Szanowni Państwo!
To dla mnie wyróżnienie, że mogłem objąć swoim patronatem tak ważne i tak na czasie wydarzenie, jakim jest Kongres – dyskutujący, myślący i mający ambicje zbudowania propozycji istotnej z punktu widzenia wielkiego zadania, jakim jest uczestnictwo Polski w procesie innowacyjności. Zapewne Państwo w raporcie przedstawią o wiele więcej wniosków wynikających z doświadczenia, wynikających z głębokiej wiedzy w tym obszarze. Ja pozwolę sobie podzielić się z Państwem paroma myślami bardziej ogólnej natury, siłą rzeczy niewnikającymi w głębię tego ważnego problemu. Ale chciałem powiedzieć raz jeszcze: uważam, że czas najwyższy, aby rozmawiać o polskich szansach na uczestnictwo w procesach innowacyjności.
Proszę Państwa!
Wydaje mi się, że myślenie o innowacyjności w Polsce przez wiele lat skupiało się głównie na problemach finansowania oraz na problemach transferu wiedzy z nauki do gospodarki – w tę stronę – bez większej dbałości o to, jakie są tego efekty, na ile są one weryfikowane przez mechanizmy istotne z punktu widzenia gospodarki. A więc na ile są weryfikowane przez procesy konkurencyjności, zdolności do wdrożenia, ssania przez rynek, tego wszystkiego, co jest produktem sfery nauki. Narzekaliśmy przez te lata na słabość instytucji wspierających badania, na niską podaż komercyjnych projektów badawczych, na brak zainteresowania biznesu nowymi rozwiązaniami, niskie nakłady na naukę. Narzekaliśmy po cichu na to, że ogromna część efektów pracy sfery nauki kończy się na rezultatach czysto badawczych, a nie dochodzi do etapu najmniejszej nawet próby praktycznego wykorzystania tego wysiłku w wymiarze praktycznym – bo nie ma nikogo, kto byłby skłonny się tym zainteresować, albo badania były prowadzone tak, że nie uwzględniały realnych możliwości oraz realnych potrzeb rynku.
Jednak w tym samym czasie, kiedy my tak myśleliśmy, trwał proces ogromnej zmiany, transformacji całości systemowych rozwiązań w Polsce. Uczelnie budowały centra transferu technologii, inkubatory, w całej Polsce powstawały parki technologiczne, a prywatne nakłady na badania powoli, powoli się zwiększały. Warto powiedzieć również o jednej rzeczy: przecież dodatkowe, ogromne jak na realia Polski środki pochodzące z funduszy strukturalnych zostały w ostatnich latach zainwestowane i że nadal będą inwestowane zarówno w sektor nauki, jak i w sektor samego biznesu. I warto pamiętać o tym, że sam program operacyjny „Innowacyjna gospodarka” to prawie 10 mld euro do wydania w latach 2007 – 2013. To są naprawdę gigantyczne środki.
A wszyscy wiemy, ze poziom innowacyjności w Polsce, mierzony zresztą różnymi wskaźnikami, nadal nie wzrasta albo przynajmniej nie wzrasta na miarę zainwestowanych środków i na miarę realnych potrzeb Polski. Według badań GUS-u tylko 21 procent polskich przedsiębiorców wprowadza innowacje produktowe lub procesowe. Działalność innowacyjna plasuje polskich małych przedsiębiorców na 23. miejscu, a średnich i dużych – na 22. pozycji wśród przedsiębiorców z krajów europejskich. Warto o tym pamiętać także w kontekście naszej słusznej polskiej dumy, że to właśnie mały i średni biznes oraz jego rozwój okazały się dźwignią rozwijającą całość gospodarki Polski, budującą polskie szanse na przyszłość i ratującą również polską gospodarkę przed podmuchami zagrożeń wynikających z europejskiego kryzysu finansowego czy gospodarczego. Już pomijając ten fakt, że mały i średni biznes to także budowa społeczeństwa obywatelskiego, w którym ludzie uczą się lepiej dbać o swoje własne interesy, a siłą rzeczy, ucząc siebie i innych, budują klimat sprzyjający przedsiębiorczości. Warto o tym dzisiaj pamiętać.
I warto zadać sobie pytanie, dlaczego pomimo tylu pieniędzy i zmian polska innowacyjność nie rośnie wystarczająco szybko. Ona rośnie, ale niewystarczająco szybko, nie w pełni satysfakcjonująco. Stawiam tezę, a może tezy – oprócz tej, o której na samym początku powiedziałem. Uważam, iż tak, jak naszą troską i źródłem narzekania na słabość przeróżnych instytucji było przekonanie, że należy skupić się na transferze wiedzy z nauki do gospodarki, tak dzisiaj należy w większym stopniu skupiać się na przenoszeniu pewnych mechanizmów z wolnego rynku właśnie do sfery nauki, wdrożeń i tego wszystkiego, co decyduje o tym, co jest realnie przydatne i co da się wykorzystać.
Stawiam również tezę, że strukturalnie i instytucjonalnie jesteśmy już dobrze przygotowani do poprawy tej sytuacji, zmiany tej sytuacji. Jednocześnie chcę podkreślić dwa podstawowe czynniki rozwoju – w tym jeden, żeby nie było wątpliwości, wciąż wymagający inwestycji. Pierwszy to jest czas. Zmiany systemowe, zwiększenie innowacyjności to niewątpliwie proces wieloletni, tego się nie da zrobić ot tak hop-siup. Stąd oczekiwanie, że raptem zrobimy polską Nokię, jest według mnie oczekiwaniem obok realnych możliwości i realnych doświadczeń. Nikt Nokii nie zrobił – żaden rząd, żaden prezydent. Zrobił ją biznes. Zrobił ją biznes, korzystając oczywiście z warunków rozwoju, jakie istniały w tym kraju. Warto o tym mówić, bo też nikt nie wymyśli w Polsce, żaden dekret nie rozstrzygnie, że powstaną jakieś inne przedsiębiorstwa czy inne pomysły na polskiego google’a czy skype’a. Proces ten wymaga wielu lat zmian i przygotowań, a rolą państwa jest budowanie warunków, by tak się mogło stać. I tego oczekuję, na to liczę, że znajdę w tym raporcie. Że znajdę to, co jest niezbędną rolą państwa – tworzenie ram sprzyjających, a nie przerzucenie na państwo pomysłu na to, że ma zrobić polską Nokię.
Drugi czynnik, wymagający po prostu działań, to jest problem jakości kapitału społecznego. Jakość rozumiana jako wiedza i zdolność ludzi do bycia kreatywnymi, a przede wszystkim jako umiejętność dialogu i współpracy, bez której generowanie i wdrażanie nowych pomysłów nie będzie możliwe. Nie będę cytował, bo dzisiaj to już niemodne, ale kadry, proszę Państwa, przede wszystkim kadry. To w ludziach i w ich umiejętności oraz woli współpracy tkwi – w moim przekonaniu ciągle niewykorzystany – potencjał. On jest, on realnie istnieje. To jest źródło, rezerwuar siły i możliwości, do którego trzeba próbować skuteczniej sięgać. Ale żeby on mógł działać, żeby mógł działać prawidłowo, to według mnie tam w środku musi być odgrywający istotną rolę czynnik wewnętrznej konkurencji, bez której nie będzie postępu.
Dlatego po to, abyśmy za kilka lat, podczas kolejnego Kongresu Innowacyjnej Gospodarki, mogli mówić o znaczących zmianach i prawdziwie innowacyjnej gospodarce, należy, w moim przekonaniu, skupić się na trzech elementach, które będą wspierać innowacyjność polskiej gospodarki w przyszłości. Po pierwsze: poprawa jakości edukacji dzieci i młodzieży. Według mnie nadszedł czas, by dostrzec, że umiejętność dialogu i zdolność do współpracy, a przez to właśnie innowacyjność, zaczyna się w domu i w szkole, zaczyna się od sposobu myślenia o życiu, o sobie samym, o rozwiązywaniu jakichkolwiek problemów życiowych.
Po drugie: kształcenie postaw innowacyjnych i przedsiębiorczych wśród studentów i młodych naukowców. To także jest pytanie o tę konkurencyjność. O możliwość konkurowania i sięgania do doświadczeń innych, których dzisiaj środowiska postrzegają często tylko i wyłącznie jako groźnych konkurentów, a więc na wszelki wypadek nie wpuszcza się ich na uczelnie, do instytutów, itd. A więc kształcenie postaw innowacyjnych i przedsiębiorczych wśród studentów i młodych naukowców. Tu chciałbym przypomnieć wypowiedź pani profesor Janiny Jóźwiak podczas debaty o szkolnictwie wyższym, która odbyła się kilka miesięcy temu w Kancelarii Prezydenta. Pani Profesor mówiła o roli szkolnictwa wyższego w kształtowaniu twórców gospodarki. Nie tylko praktyków, ale twórców gospodarki.
I po trzecie: budowanie lepszych kompetencji samych przedsiębiorców. W Polsce mamy chyba 96 procent firm, które kwalifikuje się jako mikrofirmy, w których najczęściej pracuje właściciel i jeden pracownik. Takie firmy nie są zdolne albo w ogromnej mierze nie są zdolne do wdrażania nowatorskich rozwiązań. Czasami wystarczy genialny właściciel dysponujący niebywałymi kontaktami, wielką wyobraźnią, odwagą, ale są to sporadyczne przypadki. Musimy sprawić, aby firmy te mogły się dynamicznie i długookresowo rozwijać, a przedsiębiorcy wiedzieli, jak do tego doprowadzić. Ale to jest w znacznej mierze pytanie do Państwa.
Jak można realnie działać na rzecz zwiększenia zdolności uczestnictwa w innowacyjności przy założeniu, że ta struktura polskiego biznesu tak łatwo i tak szybko się nie zmieni, że będziemy mieli może 86, a może 92 procent mikrofirm – małych przedsiębiorstw.
Proszę Państwa!
Żeby zakończyć bardziej optymistycznie, chciałem powiedzieć, że na przekór poprzedniemu systemowi duch polskiego przedsiębiorcy, polskiej przedsiębiorczości przetrwał, w moim przekonaniu, najgorsze dla wszelkich przejawów indywidualizmu, niezbędnego dla przedsiębiorczości, lata. Polscy przedsiębiorcy stali się siłą napędową polskiej transformacji – tej systemowej rewolucji. Do tych cech chciałem się więc dzisiaj odwołać – tu trzeba podobnie myśleć. Jak przetrwaliśmy, to teraz dajmy z siebie trochę więcej, żeby sprawy przedsiębiorczości Polski poszły lepiej i dalej.
Obecnie w Polsce działa 1 mln 700 tys. firm. To są głównie te małe firmy, ale to jest przecież gigantyczny kapitał. Kapitał wynikający także z przetrwania ducha przedsiębiorczości polskiej w naszym kraju jeszcze z czasów sprzed transformacji. Przedsiębiorcy umieli odpowiedzieć na zmiany w gospodarce, polityce, społeczeństwie, które zachodziły w nieprawdopodobnie trudnym czasie i w niesłychanym tempie. Bo przecież to jest tak naprawdę kilkanaście lat, w których dokonały się te gwałtowne zmiany. Teraz jesteśmy świadkami ewolucji i zmian zachodzących już łagodniej. Owe zdolności do adaptacji, zdolności do innowacji muszą stać się siłą napędową polskiej gospodarki i przedsiębiorstw w XXI wieku – między innymi wiedza i kompetencje oraz zdolność do dialogu i współpracy. I do tego Państwa serdecznie zachęcam, w taki program bardzo chętnie wpiszę Urząd Prezydenta.
Dziękuję bardzo.