Menu rozwijane

18 września 2010

Szanowni Państwo!

Tablice, pomniki, upamiętnienia stawia się z myślą o ludziach, którzy na nie zasłużyli, ale w zasadzie stawia się je dla tych, którzy mogą to przeżyć i szukać w życiu innych osób, w dokonaniach innych osób wzorca, mogą szukać natchnienia dla własnego życia i dla życia następnych pokoleń.

I to pewnie dlatego wspominamy dzisiaj prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego jako harcerza, jako żołnierza i jako wiernego Polsce wychodźcę w Londynie. Wspominamy go także jako ostatniego prezydenta II Rzeczypospolitej, jako postać spinającą tę Polskę, którą przechowaliśmy wszyscy razem w sercach z czasów przedwojennych, w pamięci własnych rodzin, własnych rodziców, dziadków, z tą Polską, którą udało nam się odzyskać, odbudować po 1989 roku.

Wspominamy także pana prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego jako człowieka, który potrafił zyskiwać serca i sympatię w całej Polsce w okresie, gdy pełnił funkcję już byłego prezydenta na uchodźctwie. To była osoba, która pokazywała wszystkim, jak można i jak trzeba się cieszyć z odzyskanej wolności, jak można i jak trzeba szanować odzyskaną niepodległość, demokrację i wolność obywatelską. Pokazywał całym sobą, swoją obecnością w wielu miejscach, w kontaktach w ludźmi, że ta odzyskana wolność jest rzeczą wielką i piękną.

Siłą rzeczy każdy trochę inaczej wspomina prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego: bądź jako żołnierza – pewnie tak wspominają go głównie przyjaciele i koledzy z czasu wojny, z II korpusu, być może także zesłańcy syberyjscy... Pewnie inaczej myślą harcerze, którzy wspominają swoje własne kontakty z nim w czasach, gdy harcerstwo funkcjonowało rozdarte pomiędzy wychodźstwo a harcerstwo tu, w Polsce. W tym obszarze harcerskim jest coś szczególnego, przepiękny symbol tej harcerskiej służby Polsce, bo przecież dzisiaj odsłaniamy tablicę poświęconą druhowi prezydentowi Ryszardowi Kaczorowskiemu w bezpośrednim nieomal sąsiedztwie domu, stojącego tutaj niedaleko w alei Niepodległości, skąd w swoją ostatnią dramatyczną drogę wyruszył Jan Bytnar „Rudy” z „Kamieni na szaniec” – bohater, potem legenda Szarych Szeregów, żołnierzy Armii Krajowej wywodzących się z Szarych Szeregów.

Jest coś w sąsiedztwie tych domów, tych tablic... Jest jakaś szczególna klamra spinająca dokonania i wierną służbę całego pokolenia, które wyrosło w II Rzeczypospolitej, które w sposób dramatyczny służyło w czasie wojny w walce o wolność i które potrafiło także służyć Polsce po odzyskaniu niepodległości, po ’89 roku.

Ze szczególną wdzięcznością wspominam te wszystkie chwile, w których prezydent Ryszard Kaczorowski, zgodnie z tym pięknym gestem, jakim było przekazanie wolnej Polsce pamiątek po poprzednich prezydentach z czasów wolnej II Rzeczypospolitej, starał się o pokazanie tej ciągłości trwającej pomimo dramatu wojny, pomimo dramatu komunizmu; gdy pokazywał całym sobą, że jest wierny tej myśli, aby łączyć tamte czasy z czasami nowymi, aby wspólnie się cieszyć odzyskaną wolnością.

Myślę, że mało jest postaci, które tak przekonująco tłumaczyły młodym pokoleniom – i swojemu własnemu – że to jest ta sama służba, że to jest to samo państwo, że to są te same ideały, że to są te same nasze polskie miłości.

Chciałem więc dziś pochylić nisko głowę i przed prezydentem Ryszardem Kaczorowskim, i przed całym jego pokoleniem. Pochylić nisko, z ogromną wdzięcznością za to, że stali się – a on w sposób szczególny – elementem łączącym tradycje wolnej Polski z okresu międzywojennego i współczesnego naszego kraju. I myślę, że jest coś pięknego, co warto również podkreślić dzisiaj. Warto podkreślić to, że dobre czyny, dobre zachowania, odważne zachowania, rozsądne zachowania zawsze powodują, że istnieje wdzięczność narodu, że istnieje chęć upamiętnienia tego szczególnego momentu albo tej szczególnej osoby. Z ogromną satysfakcją odnotowuję, że w wielu miejscach Polski – w najbliższym czasie chyba w Mińsku Mazowieckim – też będą odsłonięte tablice upamiętniające prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego.

Widać, że dobre czyny, dobre życie, piękne życie, piękne zachowania same z siebie wywołują odruchy serca ludzkiego, powodujące chęć upamiętnienia. Nic nie trzeba, nie trzeba wiele więcej. Trzeba po prostu pozwolić ludziom, ludzkim sercom pamiętać. Wtedy zawsze upamiętnienie jest najprawdziwsze, najautentyczniejsze i najdłużej oddziałujące na serca i umysły przyszłych polskich pokoleń.

Dziękuję bardzo.