Menu rozwijane

02 grudnia 2010

Proszę Państwa!

Dziękuję za wszystkie głosy w dyskusji. Pokrótce chciałem się ustosunkować nie tyle do wszystkich głosów, ile do niektórych spraw.

Rzeczywiście zamierzam skorzystać z pewnego szczególnego w ustroju państwa miejsca prezydenta, który dzięki takiemu, a nie innemu usytuowaniu może trochę wyjść z logiki myślenia partyjnego. Demokracji bez partii politycznych nie ma, jestem więc jak najdalszy od takich uproszczonych sądów, że należy wszystko partiom zabrać i wszędzie partie ograniczyć. Według mnie, trzeba jednak wyciągać wnioski z tego, co tu w paru wypowiedziach zostało przypomniane. Rzeczywiście na wielu poziomach samorządności daje się odczytać jednoznaczne wskazanie obywateli, że preferują wybory ludzi, których uważają za bardziej zaangażowanych w sprawy lokalne, a mniej w pewną batalię międzypartyjną, na ogół kojarzoną z parlamentem albo ze szczytami władzy państwowej. To widać wyraźnie, aczkolwiek można również wskazać bardzo pozytywne i ciekawe przykłady osób, które potrafią łączyć funkcjonowanie w logice partyjnej z jednoznacznym zaangażowaniem czysto samorządowym. To jest niełatwe, ale czasami się udaje.

Ja mogę sobie pozwolić na myślenie z dystansem od sfery interesu czysto partyjnego, ale mam też doświadczenie wieloletniego działania w strukturach partii politycznych. Zamierzam z mojej pozycji skorzystać, wychodząc naprzeciw znacznej części opinii publicznej, która w tych ostatnich wyborach – ale i w poprzednich – wskazywała wyraźnie, że preferuje wybory w okręgach jednomandatowych, o czym świadczy siła raz wybranych wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. To też jest przecież wskazówka. Wiemy już, co się za tym kryje, to nie jest takie proste, ale generalnie to jest potwierdzenie atrakcyjności wyborów w okręgach jednomandatowych. Zamierzam uwzględnić ten sygnał opinii publicznej, że chce ona widzieć sferę samorządu jako domenę przede wszystkim ludzi zaangażowanych w politykę lokalną.

I w związku z tym zamierzam wyjść z takimi inicjatywami, o które prosiłem, inicjatywami ustawodawczymi. Zamierzam również odbyć swoistą pielgrzymkę po partiach politycznych, przekonując – mam nadzieję, że razem z samorządowcami, którzy na różnych zasadach, sympatiami, czasami interesami lokalnymi, są związani z konkretnymi środowiskami politycznymi –  do pewnej powściągliwości, do pewnego świadomego cofnięcia się partii politycznych z dominacji w obszarze samorządu lokalnego, która dzisiaj jest faktem. Bo jednak istnieje tendencja do upartyjniania władzy wykonawczej, do wystawiania wszędzie, na najniższym poziomie, list partyjnych.

Będę starał się to robić raczej na zasadzie przekonywania. I wydaje mi się, że jest na to dobry klimat, bo jesteśmy na takim etapie rozwoju demokracji w Polsce, ugruntowania pozytywnych doświadczeń z zakresu samorządności, że można liczyć tutaj na wspólny sukces. Nie jestem zwolennikiem żadnej rewolucji, dociskania, wywracania wszystkiego, ryzykowania tego, że przy okazji głębokich zmian, które mogą się podobać na krótko, doprowadzi się do jakiegoś kryzysu w tym ważnym obszarze. Takiej prośby z mojej strony nie było, nie widzę też takiego myślenia w zespole osób, które pracują nad nowelizacją ustaw, nad inicjatywą ustawodawczą.

Wręcz odwrotnie, wydaje mi się, że działamy ewolucyjnie, idąc krok po kroku. Wyciągamy doświadczenia z poprzednich kadencji samorządu, wyciągamy także doświadczenia z ostatnich wyborów. Może to jest minimalistyczne... Tu był głos pana zaangażowanego w kwestię jednomandatowych okręgów wyborczych. Uważam, że przyjmując pewną mądrość etapu, jaką jest szansa na wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych na poziomie całości samorządu,  generalnie sprzyjałbym także objęciu tym rozwiązaniem i województw, bo przekonuje mnie argument, że to musi być w tej samej logice. Proszę zwrócić uwagę, że jeżeli to się uda – tak jak się udało do tej pory zebrać pozytywne doświadczenia z 2400 okręgów jednomandatowych, w których wybierano wójtów, burmistrzów, prezydentów miast – to być może będzie to decydujący argument na rzecz wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych także do parlamentu. Zobaczymy, czy tak będzie. Na razie zróbmy tyle, żeby to doświadczenie się kumulowało i być może przekonywało o wiele bardziej niż wszelkie zaklęcia natury politycznej.

Dziękuję za wszelkie głosy, które mówią o potrzebie interwencyjnego działania. Ja sobie nie zdawałem sprawy, że mogą być mechanizmy de facto blokujące stworzenie nowej władzy w samorządzie na poziomie powiatu przez niewygaszenie mandatu. To według mnie wymagałoby osobnego potraktowania i jeżeli jest potrzeba interwencyjnego działania – nie wiem, czy to jest teoria, czy praktyka; czy to jest realne zagrożenie, czy teoretyczne – to uważam, że trzeba, być może w porozumieniu z komisją sejmową, podjąć jakieś szybkie działania, żeby jak najszybciej zlikwidować pokusę stosowania tej metody swoistej obstrukcji i zlikwidować też zjawisko pewnego zgorszenia. Bo to jest zgorszenie, jeżeli mimo werdyktu w demokratycznych wyborach samorządowych nie można ukształtować władz. To jest demoralizujące z punktu widzenia ugruntowywania autorytetu mechanizmów demokratycznych.

W pozostałych kwestiach liczę na spokojną pracę i konsultacje. Wydaje mi się, że to jest dobry moment, żeby z taką inicjatywą wyjść, bo i ludzie mają świeże zainteresowanie i swoje emocje związane ze świeżymi wyborami, i partie polityczne mają świeżą lekcję, którą jedni lepiej, drudzy gorzej odrobili, ale wszyscy ją jeszcze pamiętają.

Aktywizacja obywatelska... Muszę powiedzieć, że to jest wielkie wyzwanie. Wydaje mi się, że właśnie wybór w okręgach jednomandatowych będzie sprzyjał pobudzaniu inicjatyw lokalnych wszelkiej maści. Państwo mają swoje „punkty obserwacji” problemów samorządowych i własne doświadczenia. Ja również mam takie ulubione miejsce, gdzie obserwuję, jak to wygląda, parę takich miejscowości, gdzie zaglądałem do szpitala, gdzie zaglądam także do samorządu. Jest taka gmina, gdzie przegrali wszyscy w mojej ocenie najlepsi kandydaci w sensie przygotowania merytorycznego, zawodowego, poziomu ogólnego. Przegrali, gdyż byli kandydatami spoza propozycji list i spoza listy władzy. Bo lista wójta to jest lista władzy – tak to wygląda. Oni chcieli inaczej. To bardzo ciekawi ludzie, pełni entuzjazmu, pomysłów, kreatywni, ale pozbawieni realnego zaplecza. Przegrali co do jednego. I jaki wniosek z tego wyciągnęli? Zakładamy stowarzyszenie. Jeden założył stowarzyszenie ekologiczne, drugi takie, siakie, owakie i na następne wybory szykują się do pójścia szeroką ławą, ale nie z zapleczem partyjnym i nie z zapleczem władzy wójtowskiej, tylko z zapleczem obywatelskim.

Ten jeden przykład, który obserwuję z bliska, jest dla mnie źródłem optymistycznego wniosku, że właśnie okręgi jednomandatowe, w których będą startować konkretni ludzie – oni albo będą musieli szukać zaplecza partyjnego, albo będą sobie je budowali, mogą w aparacie władzy wójtowskiej, ale mogą także w organizacjach, stowarzyszeniach pozarządowych – że  to będzie mechanizm zachęcający do większej aktywności, szczególnie na poziomie gmin, gdzie rzeczywiście w skali kraju nie wszędzie to wygląda dobrze. Tu ewidentnie – nie w całej Polsce, ale w wielu rejonach – jesteśmy bardzo słabi.

To są takie moje „nieuczesane” myśli i refleksje. Mam nadzieję, że już niedługo będę mógł się zapoznać ze wstępnymi wnioskami, także „ubranymi” w projekty. Za wszystkie sugestie dodatkowych inicjatyw, przekazania własnych propozycji, pomysłów bardzo serdecznie dziękuję. Tu był jeden głos, który wymaga jeszcze krótkiego nawiązania. Rzeczywiście, może warto pójść aż tak daleko i zastanowić się nad drugą turą [w wyborach samorządowych] – czy ona wszędzie ma sens. Bo rzeczywiście druga tura jest mechanizmem włączającym zupełnie inną logikę – logikę układu między siłami politycznymi, a nie logikę wyboru obywatelskiego. I może to jest dobry moment, żeby zmierzyć się z tym problemem, przedyskutować go i przymierzyć się do niego w ramach nowelizacji.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję.