Menu rozwijane

27 czerwca 2005

27 czerwca 2005 roku w Belwederze Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Aleksander Kwaśniewski spotkał się z ambasadorami RP biorącymi udział w dorocznej Naradzie Ambasadorów RP. Zwracając się do zebranych Prezydent RP powiedział m.in.:

Doroczne spotkanie z ambasadorami to tradycja już zakorzeniona. Dla mnie ma ono jednak wymiar szczególny, gdyż już po raz ostatni zwracam się do Państwa jako Prezydent Rzeczypospolitej i to zwracam się do Państwa, którym miałem okazję podpisywać nominacje, życzyć powodzenia na obejmowanych placówkach, a jednocześnie wielokrotnie spotykać się i korzystać z Waszej wiedzy, informacji, umiejętności działania jako ambasadorowie RP. Jestem pełen uznania dla Was, którzy wypełniacie niełatwą misję jak najlepszego reprezentowania Polski poza jej granicami. Chcę wszystkim Paniom i Panom serdecznie za te dziesięć lat podziękować. Jestem przekonany, że był to czas szalenie ważny i udany dla Polski  dla naszej pozycji w świecie, a także dla polskiej dyplomacji. Proszę przyjąć te podziękowania.

 

Chcę również powiedzieć, że polska dyplomacja odnosi kolejne sukcesy. Otóż dosłownie przed przyjściem na to spotkanie zostałem poinformowany, że 22 czerwca na konferencji Państw-Stron Konwencji Praw Morza w Nowym Jorku, w tajnym głosowaniu, sędzią Międzynarodowego Trybunału Prawa Morza w Hamburgu został były ambasador, obecnie mój doradca Stanisław Pawlak, któremu chcę serdecznie pogratulować. Ten wynik wyboru jest sukcesem nie tylko Polski, ale został wypracowany – o czym mówi sam bohater – przy dużym zaangażowaniu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i całego przedstawicielstwa w Nowym Jorku. Na ręce Pana Ministra i Pana Ambasadora składam podziękowania, a Panu ambasadorowi humorystycznie dedykuję pieśń „Morze, nasze morze, będziem ciebie wiernie strzec”.

 

Te narady mają to do siebie, że powinny być wspólną dyskusją nad tym co się dzieje i jakie wnioski wyciąga z tego Polska i jej dyplomacja. Pozwólcie zatem, że kilku takich ważnych kwestiach powiem, szczególnie, że wydarzenia, jakie obserwujemy w Europie w ostatnim czasie nie napawają jakimś przesadnym optymizmem, jeżeli  w ogóle można mówić tutaj o optymizmie.

 

Nawiązuję oczywiście do referendum konstytucyjnych we Francji i Holandii, a także fiaska ostatniego Szczytu w Brukseli - to nadzwyczaj skomplikowało sytuację w UE. Jestem przeciwnikiem dramatyzowania tej sytuacji, jestem również przeciwnikiem aby tę sytuację nazywać mianem kryzysu, ponieważ słowo kryzys ma to do siebie, że lubi się sprawdzać. Nie ulega natomiast wątpliwości, że mamy do czynienia w UE z bardzo poważnym i głębokim kłopotem i trzeba uczynić wszystko aby z niego wyjść. Polska jeszcze podczas trwania Szczytu w Brukseli udowodniła swoją determinację w poszukiwaniu kompromisu i to powinna być polska postawa na najbliższe miesiące. Aby czynić wszystko by wspólnota europejska, która przecież od ponad roku jest również nasza wspólnotą, znalazła te stałe punkty, które można osiągnąć dla porozumienia.

 

Jeśli chodzi o referendum konstytucyjne to niewątpliwie mamy tutaj do czynienia z nieco innym kalendarzem. Został on przez Szczyt określony na czas refleksji do czerwca 2006 roku. Ja osobiście również podjąłem taką decyzję, uznając, że w sytuacji kiedy Europa bierze ten czas do namysłu, kiedy głównym motywem tego czasu jest tzw. deficyt demokratyczny w UE, brak kontaktu pomiędzy elitami a społeczeństwem, w Polsce byłoby niewątpliwie trudne zorganizowanie tego referendum na jesieni tego roku, choć taki plan mieliśmy. Czas, który przed nami trzeba natomiast użyć na poważną dyskusję europejską. Rzecz wszakże w tym, aby ta europejska dyskusja miała miejsce, aby nie był to czas, w którym wszystkie kraje – po ogłoszeniu czasu na refleksję i wyrażeniu żalu, że ów demokratyczny deficyt występuje – zajmą się swoimi wewnętrznymi problemami, co niestety jest scenariuszem bardziej niż realnym. Przypominam, że Polska jest przed podwójnymi wyborami i po wyborach należy oczekiwać wszystkich związanych z tym procedur, które zajmą nas samymi sobą. Przyspieszone wybory szykują się również w RFN, na wiosnę 2007 roku wybory są we Francji, zbliżają się wybory włoskie i idąc dalej okaże się, że każdy europejski kraj ma swoje istotne problemy i jest obawa, że ów niezbędny czas na refleksję, nie zostanie wykorzystany i za 8 czy 12 miesięcy będziemy w bardzo podobnej sytuacji. A będzie to sytuacja niewielkiej wiedzy o Traktacie i tych wszystkich stereotypów, które w tej chwili przede wszystkim za zachodzie Europy zdominowują dyskusję europejską. Mówiąc najkrócej powinniśmy my z Polski dać dobry przykład, że ta dyskusja europejska jest możliwa, że nie rezygnujemy ze swojej współodpowiedzialności za to co dzieje się w Europie, że nie odwracamy się od idei pogłębiania integracji i że jesteśmy przekonani, że rodzaj Traktatu Konstytucyjnego, który organizowałby Europę 25, a w przyszłości 27 czy 28 krajów, jest nam wszystkim niezwykle potrzebny.

 

Mimo tego wydarzenia związanego z Traktatem polska wizja udziału w UE nie musi w moim przekonaniu ulegać jakimś zasadniczym zmianom. Pozostaje dla nas sprawą zupełnie fundamentalną przyjęcie perspektywy finansowej na najbliższe lata, w tym sensie niepowodzenie Szczytu jest dla nas wyjątkowo ryzykowne, dlatego że każde opóźnienie – choć historia UE jest taka, że za pierwszym razem budżetu nigdy nie przyjmowano, podlegał on dalszym dyskusjom – natomiast w tym przypadku opóźnienie, z punktu widzenia interesu nowych krajów, w tym także Polski, jest bardzo niebezpieczne.

Chcielibyśmy więc aby prezydencja brytyjska uczyniła wszystko aby ten budżet mógł być zaakceptowany , bo on oznacza wdrożenie planów jakie mamy w Polsce przygotowane i oznacza tę kwotę ponad 60 mld Euro, które per saldo Polska mogłaby uzyskać w tej perspektywie finansowej na istotne projekty rozwojowe i modernizacyjne. I to jest ta druga bardzo istotna kwestia , gdzie powinniśmy czynić wszystko aby budżet był przyjęty, naciskać na naszych partnerów, wykazywać tam gdzie to jest możliwe wolę kompromisu, ale przede wszystkim oczekiwać tego kompromisu od głównych oponentów , spierających się w sprawie budżetu, czyli z jednej strony Wlk. Brytanii  z jej rabatem , z drugiej strony Francji , ze wspólną polityką rolną. Niewątpliwie bez uzyskania porozumienia, które ma dzisiaj nie tylko wątek merytoryczny , ale też ma niestety wątek czysto polityczny i personalny, bo to jest również  spór między dwoma istotnymi przywódcami europejskimi, T. Blairem i J. Chirakiem . My musimy czynić wszystko aby do przyjęcia tej perspektywy finansowej do roku 2013 doszło. Trzecia kwestia, w której oczekuję od Polski nadzwyczajnej aktywności , a od polskiej dyplomacji wsparcia i zrozumienia  to jest nasze przekonanie i działanie na rzecz utrzymania polityki otwartych drzwi jeśli chodzi o nowych członków UE. Mówię tu zarówno o Rumunii i Bułgarii gdzie procesy zaszły już daleko i wydają się nieodwracalne, choć w stosunku do jednego z tych państw - , nie będę w tej chwili mówił którego -, są wątpliwości związane ze stanem prawnym i różnymi kwestiami bardziej szczegółowymi, ale nie zmienia to faktu, iż trzeba obu tym państwom pomóc, żeby perspektywa zarysowana w dotychczasowych dokumentach została spełniona. Z polskiego punktu wodzenia niezwykle istotne -  i z czym najtrudniej docieramy do naszych zachodnich partnerów -  jest utrzymanie i doprecyzowanie otwartej perspektywy europejskiej dla Ukrainy. W moim przekonaniu bój o przyszłość Ukrainy nie jest zakończony. Ukraina, która w ostatnich wyborach , a wcześniej poprzez pomarańczową rewolucję zdecydowała się na wybór drogi europejskiej i integrowania ze strukturami europejskimi i euroatlantyckimi musi otrzymać jasną odpowiedź ze strony tych struktur w jakim trybie, w jaki sposób, w jakiej perspektywie , wieloletniej oczywiście, może być zaakceptowana w tych strukturach. Jeżeli tak się nie stanie można oczekiwać, że będą wewnętrznie odbudowywane wpływy tych środowisk, które mają inną wizję przyszłości ukraińskiej. Jest to wizja zdecydowanie mniej europejska. Zdaję sobie sprawę, że rozmawiając na temat Ukrainy z wieloma partnerami napotykacie ścianę albo obojętności , albo zmęczenia, często wynikającego ze skali problemu. Wielokrotnie mówi się o tym , że jeżeli UE miałaby dzisiaj zająć się rozszerzeniem o Ukrainę, czy o Turcję, to oznacza w istocie jednoznacznie negatywne stanowisko społeczeństw zachodnich i niemożliwość zrealizowania tego procesu rozszerzenia. Ja nie bagatelizuję tych głosów , ani nie uważam , że nie ma w tym racjonalnych argumentów. Natomiast nie ma żadnej wątpliwości , że sens rozszerzenia UE został udowodniony, chociażby poprzez zaakceptowanie nowych 10 członków, w tym Polski. To otwiera dla Europy więcej szans, aniżeli obaw czy kłopotów, tylko trzeba umiejętnie tym procesem rozszerzenia zawiadywać. Jestem również przekonany , że poprzez rozszerzenie o kolejne kraje , szczególnie Ukrainę , co do której europejskiego , chrześcijańskiego charakteru nie ma wątpliwości, możemy uzyskać naprawdę wielkie wzbogacenie Europy , nie tylko o ważny kraj , nie tylko o 50 mln ludzi , nie tylko o istotne położenie geograficzne Ukrainy , ale także rozszerzamy strefę stabilności, współdziałania tych samych standardów demokratycznych dalej na wschód o naprawdę istotną przestrzeń. Ja nie muszę nikomu na tej sali tłumaczyć, jak bardzo to leży w interesie Polski i Europy Środkowej. Rzecz cała polega na tym , żeby również udowodnić to naszym partnerom z Zachodu. Mniej mówię tu o akcesji tureckiej , bo sprawa jest skomplikowana w nieco innym wymiarze. To jest też wielki temat do dyskusji z partnerami zachodnimi, na ile Europa XXI wieku jest Europą tradycyjną , która wychodzi ze źródeł chrześcijańskich i karolińskich, a na ile jest  Europą multi-religijną, multi-kulturową , multi-narodową , jaka została wytworzona szczególnie po II wojnie światowej. Nie ma dla mnie wszakże żadnej wątpliwości , że UE musi utrzymać politykę otwartych drzwi i że Polska powinna być najbardziej zdecydowanym i konsekwentnym adwokatem tej polityki na kolejne lata, niezależnie od tego jakie w Polsce wybory się dokonają i kto będzie kierował nawą państwową w Warszawie. Jestem również przekonany, że nie możemy przechodzić do porządku dziennego nad nastrojami i poglądami, które ujawniły się  przy okazji referendum, że głosy społeczeństw UE trzeba przemyśleć i zrozumieć i chętnie zgadzam się z Jurgenem Habermasem , który powiada, ze ten głos w referendach nie był na tyle protestem przeciw wspólnej Europie,  ile przeciwko temu jak ta wspólna Europa się przejawia. Chodzi tu o powszechne przeświadczenie, że europejskie elity oddaliły się w swoich planach, decyzjach od punktu widzenia zwykłego obywatela Unii. To poczucie obcości wobec europejskiego establishmentu trzeba przezwyciężyć, wzmacniając w Europejczykach wiarę  w zasady integracji. Dlatego odpowiedzią na zaistniałe trudności nie jest wzajemne obwinianie się, ani próba tworzenia mniejszych zgrupowań w ramach wspólnoty, a więc twarde jądro, różne prędkości , itd.  Raczej – jak słusznie postulował niedawno kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder – wszyscy oddani idei europejskiej powinni teraz zewrzeć szeregi. Nie utraciło nic ze swej aktualności przekonanie, że im bardziej zintegrowana UE i obejmująca większą przestrzeń europejską, a przy tym efektywna gospodarczo i mówiąca jednym głosem politycznie, tym znaczenie EU w globalizującym się świecie wzrasta. Żeby tak jednak było musimy w dużo większym stopniu niż do tej pory upodmiotowić europejski demos – tak,  by Europejczycy mogli przekonać się,  że zmiany idą w pożądanym przez nich kierunku. Stąd potrzeba aby najbliższe miesiące stały się uczciwym czasem refleksji i debaty – na pewno nie hibernacji europejskiego projektu i mam nadzieję, że jeżeli będziemy w ten sposób zachowywać się i w ten sposób tutaj w kraju działać to jest szansa, że przy tych kłopotach , które dziś są niepokojąco duże będziemy jednak potrafili ten kryzys przekuć w coś dobrego.

 

Pozwólcie , że po tej części unijnej słowo powiem o sytuacji regionalnej. Do kwestii ukraińskiej dodam tylko, że ciszę się bardzo, iż udało nam się doprowadzić – to było czwarte podejście - do uroczystego otwarcia Cmentarza Orląt we Lwowie. Towarzyszyła temu bardzo dobra atmosfera – i nie mówię tu o elitach ukraińskich, ale mówię o ludziach, którzy byli na cmentarzu, na ulicach. Chciałbym , żeby to symboliczne otwarcie cmentarza Orląt we Lwowie było również zachętą do wzmocnienia procesu pojednania i podania sobie rąk ku przyszłości nad mogiłami bardzo młodych ludzi Polaków i Ukraińców, którzy na tym cmentarzu spoczywają. To jest absolutnie możliwe, to wymaga determinacji ze strony ukraińskiej, jak i polskiej. My mamy miejsca, które wymagają upamiętnienia po naszej stronie, musimy dodać do tego więcej tkanki społecznej. Mam nadzieję, że powstanie Uniwersytet polsko-ukraiński na bazie wspólnego Kolegium Lubelskiego. Za trzy dni mamy spotkanie gospodarcze polsko-ukraińskie w Gdyni – to wszystko musi być wypełnione treścią aby te bardzo ważne symbole i podniosłe chwile nie były epizodami , a żeby były fundamentem czegoś dużo bardziej poważnego i trwałego , co może być swoistym testamentem tego pokolenia przełomu historycznego. Niczego więcej w relacjach polsko-ukraińskich nie możemy dać z siebie aniżeli wsparcia dla niezależnej i demokratycznej Ukrainy z jednej strony, a z drugiej pojednania polsko-ukraińskiego. Jestem przekonany, że polscy dyplomaci w tym dziele również będą z całym zaangażowaniem uczestniczyć. 

 

Mamy oczywiście inne problemy we współpracy regionalnej. Dotyczą  one przede wszystkim Białorusi, bowiem jak wiecie Państwo dialog napotyka na bardzo poważne przeszkody. W maju obradująca w Warszawie Rada Europy dała wyraz zaniepokojeniu sytuacją na Białorusi, przede wszystkim ograniczaniem swobód obywatelskich, naruszaniem reguł demokracji. Polska powinna pozostać przeciwna izolowaniu Białorusi, w rozumieniu takim , że będzie to kara czy sankcje, za ten stan rzeczy, który ma miejsce. Trzeba prowadzić bardzo trudny, choć twardy dialog z Mińskiem, jasno podkreślając nasze stanowisko w kwestii przestrzegania podstawowych zasad demokracji, praworządności, poszanowania praw mniejszości narodowych. Tu mamy bardzo wrażliwy temat polskiej mniejszości na Białorusi, ale jednocześnie trzeba na różnych szczeblach, samorządowych, pozarządowych, uczelnianych , uniwersyteckich, intelektualnych dialog prowadzić. Jestem przekonany, że z czasem będziemy mieli więcej partnerów do poważnej, odpowiedzialnej rozmowy z różnymi środowiskami białoruskimi, które będą starały się znaleźć  drogę wyjścia suwerennego na miarę swoich możliwości z tej bardzo skomplikowanej, trudnej i niezasłużonej dla tego bohaterskiego i dzielnego białoruskiego narodu sytuacji.

Zdajemy sobie w pełni sprawę również z wagi stosunków między UE a Rosją. Chcielibyśmy, a to stanowi istotną część naszej polityki, aby Unia mówiła jednym głosem w sprawach tych właśnie relacji. Przy okazji 9 maja nie raz mówiłem , że naszym celem powinno być budowanie jak najlepszych kontaktów miedzy UE a Federacją Rosyjską. Dobre kontakty leżą również w naszym polskim interesie. My, jako Polska nie oczekujemy w ramach tych kontaktów UE-Rosja ani stosunków nadzwyczajnie uprzywilejowanych ani  żadnych awansów , ale tym bardziej nie możemy pozwolić na różnego rodzaju upokorzenia czy marginalizację polskiej pozycji. Sprawy nie są proste, choćby zaproszenia, które ostatnio zostały skierowane w związku z uroczystościami 750 rocznicy miasta Kaliningrad, dawniej Królewiec. One pokazują, że niestety mamy do czynienia z sytuacją więcej niż trudną , że nie zawsze nasi partnerzy wykazują się należytą wrażliwością, choć dysponujemy sygnałami, że strona niemiecka starała się wpłynąć na kształt tych uroczystości , na zaproszenie sąsiadów. Chcemy by te relacje były kształtowane w oparciu o wzajemny szacunek i zrozumienie dla wrażliwości partnera. Podstawą udanej współpracy jest wyjście od wspólnego rozwiązywania bolesnych problemów przeszłości, bez prób reinterpretacji dziejów ze względu na bieżący kontekst, z odrzuceniem historycznych obsesji, ale przy absolutnym uznaniu prawdy i uznaniu tych doświadczeń, które były udziałem  ostatnich dziesiątek lat nie tylko Polski, ale wielu krajów zamkniętych  za „żelazną kurtyną”. (...)

Drodzy Państwo,

Nie chciałbym zapomnieć o innych relacjach, a szczególnie o relacjach transatlantyckich . Polska jest konsekwentnym orędownikiem silnych stosunków transatlantyckich, opartych  na porozumieniu i dialogu. Stanowią one podstawę architektury bezpieczeństwa europejskiego i światowego. Tak Europa, jak i Stany Zjednoczone podobnie postrzegają zagrożenia współczesnego świata, takie jak: międzynarodowy terroryzm, rozprzestrzenianie broni masowego rażenia, przestępczość zorganizowana. Obie strony transatlantyckiego dialogu, pomimo dzielących je różnic, zgadzają się, że sferę demokracji, wolności  i poszanowania praw człowieka  należy stale powiększać i chronić.

Można z pewnością powiedzieć,  że problemy dialogu transatlantyckiego koncentrują

się raczej na znalezieniu nowej, adekwatnej do obecnej sytuacji formuły prowadzenia

konsultacji i podejmowania decyzji. Polska jest otwarta na dyskusję, choć uważamy,

że NATO powinno pozostać najważniejszym forum debaty transatlantyckiej w

dziedzinie polityki bezpieczeństwa, ale gotowi jesteśmy do uczestnictwa w każdym

miejscu do poważnej rozmowy co czynić aby relacje transatlantyckie były mocniejsze

i nie podlegały tym wahaniom i koniunkturom różnych wydarzeń bieżących. W moim

przekonaniu to będzie światu dobrze służyć.

W ramach obowiązków sojuszniczych wynikających z członkostwa w NATO,  jak i ze względu na szerzej rozumiane poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo światowe, Polska angażuje się  w pokojowe i stabilizacyjne misje społeczności międzynarodowej. Stąd wynika nasza obecność w Iraku, ale z tego poczucia odpowiedzialności wyrastało również uczestnictwo w wielu misjach ONZ.  W sumie blisko sześćdziesiąttysięcy polskich żołnierzy już w tego rodzaju misjach uczestniczyło. Jesteśmy bowiem przeświadczeni,  że we współczesnym świecie własne bezpieczeństwo buduje się nie tylko w swym najbliższym otoczeniu. Odległe z pozoru konflikty i zagrożenia są  czymś, czego nie można ignorować.

Dotyczy to nie tylko zagrożeń , dotyczy to także zjawisk związanych z szeroko rozumianą globalizacją. Polska z powagą podchodzi do postulatów polityki zrównoważonego rozwoju. Uważamy, że pauperyzacja dużych obszarów globu,

zwiększanie przepaści pomiędzy bogatą Północą a biednym Południem to jest jedno z najpoważniejszych zagrożeń stabilności w świecie. Wyrównywanie szans rozwoju, także w takich bardzo istotnych kwestiach, a w Polsce zupełnie nie istniejących w dyskusji publicznej jak  kwestia dostępu do żywności, wody, sprawy wykształcenia, pracy, zagrożenia różnego typu fundamentalizmami, zarówno religijnymi jak politycznymi – to wszystko jest obraz tego świata, w którym żyjemy. Wydaje mi się, że zbyt często Polacy mimo swoich trudnych doświadczeń historycznych zachowują się zgodnie z powiedzeniem „Nasza chata z kraja”. Postawiłbym tezę, że dzisiaj uwrażliwienie społeczeństwa, jak i polskich elit wobec tych globalnych wydarzeń i zagrożeń, dramaty Afryki i wielu regionów świata jest  po prostu niewystarczające. W momencie kiedy stajemy się jednymi z ważniejszych państw UE, musimy również tę politykę dużo bardziej uaktywnić, szczególnie w relacjach z opinią publiczną, docieraniu do ludzi. Jest to dziwne dlatego, że mało który kraj przeszedł tak dramatyczne wydarzenia w swojej historii. Postulat, aby polityka w większym stopniu uwzględniała  prawdę historyczną, wymiar historyczny, aby miała wagę etyczną i moralną jest niewątpliwie postulatem zasadnym i muszę powiedzieć, że mam silne wrażenie, iż przez 10 lat swojej prezydentury uczyniłem wiele, aby ten wymiar był obecny. Nie unikałem spraw trudnych i bolesnych, podejmowaliśmy je z otwartą przyłbicą, niezależnie od tego, jak bardzo spotykało się to z podzielonymi opiniami w świecie polityki. Oczywiście nie da się zamienić dyplomacji na wyłączną edukację historyczną, bowiem polityka dzieje się tu i teraz. Ale ona oczywiście nie może być pozbawiona tego tła historycznego i wiedzy. Coraz częściej będziecie się Państwo spotykać z poważnymi liderami europejskimi i światowymi, których wiedza historyczna nie jest zbyt wielka. Więc jeżeli będziecie potrafili umiejętnie i z wdziękiem tę edukację historyczną prowadzić, czyńcie to! Serdecznie namawiam, ale nie zapomnijcie, że to nie może być jedyny temat Waszych spotkań i pracy, bo musimy również rozmawiać o sprawach dotyczących polityki bardzo realnej, dnia codziennego i najbliższej przyszłości.

 

Poza własną historią mamy przynajmniej kilka tytułów, o których warto mówić. To jest wielka postać Jana Pawła II, jego nauczanie i miejsce w świadomości świata. To jest postać, która w sposób jednoznaczny z Polską się kojarzy, w tym najlepszym sensie tego słowa i najpiękniejszych, najcenniejszych wartości, jakie reprezentował. Ale chcę również powiedzieć, że zbliża się bardzo ważna uroczystość 25-lecia Solidarności i chciałbym, aby ta uroczystość miała nie tylko wymiar ogólnopolski, jako ważny przełom w historii Polski, który w konsekwencji doprowadził do pokojowych zmian ustrojowych nie tylko u nas, ale w całej Europie, ale żeby święto to stało się świętem Europejczyków i mieszkańców innych kontynentów, bo w istocie to wielkie upomnienie się o godność, prawa człowieka, demokrację – na drodze pokojowej, miało miejsce w Polsce i rozpoczęło się właśnie przed 25 laty od Stoczni Gdańskiej. Powinniśmy zrobić wszystko, aby to święto miało taki wymiar ogólny. Pojednanie między mną a Prezydentem Wałęsą niech będzie  przykładem, że potrafimy wokół takich spraw, takich wydarzeń kojarzyć wysiłki, współdziałać, a nie walczyć ze sobą, a już na pewno się nie licytować, bo i tak zasługi Lecha Wałęsy i Solidarności są poza dyskusją i sporem. One powinny być pokazane światu, aby można było ze strony świata odczuć satysfakcję, że 25 lat temu Polacy byli gotowi do takiego ryzyka i wysiłku.

 

We wrześniu będziemy mieli sesję ONZ, która przyniesie - mam nadzieję – istotne decyzje o reformie Narodów Zjednoczonych. Moje najkrótsze zdanie jest takie, że potrzebujemy Narodów Zjednoczonych. Jest to organizacja, przy wszystkich swoich słabościach, unikalna. Jestem przekonany, że jeśli przyszłoby dziś tworzyć NZ, napotkalibyśmy na nieporównanie więcej kłopotów i trudności. Wierzę, że NZ są gotowe do reformy, bo niereformowanie będzie tę organizację marginalizować, ze stratą dla nas wszystkich. Projekty, które były zgłaszane, m. in. przez Polskę, są interesujące i jeżeli starczy determinacji, to – jeśli znowu wielcy tego świata nie będą wyłącznie zajmować się podziałem miejsc w Radzie Bezpieczeństwa, a całą koncepcją NZ - z tego może wyjść dobry wynik. Natomiast jeśli to będzie głównie walka o to, kto jest w RB, przy niezmienionych innych zasadach i instrumentach, którymi dysponowałyby NZ, to obawiam się, że będzie to dalece niewystarczające i nie doprowadzi nas do właściwego finału.

 

Nie ulega wątpliwości, że  po okresie, kiedy polska uwaga z naturalnych powodów skoncentrowana była na Unii Europejskiej i na więzi transatlantyckich czyli NATO, wchodzimy w nowy etap, gdzie wyższą pozycję w relacjach Polski muszą uzyskać również inne regiony świata, dlatego, że pora na zrównoważenie tych kontaktów. Oczywiście one nie będą równoważne jeśli chodzi o aktywność polityczną, wymianę handlową, współpracę, bo będąc członkiem UE jesteśmy w zupełnie innym miejscu i innej sytuacji. Uważam, że powinniśmy zwiększyć aktywność zarówno w kierunku azjatyckim, a szczególnie jeśli chodzi o Chiny, to dotyczy też krajów arabskich, Ameryki Południowej, Afryki, Australii. Było bardzo dużo wizyt i kontaktów, a więc taka podstawowa struktura jest stworzona. Chodzi w tej chwili o to, by za tym szły konkretne projekty polityczne i szczególnie gospodarcze i żebyśmy wreszcie wobec innych regionów zaczęli zachowywać się bardziej konsekwentnie. Dlatego że pod tym względem mamy taką skłonność, że jeśli jest jakiś ważny cel, to my zwieramy szeregi i go realizujemy, po czym cel jest spełniony i wszystko dochodzi do tej samej normy, słowa powiedziane są rozproszone przez wiatr, kontakty, które miały być spuentowane idą jak po grudzie i zamiast mieć wyraźny postęp i efekt tego rodzaju impulsu, okazuje się, że jest on nawet trudny do uchwycenia. To trzeba zmieniać, tym bardziej, że nie wierzę w skuteczną politykę bez pełnej infrastruktury kontaktów. Polityka dzisiaj rozumiana jako wysiłki dyplomatyczne jest dalece niewystarczająca. Musi być wzmocniona zarówno przez kontakty gospodarcze, handlowe, kulturalne, społeczne, różnego typu więzi – bo wtedy okazuje się, że jest ona rzeczywiście pełna i może się równoważyć.   

 

Jesienią tego roku będą wybory, wahadło demokracji działa i tu Polska nie odróżnia się od naszych sąsiadów czy partnerów. Natomiast pytanie oczywiście brzmi, na czym polityka ekip, które dzisiaj zmierzają do rządzenia, miałaby polegać. Otóż ja mam nadzieję, że w sprawach zagranicznych, niezależnie od całej retoryki kampanii wyborczej, główne linie polskiej polityki zagranicznej zostaną utrzymane, bo ja nie dość, że nie widzę sensownej alternatywy dla polityki polskiej obecności w UE, w NATO, budowania silnych związków regionalnych, wspomagania demokratycznych dążeń Ukrainy. Więcej – każda próba realizowania innej polityki, zakwestionowanie któregoś z tych punktów byłoby po prostu błędem, a nawet w niektórych przypadkach katastrofalne. Oczywiście polityka to są także ludzie, akcenty, wybór priorytetów, ale to w moim przekonaniu nie może zmieniać tego absolutnie słusznego wyboru, jakiego Polska dokonała w 1989 i 1990 roku i z czego czerpie wyraźne i niekwestionowane korzyści. Dlatego, że jestem przekonany, że w wyborach parlamentarnych, niezależnie od ich wyników, w tej dziedzinie powinna być ciągłość, choć oczywiście i ludzie, i akcenty to jest sprawa, która należy do gestii każdego z rządów. Co do wyborów prezydenckich – w polityce zagranicznej nikt prezydenta jako głowy państwa nie wyręczy i nie zastąpi, z całym szacunkiem dla MSZ i ambasadorów, pozycja prezydenta jest w tej mierze szczególna. A w sytuacji, kiedy jesteśmy w tak ważnych strukturach jak UE i NATO, gdy odgrywamy taką rolę regionalną i w sytuacji gdy wiele z tych struktur przeżywa prawdziwe kłopoty, tym bardziej osoba, która zajmie moje miejsce, powinna w tej dziedzinie poruszać się sprawnie, skutecznie, otwarcie i budować również swój istotny autorytet w świecie. To jest ważny postulat do polskich wyborców, dlatego, że niewątpliwie lata 2006-2007 mogą okazać się z punktu widzenia perspektywy europejskiej, transatlantyckiej, bardzo ważne i bardzo trudne. Nic nie jest zamknięte – ani Unia nie jest skazana na sukces, ani Ukraina nie jest ostatecznie na drodze europejskiej, ani Bałkany nie są dostatecznie spokojne, itd. To wszystko oznacza, że tego typu kwalifikacje, pozycja prezydenta będzie niezwykle ważna.

 

Przez 10 lat budowałem Korpus Dyplomatyczny RP na zasadzie apartyjności, stawiania przede wszystkim na kwalifikacje ludzi, ich wiedzę, zaangażowanie, znajomość w miejscu, w którym przychodzi im działać. Chciałbym, aby ten rodzaj polityki kadrowej i personalnej był kontynuowany. Apeluję o to, by tych, którzy umieją, sprawdzili się,  znają się na rzeczy, żeby ich szanować, żeby nie tracić tego wielkiego potencjału i kapitału, jaki Polska ma i jaki udało nam się ukształtować w Polskiej dyplomacji. Wysoko oceniam polską dyplomację, uważam, że udało nam się znaleźć ludzi, którzy potrafią działać nowocześnie i na  miarę potrzeb, spotykamy się co rusz z problemem kadrowym, że tych ludzi jest raczej mniej niż więcej i kilka nie obsadzonych placówek niech o tym również świadczy. Dlatego chciałbym, iż nie tylko z powodu niezbędnej w polityce zagranicznej ciągłości, ale ze względu na nasz szacunek dla umiejętności i kompetencji ludzi, że polski Korpus Dyplomatyczny będzie pod tym względem chroniony i będzie miał okazję dobrze współpracować z każdym wybranym demokratycznie rządem RP, z każdym ministrem Spraw Zagranicznych i z każdym nowym Prezydentem RP.

 

Chciałem podziękować wszystkim Państwu raz jeszcze za wiele lat udanej współpracy, która dobrze służyła Polsce i która również pomogła naszemu regionowi – Europie Środkowej i Wschodniej  i była korzystna dla Unii Europejskiej i naszych relacji transatlantyckich. Dziękuję za wszystko!