Podczas wizyty Prezydent RP spotkał się z Kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem, a następnie wspólnie wzięli udział w podpisaniu wspólnego oświadczenia o polsko – niemieckiej współpracy dotyczącej Uniwersytetu Viadrina.
Po podpisaniu wspólnego oświadczenia, zwracając się do dziennikarzy Prezydent RP powiedział m.in.:
Przede wszystkim chcę podziękować za ważne i dla mnie tak miłe słowa Pana Kanclerza Schroedera. Cieszę się, że po raz kolejny jestem tutaj, we Frankfurcie, na Uniwersytecie Viadrina, tym bardziej, że byliśmy świadkami podpisania naprawdę bardzo ważnego porozumienia. Viadrina jest dla mnie żywym dowodem jak zmienia się, zmieniła się w ostatnich kilkunastu latach Europa, jak bardzo nową jakość mamy w stosunkach polsko – niemieckich. W ubiegłym roku akademickim studiowało i studiuje tutaj ciągle ponad 1000 polskich studentów. Mamy tutaj do czynienia z miejscem, które promieniuje zarówno myślą europejską jak i dobrym duchem współpracy polsko – niemieckiej zarówno w Niemczech jak i w Polsce. Pamiętam, kiedy pierwszy raz spotkałem się tutaj ze studentami polskimi, niemieckimi, także z innych krajów, to miałem wrażenie, że to właśnie kształtujemy nowe pokolenie Europejczyków, nowe pokolenie, które będzie potrafiło wypełnić te ramy, które my politycy stworzyliśmy od początku lat dziewięćdziesiątych. Chcę więc powiedzieć, że mam nadzieję, iż to porozumienie, ta wola, jaka została wyrażona i podpisana dzisiaj, będzie zrealizowana.
Proszę Państwa, żeby nawiązać do słów Kanclerza, dziesięć lat swojej prezydentury podsumowuję z przekonaniem, że udało nam się niezwykle dużo osiągnąć, jeśli chodzi o relacje polsko – niemieckie. Dzisiaj, kiedy helikopterem leciałem nad Berlinem, widzę miasto, które tętni życiem, a które przecież jeszcze kilkanaście lat temu było podzielone murem, murem, który dramatycznie dzielił całą Europę. Przez ostatnie dziesięć lat, które przeżywałem jako Prezydent, Polska i Niemcy stały się sojusznikami w ramach Paktu Północnoatlantyckiego. Jesteśmy, Polacy i Niemcy, w jednym sojuszu militarnym, także w jednym sojuszu politycznym. To jest rzecz w całym naszym tysiącleciu nadzwyczajna, jakże pozytywna i jakże wyjątkowa. Jesteśmy w Unii Europejskiej, cieszymy się naszą obecnością w Unii Europejskiej, pierwszy rok polskiego członkostwa jest naprawdę historycznym sukcesem. Zachowujemy w naszej pamięci, wdzięczności, pomoc Republiki Federalnej, zaangażowanie osobiste Pana Kanclerza dla polskiego członkostwa. To była z naszego punktu widzenia nadzwyczajna, historyczna decyzja. Rozszerzenie o dziesięć nowych krajów, to jest też historia Europy, to jest wielka europejska szansa, którą potrafimy wykorzystać. Nasze kontakty gospodarcze, handlowe, kulturalne, polityczne to wszystko ma swoją dynamikę i niewątpliwie daje powody do satysfakcji. Ponieważ i Polska i Niemcy, znajdujemy się w okresie przedwyborczym, to ja chcę wyrazić taką oto opinię; fundamenty zostały stworzone silne i one powinny być jak najlepiej wykorzystane przez wszystkich, którzy będą z demokratycznego mandatu wypełniać swoje zadania w przyszłości. Dobre, sąsiedzkie, ale także bardzo otwarte, bardzo aktywne relacje polsko – niemieckie relacje są potrzebne i Polakom i Niemcom, i są bardzo potrzebne całej wspólnej Europie. Chcę podziękować Panu Kanclerzowi za to, że jako kończący kadencję prezydent, mogłem efektywnie z nim współpracować. Wszystkim niemieckim partnerom, przyjaciołom chcę bardzo serdecznie podziękować. Proszę wybaczyć, że będę trochę nieskromny w tym momencie, ale chcę przypomnieć taką oto sytuację, w której byłem odznaczany najwyższym niemieckim odznaczeniem za zasługi dla relacji polsko – niemieckich. Powiem szczerze, że w życiu prezydenckim bycie odznaczanym nie jest szczególną sytuacją, ani nadzwyczajną sytuacją, ale tu w Niemczech byłem wzruszony, kiedy otrzymałem to odznaczenie, ale także przekonany, że ono mi się po prostu należy. Przez skromność chciałbym dodać, że Kanclerz swego czasu otrzymał także najwyższe polskie odznaczenie.
Teraz, żeby klamrą moje oświadczenie zamknąć, chcę powiedzieć: to jest radość, że dla tego mocnego polsko – niemieckiego fundamentu przygotowujemy nowe pokolenie, które na pewno odegra wyśmienitą rolę. Jestem przekonany, że właśnie ci młodzi ludzie, młodzi Polacy i Niemcy nadadzą naszym relacjom wzajemnym zupełnie nową jakość, jakość dwudziestego pierwszego wieku. Będzie to pokolenie świadome przeszłości, także tej bardzo skomplikowanej, trudnej przeszłości, ale przede wszystkim pokolenie odważne wobec wyzwań współczesnych i przekonane, że Polska i Niemcy są nie tylko sąsiadami, są po prostu partnerami, którzy się wzajemnie potrzebują. Dziękuję bardzo.
Prezydent Aleksander Kwaśniewski wziął również udział w Światowym Kongresie Niemieckiego Towarzystwa Wiedzy o Europie Wschodniej w Berlinie.
Zwracając się do zebranych Prezydent RP powiedział m.in.:
Cieszę się ze spotkania z uczestnikami światowego kongresu Niemieckiego Towarzystwa Wiedzy o Europie Wschodniej – organizacji o wieloletnim dorobku i wielkich zasługach. Dziękuję za zaproszenie mnie do wzięcia udziału w debacie poświęconej przyszłości naszego kontynentu.
To dzisiejsze spotkanie ma wymiar symboliczny. Niedaleko stąd, dosłownie na wyciągnięcie ręki, przed 15 laty przebiegał Mur Berliński – ucieleśnienie pęknięcia, które przepołowiło Europę po zakończeniu II wojny światowej. Dziś spojrzenie zgromadzonych w Haus der Kulturen der Welt bez przeszkód wybiegać może ku wschodowi. Ku Europie Środkowej i Wschodniej, tak nieodległej od Berlina – zarówno w geograficznym, jak i politycznym sensie. Po ubiegłorocznym rozszerzeniu Unii Europejskiej z Berlina do Warszawy, do Pragi, do Budapesztu czy Wilna jest o wiele bliżej, niż kiedyś. I sądzę, że z każdym rokiem środkowa i wschodnia część Europy będzie coraz silniej obecna w myśleniu całej europejskiej wspólnoty. Że ta swoista terra incognita będzie stopniowo odkrywana, że stopniowo wszyscy nauczymy się korzystać z tego wielkiego potencjału, jaki Unii Europejskiej przyniosło ostatnie rozszerzenie.
Panie i Panowie! Nad Europą krąży dziś swoiste widmo kryzysu. Pojawiają się opinie, że wskutek odrzucenia we Francji i Holandii traktatu konstytucyjnego, projekt europejski pogrążył się w marazmie. Brak porozumienia w sprawie budżetu z pewnością przyczynił się do spotęgowania złych nastrojów. Mówi się, że nad troską o wspólnotę, znów górę wzięły narodowe egoizmy. Na to nakładają się wciąż powracające pomysły o podziale Unii na „twardy rdzeń” i peryferia. To wszystko rzeczywiście może nastrajać pesymistycznie. Wyjściem z tych kłopotów nie może być jednak suma narodowych egoizmów. Na kryzysy i kłopoty potrzebujemy więcej Europy, a nie mniej Europy.
Unia zrodziła się przecież z kryzysu – najpotężniejszego, jakiego Europa doświadczyła w swych dziejach: II wojny światowej. To wstrząsające wydarzenie zainspirowało ojców-założycieli Unii – Schumana, de Gasperiego, Adenauera – by wreszcie oderwać się od przekleństwa nieludzkich ideologii, konfliktów, koncertu mocarstw i poszukiwać tego, co łączy, co buduje przyszłość. Można też zaryzykować tezę, że europejska wspólnota nie tylko zrodziła się z kryzysu, ale rozwijała się poprzez rozwiązywanie konfliktów. Europa, jak czasem mówią Niemcy, to przecież prawdziwy plac budowy (Baustelle), gdzie zawsze było miejsce na eksperymenty, ale też na korekty. Głęboko wierzę, że obecny kryzys, czy, jak wolę o tym mówić: obecne kłopoty, także okażą się takim twórczym fermentem.
Nie wyolbrzymiajmy trapiących nas w tej chwili rozterek. Rozszerzenie Unii z 15 do 25 państw było przecież wielkim sukcesem. Nawet jeśli akcesja nowych krajów wywołała u niektórych lęki, zwłaszcza lęki ekonomiczne, to jednak faktycznie otworzyła przed Unią zupełnie nowe możliwości rozwoju. Dowodzi tego wzrost obrotów w handlu zagranicznym i bezpieczeństwo, jakie skłania inwestorów do otwarcia na nowe kraje Unii. Powiedzmy jasno: podział na „starą” i „nową” Europę trzeba odłożyć do lamusa historii. To jest myślenie zwrócone wstecz, myślenie, które ucieka przed nowymi wyzwaniami. Rację miał ten (Geremek), kto stwierdził, że cała Europa jest i stara, i nowa – stara swoim wspaniałym, niepowtarzalnym dorobkiem kulturowym, swoją historią, swoimi odkryciami, dziełami umysłu i ducha. A nowa – swoim pionierskim, jedynym w świecie zjednoczeniowym projektem.
Co robić wobec zjawiska, które nazwano już „rozszerzeniowym kacem”? Moim zdaniem zwolennicy integracji we wszystkich państwach członkowskich powinni zewrzeć szeregi. Powinniśmy lepiej zorganizować nasze współdziałanie. I to jest właśnie „twardy rdzeń” integracji, którego dzisiaj potrzebujemy. Sądzę, że istotą europejskiego ducha i europejskiego działania jest właśnie spoglądanie w przyszłość, przełamywanie doświadczeń historii, a nie oglądanie się wstecz, za siebie. Powiem więcej: jestem przekonany, że właśnie teraz nadszedł w Europie czas liderów i wizjonerów.
W Polsce, ale także w pozostałych krajach ostatniej akcesji, jest dla wspólnej, solidarnej Europy wiele entuzjazmu. Nie dołączyliśmy do wspólnoty, by jej coś odebrać, ale by wnieść nasz entuzjazm, siły witalne, gotowość do ciężkiej pracy. Europa będzie silniejsza i sprawniejsza, jeśli włączać będzie nowe kraje w kształtowanie swojej polityki. Żywiołowość nowych członków, doświadczenie dotychczasowych – mogą razem stworzyć kompozycję o niespotykanej w świecie sile.
Europa bez wątpienia potrzebuje nowych rozwiązań instytucjonalnych. Po to, by większa organizacja była sprawniejsza. By lepiej odpowiadać na wyzwania, które w XXI wieku stają przed nami. Wszystkie one wiążą się z procesami globalizacji, dokonującymi się na wielu płaszczyznach. Z procesami, które decydować będą o kształcie naszego stulecia. Pozwólcie Państwo, że z różnorodnych form globalizacji wybiorę tylko niektóre: globalizację praw człowieka i demokracji, globalizację rynków, globalizację technologii, wreszcie globalizację zagrożeń i ryzyka.
Świadomie rozpoczynam od polityczno-prawnego, nie zaś gospodarczo-finansowego wymiaru globalizacji. Wierzę bowiem, że XXI wiek upłynie w dużej mierze pod znakiem upowszechniania wartości takich, jak demokracja i prawa człowieka. O wzroście znaczenia tego wymiaru decyduje nie tylko kontekst wojny z terroryzmem. Dowodzi tego także coraz powszechniejsza świadomość konieczności reform ONZ, czy coraz częściej pojawiające się postulaty globalnych regulacji prawnych.
Jak w tej sytuacji powinna odnaleźć się Unia Europejska? Jestem przekonany, że w świecie coraz bliższym zwykłych ludzi, Europa także musi stawać się w coraz większym stopniu Europą Obywateli. Oznacza to przede wszystkim konieczność przezwyciężenia deficytu demokracji. Zdaję sobie sprawę, że taka intencja zawarta jest w tekście Konstytucji dla Europy. Z drugiej jednak strony nie można nie zauważyć, że to właśnie obywatele, i to w dużej mierze w proteście przeciw niezrozumiałym procedurom i zapadającym nad ich głowami decyzjom, zakwestionowali ten wypracowany z trudem dokument. Dziś musimy się zastanowić, co można uczynić, by ideą europejską ponownie zainteresować szerokie rzesze obywateli. Jak naprawić szwankującą najwyraźniej komunikację między politycznymi elitami a milionami Europejczyków.
Prócz zbliżenia do obywateli Europa potrzebuje także zachowania otwartości. Sławiąc demokrację ateńską, stanowiącą dla nas niewyczerpane źródło inspiracji, Perykles miał powiedzieć: Miasto nasze pozostawiamy otwarte dla wszystkich: (…) mamy bowiem nie tyle zaufanie do przygotowań i podstępów wojennych, ile do własnej odwagi w działaniu. Nie ma wątpliwości: otwartość jest trwałym, nieusuwalnym znamieniem demokracji, namacalnym dowodem jej siły. Przypomniał nam o tym Karl Rajmund Popper, dowodząc, że społeczeństwo demokratyczne z definicji jest społeczeństwem otwartym. Otwartość wspólnoty demokratycznych państw, jaką stanowi Unia Europejska, nie jest zatem niczym przypadkowym. Dlatego najgorszym rodzajem odpowiedzi, jaki Europa może udzielić na pojawiające się problemy, byłoby zatrzaskiwanie drzwi przed aspirującymi do członkostwa we wspólnocie.
Jest zrozumiałe, że po ostatnim rozszerzeniu Unia potrzebuje chwili oddechu. Ale horyzontem naszych działań musi pozostawać otwartość. Oznacza to zachowanie europejskiej perspektywy dla Ukrainy, krajów bałkańskich, określenie formy współpracy z Turcją. Pomarańczowa rewolucja na ulicach Kijowa pokazała, że ogromne przyspieszenie w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego może nastąpić niemal z dnia na dzień. Tamtemu wołaniu o wolność i prawdę solidarnego wsparcia udzieliła cała Europa. Dlatego dziś nie możemy odwrócić się od Ukrainy, musimy konsekwentnie wspierać ją na drodze reform, na drodze wiodącej ku NATO i Unii Europejskiej.
Zachowanie zasady otwartości w polityce europejskiej jest także istotne ze względu na drugi wspomniany przez mnie wymiar globalizacji: wymiar ekonomiczny. Wzrastająca konkurencyjność na rynkach światowych, przyspieszający rytm „turbokapitalizmu” powodują, że miesiące opóźnienia dzisiaj mogą oznaczać lata opóźnienia w przyszłości. Świat nie będzie czekał na Europę.
W tych warunkach Unia musi postawić na większą elastyczność. Także na przystosowanie systemów socjalnych do zmienionych warunków. W tej dziedzinie dostrzegam wiele powodów do optymizmu. Nowi członkowie wspólnoty wnoszą bowiem doświadczenie transformacji ustrojowej, gotowość dokonywania reform. Ale taka gotowość jest przecież i po stronie dotychczasowych państw członkowskich. Niemcy są tego najlepszym przykładem – podejmowane tu, niełatwe przecież, reformy mają kolosalne znaczenie z punktu widzenia całej gospodarki europejskiej.
Unia jako jeden rynek stała się już de facto systemem naczyń połączonych. Kłopoty gospodarcze jednego kraju są w pewnym sensie kłopotami wszystkich pozostałych. Ale sukcesy i zyski także dotyczą całej wspólnoty. Mając na uwadze ten stan rzeczy, apelowałem, apeluję i będę apelował do wszystkich krajów Unii, które tego jeszcze nie uczyniły: otwórzcie drzwi młodym ludziom z nowych krajów! Im większa będzie mobilność Europejczyków, im większa skłonność do podejmowania pracy tam, gdzie jest ona oferowana, tym szybszy i bardziej równomierny będzie rozwój wspólnoty.
Mobilności potrzebujemy także w sferze nauki i edukacji. Cieszy mnie, że tak wielu Polaków studiuje w kraju i zagranicą; spora grupa polskich studentów uczy się tutaj, w Niemczech. Nie brak też studentów z dotychczasowych krajów Unii, którzy w swoich edukacyjnych podróżach odkrywają nowe kraje członkowskie. W świecie, który pod wpływem globalizacji nowoczesnych technologii, w coraz większym stopniu staje się obszarem przekazywania i interpretowania informacji, Europa nie może sobie pozwolić na analfabetyzm. Aby odszyfrować alfabet współczesnego świata, trzeba wykształcenia, trzeba stałego podnoszenia kwalifikacji.
Rozwój technologii naukowych w Europie stwarzać będzie podstawy do budowania gospodarki opartej na wiedzy. Nie chodzi o to, by koniecznie prześcigać jakieś kraje w wyznaczonym czasie. Celem powinno tu być systematyczne i konsekwentne zbliżanie podmiotów gospodarczych i centrów naukowych.
Na sam koniec pozostawiłem kwestię globalnych zagrożeń, takich, jak międzynarodowy terroryzm, rozprzestrzenianie broni masowego rażenia czy zorganizowana przestępczość. Europejską odpowiedzią na globalizację strachu i nieufności powinno być wzajemne zaufanie i wewnętrzna solidarność.
Tej solidarności potrzebujemy dziś w Europie szczególnie. Po zamachach w Londynie stało się jasne, że z największymi zagrożeniami współczesności nie poradzimy sobie w pojedynkę. Narodowe egoizmy nie rozwiążą żadnych poważnych problemów. Ale to nie lęk powinien nami powodować. Strach nie powinien nas dzielić, ale też nie ze strachu powinniśmy się łączyć. Integracja europejska nie jest odpowiedzią na terroryzm, choć z pewnością pozwoli nam lepiej, skuteczniej radzić sobie z tą plagą. Integracja to nasza odpowiedź na wołanie dobywające się z najgłębszych pokładów europejskiej kultury i tradycji, ale też odpowiedź na szanse XXI wieku. Jednoczymy się, bo łączą nas wspólne wartości i cele. Europejska solidarność to nie dziecko strachu, lecz odwagi w działaniu.
Przypomina o tym także 25. rocznica polskiej „Solidarności”, ruchu obywatelskiej odwagi. Hasło tych obchodów – „Zaczęło się w Gdańsku” – przywraca pamięć o tym, że właśnie działania zwykłych, prostych ludzi zapoczątkowały łańcuch wydarzeń, który doprowadził do obalenia berlińskiego muru i włączenia w proces integracji wschodniej części kontynentu. Europa, która oddycha dziś już nie jednym, ale obydwoma płucami, jest bez wątpienia silniejsza. Powinno to znaleźć wyraz we wspólnym kształtowaniu polityki bezpieczeństwa i obrony. Ale także w mówieniu przez Unię jednym głosem na arenie międzynarodowej. Z punktu widzenia Polski szczególnie ważnym wymiarem takiej solidarności jest kształtowanie polityki wschodniej – zwłaszcza relacji wspólnoty z Rosją – w taki sposób, by żaden kraj Europy Środkowej czy Wschodniej nie czuł się pomijany czy ignorowany. Partnerzy nie stają nigdy na palcach, by rozmawiać ponad głowami – rozmawiają, mówiąc po niemiecku, auf gleicher Augenhöhe (jak równy z równym, dosłownie na równej wysokości oczu). Dotyczy to rozmów wewnętrznych, ale też tych toczonych na zewnątrz wspólnoty.
Dbając o swoje bezpieczeństwo, Europa powinna zatem pamiętać, że jeszcze istotniejszy od zabezpieczeń i środków prewencyjnych, od oddziałów wojska i technologii zbrojeniowych, jest katalog wartości, którym pozostaje się wiernym i których jest się gotowym bronić. Naszym najważniejszym sojusznikiem w tak pojmowanej wojnie z religijnym fundamentalizmem i terroryzmem pozostają Stany Zjednoczone. Polska uważa, że przyszłość zjednoczonej Europy w XXI wieku to także jak najlepsze, partnerskie stosunki transatlantyckie. Wynika to z naszego przekonania, że obie strony atlantyckiego dialogu łączą wspólne, fundamentalne zasady. Zjednoczona Europa przyszłości to również sprawne, przystosowane do nowych warunków i zadań NATO.
Szanse i zagrożenia, jakie niesie ze sobą XXI wiek uświadamiają nam, że nasze społeczeństwa to faktycznie – jak mówi (wybitny niemiecki socjolog) Ulrich Beck – społeczeństwa ryzyka. Tylko od nas zależy, czy będziemy próbować się zamykać i usiłować chronić się przed ryzykiem na własną rękę. Czy też odważymy się podzielić ryzykiem, tak by łatwiej było sobie z nim radzić.
Chciałbym, aby Europa wybrała tę drugą drogę. Aby przesłanie solidarności zwyciężyło. Tylko wówczas nasz kontynent stanie się przyjaznym domem wszystkich Europejczyków. Domem, o którym każdy obywatel będzie mógł powiedzieć, że to jego własny, bezpieczny, ale też otwarty na przyjaciół dom.