Menu rozwijane

22 czerwca 2005
22 czerwca 2005 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski udał się z roboczą wizytą do Republiki Federalnej Niemiec.

W Darmstadt Prezydent RP spotkał się z Prezydentem RFN Horstem Koehlerem, a następnie wziął udział w uroczystości z okazji 25-lecia Niemieckiego Instytutu Polskiego.

Zwracając się do zebranych uczestników uroczystości Prezydent RP powiedział:

Serdecznie witam wszystkich zgromadzonych w Staatstheater (Teatrze Państwowym) w Darmstadt. Witam przedstawicieli Niemieckiego Instytutu Kultury Polskiej, przyjaciół Polski i Polaków, wszystkich zaangażowanych w polsko-niemiecki dialog. Bardzo się cieszę, że mogę po raz kolejny być gościem Instytutu, uczestniczyć w uroczystościach 25-lecia tej zasłużonej instytucji. Dzisiejszy Jubileusz Polacy i Niemcy, wśród nich prezydenci Niemiec i Polski, obchodzą razem. To wspaniały dowód, jak ważną rolę w naszych dwustronnych kontaktach odgrywa darmsztadzki Instytut, jak bardzo jego działalność wpłynęła na dzisiejszy obraz stosunków między naszymi narodami.
Ta placówka zrodzona z inicjatywy postaci wielkiego formatu – takich,jak obecny tu Karl Dedecius czy nieżyjąca już Marion Gräfin Dönhoff – wspierała kolejne odsłony polsko-niemieckiego dialogu. Towarzyszyła przemianom społecznym i kulturowym zachodzącym w obu krajach. Jej działalność stanowiła z pewnością jeden z filarów pojednania między naszymi narodami.
Pojednania, które było i jest niczym obraz, współtworzony przez wielu polityków, ludzi nauki i kultury, reprezentantów różnych środowisk. Płótno pod to dzieło zaimpregnowali polscy biskupi, adresując do swoich niemieckich braci słynne przesłanie: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, jak i wcześniejsze Memorandum kościoła Ewangelickiego w Niemczech. Ramy temu obrazowi stworzyło porozumienie między Republiką Federalną Niemiec a Polską z 1970 r. i historyczna wizyta kanclerza Willyego Brandta w Warszawie. Te ramy wzmocniły porozumienia zawarte między zjednoczonymi już Niemcami i w pełni suwerenną Polską z początku lat 90, ustanawiające „dobre sąsiedztwo i przyjazną współpracę”.
Na obraz pojednania nakładało się wiele barw i kształtów. Wśród nich była msza w Krzyżowej, z poruszającym znakiem pokoju, wymienionym przez premiera Tadeusza Mazowieckiego i kanclerza Helmuta Kohla. Były ważne wizyty: prezydenta Romana Herzoga podczas 50. rocznicy Powstania Warszawskiego, prezydenta Johannesa Raua na Westerplatte, kanclerza Gerharda Schrödera w 60. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i prezydenta Horsta Köhlera podczas obchodów 60-lecia wyzwolenia obozu zagłady w Auschwitz. Dzieło pojednania nie dokonałoby się bez wymiany akademickiej, niezliczonych debat i konferencji, imprez kulturalnych, polsko-niemieckich spotkań. Perspektywę wszystkim tym słowom i czynom od początku lat 90. nadawała wola rozszerzenia Unii Europejskiej o nowe kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Niemcy odegrały w tym procesie rolę niestrudzonego adwokata naszych starań. Za to wsparcie my, Polacy, zawsze będziemy naszym zachodnim sąsiadom wdzięczni...
Dzieło pojednania miało wielu autorów, wielu twórców – wszyscy oni okazali się prawdziwymi wirtuozami dialogu i porozumienia...
Panie i Panowie!
Przez ostatnie 25 lat nasze kraje i narody kroczyły nie tyle jednym, wygodnym traktem zgody, lecz raczej wędrowały wieloma ścieżkami – tymi łatwymi i tymi trudnymi, tymi prostymi i tymi „pod górę”. Ale każda z nich wiodła do jednego celu: by po wiekach nieufności, konfliktów, wojen zbudować między Niemcami a Polską zupełnie nową przestrzeń – wzajemnego zrozumienia i współdziałania, dobrego i twórczego sąsiedztwa. Ścieżka, którą kroczył Instytut z Darmstadt: ścieżka zrozumienia kultury sąsiada, przeniknięcia jej sensu, a za jej pośrednictwem zrozumienia ludzi ją tworzących i nią żyjących – okazała się jedną z najważniejszych. A właściwie należałoby powiedzieć: schodzących najgłębiej. Bo też wymiana kulturalna i naukowa buduje łączność między narodami na tym poziomie, na którym odsłaniają się głębie człowieczeństwa. Dlatego rację miał pierwszy prezydent Republiki Federalnej Niemiec Theodor Heuss, gdy mówił: „Polityka nie stworzy kultury, ale z pomocą kultury można kształtować politykę”.
Wysiłki ludzi kultury powoli, ale niezwykle skutecznie drążą skałę uprzedzeń i nieufności. Stopniowo powstają mosty wzajemnej sympatii, zrozumienia postaw i hierarchii wartości.
Spośród całej plejady wybitnych nazwisk, związanych z ośrodkiem w Darmstadt, jedno chcę podkreślić szczególnie mocno. Mam na myśli Karla Dedeciusa, człowieka, który w dziele zbliżenia naszych narodów na niwie literatury i sztuki translatorskiej odegrał epokową rolę. Polska na zawsze pozostanie jego dłużnikiem. To on był założycielem i pierwszym dyrektorem Instytutu. Tylko człowiek, o którym Tadeusz Różewicz mówił jako o „synu wielu narodów i kultur” mógł stać się niezrównanym pośrednikiem między polskimi i niemieckimi odbiorcami literatury. Od początku swego istnienia Instytut, prezentując szerokim kręgom niemieckiego społeczeństwa dokonania polskiej kultury, w tym głównie literatury, przypominał światu, iż Polska była zawsze ważną częścią Europy. Kierował uwagę Niemców i innych zachodnich Europejczyków na mało im znany obszar kontynentu, uwrażliwiając ich na istniejący tam potencjał intelektualny i duchowy, na pokrewieństwo i bliskość zachodnioeuropejskiej i środkowoeuropejskiej kultury. Instytut urzeczywistniał zatem piękne motto Dedeciusa: „Literatura jest oknem, przez które jeden naród może patrzeć drugiemu w oczy”. Uświadamiał, że poetycka wrażliwość i estetyczne wartości kultury mogą przyczynić się do przełamania nieufności i uprzedzeń między narodami Europy. I to właśnie literatura była, zwłaszcza w początkowym okresie działania Instytutu, głównym medium wzajemnego oddziaływania polskich i niemieckich twórców, ludzi nauki i polityki.
To właśnie z tego miejsca na cały obszar niemieckojęzyczny promieniować zaczęła jej magia. 50 tomów arcydzieł wydanych w cyklu „Biblioteka Polska”, udostępnionych w ten sposób niemieckojęzycznemu czytelnikowi, mówi samo za siebie. Za wspieranie tego epokowego przedsięwzięcia chcę dziś, w tym uroczystym dniu, serdecznie podziękować miastu Darmstadt i krajom związkowym – Hesji i Nadrenii-Palatynatowi, chcę podziękować całej Republice Federalnej, jej kolejnym rządom.
Trzeba dziś podkreślić, że w ciągu minionych 25 lat Instytut dokonał niezwykłego dzieła. Realizując liczne projekty edytorskie, translatorskie, organizując sympozja, odczyty, wymianę informacji, organizując kooperację, stał się skarbnicą wiedzy dla polonistów, literaturoznawców, krytyków, tłumaczy, wydawców. Wspomniana już Biblioteka Polska, Panorama Literatury Polskiej XX wieku czy zainicjowana niedawno seria „Myśleć i wiedzieć. Biblioteka Polska” (Denken und Wissen. Eine Polnische Bibliothek), w której prezentowane są wybitne polskie dzieła z dziedziny nauk społecznych – to tylko część imponującego dorobku, jakim może się pochwalić darmsztadzka placówka.
Jednak Instytut w Darmstadt to nie tylko miejsce spotkań z literaturą, ale ważne centrum politycznych debat. W ostatnich latach pod kierunkiem profesora Dietera Bingena placówka ta stała się ważnym forum wymiany myśli na najbardziej istotne i newralgiczne dla obu narodów tematy. Cieszy mnie, że w te dyskusje o wspólnej przyszłości naszych krajów włączają się coraz szersze kręgi społeczne, gotowe podejmować nowe, europejskie wyzwania, jakie stają przed Polską i Niemcami.
Szanowni Państwo!
Dwadzieścia pięć lat Instytutu Polskiego w Darmstadt symbolicznie wieńczy pewien etap budowania nowych relacji polsko-niemieckich. Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej zmieniło charakter naszych dwustronnych stosunków. Dziś łączy nas także, a może przede wszystkim, troska o przyszłość zjednoczonej Europy. Powoli wypracowujemy nowy model współdziałania naszych krajów, które służyłyby już nie tylko naszym dwustronnym relacjom, ale całemu integrującemu się kontynentowi.
Unia Europejska stanęła obecnie przed poważnymi wyzwaniami i kłopotami. Po referendach we Francji i Holandii potrzebna jest chwila refleksji, próba odnalezienia odpowiedzi na kilka trudnych pytań. Co się stało, że struktury unijne tak bardzo oddaliły się od swoich obywateli? Co uczynić, by tej sytuacji nie wykorzystały siły nacjonalistyczne i ksenofobiczne dla szerzenia nieufności i animozji w Europie? Jak umocnić wiarę narodów naszego kontynentu w europejską ideę i europejski prokjekt? (...) Odpowiedź na te pytania stała się dziś sprawą niezwykle naglącą.
Europa powinna pozostać wierna swojej wizji, nie powinna ulegać lękom ujawnionym podczas ostatnich tygodni. W coraz bardziej integrującym się i coraz ściślej współdziałającym świecie kolejne rozszerzenia wspólnoty nie są zagrożeniem, lecz szansą. Nie powinniśmy też na ołtarzu uśmierzania lęków poświęcać europejskiej solidarności. Naszą odpowiedzią na pojawiające się kłopoty nie powinno być zamykanie się wspólnoty, spoglądanie wstecz, lecz poszukiwanie i nadanie nowych impulsów procesowi integracji.
Odnalezienie dróg wyjścia z tej trudnej sytuacji to dziś wspólny obowiązek europejskich elit – tak elit politycznych, jak i kulturalno-naukowych. Europa, jeśli chce się rozwijać i liczyć w globalizującym się świecie, musi postawić na przyszłość, być kreatywna, solidarna i otwarta(...)
Panie i Panowie!
Pytania o przyszłość dotyczą także polsko-niemieckiego sąsiedztwa w nowym, europejskim kontekście. Z tego punktu widzenia Instytut Kultury Polskiej w Darmstadt ma do odegrania niebagatelną rolę. Po obu stronach Odry konieczne jest budzenie autentycznego zainteresowania kulturą i obyczajami sąsiada, umiejętność wyjścia naprzeciw, pragnienie uczenia się. To jest zadanie, które instytucje takie, jak ta w Darmstadt, potrafią wypełnić nieporównanie lepiej, niż polityczne kręgi. W sytuacji, gdy wiele katedr polonistyki w Niemczech ulega niestety likwidacji, trzeba nam wspólnie życzyć sobie, aby darmsztadzki Instytut nie pozostał samotną latarnią oświetlającą wspólną drogę w przyszłość.
Wierzę, że wiele dobrego może w tym względzie przynieść otwarty 30 kwietnia w Berlinie Rok Polsko-Niemiecki. Mam nadzieję, że rozbudzi on wśród Polaków i Niemców zainteresowanie kulturą i obyczajami sąsiada. Bardzo bym się cieszył, gdyby to przedsięwzięcie promocyjne stało się ważnym impulsem do propagowania nauki języka polskiego w Niemczech i wprowadzenia go do niemieckich programów nauczania.
Poczucie sensu i korzyści z polsko-niemieckiego pojednania musi bowiem zacząć silniej przenikać na płaszczyznę codziennych kontaktów zwykłych obywateli. Kiedy abstrahujemy od doskonałych związków elit – politycznych, kulturalnych czy naukowych – i przyglądamy się retoryce codzienności, również tej medialnej, okazuje się, że zarówno w Niemczech, jak i w Polsce nie brakuje stereotypów w sposobie postrzegania sąsiada. Stereotypów zadawnionych i – niestety – tych nowych. Niezależnie od tego, czy ich źródłem są niepokoje ekonomiczne czy lęki wynikające z nieznajomości kultury partnera, takie klisze zawsze są bardzo niebezpieczne. Dorobek pojednania, bliskie sąsiedztwo i wspólna obecność naszych krajów w Europie zobowiązują. Do lepszego poznawania się, do wzajemnego szacunku i poszukiwania tego, co wspólne. Także do wspólnego rozwiązywania problemów płynących z naszej trudnej i bolesnej przeszłości. Jeśli rozszerzona Europa ma być silna, Polacy i Niemcy nie mogą żyć już tylko obok siebie – muszą sprawnie i skutecznie działać razem.
W tym ważnym dniu chciałbym życzyć wszystkim osobom związanym z darmsztadzkim Instytutem, aby propagowana przez niego wiedza o naszym kraju stała się podstawą głębszego dialogu, zaufania i zrozumienia. Karl Dedecius porównał kiedyś dzieło tłumacza, twórcy antologii do zawodu kwiaciarza wiążącego w jeden bukiet różnorodne cuda natury, kwiaty różnych stron świata i gatunków. Życzę Instytutowi, by odnosił dalsze wspaniałe sukcesy w pielęgnowaniu tego polsko-niemieckiego – i szerzej: europejskiego – ogrodu kultury.

Następnie Prezydent RP udał się do Moguncji, gdzie spotkał się z premierem Nadrenii-Platynatu Kurtem Beckiem, a potem na Uniwersytecie J. Gutenberga w Moguncji wygłosił wystąpienie:

Jestem bardzo wdzięczny za zaproszenie mnie do wzięcia udziału z okazji Dies Academicus, w tym jakże podniosłym spotkaniu.
Uczestnictwo polskiego prezydenta w uroczystościach na Uniwersytecie Gutenberga w Moguncji ma wymiar szczególny. Tutejsza uczelnia może się bowiem poszczycić wielkimi zasługami w pracy nad polsko-niemieckim dialogiem i zbliżeniem. To właśnie na tym niemieckim uniwersytecie studiuje najliczniejsza grupa polskich studentów – obecnie niemal pięciuset. Warto podkreślić, że już pod koniec lat 60. ubiegłego wieku, a szczególnie w latach 70. i później dzięki licznym kontaktom niemieckich i polskich teologów, filozofów i prawników kilkudziesięciu polskich naukowców odwiedziło Moguncję, a uczeni niemieccy przyjeżdżali z wykładami do Polski. Od 1982 r. polscy naukowcy prowadzili w ramach tzw. Schwerpunkt Polen wykłady, seminaria i kolokwia. Nie sposób nie wspomnieć także o Mainzer Polonicum – instytucji, dzięki której studenci różnych kierunków uniwersyteckich mogą uczyć się języka polskiego i poznawać kulturę polską. W dobie kryzysu kierunków slawistycznych na niemieckich uczelniach, a szczególnie polonistyki, Mainzer Polonicum jest obecnie jednym z przykładów konsekwentnego wspierania nauczania języka wschodniego sąsiada. Wszyscy wiemy, jak cennym kluczem jest język, jak wiele otwiera drzwi. To wszystko czyni z Moguncji miasto, które choć geograficznie od Polski odległe, to jednak duchowo jest mojemu krajowi bardzo bliskie(…)
Te związki mają zresztą dłuższą historię. Tutaj bowiem, przez Moguncję, przebiegał szlak polskich bojowników o wolność, zmierzających po klęsce powstania w 1831 roku do Francji. Miasto było jednym z ośrodków spontanicznego poparcia dla polskich dążeń niepodległościowych, o czym świadczyły także słynne Polenlieder, opiewające bohaterstwo powstańców i wyrażające nadzieję, iż „Jeszcze Polska nie zginęła”. Współczesna współpraca mogunckiej uczelni z polskimi środowiskami naukowymi, obecność polskich studentów, stanowi wspaniałą historyczną klamrę, spinającą to, co najlepsze w stosunkach między naszymi narodami na przestrzeni wieków. Moguncja jest zatem znakomitym miejscem, by podjąć namysł nad wspólną przyszłością Polaków i Niemców w zjednoczonej Europie(…)
Panie i Panowie!
Dziś, wspólnie z Prezydentem Horstem Köhlerem, miałem zaszczyt uczestniczyć w uroczystościach jubileuszu 25-lecia Niemieckiego Instytutu Kultury Polskiej w Darmstadt. Przy takich okazjach siłą rzeczy nasuwa się refleksja, jak wiele w ciągu ostatnich dekad udało nam się uczynić dla zbudowania zupełnie nowych relacji między naszymi narodami i krajami. W 1945 roku to wszystko, czego doświadczamy dzisiaj, wydawało się po prostu niemożliwe. Można było sądzić, że sześć straszliwych lat wojny, zniszczeń, ludobójstwa i pogardy dla człowieka raz na zawsze zatruło relacje między nami. Że już nigdy nie odbudujemy spalonych wtedy mostów.
A jednak stało się inaczej. Było to zasługą wielu odważnych ludzi, którzy musieli nie tylko działać wbrew wojennej traumie, ale także pod prąd powojennego podziału Europy. Tak było w przypadku listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, Memorandum Kościoła Ewangelickiego w Niemczech o stosunku do wschodnich sąsiadów, czy nowej polityki wschodniej kanclerza Willyego Brandta. Prawdziwy przełom przyniosły tu jednak z pewnością dopiero lata 90. – przede wszystkim dlatego, że do dialogu przystąpiły wówczas zjednoczone Niemcy i w pełni suwerenna Rzeczpospolita. W stosunkach między naszymi krajami nastąpiło przyspieszenie, które zaskoczyło nawet największych sceptyków. Zbiorową wyobraźnię naszych narodów wypełniły obrazy, które zmieniły sposób postrzegania sąsiada. Okazało się, że nawet najtrudniejsze rocznice – takie, jak rocznicę Powstania Warszawskiego, wybuchu II wojny światowej czy wyzwolenia obozu w Auschwitz – potrafimy obchodzić razem, podejmując wspólną refleksję nad przyczynami konfliktów, które kiedyś dzieliły nasze kraje.
Można po latach powiedzieć, że polsko-niemieckie pojednanie stało się wręcz wzorowym przykładem przezwyciężenia upiorów przeszłości przez dwa narody. Nie byłoby to możliwe bez zaangażowania elit – politycznych, naukowych, kulturalnych – w dzieło przebaczenia i porozumienia. Ale jestem też przekonany, że prawdziwy napęd stosunki między naszymi krajami uzyskały dzięki perspektywie europejskiej integracji. Wyciągnięta ręka znaczyła tu zawsze zaproszenie do długiej współpracy, do wspólnej przygody, której na imię jest Europa.
Oczywiście, w polsko-niemieckim dialogu pojawiły się też znane wszystkim różnice zdań. Z jednej strony można powiedzieć, że osiągnęliśmy ten poziom normalności w naszych relacjach, na którym różnice zdań nikogo nie dziwią, ani nie prowadzą do animozji, lecz są czymś naturalnym. Z drugiej jednak strony uniknęlibyśmy zapewne wielu nieporozumień, gdybyśmy zdołali wypracować szerszą, długofalową wizję, która definiowałaby nową jakość naszych stosunków po rozszerzeniu Unii Europejskiej. Relacja kandydata i jego adwokata siłą rzeczy odeszła w przeszłość, choć doświadczenia z niej wywiedzione – zwłaszcza doświadczenie stałego, konsekwentnego poparcia, jakiego Republika Federalna udzielała naszym staraniom – pozostaną zawsze w pamięci Polaków. Teraz nadeszła pora, by partnerstwo w stosunkach polsko-niemieckich rozwijać i stale przenosić je na coraz wyższy poziom. Nasuwającym się spontanicznie wzorem takiego dynamicznego zacieśniania współpracy są relacje niemiecko-francuskie.
Jestem przekonany, że proces jednoczenia Europy – zwłaszcza teraz, w obliczu kłopotów w Unii – potrzebuje wielu nowych impulsów, takich lokomotyw integracji. Dlatego zamiast znanej metafory „twardego rdzenia” i peryferii, proponuję metaforę współdziałających motorów integracji. Takim motorem mogłaby stać się właśnie współpraca Polski i Niemiec. Przyniesie to ogromne profity, zarówno obu naszym krajom, jak i całej rozszerzonej Europie. Tej idei powinno też służyć forum Trójkąta Weimarskiego: chodzi o to, aby stolice trzech dużych państw Europejskich – dwóch państw założycielskich Unii i największego z nowych członków wspólnoty – spajała oś ścisłej współpracy (…) dla dobra całego kontynentu.
Szanowni Państwo!
Najwybitniejszy obywatel Moguncji – Johannes Gutenberg, którego imię nosi tutejszy uniwersytet, dzięki swemu epokowemu wynalazkowi zrewolucjonizował świat. Tutaj, w tych murach, nie trzeba nikomu uświadamiać, jaką rolę odegrało to wydarzenie w popularyzacji idei reformacji, w tworzeniu się nowego typu społeczeństwa mieszczańskiego. Trudno wyobrazić sobie oświeceniową kulturę europejską – kulturę drukowanej książki i prasy – bez geniuszu Gutenberga. Choć słusznie mówi się, że żyjemy dziś w epoce mediów elektronicznych (Medien-Zeitalter), to jednak sądzę, że w głębi duszy pozostajemy mieszkańcami „Galaktyki Gutenberga”.
Do postaci wielkiego Moguncjanina sięgam nie bez kozery. Jestem przekonany, że pojednanie polsko-niemieckie potrzebuje dziś swoich Gutenbergów – ludzi, którzy rozpropagują, spopularyzują jego treści i zdobycze. Jeśli bowiem coś wyróżnia wspomniany przeze mnie wzorzec francusko-niemieckiej współpracy – było o wiele łatwej ją realizować niż to miało miejsce w wypadku trudnego pojednania Polaków i Niemców, to właśnie fakt, że ta zażyłość nie jest tylko zażyłością elit. Większość Niemców i większość Francuzów pojmuje znaczenie i rolę współdziałania swoich państw dla dobra całej Europy. Podobny stan powinniśmy osiągnąć w relacjach polsko-niemieckich. O związki elit kulturalnych i naukowych nie musimy się bowiem martwić. Niepokojący jest natomiast poziom uprzedzeń, obserwowany po obu stronach Odry w tak zwanej „świadomości potocznej”, ale także w mediach. Wiele tych klisz i stereotypów pochodzi jeszcze z przeszłości, ale tu i ówdzie pojawiają się niestety również nowe. Ani Niemcy, ani Polacy, którym rozwój stosunków dobrosąsiedzkich leży na sercu, nie mogą obok takich zjawisk przechodzić obojętnie.
Oczywiście już dzisiaj działa wiele osób i placówek, którym można przypisać zaszczytną rolę „Gutenbergów” poznania i pojednania. Uniwersytet w Moguncji czy Niemiecki Instytut Kultury Polskiej w Darmstadt to tylko dwa przykłady takich instytucji. Ale tych popularyzatorów współpracy i przyjaźni między naszymi narodami musi być coraz więcej. Powinni docierać ze swoim przesłaniem do środków masowej komunikacji, włączać się w debaty publiczne, przeciwstawiać lansowaniu uproszczonych i krzywdzących wizerunków sąsiada. Szczególna rola przypada w tym dziele ludziom młodym(…).
Panie i Panowie!
Fryderyk Schiller, jeden z najwybitniejszych niemieckich poetów i myślicieli, którego rok uroczyście obchodzony jest obecnie w Niemczech, pisał: Jeśli sam się chcesz poznać, patrz, jak żyją sąsiedzi. Ich zrozumieć byś rad, w serca własnego patrz głąb. I tak właśnie jest między Polakami a Niemcami. Trudno nam zrozumieć siebie samych bez odniesienia do sąsiadów. Ale początek XXI wieku wymaga od nas, byśmy stali się dla siebie kimś więcej, niż dobrymi sąsiadami. Nasze dobre sąsiedztwo nie może pozostać punktem dojścia, ale musi się stać punktem wyjścia – do ścisłego współdziałania(…). Bo im więcej będzie tej współpracy, tym silniejsza, bardziej solidarna i spójna będzie cała Europa(…).
Życzę Uniwersytetowi w Moguncji dalszych sukcesów naukowych i dydaktycznych. Wierzę, że także w przyszłości ta wspaniała uczelnia i całe miasto Gutenberga pozostaną szczególnym miejscem na mapie polsko-niemieckiej przyjaźni i współpracy. Że także w przyszłości obok studentów z Niemiec i innych krajów europejskich zasiadać tu będzie spora grupa studentów znad Wisły, a wśród wykładowców nie zabraknie polskich uczonych(…)