Menu rozwijane

20 kwietnia 2005

tekst nieautoryzowany

Oświadczenie wobec Komisji Śledczej

 

 

 

 

 

 

Panowie Posłowie!

Wyrządziliście mi krzywdę. W wyniku wytworzonej wokół mnie atmosfery przez niektórych Panów Posłów, mam na myśli ich publiczne wypowiedzi, staję tu nie tyle w charakterze świadka, jak prawo stanowi, a w istocie jako podejrzany, podejrzany bez okazania jakichkolwiek dowodów. Mam przy sobie plik kopii artykułów prasowych, w których stawiany jestem w niekorzystnym świetle jako zamieszany w szwindle związane z handlem paliwami i autor planu wyprzedaży polskiego sektora naftowego Rosji. Czując się bezpodstawnie pomówiony i oczerniony, bezradny wobec medialnej agresji, w dniu 31 marca 2005r. skierowałem list do Rzecznika Praw Obywatelskich o poniższej treści:

 

 

 

                            Szanowny Pan Profesor

                                      Andrzej Zoll

                                      Rzecznik Praw Obywatelskich

 

 

 

         Szanowny Panie Profesorze!

 

 

 

         Zwracam się do Pana, jako obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, o ochronę przed pomówieniami i oszczerstwami. Odbierane jest mi dobre imię. Naruszane są moje prawa obywatelskie poprzez publiczne głoszenie nieprawdy na mój temat, bez możliwości obrony. Jestem bezradny wobec fali całkowicie bezpodstawnych, kłamliwych i oczerniających opinii, prezentowanych w mediach na podstawie informacji przekazywanych przez przedstawicieli konstytucyjnych organów władzy państwowej nastawiających ucha ludziom niewiarygodnym, pospolitym kłamcom i przestępcom. Czy nie stałem się więc przedmiotem zorganizowanej nagonki?

 

 

 

         Publikacja w ostatnim numerze jednego z tygodników, w której umieszczono mój wizerunek wśród rzekomych członków przestępczej mafii oplatającej Polskę, mafii której działanie doprowadziło do zamordowania Generała Marka Papały, mogła powstać tylko w wyniku tolerowania wcześniejszych kłamstw i bezkarności publicznego oczerniania ludzi, odbierania im czci i honoru.

 

 

 

         Przed laty dołożyłem serca i starań do tego by Polska była inna, lepsza. W najgorszych snach nie wyobrażałem sobie, że można będzie tak krzywdzić w niej ludzi i to bez reakcji państwa. Rzecz polega na tym, że mój przypadek nie jest odosobniony i wyjątkowy. Bezkarne niszczenie ludzi staje się coraz to bardziej powszechną praktyką polityczną. Informuję, że organa        wymiaru sprawiedliwości nie wszczęły wobec mnie żadnego postępowania.

 

 

 

                                              

                                                        Stanisław Ciosek

Wcześniej, w dniu 18 marca 2005r. złożyłem publiczne oświadczenie, zamieszczone na stronie internetowej Biura Informacji i Komunikacji Społecznej Kancelarii Prezydenta RP. Oto jego treść:

„Oświadczam, że nie miałem i nie mam żadnych powiązań z osobami i firmami z branży paliwowej, pozostającymi w sferze zainteresowań sejmowej Komisji Śledczej ds. PKN Orlen. Wszelkie informacje i komentarze na ten temat są nieprawdziwe i traktuję je jako pomówienia”.

Obecnie, pod rygorami złożonej przed chwilą przysięgi podtrzymuję to oświadczenie. Pragnę, w warunkach tej przysięgi, oświadczyć dodatkowo, co następuje.

1.   Sprawy polityczne a gospodarka. Toczy się publiczna debata o potrzebie oddzielenia polityki od biznesu, stymulowana licznie odkrywanymi kryminalnymi związkami obu tych dziedzin. Jest sprawą jednak oczywistą, że nie da się oddzielić tych obszarów. Niemal we wszystkich rozmowach Prezydenta RP z zagranicznymi politycznymi parterami, jak również w tych, które ja prowadziłem, sprawy gospodarcze stanowiły ważny ich element. Z inicjatywy obu stron zresztą. Tak się dzieje na całym świecie, a powody są oczywiste. Każda niemal sprawa polityczna ma swój wymiar gospodarczy, a w praktyce biznesowy. Surrealistyczne są więc nawoływania do prowadzenia wypreparowanej, sztucznej, tzw. czystej polityki. Zupełnie inną sprawą jest kwestia moralna, przestrzeganie pisanych i nie pisanych zasad. Pewnych rzeczy nie wolno, albo nie przystoi czynić. Z tego punktu widzenia pragnę z całą mocą oświadczyć, że przez okres mego pobytu na stanowisku doradcy Prezydenta RP nie napotkałem na żaden fakt, który mógłby stanowić choćby cień podstawy do poddania w wątpliwość przestrzegania tych zasad przez Prezydenta RP i jego personel. Nie dotarł też do mnie żaden przypadek, by Prezydent RP cokolwiek decydował, co by pozostawało w sprzeczności z jego konstytucyjnymi uprawnieniami. Sprawy, które leżały w kompetencji rządu lub innych organów władzy państwowej, a które trafiały do Prezydenta lub jego Kancelarii, zawsze były kierowane pod rządowy adres. Nie pamiętam zresztą sporu kompetencyjnego pomiędzy Prezydentem i rządem, bowiem praktyka działania Prezydenta i jego urzędu nie dawała do tego podstaw. Również wtedy, gdy stosunki obu organów oparte były o zasadę „cohabitation”.

2.    Gdy chodzi o moje rozmowy na temat energetyki i bezpieczeństwa energetycznego kraju, to były one tyle związane z tym tematem, na ile miały związek z ogólną strategią polityki zagranicznej. Jako taki, temat ten nie leżał w moich kompetencjach i obszarze zainteresowania. Wiedza moja jest w kwestii energetyki również tylko ogólna. Sens moich opinii sprowadzał się do stwierdzenia, że dopóki nie ułożymy sobie sensownie współpracy z Rosją w obszarze dostaw i tranzytu surowców energetycznych, co jest sprawą kluczową, cierpieć na tym będzie całość naszych relacji z tym państwem. Obrazują to notatki dostarczone Panom Posłom przez Kancelarię Prezydenta RP. Zdecydowanie podtrzymuję ten pogląd. Nie rolą jednak Prezydenta, ani jego politycznego doradcy, jest praktyczna realizacja tego poglądu. Jedynym rosyjskim koncernem naftowym, który poprzez mnie szukał kontaktów z Kancelarią Prezydenta RP był ŁUKOIL. Podobnie jak w przypadku innych zagranicznych potencjalnych inwestorów kontaktów tych nie odmawiano. Przedstawiciele koncernu prezentowali, w ogólnych kategoriach, swe zamierzenia inwestycyjne, niekiedy pełne rozmachu i fantazji, podkreślając za każdym razem niechętny im w Polsce klimat polityczny. Za każdym też razem odrzucałem pretensje stwierdzając, że Polska traktuje wszystkich inwestorów na równych prawach, zgodnie z europejskimi i światowymi standardami. Podkreślałem potrzebę stosowania transparentnych procedur i jasnych intencji ze strony inwestorów. Rozmówcy mieli pełną świadomość, że nie w Pałacu Prezydenckim rozstrzyga się sprawy inwestycji zagranicznych, tym bardziej, że za każdym razem byli pouczani o obowiązującym w Polsce konstytucyjnym porządku rzeczy i kierowani ze swymi sprawami do organów rządowych, traktowali więc te rozmowy jako swoiste polityczne zażalenie na traktowanie ich w Polsce. Mieściły się te kontakty w sferze dobrych obyczajów i przepisów prawa. Żadnych konkretnych zobowiązań i ustaleń nie podejmowano. Ba, nie było nawet takich propozycji czy sugestii. Gdy chodzi zaś o interesującą Panów Posłów sprawę dostaw ropy naftowej bez pośredników, to był to jeden z elementów propozycji inwestycyjnych ŁUKOIL’u, publicznie znany, prezentowany przez ich przedstawicieli w mediach i na konferencjach prasowych. Pisałem też o tym.

3.   W wypowiedziach prasowych niektórych Panów Posłów pojawiał się tzw. plan Cioska, zaopatrzony zresztą złą intencją wyprzedaży Rosji polskiego sektora naftowego, co miałoby jakoby wynikać z moich notatek dla Prezydenta RP dostarczonych Komisji Śledczej. Oczywiście nie to z nich wynika. Najpierw jednak uwaga formalna. Jest zadaniem każdego doradcy doradzać jak najlepiej, w oparciu o posiadaną wiedzę i doświadczenia. Rady te są jednak tylko radami, z którymi adresat może zrobić co zechce. Nie są dokumentami, a jedynie korespondencją ściśle między dwiema osobami. Dlatego też sprawa udostępnienia moich osobistych notatek dla Prezydenta RP osobom trzecim budziła poważne prawne wątpliwości. Przeważył jednak pragmatyczny pogląd o potrzebie wysłania tych notatek Komisji Śledczej, ze względu na możliwość powstania wrażenia, że coś chcę przed Komisją skryć. Zostały więc wysłane, jako materiały, z oczywistych względów, tajne. Dotyczą one znacznie szerszych spraw strategicznych, w których energetyka poruszana jest tylko przyczynkowo i fragmentarycznie. Tyle wyjaśnień formalnych. Zatrzymam krótko uwagę Panów Posłów na stosunkach Polski z Rosją i roli, jaką odgrywają w nich dostawy i tranzyt surowców energetycznych. Siłą rzeczy będzie to ogromne uproszczenie, sprowadzające się do warstwy strategicznej. Natura otóż tak rzecz ułożyła, że na zachodzie kontynentu nie ma praktycznie surowców energetycznych. W obfitości natomiast występują za Uralem, w azjatyckiej części Rosji i wokół Morza Kaspijskiego. Rozwijająca się cywilizacja konsumpcyjna będzie tej energii potrzebować coraz to więcej. Jest więc oczywistym, że energia płynie i popłynie żwawiej ze wschodu na zachód. Potrzeba energii pokona przeszkody fizyczne, polityczne i narodowe. Sama stanie się podstawą polityki. Widać to już dziś. Dostawcy energii mieć będą narastające poczucie siły, ale i słabości zarazem, bo energia będzie bogactwem tylko wtedy, gdy ją kupią nabywcy. To wzajemne powiązanie będzie naturalną podstawą integracji kontynentu. Polska w tym procesie może odegrać istotną rolę i czerpać swoistą rentę z położenia na szlaku przepływu energii. Jak do tej pory czynimy to w sposób niedostateczny. O wiele lepiej czyni to choćby Ukraina. Nie wchodzę w przyczyny, bo syntetyczny charakter tej informacji na to nie pozwala. Nie wypowiadam się o sprawie dywersyfikacji kierunków dostaw energii do Polski. Jedno jest tu oczywiste. Jeśli z takich czy innych przyczyn zdecydujemy się zaopatrywać u bardziej niż dotychczas odległego geograficznie dostawcy, zapłacimy więcej i musimy mieć wszyscy tego świadomość. Rosjanie natomiast twierdzą, że zbyt mało czerpią należnych im korzyści z dostaw energii. Uważają, że sprzedaż surowej ropy i gazu pozbawia ich zysków płynących z przerobu tych surowców. Dążą do uzyskania wpływu na szlaki transportowe oraz nabycia zakładów, w których jest przetwarzana dostarczana przez nich ropa naftowa. Nie trzeba studiować materiałów wywiadowczych by o tym wiedzieć. Zapisali to w swej jawnej, publicznej polityce gospodarczej. Nie kryją się z tym. Ba, poszukują do wspólnej realizacji takiej polityki zachodnich partnerów. GAZPROM – Niemcy, ŁUKOIL – Amerykanie itd. Amerykanie zresztą otworzyli rynek przed rosyjskimi paliwami. Dla wywozu surowców energetycznych Rosjanie budują i rozbudowują, konkurencyjne dla polskich, porty na Bałtyku. Rosyjskie koncerny paliwowe będą z oczywistych powodów różnymi sposobami dążyć do zakupu rafinerii w Europie Środkowo-Wschodniej oferując tańsze paliwo odbiorcom europejskim, bo oparte na własnym wydobyciu. Powtarzam, nie kryją się z tym, mówią otwarcie, pisałem to zresztą w notatkach znanych Panom Posłom. To wszystko stanowi pewien proces obiektywny, na który nie mamy praktycznie wpływu. Mam swój osobisty pogląd w tej kwestii, który częściowo wyraziłem w notatkach dla Prezydenta i głosiłem na różnych spotkaniach eksperckich, bowiem nie tylko notatki, jak wspomniałem, były jedyną forma doradztwa. Mam krytyczną opinię, którą ugruntowałem sobie w czasie mej misji dyplomatycznej w Moskwie, na fakt wyzbycia się swego czasu przez państwo polskie wystarczającego wpływu na sektor paliwowy. W tej kwestii doktryna prywatyzacji powinna była znaleźć się na drugim planie, po odpowiedzialności państwa za dostarczenie ludziom niezbędnej do życia energii. Stało się jednak, w pierwszym okresie transformacji, inaczej, i trudno dziś to zmienić. Męczyły się ze skutkami tego kolejne polskie rządy. Mamy więc do czynienia ze zwiększającą się w Rosji rolą państwa w zarządzaniu bogactwami naturalnymi, w pierwszym rzędzie nośnikami energii, ich wydobyciem i przetwarzaniem (JUKOS, GAZPROM i inne przykłady). Nie wierzę by w dającej się przewidzieć przyszłości Rosja wystawiła swe główne narodowe surowce na wolny rynek. Zrobiła to na początku przemian ustrojowych, a teraz się wycofuje. Z drugiej zaś strony, u nas w Polsce, przynajmniej w deklaracjach, zmierza się do liberalizacji rynku energii, zgodnie zresztą z polityką UE, która wymaga tego, bezskutecznie jednak, również od Rosji. Taka polityka energetyczna Unii, formułowana z pozycji tzw. starej Europy, mającej alternatywne w stosunku do rosyjskich źródła dostaw i przystosowaną do tego od lat infrastrukturę, była tam odpowiednia. My jednak mamy bliżej i taniej do zasobów rosyjskich, czy szerzej, postradzieckich. Żaden rząd, chyba że zapłaci, ale z czego, nie zmusi przecież prywatnych akcjonariuszy do zakupu surowca droższego. Biorąc pod uwagę te okoliczności reprezentuję nieco konserwatywny otóż pogląd. Uważam, że skoro w Orlenie państwo sprzedało tak dużą część własności, że z najwyższym trudem przychodziło rządom realizować jaki taki wpływ na strategiczne decyzje, to w przypadku Rafinerii Gdańskiej powinniśmy wyciągnąć z tego wnioski. Skarb Państwa powinien zachować sobie tutaj nie jaki taki, a zdecydowany wpływ. Sprzedać, rzecz jasna trzeba, bo potrzebny bogaty inwestor strategiczny, ale nie wszystko. I będzie to prawdopodobnie właśnie rosyjski kupiec, bo tylko Rosjanom bardzo zależy na własnym przerobie własnej ropy w tym regionie. Najchętniej kupiliby wszystko, o czym pisałem, ale skoro nie można, to na bezrybiu i rak ryba. Intencje partnera są oczywiste i zrozumiałe, podkreślam to powtórnie, Rosjanie nie kryją się z tym, zgłaszają natomiast pretensje, że stosujemy podwójne standardy w sprzedaży, inne dla nich. W swym myśleniu wychodzę z założenia, że skoro w Moskwie ma się coraz to bardziej do czynienia z rosnącym w siłę w sprawach surowców energetycznych państwem, to po naszej stronie też musi być silny partner, by nie powstała sytuacja jak z rafinerią na Litwie. Nie są to zresztą ponure zamysły imperialnych sekretnych służb, a zwyczajna logika i gra interesów gospodarczych. Jak się ma za sąsiada niedźwiedzia, to trzeba się zwyczajnie po niedźwiedziemu z nim ułożyć, a nie wciąż wypominać mu ze strachem, że nie jest wiewiórką czy kanarkiem. Jeśli to ma być tzw. plan Cioska, choć takiego przecież nie było, to proszę bardzo, jestem gotów do jego obrony, choć, co podkreślam, poglądów na ten temat było co niemiara i jak do tej pory żadne nie zostały zrealizowane.

4.   Jeśli Panowie Posłowie pozwolą, to jeszcze na zakończenie kilka zdań na temat stosunków gospodarczych z Rosją. Warto zracjonalizować ogląd tej sprawy. Jest oczywistym fakt, że eksport nie jest dostatecznie przez Polskę wykorzystywany jako środek sprawczy wzrostu gospodarczego. Biją nas na głowę choćby sąsiedzi z południa. Udało się nam jednak w ciągu ostatnich 15 lat całkowicie odwrócić strukturę geograficzną eksportu. Przemożną większość sprzedawanych przez nas towarów lokujemy na wymagających rynkach krajów najwyżej rozwiniętych. Produkty nasze osiągnęły wysoką jakość, wytwarzane są w oparciu o najnowsze technologie. To wielki sukces Polski. Trudno będzie jednak w sposób zasadniczy zwiększać eksport na przesycone rynki zachodnie. Kraje leżące na wschód od nas, opanowały, w mniejszym czy większym stopniu, zjawiska kryzysowe w swych gospodarkach i rozwijają się dynamicznie. Mają rosnące potrzeby konsumpcyjne i inwestycyjne, mają też czym płacić. Dotyczy to również Rosji. Dlatego też handel z tym krajem rozwija się dobrze, choć coraz to częściej dochodzą sygnały, że na relacje gospodarcze z Polską źle zaczynają wpływać stosunki polityczne. Tam polityka przekłada się wprost na gospodarkę i warto by wiedzieli to nasi autorzy różnych polskich słów, które przez partnera odbierane są jako antyrosyjskie. Nie chodzi tu o zamykanie ust na rzeczy złe, ale o miarkowanie tych słów i zrozumienie cudzej wrażliwości. Dla Rosji, Ukrainy, Białorusi czy Mołdawii import z Polski może być bardzo atrakcyjny, gdyż otrzymają towar na wysokim poziomie, taki jaki lokujemy na zachodnich rynkach, za potencjalnie mniejsze pieniądze, gdyż bliżej, i koszt godziny pracy w Polsce jest daleko jeszcze niższy aniżeli w tak zwanej starej Europie. Nie potrafimy tych atutów wykorzystywać na wschodnich rynkach. Wielka Rosja, powiadają bankowi analitycy, jest gospodarczym karłem. PKB wielkości Holandii. Być może karłem, choć z tym bym dyskutował, ale karłem, który szybko rośnie i ma coraz to więcej pieniędzy. Wiedzą o tym zachodnie wielkie korporacje, przez które trudno przebijać się polskim eksporterom. Byłoby ze stratą dla Polski, gdyby ponad Polską, czy obok Polski, następowała gospodarcza integracja wschodniej i zachodniej części Europy. Siłą rzeczy rodziłoby to złe dla nas skutki polityczne, spychając nas na peryferie procesu, który przecież się toczy. I mimo różnych meandrów, coraz to bardziej wartko. Jeśli takie myślenie ma być częścią owego wspomnianego planu Cioska, to będzie mi to, niezasłużenie zresztą, pochlebiać.

5.   Propozycja wycofania listu do Rzecznika Praw Obywatelskich, o ile Komisja uzna zasadność moich do niej pretensji.

Stanisław Ciosek

Warszawa, dnia 20 kwietnia 2005r.