Menu rozwijane

13 września 2005

13 września 2005 roku Prezydent Aleksander Kwaśniewski przebywał na zaproszenie władz wojskowych i lokalnych  z wizytą w stanie Colorado.

Prezydent RP złożył wizytę w Kwaterze Głównej  Północnoamerykańskiego Dowództwa Obrony Powietrznej NORAD, gdzie spotkał się z szefem NORAD adm. Timothy Keatingiem.

Następnie prezydent Aleksander Kwaśniewski wraz z Małżonka spotkał się w Kolorado Springs z mieszkańcami i przedstawicielami środowiska politycznego stanu Kolorado.

Prezydent RP był także gościem Uniwersytetu w Denver, gdzie spotkał się ze studentami uczelni i odpowiedział na liczne pytania dotyczące spraw polskich i europejskich.  Młodzi Amerykanie pytali o przyszłości UE , sytuację w Środkowo-Wschodniej Europie, a w szczególności  na Ukrainie, stosunki z Rosją i perspektywy rozwoju Polski.

Poniżej przekazujemy tekst wystąpienia Prezydenta RP pt. Polityka a moralność – lekcja młodego pokolenia.

Szanowni Państwo!

Jestem zaszczycony spotkaniem z tak miłym gronem studentów i naukowców. Mam nadzieję, że krótki wykład polityka ze sporą praktyką będzie dla Państwa interesującym doświadczeniem. Dla mnie jest to również niecodzienna sytuacja, bowiem na co dzień zajmuję się – jak większość ludzi mojej profesji – sprawami bieżącymi i rzadko mam okazję podyskutować o problemach natury filozoficznej.

Jan Jakub Rousseau powiedział niegdyś, że kto chce rozpatrywać oddzielnie politykę i moralność, nie zrozumie nigdy ani jednej, ani drugiej. W moim wystąpieniu postanowiłem skupić się nad możliwością pogodzenia polityki z wymogiem uczciwości. Spróbować odpowiedzieć na pytania: Czym jest uczciwość lub nieuczciwość polityka? Jakie są skutki i koszty społeczne jego nieuczciwości? Czy polityk w ogóle może być uczciwy?

Nie są to zagadnienia czysto abstrakcyjne, ciekawe wyłącznie dla filozofów, etyków, pedagogów i socjologów. Polityka bywa postrzegana jako działalność niejasna i moralnie co najmniej dwuznaczna, jeśli nie podejrzana. Silnie rozpowszechniony jest stereotyp, że przyzwoity człowiek nie ma czego szukać w polityce. To rzutuje często na brak zaufania do tych, którzy zdecydowali się na karierę polityczną.

Jakie są źródła tego problemu? Jednym z nich wydaje się pojmowanie uczciwości jako wartości absolutnej, tzn. oczywistej, jednoznacznej. Wszystko zdaje się proste: wystarczy chcieć być uczciwym, aby być uczciwym. Owszem, racjonalne jest założenie, że nie można być tylko „trochę uczciwym” lub „trochę nieuczciwym” – podobnie jak nie można być trochę w ciąży. Jednak polityka z natury uwikłana w kolizje interesów i konflikty różnych systemów wartości. Dlatego często skazana jest na sytuacje moralnie niejednoznaczne, dylematy moralne, konflikty sumienia, kompromisy może nie zawsze zgniłe, ale zawsze bolesne i balansujące na krawędzi „zdrady ideałów”. Słusznie jest kojarzona z ekwilibrystyką nazywaną wyborem „mniejszego zła”. To skłania ludzi do uproszczonego i niebezpiecznego uogólnienia, że w polityce zawsze i z góry zwycięża cynizm i dwulicowość.

Realistyczna analiza uczciwości w polityce opiera się na zrozumieniu, że kryteria tej uczciwości nie są automatycznym przeniesieniem i zastosowaniem osobistej przyzwoitości czy prawości w życiu codziennym. W tym kontekście przywołam, nieco przewrotnie, przykład postaci dwuznacznej: księcia Talleyranda. To właśnie o tym skorumpowanym polityku, zdrajcy swych kolejnych „pracodawców” powiadano, że jeśli nie sprzedał własnej matki, to jedynie z braku nabywców. A przecież, choć nie dochował wierności zmieniającym się władcom, w swoich koniunkturalnych działaniach chyba nigdy nie zdradził Francji. Bardzo nieelegancko i nieetycznie, ale skutecznie służył racji stanu. To nie znaczy, że celów wyższych nie można osiągnąć bez łamania zasad i bez osobistej szlachetności. Znaczy jedynie, że znak równości między osobistą a zawodową uczciwością jest błędem. Można być kryształowo uczciwą osobą – nieuczciwą jednak w roli publicznej, i odwrotnie. Aczkolwiek największą gwarancję bezpieczeństwa daje społeczeństwu zgodność obydwu tych cech.

Panie, Panowie!

Nieuczciwość w polityce ma wiele twarzy. Kto właściwie jest politykiem nieuczciwym?

Po pierwsze ten, kto jest nieuczciwym człowiekiem. I nieuczciwy pozostaje również w zawodowej i służbowej roli przywódcy, ideologa czy dyplomaty.

Po drugie, nieuczciwym politykiem jest dyletant. Wprawdzie często kieruje się dobrymi chęciami, wierzy w to, co mówi innym, lecz działa przecież po amatorsku, nieudolnie, ze szkodą dla innych. Brak mu nie tylko kwalifikacji, ale i dystansu, zmysłu samokrytycznego, świadomości podejmowanego ryzyka, za które być może zapłacą inni.

Po trzecie, nieuczciwym politykiem jest „gracz”. Ten wprawdzie jest kompetentny, lecz ze swej kompetencji czyni zły użytek. Jest zręczny i bezwzględny. Brakuje mu natomiast pokory, refleksji intelektualnej i przywiązania do jakichkolwiek zasad. W dodatku jego makiawelizm niczemu nie służy poza smakiem samoupojenia własną przebiegłością.

Politykiem nieuczciwym jest oczywiście awanturnik. Usiłuje zaspokoić swą ambicję i nie liczy się z ryzykiem, ze społecznymi kosztami swych improwizacji i eksperymentów. Polityczne awanturnictwo ma różne oblicza. Awanturnikiem jest woluntarysta, oszołomiony władzą i pobożnymi życzeniami, przeświadczony, że „chcieć to móc” po prostu. Awanturnikiem jest też pieniacz, gotów zniszczyć wszystko, byle postawić na swoim, nikomu w niczym nie ustąpić.

Nieuczciwy jest również fanatyk – polityk zaślepiony w swym przekonaniu o własnej słuszności, niezdolny do kompromisu. Posuwa się do przodu jak czołg, popycha całą zbiorowość ku zagładzie. Dlaczego zarzucamy mu nieuczciwość, skoro jest tak ideowy? Ponieważ każe innym płacić najwyższą cenę za swój obłęd ideologiczny, nie pytając ich, czy podzielają jego obsesje.

Wreszcie, politykiem nieuczciwym jest oczywiście zwykły krętacz. Taki człowiek nie próbuje realizować żadnej dalekowzrocznej wizji. Jest pozbawiony kręgosłupa i zasad. Ucieka od wszelkiej odpowiedzialności. Skoro nie ma poglądów, to nie ma i skrupułów.

Szanowni Państwo!

W odwiecznym sporze o związek między moralnością a polityką stale przewijają się dwa skrajne nastawienia.

Pierwszym jest cyniczny pragmatyzm. Podejście takie oznacza, że w sporze między wymaganiami moralnymi z jednej strony, a wymogami skuteczności polityki, zawsze stajemy po stronie skuteczności. Czyli „cel uświęca środki”.

Drugim, przeciwstawnym, poglądem jest naiwne, utopijne moralizowanie, przepojone myśleniem życzeniowym, w którym myli się rzeczywistość z postulatami. Tymczasem historia ludzkości nie przypomina sielanki, a biografie polityków – żywotów świętych. Życie, niestety, jest bardziej skomplikowane.

Czy zatem w ogóle jest możliwe sformułowanie kryterium, dzięki któremu dałoby się wyróżnić uczciwych polityków? Immanuel Kant opisał dwa typy polityków: moralnego polityka i politycznego moralistę. Ten ostatni chce „wykuwać moralność” zgodnie z wymogami polityki rozumianej jako cyniczna gra. Kiedy przyjrzeć się dokładniej, Kantowski „polityczny moralista” to odpowiednik współczesnego demagoga. Polityka, który szantażuje innych swymi deklamacjami moralności. Za moralizatorskim frazesem kryje się cyniczny pragmatyzm.

Kim natomiast jest moralny polityk, który odrzuca cyniczny pragmatyzm, a jednak nie popada w naiwne moralizowanie? Jest pryncypialistą i realistą zarazem. Jest świadomy dylematów, własnej omylności, zdecydowany w działaniu, a przy tym pokorny w samoocenie i w ocenie innych ludzi, rozważny. Jak celnie przestrzegał wielki kpiarz, George Bernard Shaw, „konieczności polityczne okazują się czasem błędami politycznymi”.

Dlaczego potrzebujemy moralnych polityków, a nie tylko uczciwości w życiu prywatnym? Otóż, mówiąc nieco paradoksalnie i może ryzykownie, gdyby wszyscy byli uczciwi, polityka stałaby się zbędna. Nie byłoby bowiem potrzebne prawo, sankcje przymusu: każdy spontanicznie postępowałby zgodnie z zasadami. Takiego świata jednak nie ma, dlatego konieczne jest istnienie publicznych norm. Ale także tych, którzy je ustanawiają i ich strzegą – polityków; a którzy sami przy tym podlegają społecznej kontroli i ocenie. Uczciwy polityk jest zatem kimś, kto w polityce potrafi dostrzec możliwości i środki dla realizacji dobra wspólnego. Nie jest naiwny i dobrze wie, że czasem wymaga to wielkiej cierpliwości, kompromisów, drobnych kroków. Nie traci jednak z oczu celu zasad niczego.

Taka właśnie postawa wydaje mi się ideałem, którym politycy powinni kierować się w codziennej działalności. Można ją nazwać pragmatyzmem opartym o zasady. Pragmatyzm w działaniu nie musi oznaczać braku zasad i skrupułów; ale też polityk nie powinien być nieprzytomnym marzycielem.

Polityk uczciwy potrafi zdobyć się na odwagę powiedzenia rzeczy trudnych i gorzkich. Nie popada przy tym w postawę mentorską – potrafi nie tylko przedstawić problem, ale zaproponować jego rozwiązanie. Uczciwość w polityce wiąże się zatem także z wymogiem konstruktywności. Nieodpowiedzialna krytyka to najtańszy luksus, na jaki może sobie pozwolić polityk; jest ona jednak nieuczciwa – nie tyle nawet wobec przeciwników politycznych, ile wobec wyborców. To właśnie dlatego prawdziwym testem uczciwości okazuje się zawsze przejęcie władzy, wejście do rządu. Politycy, tak uprzednio gwałtowni w krytyce, nie zawsze okazują się skuteczni za sterami.

Polityk uczciwy to taki profesjonalista, który rozumie różnicę między własnymi celami a zasadami regulującymi współistnienie, gwarantującymi wzajemne bezpieczeństwo. Tych zasad nigdy nie poświęca na ołtarzu krótkowzrocznych pragmatycznych zysków, ani też w imię ideologicznego zacietrzewienia. Jako nieprzekraczalną granicę traktuje zasady wspólne dla ogółu: prawa człowieka, wolność słowa, przekonań, wyznania, wreszcie szacunek dla konstytucji. Spektrum uczciwych polityków to zatem spektrum ludzi, z którymi możemy się spierać, polemizować, czasem nawet zwyczajnie kłócić – ale co do których nie mamy wątpliwości, że są gotowi bronić wolności i praw obywatelskich.

Wreszcie nie mogę nie wspomnieć o teście dla uczciwego polityka najtrudniejszym. Czasem przychodzi mu bronić poglądów niepopularnych, ale w jego najgłębszym przekonaniu słusznych. Test to najtrudniejszy i nie każdy sobie z nim poradzi – głoszenie poglądów niepopularnych nie przysparza głosów wyborczych. Kto jednak redukuje politykę do popularności, na pewno nie jest politykiem uczciwym.

Moralny polityk nie da sobie rady w pojedynkę. Należy raczej mówić o wypracowaniu kryteriów uczciwości i egzekwowaniu ich w stosunku do całej klasy politycznej. Politycy powinni wzajemnie wspierać się w zachowaniach przyzwoitych, akcentować szacunek dla zasad ponad podziałami i uprzedzeniami. Tylko wtedy – na bazie wzajemnego zaufania - będą zdolni do współdziałania

Na uczciwość polityków oraz uczciwość polityki jako złożonego mechanizmu współdziałania różnorodnych ludzi liczyć możemy najczęściej wtedy, gdy pożądana społecznie postawa wymuszana jest naciskiem opinii publicznej, odpowiednią atmosferą i kulturą współdziałania panującą w społeczeństwie. Takie warunki utrudniają życie politycznym szkodnikom. Jeśli natomiast patologie polityki utrwalają demoralizację zbiorową, to wtedy wikłamy się w błędne koło.

Panie, Panowie!

Jak podkreślałem już na wstępie, nasza refleksja na temat warunków uczciwości nie jest zajęciem czysto akademickim. Jako praktyk, może już weteran polityki, pragnę ze szczególnym apelem zwrócić się do zgromadzonej tu młodzieży. Jeśli ktoś z was chce wpłynąć na głębokie wody polityki, musi przedostać się między Scyllą a Charybdą. Z jednej strony – ominąć miraż świata, w którym ludzie zamienią się w aniołów i nic już nie będzie dwuznaczne, kontrowersyjne. Z drugiej strony – unikać jak ognia wizji polityki jako ciemnych układów, tajemniczych machinacji. To samospełniające się proroctwo. Radzę Wam, byście nie wyrzekali się ideałów, by moralność pozostała, także w świecie polityki, Waszą busolą. Ale byście zarazem pamiętali, że ideały musicie urzeczywistniać w świecie ludzi. Ludzi, którzy jak pisał wspomniany już Kant, zrobieni są z tak pokrzywionego drzewa, że nic prostego nie da się z nich wyciosać.

A zatem: polityk, który chce być skuteczny, nie może sobie pozwolić na nieuczciwość. To wcale nie znaczy, że ominie go dylemat „mniejszego zła”, że nie dokuczy mu sprzeczność między zasadami a interesami. Wiarygodny społecznie będzie jednak tylko wówczas, gdy inni będą przekonani, że jest odpowiednim człowiekiem na właściwym miejscu. Musi wiedzieć, czego chce, i sam kierować swoim działaniem, nie pozwalając, by okoliczności rządziły jego postępowaniem. Żadna bowiem teoria, żadne ekspertyzy i porady nie uwolnią polityka od konieczności codziennego dokonywania wyboru, podejmowania decyzji, rozstrzygania w swoim sercu i sumieniu, co jest, a co nie jest uczciwe. Decydując się w życiu na rolę polityka, wzięliśmy na siebie i ten ciężar.

Życzę tu obecnym, wszystkim politykom – kolegom po fachu, ale zwłaszcza młodym ludziom, którzy chcą wejść na drogę politycznej kariery – aby ich wybory, decyzje i rozstrzygnięcia były jak najczęściej trafne, zgodne z ich sumieniem i ze społecznymi oczekiwaniami.