Menu rozwijane

10 listopada 2010

Siedem miesięcy temu dramat, strata, ból dotknęły całego państwa polskiego, całej polskiej wspólnoty narodowej. Siedem miesięcy temu przeszywający ból stał się udziałem nas wszystkich, ale przede wszystkim rodzin, bliskich osób, które zginęły w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

Rany państwa, ciężkie, dramatyczne rany mogą się zabliźnić stosunkowo łatwo dzięki procedurom demokratycznym, dzięki wspólnej trosce o to, by państwo funkcjonowało tak, jak powinno. Straszliwe rany w sercach bliskich z natury swojej zabliźniają się o wiele trudniej. Czasami nigdy tego się nie da osiągnąć… W tych szczególnych dniach byliśmy razem z wszystkimi bliskimi wszystkich 96 ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. Chciałbym, żeby było tak samo i dzisiaj, żeby ci, którzy stracili najbliższych, czuli, że jesteśmy dzisiaj razem z nimi, na miarę naszych możliwości współodczuwając ich ból, chcąc także razem z nimi przyczynić się do dobrej pamięci, która powinna pozostać po wszystkich, którzy zginęli siedem miesięcy temu pod Smoleńskiem.

Rodziny straciły najbliższych, rodziny straciły ludzi kochanych, często najważniejszych, z którymi wiązano ogromne nadzieje. Pewnie większość z nas straciła przyjaciół, kolegów, znanych, szanowanych. Ale oni stracili najbliższych. Dzisiaj, przy okazji odsłaniania tego wspaniałego pomnika wszyscy myślimy o tym momencie straszliwym; myśli swoje i serdeczną modlitwę kierujemy ku temu szczególnemu miejscu tuż koło lotniska w Smoleńsku. Tam lecą nasze myśli i modlitwy, nas wszystkich, także rodzin. I sądzę, że w tym strasznym momencie, w tej strasznej chwili i w drugą stronę leciały najserdeczniejsze myśli kierowane do własnych rodzin, do żon, mężów, dzieci, rodziców, kierowane przez tych, którzy przeżywali swoje ostatnie chwile.

Bardzo bym chciał, aby ten pomnik, postawiony nie w wyniku jakichkolwiek kalkulacji, ale z odruchu serca, za co serdecznie dziękuję Pani Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy, był tym miejscem, z którego – ktokolwiek z nas tu stanie – też serdeczna myśl, serdeczna modlitwa pofrunie hen, hen daleko, aż tam do Smoleńska. Bo w takich chwilach wszyscy jesteśmy jedną osieroconą rodziną. I tak powinno być na zawsze.