętać, że poszerzenie Unii Europejskiej na Wschód stanowi bowiem jednocześnie jej poszerzenie na Zachód. Stary świat republiki bońskiej sięgał do Łaby. Ale republika berlińska potrzebuje jednak większego otwarcia na wschód. Potrzebujemy nie tylko otwarcia granic, lecz przede wszystkim otwarcia mentalnego, wzajemnego pogłębienia wiedzy o sobie. Bliskość polityczna ujawniła bowiem znaczne asymetrie. Zaufanie z oddali zostało zastąpione konfrontacją z rzeczywistością i swoistą bliskością z dystansu. Codzienność przyczynia się do odmitologizowania partnerów w dialogu. Chociaż techniki informatyczne pozwalają nam dzisiaj dalej widzieć i więcej rozumieć, fakt ten nie ma bezpośredniego przełożenia na wyostrzenie zmysłu moralnego, na wzrost wzajemnej empatii wobec sąsiada. Tak więc tak, jak obalenie muru nie zbliżyło mechanicznie, natychmiast Niemców wschodnich i zachodnich, tak usunięcie żelaznej kurtyny nie mogło automatycznie złagodzić doświadczeń historycznych obu narodów. Fakt, iż wolne i suwerenne narody różnią się w swej kulturze pamięci oraz postrzeganiu swego miejsca i roli w nowych warunkach jest oczywistym elementem europejskiej rzeczywistości, choć prawda ta wielu dziwi i często skłania do fałszywych wniosków. Historia stosunków polsko-niemieckich jest częścią własnej historii każdego z naszych narodów. Wszechobecność pamięci w kształtowaniu samowiedzy i tożsamości narodów nie zawsze nas wzmacnia. Dla polityki nie jest bowiem obojętne co ludzie pamiętają. Natomiast trzeba nam jednak uczynić wszystko, aby pamięć historyczna nie służyła wyłącznie jako rachunek krzywd, jako oręż wymierzony wobec przeciwnika, lecz by stanowiła podstawę takiej transformacji, która pozwoli ją przekuć w uniwersalną wartość służącą bezpieczeństwu i pokojowi przyszłych pokoleń. Jedyną alternatywą wobec pamięci agresywnej i konfrontacyjnego charakteru odpominania, która może prowadzić do sytuacji, w której cała dramatyczna historia XX w. okazać się może moralnie bezużyteczna, jest i pozostaje zjednoczona Europa, która uwzględni wschodnie i zachodnie doświadczenia historyczne. Europa potrzebuje zaufania. To podstawowy warunek integracji. Zaufanie do niej rośnie zaś, gdy wzrasta zaufanie do obywateli innych krajów. Obok politycznego wsparcia Europa potrzebuje lojalności i empatii, jak również powiązania interesów, tak, by jej obywatele mogli odczuć korzyści członkostwa w tej powiększonej ojczyźnie. Tożsamość europejska ma bowiem wymiar uczuciowy i utylitarny. Humanitarne i moralne apele o solidarność Europejczyków muszą być wsparte poprzez praktyczny test. Zrozumieć Europę to nie tylko zrozumieć splecione ze sobą losy jej narodów. Niezbędne jest znalezienie wspólnego mianownika dla polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. Różne narodowe interesy nie muszą przesłaniać zgody na wspólny porządek w świecie. Byłoby niepowetowaną porażką, gdyby po dziesięcioleciach istnienia dwóch Europ i jednego Zachodu zaistniałaby rzeczywistość, w której mielibyśmy do czynienia z jedną Europą i dwoma Zachodami: europejskim i amerykańskim. Oba społeczeństwa potrzebują nowych bodźców integracyjnych, zrozumienia sensu pogłębienia i poszerzenia Unii Europejskiej: jak wzbudzić poczucie przynależności i przezwyciężyć podziały między „wy” i „my” w Europie? Jak wyjść poza wąski krąg partykularnych interesów? Pozostajemy bowiem niemal wyłącznie w kręgu wyłącznie narodowych debat. Brakuje tej debaty europejskiej. Wybory do Parlamentu Europejskiego pozostają ciągle tylko wyborami w zasięgu tematów narodowych. Stanowią one zazwyczaj sprawdzian zadowolenia i rozczarowania rządami w kraju. Fakt jednak, iż romantyczna wiara w harmonię narodowych interesów nie zdała egzaminu, nie powinien przesłaniać szerokich możliwości kooperacji naszych społeczeństw i państw. Z jednej strony Niemcy jako jedyny kraj w Europie, który poprzez zjednoczenie wzbogacił się o doświadczenia wschodu i zachodu europejskiego. Z drugiej Polska, która dysponuje silnym atutem długotrwałych kontaktów z Zachodem i współpracy ze wschodnimi sąsiadami - to ważna gwarancja możliwości pokonywania wspólnych barier i trudności. Optymistycznym sygnałem zmian o wymiarze europejskim jest polsko-niemieckie pogranicze. Na tym wieloetnicznym i wielokulturowym obszarze wielu ludzi dobrej woli z entuzjazmem przywraca blask materialnemu i duchowemu europejskiemu dziedzictwu kulturowemu. Następuje spotkanie dawnych i nowych mieszkańców tych ziem. Środowisko niemieckich ofiar przymusowych wysiedleń ma zróżnicowane podejście do tej spuścizny. Zdecydowana większość przybywa tu, by wspomóc miejscowe muzea i wspólnie z byłymi mieszkańcami polskich kresów wschodnich pochylić się nad polskim, niemieckim, czeskim i śląskim dziedzictwem. Część z nich przybywa tylko po to, by szukać śladów niemieckości, zapominając, iż w demokratycznym społeczeństwie jest dość miejsca na różne kultury, języki i religie. Dlatego więc naszym wspólnym, bodajże najważniejszym zadaniem winna być w obu krajach denacjonalizacja umysłów, o wiele trudniejsza do realizacji aniżeli denacjonalizacja przemysłu i rolnictwa. Budowanie dialogu otwartego na innych wymaga pasji, zaangażowania, woli zrozumienia oraz wspólnych inicjatyw, najlepszego antidotum na zastarzałe urazy i stereotypy. Nasze partnerstwo jest ciągle bowiem wątłą rośliną, drzewem bez mocnych korzeni, bez pnia dającego wsparcie i chroniącego przed wszelkimi żywiołami, wiatrami i burzami. Należy życzyć Polakom i Niemcom, a szczególnie chciałbym apelować do naszych niemieckich sąsiadów i przyjaciół, aby Polska stała się tym bliskim sąsiedztwem, które lepiej znacie, które odwiedzacie i która nie jest tylko celem nostalgicznej turystyki byłych mieszkańców naszych ziem zachodnich i północnych. Chciałbym, żeby Niemcy były dla polskich turystów dużo więcej aniżeli tylko miejscem poszukiwania pracy. Chciałbym, żebyśmy stworzyli sąsiedztwo, które będzie czerpało z wielkich zasobów kultury, tradycji, wspólnoty losów, a nie tylko dramatów, które przeżywały kolejne pokolenia Polaków i Niemców. Chciałbym żeby oba kraje przyciągały wzajemnie urodą krajobrazu, a Passau jest tu wspaniałym przykładem, ale także bogactwem kultury, ludzką życzliwością, ludzką życzliwością i gościnnością. To jest możliwe i w pełni zgadzam się z Panem Prezydentem Koehlerem – Europa ma przyszłość i my mamy wspaniałą przyszłość w tej właśnie Europie, która zdjęła bariery, ograniczenia i połamała te wszelkie mury, które były przecież upiorami XX wieku. Staropolskie przysłowia mówią: „Nie ma nic gorszego nad sąsiada złego”, ale mówią też rzecz dużo bardziej wartościową: „Lepszy sąsiad bliski niźli brat daleki”. Tę ludową mądrość przypominam właśnie po to, aby uznać, że geograficzna bliskość wcale nie musi być wyrokiem. I od nas wszystkich zależy, czy tę szansę bliskości wykorzystamy dla dobra naszych narodów. Prezydenci nie musi być nauczycielami historii. Ale ranga prezydentów, urząd, który wypełniamy, pozwalają nam czynić wszystko, by skarb wspólnego europejskiego dziedzictwa uczynić bazą naszej politycznej i społecznej mądrości. Tak traktuję nasze dzisiejsze spotkanie w Passau. Wierzę, że wspólnie idziemy tą drogą, aby ta bliskość przynosiła nam owoce, żeby różnorodność traktować jako bogactwo, a nie kłopot i przeszkodę, abyśmy wpisywali się w tą rozszerzającą, nową Europę XXI wieku jako silne kraje, z ogromnym dorobkiem, które potrafią myśleć zarówno w kategoriach europejskich, jak i kategoriach partnerskich polsko-niemieckich. Dobra współpraca między Polską i Niemcami, porozumienie Polaków i Niemców to może być jeden z najważniejszych wkładów w tą właśnie Europę, która ma przyszłość.